Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nie czuwa już nad bezpieczeństwem osób kąpiących się w gliwickich akwenach. A prezes gliwickiego WOPR przypomina: nie każdy, kto nosi czerwoną koszulkę z napisem „ratownik”, to woprowiec. W ostatnich latach, w wyniku przetargów, WOPR traciło na rzecz konkurencji kolejne obiekty. Jego ostatnim bastionem było jezioro w Czechowicach.      

 
W maju tego roku Miejski Zarząd Usług Komunalnych w Gliwicach ogłosił przetarg, do którego, prócz WOPR, przystąpiło Ratownictwo Wodne Rzeczpospolitej i fundacja Wodna Służba Ratownicza z Wrocławia. Pierwsze zaoferowało ponad 130 tys. zł, drugie trochę ponad 124 tys., a fundacja – niecałe 170. Wygrała oferta najtańsza. 
- Nie ma w tym żadnej sensacji - zapewnia Tadeusz Mazur, dyrektor MZUK. - Ogłosiliśmy przetarg, wystartowali ci, którzy chcieli, a wygrał podmiot, który złożył najkorzystniejszą ofertę.

Niezadowolony z postawy miasta jest jednak Bogdan Kozłowski, prezes gliwickiego WOPR-u.
- Nie mamy uwag co do wyników przetargu, bo tu rządzi prawo rynku. Po prostu: wygrał najtańszy. Wiem jednak, że zaproponowaliśmy realną ofertę, która uwzględniała i godne zarobki, i rzeczywisty czas pracy ratowników. Jak wyliczyli to inni i jaka będzie jakość ich usług, czas pokaże. Boli mnie jednak, że po 54 latach nieprzerwanej współpracy miasto potraktowało nas instrumentalnie. Nikt już widać w urzędzie nie pamięta, że to WOPR bezpłatnie zabezpieczało w Gliwicach imprezy masowe, że to my, za darmo, chodziliśmy do szkół i przedszkoli, organizowali pogadanki na temat bezpiecznego spędzania czasu na wodą czy szkolenia z pierwszej pomocy.

WOPR bije na alarm od dawna: nie podoba mu się niezdrowa, zdaniem Kozłowskiego, konkurencja i brak wsparcia ze strony samorządów. 
- Wina leży po stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji - mówi szef gliwickich woprowców. - W 2012 roku wprowadzono niezrozumiałe i, w mojej opinii, nieodpowiedzialne zmiany. Umożliwiono na przykład działalność ratowniczą różnym firmom. Kozłowski mówi, że niektóre ratownictwem zajmują się tylko przez dwa miesiące, w sezonie, a potem aktywność zawieszają.

- Przecież to nonsens, by ratownik posiadający dwuletni staż i przygotowanie pedagogiczne był wykładowcą kursu na stopień instruktora ratownictwa wodnego - oburza się prezes. - A takich smaczków jest więcej. Od kiedy ministerstwo zezwoliło innym podmiotom na przeprowadzanie szkoleń, trwają one weekend. 129 godzin przewidzianych przez ustawodawcę realizuje się od piątku do niedzieli!

W WOPR takie kursy rozłożone są na dziewięć miesięcy, zaś ratownicy uczą się fachu już od 12. roku życia, sukcesywnie zdobywając kolejne uprawnienia. 
- I teraz ktoś, komu się nie udało, bo na przykład jest za słaby, idzie do konkurencji. Jak taki człowiek ma potem strzec bezpieczeństwa kilku tysięcy ludzi? Kolejna sprawa: czy gestorzy kąpielisk sprawdzają sprzęt, jakim dysponują ratownicy? – pyta Kozłowski. I ma żal do miasta, że przez lata nie dostrzegał woprowców, traktując ich jak piąte koło u wozu.

- Nigdy nic nie dostaliśmy od samorządu. Inne miasta pomagały przy zakupie sprzętu ratowniczego, a w Gliwicach zawsze były problemy. Gdy ubiegaliśmy się o jakikolwiek grant, była to droga przez mękę. A przecież nie działamy dla siebie, czuwamy nad bezpieczeństwem mieszkańców.

Na zarzuty szefa gliwickiego WOPR odpowiada Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy prezydenta.
"Przetarg na obsługę ratowniczą kąpielisk został rozstrzygnięty. Fakt ten nie wymaga chyba komentarza. WOPR go nie wygrało z wiadomych i jasnych powodów. Nikt nie zamierza deprecjonować ani podważać dotychczasowego zaangażowania i pracy WOPR-u na rzecz gliwickiej społeczności. Nie mogło to jednak zauważyć na wyniku przetargu, co chyba dla wszystkich jest oczywiste".


Prezes chce, by mieszkańcy wiedzieli, więc zaznacza wyraźnie: WOPR nie ponosi odpowiedzialności za to, co dzieje się obecnie na gliwickich kąpieliskach. 

- My tam już nie dyżurujemy, prosimy więc, aby do nas nie telefonować z uwagami na temat pracy ratowników. Nie każdy, kto nosi czerwoną koszulkę z napisem „ratownik”, to woprowiec. 
wstecz

Komentarze (6) Skomentuj

  • Adamo 2019-07-07 09:24:09
    Nie jestem stałym bywalcem kąpielisk, bywam od czasu do czasu ale uważam że najważniejsze to profesjonalizm nie od wakacji ale na co dzień i od święta. Ekonomia to nie wszystko, liczy się zaangażowanie i to po co jest się powołany .... Liberalizm włodarzy miasta ...... Tu ważne jest w co pan F. i jego koledzy PO fachu są zaangażowani ...... Policję, Straż pożarną ..... konkursy, przetargi ogłosić , będzie jeszcze taniej ...... Będzie więcej na ratowanie "zagrożonej" demokracji ..... Pozdrawiam wszystkich WOPR-owców, teraz więcej czasu na szkolenie aż przyjdzie czas na profesjonalistów ...
  • Piotr 2019-07-07 20:24:55
    Czy ktos sprawdza kompentencje niby “ratownikow” ?
  • rowerzystka 2019-07-08 01:06:08
    Przy okazji. Pamietajmy, ze ten, ktory mowi, ze jazda rowerem w tzw. przeciwpradzie, jest mnie bezpieczna, niz we wspolpradzie, jest idiota. Ten, kto tak powie, jest kretynem. Pamietajmy o tym. To bedzie dowod na to, ze mamy do czynienia z debilem.
    • kV 2019-07-08 21:49:30
      Z czym tu dyskutować? Kto nie myśli tak jak Rowerzystka jest : idiotą, debilem i kretynem. I co to ma do ratownictwa wodnego?
    • gr 2019-07-08 23:43:19
  • Onka 2019-07-10 08:26:40
    To i tak lepiej niż na leśnym, gdzie "pilnują" pływających nastolatki, zajęte gadaniem i chowaniem się przed słońcem pod parasolem. Jeszcze nie widziałam żeby tam ratownik chodził po wodzie między dzieciakami. Aż cud, że co tydzień nie tonie tam grupa maluchów. Ale to już zasługa rodziców.