Wystarczył jeden dzień. Z lotu ptaka widać jasną plamę pośrodku wybujałej zieleni. Ta jasna plama to góra gruzu po dawnym Waldschlosschen. Po 126 latach zamachu na zabytek dokonał jego aktualny właściciel, który przez dekadę nie potrafił znaleźć pomysłu na to miejsce. Z wyjątkiem jednego: sprzedać, a jak nie – wyburzyć. 
Rok 1889. Do Gleiwitz zjechał Eugen Kohn i zobaczył florę 

Ciekawe, co ujęło go bardziej? Wierzby białe, jesiony, robinie akacjowe, a może miłorząb? Jedno jest pewne: przedsiębiorcy z Dolnego Śląska, który osiadł w Gliwicach jako przedstawiciel firmy B. Bermanna, bardzo spodobał się ten dziki zakątek. Często bywał w lasku Żorek i oczyma wyobraźni widział tu swój przyszły biznes. 

Ten restaurator i hurtownik piwa miał na Plebańskiej znakomitą piwiarnię – Zum Bierpalast, przy której, w 1893 roku, otworzył nowy lokal z piwami zagranicznymi. Przy głównej ulicy Gliwic, ówczesnej Wilhelmstrasse 38, była jego druga piwiarnia, Bierhalle – Eugen Kohn. Jednak największą i ulubioną inwestycją był Zameczek Leśny (Waldschlössen). 

Obmyślanie strategii zajęło Kohnowi rok. W 1894 zamówił projekt zameczku w gliwickiej filii znakomitej bytomskiej firmy architektonicznej Georga Luthego. Do dokumentacji dołączono także koncesję na sprzedaż wszystkich rodzajów piw z własnej hurtowni Kohna – restaurator zamierzał sprzedawać je właśnie w zameczku. W gliwickim archiwum zachowały się szczegółowe, zwymiarowane, plany architektoniczne lokalu wraz ze szkicami barwnej elewacji. 

Rok 1895 i dalej. Bardziej pałacowy niż zamkowy 

Jolanta Wnuk, była już starsza kustosz gliwickiego muzeum i znawczyni architektury, zwraca uwagę na lekką strukturę pawilonową budowli, bardziej pałacową niż zamkową, charakterystyczną dla stylu angielsko-chińskiego. I faktycznie, gdy przyjrzeć się dawnym rycinom, widać na przykład niskie namiotowe daszki z wysokimi iglicami, pierwotnie stanowiącymi maszty dla barwnych chorągiewek – to styl chiński. Wnuk wskazuje, że zamiast reprezentacyjnego trawnika na osi głównej (którą dziś trudno rozpoznać) mieściły się stoliki i krzesełka, funkcjonalne i wykonane z żeliwa oraz drewna. Nakrywano je eleganckimi obrusami, więc ta część „open air” wykraczała poza funkcję zwykłego ogródka, gdzie wprawdzie serwowano tańsze dania, ale i tak dość wykwintne. Wnętrze rezerwowano natomiast dla bogatszej klienteli.

Na obrzeżach terenu ustawiono ławy i stoły, tu spacerujący po lesie gliwiczanie mogli zjeść swój prowiant. Między ulicą a restauracją powstał istniejący do dziś staw z wysepką, a w okresie międzywojennym na zapleczu dobudowano basen z fontanną i kamienną rzeźbą trzech dziewcząt, prawdopodobnie autorstwa znanego niemieckiego rzeźbiarza Hansa Breittenbacha, który na stałe osiadł w Gliwicach. Dopiero w latach 20. dobudowano do głównego budynku półkolistą kawiarnię. 

Dzieło architektów i budowniczych zatrudnionych przez Kohna było przedmiotem zainteresowania całego miasta oraz wielką atrakcją dla klientów spoza Gliwic. 

Rok 1896. Welodrom dla 2300 osób 

Na polankach lasku miejskiego organizowano plenerowe gry, kiermasze, zabawy i zawody sportowe. A od tego już niedaleka droga do inwestycji sportowej z prawdziwego zdarzenia. Eugen Kohn miał naprawdę głowę do interesów i ogromne wyczucie czasu oraz potrzeb klientów. Zbudował więc welodrom, którego uroczyste otwarcie miało miejsce w lipcu 1896 roku. 

Wspólnikiem Kohna został inny gliwicki przedsiębiorca budowlany, Paul Gaerte. Inwestycję wspierał sam nadburmistrz Kriedel. I tak Gliwice dorobiły się nowoczesnego i największego toru kolarskiego w Niemczech. 

