Najwięcej jest kobiet, co nie dziwi – było to miejsce targowe. Wybrały się na zakupy, rekonesans albo zwykły spacer, bo na tym placu po prostu wypadało być. Są wśród nich ubrane z chłopska przekupki, bardziej eleganckie gosposie i bony, trafiają się także dość wytworne panie, które, kto to wie, wybrały się w towarzystwie mężów do jednej z kilku tutejszych restauracji. To bodaj jedyne ujęcie placu Mącznego (dziś Inwalidów Wojennych) z taką ciżbą. 
Gorzelnie, browary, masarnie 

Jego historia jest nieco tajemnicza i mało zbadana. W dokumentach miejskich z XVI, XVII i XVIII wieku nie występuje jako część wyodrębniona starego miasta (dr Piotr Boroń „Dawne Gliwice. Studia z dziejów miasta i jego mieszkańców do końca XIX wieku. Wokół gliwickiego Rynku”). Nie wiadomo więc, jaką, i czy w ogóle, miał wtedy nazwę. 

Na planie Gliwic z 1812 roku widnieje już jako Mehlmarkt – plac Mączny. Wówczas jego główna funkcja wiązała się z handlem – w XVII i XVIII wieku w pobliżu Mehlmarkt usytuowane były gorzelnie, browar, jatki masarskie, ale przede wszystkim dwa duże młyny (zlokalizowane w okolicy dzisiejszej ulicy Młyńskiej). A jeśli młyny, to oczywiście zboże i mąki, stąd pewnie nazwa placu.
 
W XVII i XVIII w. był on podzielony i składał się z kilku części. „(…) od strony zachodniej zamykała go postawiona w XVII wieku, na miejscu dworu książęcego, słodowania oraz karczma leżąca na gruntach szlacheckich rodziny Welczków z Łabęd”. Od wschodu kończył się na zabudowaniach gorzelni i browarów istniejących do 1853 roku. Na plac, zlokalizowany w dogodnym dla handlarzy miejscu, ściągali kupcy, zapewne nie tylko z miasta czy okolicznych wsi.
 
Nazwa Wilhelmsplatz pojawia się na mapie z 1884 roku, kiedy to zmienia się znaczenie placu – z typowego targowiska staje się bardziej reprezentacyjny. To tu ulokowano budynek poczty, mieściły się też ważne miejskie instytucje czy znane kawiarnie i restauracje. Wciąż jednak Wilhelmsplatz przyciągał kupców, którzy od XIX wieku otwierali tu swoje sklepy. Zapewne rajcy uznali, że miejsce o takiej renomie, zyskujące sławę i znaczenie, nie może być zwykłym placem Mącznym i na cześć cesarza Wilhelma I Hohenzollerna, współtwórcy II Rzeszy Niemieckiej, nazwali go placem Wilhelma. 

Na starych, XIX- i XX-wiecznych fotografiach widać, jaką cieszył się popularnością. Gliwiczanie chętnie „wpadali” na zakupy, do urzędów lub zwyczajnie – na kawę w jednej z najlepszych cukierni w mieście. 

Po 1945 roku, już w Polsce Ludowej, na kilka lat (od 1945 do, co najmniej, 1955 r.) wrócił do pierwotnej nazwy i był znowu Mącznym. Dzisiejszą nadała mu Miejska Rada Narodowa, prawdopodobnie po 1955, ponieważ na planie miasta z 1957 widnieje już jako plac Inwalidów Wojennych. 

Wraz ze zmianą nazwy utracił też swój reprezentacyjny i administracyjny charakter. Od strony Zwycięstwa strzegł go kiosk Ruchu (istnieje do dziś, oczywiście w bardziej nowoczesnej formie), część kamienic pozbawiono elementów dekoracyjnych, kojarzących się z architekturą niemiecką, część zburzono. 

Plac Inwalidów Wojennych jest, po rynku, drugim co do wielkości placem starego miasta, usytuowanym w północno-zachodniej jego części. Granicę wyznaczają ulice Kościelna oraz Zwycięstwa, a dochodzą do niego dwie przecznice: po stronie nieparzystej – Krótka oraz Średnia, po parzystej – Średnia. 

