Pierwszy, punktualnie o 7.00 rano, wychodził z kamienicy i szedł do swojej kancelarii przy rynku. Drugi, w zaciszu gabinetu, ślęczał do północy nad teczkami pacjentów. Trzeci, jeszcze przed otwarciem księgarni, przeglądał dokładnie każdą półkę i ladę. Było ich trzech, a połączyła na zawsze niewielka uliczka w śródmieściu. 
Od bitego traktu po prestiżową lokalizację 

Widać ją na najstarszych zachowanych planach, m.in. Wredego z 1748 roku. Była, obok Bytomskiej, główną ulicą miasta, jego najważniejszym ciągiem komunikacyjnym. Zapewne tędy przejeżdżały wozy przemieszczające się od jednej miejskiej bramy do drugiej. Raciborska, początkowo zabudowana drewnianymi domami z kamiennym podpiwniczeniem, w połowie XVIII wieku zaczęła zmieniać charakter: działki kupowali tutaj majętni obywatele żydowscy, powstawały piwiarnie i hotele. W początkach XIX wieku wciąż była istotnym traktem komunikacyjnym, ale zyskiwała też znaczenie jako dobre miejsce dla gastronomii oraz eleganckie i prestiżowe do mieszkania. 

Dzisiejsza Raciborska uzyskała swoją nazwę w drugiej połowie XVIII wieku, a wywodzi się ona od kierunku szlaku, prowadzącego na Racibórz. Wcześniej była bitym traktem prowadzącym do Bramy Raciborskiej (Czarnej). Po 1945 roku dawną nazwę zachowano i obowiązuje do dziś.

Tajemniczy pan NB

Narożna, bardzo interesująca kamienica wykończona cegłą w kolorze żółtym. Na samej górze, tuż pod dachem, inicjały NB i data 1899. Dzisiejszy adres: Raciborska 1A. 
Ów tajemniczy NB to Nathan Bujakowski, właściciel budynku. Jego dziadek był zwykłym krawcem, ojciec – zabrzańskim szynkarzem, Nathan po obu dziedziczył smykałkę do interesów i w krótkim czasie wzbogacił się na destylowaniu alkoholu. Był wręcz obrzydliwie bogaty, a inwestował w nieruchomości: oprócz kamienicy w reprezentacyjnym miejscu, czyli na starówce, miał też i tę z charakterystycznymi wykończeniami, symbolizującymi sceny myśliwskie. Znajdziemy ją przy ul. Zygmunta Starego.

Przy Raciborskiej 1A, oprócz Bujakowskiego, który zmarł w 1935 roku, mieszkania wynajmowali znamienici przedstawiciele społeczności żydowskiej: na pierwszym piętrze dr Salo Bermann, na drugim dr Arthur Kochmann. 

Kochmann był znanym gliwickim prawnikiem i notariuszem, politykiem Niemieckiej Partii Demokratycznej (DDP), wieloletnim przewodniczącym gliwickiej gminy żydowskiej, ostatnim Żydem ze Śląska wywiezionym do KL Auschwitz. Jego córka, Susanna Renzetii, była żoną włoskiego faszysty Giuseppe Renzettiego (1891-1953), tajnego radcy ds. kontaktów między Hitlerem a Mussolinim, późniejszego konsula generalnego w Berlinie. 

Ojciec i córka musieli stanowić ciekawą mieszankę: Kochmann, Żyd o liberalnych poglądach, obrońca wielu pobratymców, honorowy obywatel Gliwic z 1928 roku i jego córka, Żydówka, która w wieku 21 lat wyszła za katolika o faszystowskich poglądach. Papa Kochmann mieszkał i pracował w Gliwicach, piękna córka prowadziła wystawne życie w Berlinie. Pewnie dlatego co najmniej do 1943 roku nie dotykały Kochmanna nazistowskie represje. To się zmieniło, kiedy zięcia oskarżono o udział w zamachu na Mussoliniego. Państwo Renzetti pośpiesznie wyjechali z Berlina i, via Szwecja, dotarli do San Francisco. 

Syn blacharza, wybitny prawniczy umysł 

Kochmann urodził się w 1864 roku w Gliwicach i był piątym z siedmiu synów i ósmym z kolei dzieckiem Jonasa Kochmanna, z zawodu blacharza. Dodajmy znakomitego fachowca, ponadto niezwykle oszczędnego. Do tego stopnia, że stać go było na własny dom przy Bytomskiej. 

Jego syn Arthur studia prawnicze ukończył w Berlinie, na tamtejszym uniwersytecie, a egzamin sędziowski złożył w 1892 roku. Od 1895, nieprzerwanie aż do 1933, pracował dla gliwickiej administracji miejskiej, najpierw jako przewodniczący sądu handlowego, potem radny i tzw. starszy miejski. 