Drewniany tor miał imponującą powierzchnię – 33 tysiące metrów kwadratowych, 400 metrów długości przy szerokości ośmiu metrów, zaś zakręty podniesiono na wysokość czterech metrów. Zadaszona trybuna główna mieściła 800 osób, a trybuny wokół toru 2300 widzów. Pod trybuną znajdowały się szatnie zawodników, warsztaty naprawcze rowerów, łaźnie, pomieszczenia klubowe oraz mieszkanie dozorcy. Przy welodromie zbudowano podium dla muzyków i kort tenisowy. Było to miejsce wielu sportowych spotkań i zmagań, lokalnych, a także ogólnokrajowych. 

Śladów po welodromie można szukać w gęstym lesie, pozostały po nim jedynie wały ziemne oraz równe rzędy wiekowych dziś sosen, dawniej okalających ten tętniący życiem obiekt. 

Rok 1910. Inżynier Dorner próbuje latać 

W 1910 roku na terenie za zameczkiem powstał prowizoryczny pas startowy, który można uznać za pierwsze gliwickie lotnisko. Nie był imponujący, ale dobrze służył pierwszym samolotom. Swoje próbne loty wykonywał tu, na lekkim samolocie własnej konstrukcji, inż. Dorner. Maszyna była bardzo niska, miała tylko metr wysokości. Pilot i jego pasażer startowali wiele razy, krążąc nad lasem na małej wysokości. By szybciej wystartować z krótkiego pasa, korzystano z pomocy dwóch silnych mechaników, ale, jak wynika z relacji i notek prasowych, i tak wiele razy samolot wjeżdżał w pobliskie kartoflisko. 

Miejsce po dawnym lotnisku można odnaleźć tylko z pomocą starej mapy terenu. I takiego zadania kilka razy podjął się Marian Jabłoński, pasjonat historii i Zameczku Leśnego. 

Rok 1945. Szybka zmiana nazwy

Po roku 1945 Lasek Miejski (Gleiwitzer Stadt Forst) przemianowano na Park Kultury i Wypoczynku, a restauracja Waldschlössen zmieniła się w Zameczek Leśny. Wciąż była w dobrym guście i dla lepszej klienteli. W 1950 roku budynek przemianowano na ośrodek szkoleniowy dla Przedsiębiorstwa Budowy Zakładów Przemysłu Ciężkiego w Gliwicach, a potem stał się siedzibą Społecznego Komitetu Budowy Parku Kultury i Wypoczynku. 

W latach 1960-1976 należał do Gliwickich Zakładów Gastronomicznych, a następnie do Spółdzielni Spożywców „Społem”. Wówczas było to miejsce szalenie modne, eleganckie, kojarzące się w PRL-u z luksusem. 

Rok 1959. Czarny kot pręży grzbiet 

Gości witał charakterystyczny plakat, a stoliki rezerwowano z miesięcznym, często nawet półrocznym, wyprzedzeniem. Kabaret Czarny Kot dawał się poznać publiczności jedynie przez trzy lata – od 1959 do 1962, ale aktorsko był na najwyższym poziomie. Czarny Kot specjalizował się w wyśmienitych tekstach satyrycznych o politycznym zabawieniu, oferując rozrywkę na najwyższym poziomie. 

Dancingi odbywały się codziennie, ale dopiero w soboty, i to po godzinie 23.00, Czarny Kot zaczynał swój program. Na scenie – gwiazdy. Maria Artykiewicz, Wanda Polańska, Małgorzata Negri, aktorzy Operetki Śląskiej: Eugeniusz Nowowiejski, Aleksander Sawin, Franciszek Bajer. Program zmieniano co miesiąc, a artyści wykonywali numery z repertuaru Hanki Bielickiej czy Ireny Kwiatkowskiej, niezmiennie budząv aplauz publiczności. Co do striptizu, zdania są podzielone: jedni twierdzą, że był, inni, że absolutnie nie, bo Czarny Kot stał się artystyczną oazą. Dość powiedzieć, że zarówno Zameczek Leśny, jak i kabaret były jedynymi w tamtym czasie elitarnymi miejscami na Śląsku, do których wpadali przedstawiciele ówczesnego wyższego szczebla partyjnego czy miejskiego wszystkich okolicznych miejscowości. 

Czarny Kot skończył się z prozaicznego powodu: zabrakło nowych tekstów satyrycznych, więc nie chciano zamęczać gości oklepanymi skeczami. 