Poczta? Na krótko 

W 1886 r. miasto zakupiło budynek przy Wilhelmsplatz i tam przeniesiono urząd pocztowy, dotąd funkcjonujący w małym mieszkaniu jednego z kupców. Aby zwiększyć funkcjonalność gmachu, rozebrano go i w tym samym miejscu wzniesiono nowy. Budowniczym był Salomon Lubowski. Pojawił się w Gliwicach w 1852, a już rok później został członkiem Cechu Murarzy i Cieśli, w którym działał aktywnie przez wiele lat. Ten znakomity mistrz budowlany, oprócz starej poczty, wybudował wiele znaczących obiektów: synagogę, Willę Caro, budynki, w których dziś mieszczą się starostwo powiatowe i dyrekcja Biprohutu, szpital miejski przy ul. Kościuszki. Zachował się również jego dom przy Górnych Wałów 13.

Budynek na placu Inwalidów Wojennych krótko pełnił swoją rolę. Ponieważ nie spełniał wymogów stawianych wówczas poczcie, rozbudowujące się miasto zakupiło parcelę po byłej giełdzie zbożowej przy ul. Dolnych Wałów – w maju 1904 r. rozpoczęto budowę nowego, okazałego, gmachu poczty, w stylu neogotyckim. 

W tym na Wilhelmsplatz, nazywanym wciąż starą pocztą, przed 1945 r. mieściły się oddziały zarządu miejskiego – dział płac i finansów, kas i podatków oraz kasa miejska. W czasach PRL pełnił podobną funkcję – znajdowało się w nim Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej (MPGK) oraz część biur Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych (MZBM), który dodatkowo zajmował kamienicę na Dolnych Wałów. Od lat 90. XX wieku część pomieszczeń należy do gliwickiego Powiatowego Urzędu Pracy, część do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. W 2010 ciekawy i wyróżniający się architektoniczne ciąg kamienic gruntowanie odrestaurowano. 

Tramwajem... po sikawkę 

Gliwicki odcinek linii tramwajowej uruchomiono 26 sierpnia 1894. W pierwszych latach do prowadzenia wagonów stosowano parowozy, specjalnie przystosowane do poruszania się po ulicach miast. Jednak po protestach mieszkańców Gliwic i Bytomia, narzekających na hałas przejeżdżających tramwajów, wiosną 1895 wprowadzono w centrach tramwaje konne. Lokomotywa dojeżdżała do granic miasta, a od dworca kolejowego do obecnego placu Inwalidów Wojennych kursowały już konie. 

Na starych fotografiach dość dobrze widać budyneczek, usytuowany mniej więcej na środku placu. Była to remiza strażacka oraz pomieszczenie do przechowywania sikawek. Istniały, co wynika z planów miasta, najprawdopodobniej do 1863 roku. Na pocztówkach z początków XIX wieku zachowały się pompy uliczne i tory tramwajowe (zlikwidowano je po 1910). Pozostałości fundamentów remizy odkryto podczas badań archeologicznych, prowadzonych na starówce w latach 2010-2016. 

Mili goście, przybywajcie. Cafe Schnapka czeka

Ta niezwykle popularna i znana, szczególnie w latach 20. XX wieku, kawiarnia znajdowała się w przebudowanym obecnie budynku filii biblioteki miejskiej. Prowadził ją Ernst Schnapka, mistrz piernikarstwa, zażyły jegomość ze zmysłem do interesów i ambicjami, by stworzyć miejsce wyjątkowych spotkań.

Ernst należał do najbardziej znanej gliwickiej rodziny restauratorów. Lokale Schnapków pojawiły się w mieście już z początkiem XIX wieku. W 1805 roku, przy Kościelnej, otworzyli niewielką piekarnię specjalizującą się w piernikach. Pół wieku później pojawił się lokalik serwujący piwo, wino, likier, kawę i herbatę. 