W 1919 roku, w czasie plebiscytu, 55-letni wówczas Kochmann agitował za przynależnością Górnego Śląska do Niemiec, w tym samym roku został posłem na sejm z listy liberalnej Niemieckiej Partii Demokratycznej. Był to ciekawy polityczny twór, gdyż wśród założycieli byli zarówno Żydzi (chociażby Albert Einstein), jak i przyszli nazistowscy urzędnicy – mowa tu o Hjalmarze Schachtcie, w latach 1933-39 prezesie Banku Rzeszy. 
Po dojściu Hitlera do władzy Kochmann, aż do aresztowania w grudniu 1943 roku i wywiezieniu do KL Auschwitz, aktywnie walczył o prawa społeczności żydowskiej, uczestnicząc w przygotowaniu petycji Bernheima. 

Niestety, historykom do dziś nie udało się ustalić dokładnej daty śmierci Kochmanna, wiadomo jedynie tyle, że ten schorowany 79-letni człowiek zginął zaraz po przewiezieniu do obozu koncentracyjnego. 

Okropnie niearyjska, ale prawdziwa faszystka
 
Na tytułowej stronie popularnego niemieckiego tygodnika dla pań „Elegante Welt” z 17 maja 1933 r. oglądamy przepiękną kobietę. Choć wydawnictwo przezornie nie podało, kim jest, tożsamość piękności w bawarskim stroju nie była żadną tajemnicą ani w kręgach niemieckiej śmietanki towarzyskiej, ani najwyższych władz III Rzeszy. To Susanna Kochmann, wtedy już Renzetti. 

Jej huczny ślub odbył się w 1926 roku, a panna młoda miała wtedy 21 lat. Renzetti przystąpił do ruchu faszystowskiego w latach 20. i do końca życia, podobnie jak żona, był zdeklarowanym faszystą. Poznali się najprawdopodobniej w Gliwicach (tu stacjonował garnizon Renzettiego), a zaraz po ślubie zamieszkali w Berlinie. 

W międzywojniu i na początku wojny w jej berlińskim salonie gościli najwyżsi funkcjonariusze państwowi III Rzeszy. Pod urokiem Susanny był Hitler, który z atencją całował ją w rękę, słał liściki i kwiaty. Goebbels tak opisał ją w swoim dzienniku: „(…) okropnie niearyjska (była wysoką brunetką z dość wydatnym nosem – red.), ale mądra, pełna energii, prawdziwa faszystka.” A Goering zaprosił państwa Renzettich na swój ślub. Susanna była więc prawdziwą celebrytką. Kariera jej i męża skończyła się w 1943 roku, po zamachu na Mussoliniego. Oboje przeżyli wojnę, wrócili do Europy i zamieszkali w majątku Renzettich niedaleko Pizy. Susanna do śmierci (1973 r.) była zagorzałą nazistką, spotykała się towarzyszami, organizowała nawet specjalne zloty.

Gottfried rozsławia Gliwice

Raciborska 1A była domem rodzinnym syna Salo Bermanna, Gottfrieda. Wprawdzie urodził się on w 1897 roku przy Tarnowitzerstarsse 11 (Matejki), ale już rok później rodzina przeniosła się do pięknych i widnych pokoi przy Ratiborerstarsse. Ojciec Gottfrieda, po ukończeniu studiów medycznych w Monachium, gdzie obronił doktorat z leczenia raka płuc, został w Gliwicach wziętym chirurgiem i położnikiem. Zajmował też eksponowane stanowisko w gminie żydowskiej, będąc prawą ręką Arthura Kochmanna. 
Młody Bermann, po skończeniu gimnazjum, zaciągnął się do wojska i w stopniu oficera brał udział w I wojnie światowej. Po 1918 roku, podobnie jak ojciec, studiował medycynę, by po dyplomie w 1924 podjąć pracę w jednym z berlińskich szpitali. 

W Berlinie poznał swoją przyszłą żonę, Brigittę Fischer, córkę Samuela Fischera, właściciela jednej z najważniejszych w międzywojniu oficyn wydawniczych. Stary Fischer szukał następcy do prowadzenia interesów i uznał, że Gottfried nadaje się do tego znakomicie. I tak w 1928 roku chirurg z Berlina, urodzony w Gliwicach, objął kierowanie potężną i znaczącą wydawniczą firmą: S. Fischer Verlag. 

Koleje losu Gottfrieda mogłyby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego: czując zbliżającą się nazistowską nawałnicę, założył w Szwajcarii spółkę, do której przeniósł prawa związane z wydawnictwem. Sam wraz z rodziną zamieszkał w Wiedniu, gdzie od 1936 do 1938 roku wydawał zakazanych w Niemczech autorów, m.in. Thomasa Manna. Po anschlussie Austrii znowu musiał uciekać, tym razem do Szwajcarii. Fischerowie, bo Gottfried przyjął nazwisko żony, tułali się bardzo długo: od Sztokholmu, przez Rygę i Moskwę, do Władywostoku, a stamtąd, przez Jokohamę, do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie wrócili do Niemiec, ale także okrężną drogą. 

Jego oficyna wydała i promowała wielu znakomitych pisarzy amerykańskich młodego pokolenia, klasyków niemieckich – Franza Kafkę czy braci Mannów. Gottfried zmarł w 1963 roku, mając 97 lat. Zostawił dwie biograficzne książki, w których dość szczegółowo dał relację z rodzinnego miasta, Gleiwitz. 