Rok 1995. Impra jest tu… 

Zmierzch najlepszej restauracji w mieście był bolesny: czasy nastały nowe, pojawiały się fast foody, Zameczek Leśny nie nęcił już nikogo i powoli staczał się w restauracyjny niebyt. Spółdzielnia Społem, właściciel obiektu, nie chciała tracić, więc w połowie lat 90. wydzierżawiła go pod dyskotekę Bravo. Z eleganckiej restauracji budynek, po licznych przebudowach, stał się najpopularniejszą i okrytą też kryminalną sławą dyskoteką w Gliwicach. W murach dawnego zameczku Bravo zagościło na trochę, lecz kres temu rozrywkowemu biznesowi położyła pewna ekspertyza.

W 2006 r. nadzór budowlany przeprowadził kontrolę stanu bezpieczeństwa obiektu. Wynik kontroli był jednoznaczny: dach lada moment może się zawalić, a całość też jest w złym stanie. Zdecydowano o zamknięciu dyskoteki i wyłączeniu nieruchomości z użytkowania. 

Rok 2006. Proces 

Poszło o prawo własności do całego terenu, łącznie z Zameczkiem Leśnym. W 1976 roku zlikwidowano Zjednoczenie Przemysłu Gastronomicznego, a majątek przekazano Zarządowi Centralnego Związku Spółdzielni Spożywców „Społem”. To przekazanie nie odbyło się jednak zgodnie z przepisami, bo Społem nigdy nie uzyskało tytułu prawnego do nieruchomości. 

Sprawa wyszła na jaw dopiero w 1992 r., przy okazji decyzji o komunalizacji mienia państwowego. Ale wciąż jej nie uregulowano, sądząc zapewne, że przez lata zasiedzenia otrzymanie tytułu prawnego będzie formalnością. O tym, jak błędne to były przypuszczenia, gliwiccy spółdzielcy przekonali się podczas długiego procesu sądowego z miastem. Który przegrali. 

Rok 2009. 23 spojrzenia na Zameczek Leśny 

Ryszard Nakonieczny oraz Barbara Uherek, w obszernym artykule na łamach biuletynu Politechniki Śląskiej ze stycznia 2009 roku, omawiają arcyciekawy pomysł studentów na rewitalizację Zameczku Leśnego, a ściślej – efekt konkursu, jaki na swoje 60-lecie ogłosiło biuro projektowe PROJPRZEM. Popisano stosowną umowę z wydziałem architektury, a temat dotyczył zarówno rewitalizacji zameczku, który uznano za unikatowy obiekt architektoniczny (mimo licznych przeróbek), jak i zagospodarowania terenu wokół. 

Jak podkreślali pomysłodawcy konkursu, był on formą wspierania inicjatyw lokalnych w zakresie wyeksponowania walorów historycznych obiektów w Gliwicach. Co do zameczku, zdawano się na wyobraźnię studentów: można było obiekt odtworzyć, stworzyć na nowo albo rozbudować. 

Wpłynęły 23 prace, w obradach jury, prócz inicjatorów i architektów z politechniki, zasiedli przedstawicie urzędu miejskiego. Zatem już wtedy urzędnicy mieli w ręku 23 gotowe pomysły na rewitalizację zameczku. Przyznano dwie równorzędne nagrody główne i cztery wyróżnienia, poziom prac był wysoki. Główne nagrody otrzymali: Krzysztof Groński (ma dziś własną pracownię architektoniczną) za Park Kultury (doceniono przywrócenie wyjątkowych wartości architektonicznych obiektu oraz zaproponowanie nowoczesnych funkcji wraz z otoczeniem rekreacyjno-sportowym) oraz Bartosz Wilk za Mental Spa, w którym postawił także na rewitalizację, ale tym razem z funkcją rekreacyjno-zdrowotną. 

Wyróżnione prace były potencjalną kopalnią pomysłów dla właściciela, czyli miasta. Nagrody pieniężne przyznano, wystawę w sali sesyjnej obejrzano i… nic. 

Rok 2010. Może kasyno, może sprzedaż 

Po odzyskaniu zameczku urzędnicy ogłosili przetarg i wystawili nieruchomość na sprzedaż. Najpierw za dwa miliony złotych wraz z oddaniem w wieczyste użytkowanie prawie trzech hektarów gruntu o wartości blisko czterech milionów. Niestety, nie znalazł się chętny. Podobnie jak podczas drugiego przetargu, ogłoszonego w roku 2016. Z uwagi na miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego terenu, mógł tam powstać jedynie obiekt usługowy, spełniający funkcję hotelarsko-restauracyjną lub szeroko rozumianą rozrywkową, na przykład kasyno. Dodatkową przeszkodą był zapewne wpis w gminnej ewidencji zabytków, co narzucało obowiązek odbudowy. 