Schnapkowie ciężko pracowali na renomę, ale opłaciło się – w 1879 r. w kamienicy w sąsiedztwie kościoła Wszystkich Świętych otwarto restaurację. Jak pisze Małgorzata Kaganiec w obszernym opracowaniu dotyczącym gliwickich lokali do 1945 roku, była czynna od wczesnego rana do późnych godzin wieczornych. Obok mieściła się niewielka wędliniarnia, wyrabiająca kilka gatunków kiełbas. Schnapkowie byli też właścicielami cukierni przy placu Kościelnym. Po śmierci założyciela, Edwarda, lokal, pod niezmienionym szyldem, prowadziła jego żona Maria. Równie przedsiębiorcza – to za jej czasów rozbudowano całość i dobudowano werandę dla gości. Potem do rodzinnego biznesu wchodzili synowie i ich żony, otwierając kolejne restauracje, kawiarnie i cukiernie w najbardziej prestiżowych miejscach Gliwic – przy rynku i Wilhelmstrasse. 

Lecz najbardziej znaną postacią rodu Schnapków był właśnie Ernst, z zawodu piernikarz, wieloletni właściciel Cafe Schnapka przy Wilhelmsplatz 3, przez lata zaliczanej do najlepszych w mieście. W kawiarni i cukierni, gdzie można było zjeść przepyszne ciasta oraz torty, spotykały się lokalne elity – pisarze, muzycy, rzeźbiarze, nauczyciele, dziennikarze, fotograficy. Między innymi Karl Kaisig (literaturoznawca), Peter Lipp, Erich Gottschlisch oraz sam wielki Hanns Breitenbach. 

Przy placu Wilhelma Ernst prowadził kawiarnię do 1919 roku, kiedy to, w związku z przeznaczeniem hotelu Deutsches Haus na siedzibę niemieckiego komisariatu plebiscytowego, zmuszono go do opuszczenia lokalu. Ale już w 1928 wrócił pod dawny adres, pod którym istniał nieprzerwanie do roku 1945. 

Zdradliwy płaszcz Breitenbacha 

Hanns Breitenbach zapewne często wpadał do Ernsta, najpewniej w drodze z lub do własnej pracowni przy Friedrichstrasse 12 (dzisiejsza Kościuszki). 

Gliwicka sława swoje pierwsze rzeźbiarskie kroki stawiała w Monachium. Breitenbach pracował tam do 1928 roku, kiedy to postanowił przenieść się do Gliwic. Jeszcze w rodzinnym Furth otrzymał solidne snycerskie wykształcenie, zaś studia na Akademii Sztuk Pięknych w Norymberdze, a potem w Monachium tylko potwierdziły jego talent i stały się motywacją do dalszego rozwoju. To w Monachium poznał swą przyszłą żonę, Friedel Josefek, która studiowała tkactwo artystyczne. Friedel była córką uznanego gliwickiego architekta i przemysłowca budowlanego Roberta Josefka. I właśnie dla żony Hanns przeniósł się na Górny Śląsk. 

Szybko rosnąca ilość zamówień zmusiła go do stworzenia w Gliwicach drugiego atelier i ostatecznie zamieszkania tu na stałe. W tym czasie powstało wiele znakomitych prac, z których część możemy podziwiać do dziś. W życiu codziennym Breitenbach był człowiekiem skromnym i powściągliwym. Twórczość artystyczną traktował jak źródło zarobkowania, ale była też w dużej mierze jego pasją. 

Pod koniec 1945 roku nie chciał porzucić atelier i rozpoczętych prac, dlatego został w Gliwicach. Przypłacił to życiem. 

Otóż w pewien styczniowy, bardzo mroźny dzień 1945 roku Breitenbach, wychodząc z domu, nałożył na siebie ulubiony skórzany płaszcz, jakiego używał do jazdy na motocyklu. Czerwonoarmiści wzięli go za niemieckiego oficera i zastrzelili na ulicy. Miejsce pochówku pozostaje nieznane. 

Wspaniały widok na Wilhelmstrasse 

W kwietniu 1893 r. do nowo wybudowanego domu Hugo i Paula Hausdorfów (dzisiejszy plac Inwalidów Wojennych 6) przeniesiono i uroczyście otwarto Cafe Jung. Lokal zajmował cały parter i część piętra narożnego budynku. W pomieszczeniach parterowych od strony placu ulokowano cukiernię, z tyłu restaurację. „Der Obeschlesiche Wanderer” tak opisywał Cafe Jung w artykule z okazji otwarcia: „Pośrodku znajdował się pokój bufetowy, obok schody do piwnicy, gdzie były składy trunków, kuchnia i zaplecze gospodarcze. Na piętrze – duża kawiarnia z osobnym salonem dla pań, obok niego palarnia dla panów, z oknami i drzwiami prowadzącymi na taras, których ozdobą były kolorowe witraże, dające w słoneczny dzień piękne efekty świetlne. Lokal miał elektryczne oświetlenie. Z górnych okien rozciągał się wspaniały widok na plac Wilhelma, widać było też znaczną część ulicy Wilhelma, aż po kanał i fragmenty ogrodu otaczającego Willę Caro. Sala restauracyjna była przedzielona grubą portierą na małe loże, zapewniające gościom intymność”. 

Właścicielem kawiarni była druga najbardziej znana i aktywna gliwicka rodzina restauratorów. Zaczynała od niewielkiej cukierni oraz wytwórni pierników i czekolady, którą w 1859 roku uruchomił protoplasta rodu, Gustaw Jung. Interes szedł na tyle dobrze, że rozwijano ofertę, przenosząc się do coraz lepszych lokalizacji, m.in. na rynek. 

Tylko parking 

Plac Inwalidów Wojennych to dziś wielki parking. Przez lata zaniedbywany, nie odzyskał już swoich reprezentacyjnych funkcji, choć prywatni właściciele kamienic inwestują w ich odnawianie. Coraz chętniej wybierają to miejsce restauratorzy i właściciele niewielkich barów, ale do dawnego sznytu, niestety, daleko. 


Bibliografia 
Piotr Boroń. Dawne Gliwice. Studia z dziejów miasta i jego mieszkańców do końca XIX wieku. Wokół gliwickiego Rynku. Muzeum w Gliwicach, Seria Monograficzna. Gliwice 2015 r. 
Małgorzata Kaganiec. Lokale gliwickie do 1945 roku. Rocznik Muzeum w Gliwicach. Tom XXIII. Gliwice 2011 r. 
Gliwice znanie i nieznane. Tom III. Muzeum w Gliwicach. Gliwice 2013 r. 

Małgorzata Lichecka

Galeria

wstecz

Komentarze (7) Skomentuj

  • gliwiczanin 2020-07-25 14:11:04
    Tylko dureń i łajdak lekwiduje tramwaje we własnym mieście. https://krknews.pl/tramwajem-do-wieliczki-bedzie-koncepcja-przedluzenia-linii-tramwajowej-co-najmniej-do-granicy-krakowa/
    • realista 2020-07-26 20:07:39
      Przestan gadac glupoty.
      • Ala 2020-07-28 09:59:51
        Sam jesteś głupii. Tramwaje to historia miasta i bardzo wygodny oraz ekologiczny środek transportu ! Zachód przywraca tramwaje, tam gdzie je wcześniej bezmyślnie zlikwidował.
    • Ewa 2020-07-28 09:57:35
      Absolutnie się zgadzam, brak słów !
  • Andrzej 2020-07-26 06:24:28
    Na placu istniało słynne "metro". Starsi gliwiczanie pamiętają o co chodzi.
    • Ja 2020-07-28 14:00:17
      No ale zaraz, "Metro" dalej istnieje
  • Robert 2020-08-27 14:00:16
    Horst Bienek w książce "Podróż w krainę dzieciństwa" pisze... "Ja byłem przecież w Gliwicach do końca roku 1945, przeżyłem tutaj wkroczenie Rosjan, pamiętam jeszcze dokładnie synagogę przy Buttermarkt. A teraz nie ma tam nic, tylko ziejące pustką miejsce” To jak właściwie... Mehlmarkt, Buttermarkt czy Wilhelmplatz? Bienkowi się pomyliło?