Kwiecień 2020. Skreślony z ewidencji 

– Liczne przebudowy, zaniedbania poprzednich użytkowników oraz naruszenia konstrukcji doprowadziły zabudowania Zameczku Leśnego do całkowitej ruiny. Duża część konstrukcji dachowej zawaliła się, a pozostała w większości jest w stanie określanym przez prawo jako katastrofa budowlana – mówi Aleksandra Wysocka, zastępca prezydenta Gliwic na łamach „Miejskiego Serwisu Informacyjnego”. I dodaje, że jeszcze dziesięć lat temu budynek został wskazany przez wojewódzkiego konserwatora zabytków do ujęcia w gminnej ewidencji zabytków. Na podstawie dokumentacji obrazującej aktualny, katastrofalny stan techniczny, konserwator, w kwietniu 2020, uzgodnił wyłączenie zameczku ze wspomnianej ewidencji. 

Maj 2020. Burzenie zameczku: tylko jeden dzień 

Poszło szybko. Od decyzji do wyburzenia nie minął nawet miesiąc. Rozpadający się budynek, powoli pochłaniany przez las, nie bardzo pasuje bowiem do nowo wybudowanej tężni. Urzędnicy zapewniają, że po uprzątnięciu działka zostanie wystawiona na sprzedaż. Cena wywoławcza nie jest jeszcze znana. 

Małgorzata Lichecka


Bibliografia: 
Gliwice znane i nieznane, cz. III, Muzeum w Gliwicach, 2013 r. 
Jacek Schmidt, Początek i rozwój sportu w Gliwicach, t. I-III, Gliwice 2004.
Marian Jabłoński, Tajemnice lasku chorzowskiego, „Nowiny Gliwickie”, 2012 r. 

Galeria

wstecz

Komentarze (14) Skomentuj

  • gość 2020-05-30 21:54:05
    Niemiec płakał jak oddawał a my to koncertowo rozj..aliśmy.
  • Valdorf 2020-05-31 08:17:59
    Destrukcja pomimo braku Frania destruktora następuje w dalszym ciągu , Zabużańskie metody destrukcji infrastruktury po Niemieckiej przez osadników i ich pokoleń ze wschodu .
    • Jarek 2020-06-01 07:41:57
      28 lat był Franio po nim jest Franio bis. Jak nie wiadomo o co chodzi chodzi o Kesz. Ktoś tak długo czekał że coś dostanie. Szkoda
  • Malapana 2020-05-31 08:53:11
    Polak potrafi !!!
  • Gliwiczanin 2020-06-01 02:47:46
    Zameczek Wieża Ciśnień koło Placu Grunwaldzkiego Dom Kultury w ŁABEDACH z jedyna sceną obrotową to działania decydentów naszego miasta lepiej za 600 mln wybudować gniota Arenę do której w zeszłym roku doplaciliśmy 12 mln
    • Czarny 2020-06-01 09:30:50
      Tak jest
  • Ryszard 2020-06-01 06:05:12
    Autorka artykułu pominęła fakt, że w latach pięćdzdziesiątych był tam internet Technikum Kolejowego w Gliwicach
    • Ja 2020-06-01 07:26:25
      A w roku 1980, 1981 w soboty na dużej sali był kabaret ze striptizem. Trzeba było 2 godziny wcześniej stać za biletami.
  • Daniel 2020-06-01 07:52:12
    Ręce opadają od roku widać jak ludzie uciekają z Gliwic, Zobaczcie jak rozwija się Sosnowiec, i nie śmiejcie się tam Prezydent zabrał się do roboty i widać efekty
  • Ewka 2020-06-01 07:52:16
    Najłatwiej jest zniszczyć coś co się dostało w spadku
  • Jan 2020-06-01 09:44:07
    To są Gliwice- doprowadzić do ruiny, zburzyć i sprzedać. Następna w kolejce wieza ciśnień na Sobieskiego.....
    • Obcy 2020-06-01 12:15:57
      A ja Jeszce pamiętam jak w latach 60-tych zostawiłem tam od Św. Mikołaja prezenty Czy postęp w Polsce polega na niszczeniu przeszłości???
  • ja 2020-06-01 12:40:01
    Przed blisko 40-stu laty w Zameczku na małej sali poznałem moją kochaną żonę
  • Jan 2020-06-01 16:25:22
    Głosowali oszołomy na senatora Frankiewicza ,bo miał pilnować spraw gliwickich. Tak przypilnował.