Na kufelek do Stodoły 

Raciborska 3 – pod tym adresem w pierwszej połowie XIX wieku znajdował się jeden z lepszych śródmiejskich hoteli – Zur Schwarzer Adler (Pod Czarnym Orłem). Prawdopodobnie działał tu jeszcze po 1918 roku, ale był to czas, kiedy gliwickie hotelarstwo przeżywało regres. 

W pobliżu hotelu mieściła się piwiarnia Scheune (Stodoła) nazywana tak z powodu wysokości pomieszczeń. „Lokalem zarządzała rodzina Neugebauerów. Przy kuflu piwa grano tu do późnych godzin wieczornych. Piwiarnia słynęła też ze świniobić” – tak o lokalu pisze w „Zarysie dziejów piwowarstwa gliwickiego” Sebastian Różyński. Dziś w tym miejscu znajduje się restauracja Szynk Na Winklu, nazwą nawiązując, być może, do dawnych tradycji. 

Lokal, i to nie byle jaki, mieścił się także przy Raciborskiej 9. Już w 1887 roku był to adres słynnej piwiarni Louisa Hamburgera, a od 1907 aż do wybuchu I wojny światowej – piwiarni firmowej browaru tyskiego. Obecnie w tym miejscu znajdziemy kultową lodziarnię Zimny Drań. 

Imperium Neumannów 

W niepozornym szarym budyneczku przy Raciborskiej 21 do roku 1945 mieściła się księgarnia oraz sklep papierniczy należący do rodziny Neumannów. Ich przedsiębiorstwo było prawdziwym imperium, a rodzina miała drukarnie, sklepy, hurtownie, wille i kamienice w różnych częściach miasta. 

Podwaliny pod Miejską Oficynę Wydawniczą (Neumanns Stadtbuchdruckerei) stworzył wywodzący się z rodziny drukarskiej, a pochodzący ze śląskiego Landeshut (Kamienna Góra) Gustav Neumann. W 1825 roku zwrócił się do gliwickiej gminy miejskiej z podaniem o zgodę na założenie drukarni i otrzymał ją dość szybko, bo po miesiącu. Lecz ostatecznego pozwolenia udzieliła dopiero Królewska Regencja z Opola – w Prusach nie istniała jeszcze wówczas wolność prowadzenia działalności gospodarczej. Kiedy Neumann tę zgodę otrzymał, osiedlił się w Gliwicach. Jednak nie był to koniec procedur: musiał też złożyć przed magistratem królewsko-pruskiego okręgowego miasta Gliwice ślubowanie. Dopiero po tym przyznano mu gliwickie obywatelstwo, wystawiając w 1826 roku odpowiedni akt urzędowy. 

Gustav miał wizję, wyczuł też czas i, co najważniejsze, nigdy nie przestał rozwijać firmy, nieustannie w nią inwestując. Zaczynał skromnie, by w kolejnych latach rozbudować imperium, a jego dzieło, skutecznie, kontynuowali synowie i wnukowie. 

Kiedy w 1826 roku Gustav otrzymał od miasta zezwolenie na używanie nazwy Drukarnia Miejska (Stadtbuchdruckerei), nie oznaczało to jej związków z miastem, a było szczególnym przywilejem, określającym wyłączność Neumanna na tego rodzaju działalność. W 1828 r. wprowadzono na rynek nowy produkt – gazetę pod tytułem „Der Oberschlesische Wanderer”, która stała się znakiem firmowym i wizytówką wydawnictwa, a sylwetkę wędrowca, w kapeluszu i z plecakiem, od razu kojarzono z firmą prowadzoną przez Neumannów. Tytuł ukazywał się przez… 117 lat, bo aż do 1945 roku! 

Pod koniec lat 60. XIX stulecia Gustav wprowadził do firmy swojego wówczas 30-letniego syna, Carla Friedricha Neumanna, późniejszego honorowego obywatela Gliwic, wieloletniego przewodniczącego rady miejskiej. Carl Friedrich wszechstronne wykształcenie zawodowe zdobył w wielkich niemieckich drukarniach prasowych w Berlinie, Wiedniu i Lipsku, zaś przedmiotem jego szczególnego zainteresowania było nieustanne doskonalenie technik druku książek i gazet. W miejsce przestarzałych systemów wprowadzał nowocześniejsze i szybsze maszyny. Druk gazet, od dziesięcioleci odbywający się przy pomocy prasy ręcznej, najpierw zastąpił płaskimi prasami napędzanymi mechanicznie, następnie rotacyjnymi. 

Na potrzeby wydawnictwa zakupiono również posesję na rogu Ratiborerstrasse i Torgasse (Raciborska i Przy Raciborskiej Bramie), gdzie urządzono świetnie wyposażoną księgarnię, oferującą nowości z terenu Niemiec i Europy oraz sklep papierniczy, funkcjonujące aż do lat 40. XX wieku. Po II wojnie światowej nieruchomość przeznaczono na mieszkania, a od 2000 roku mieści się tu prywatna przychodnia Corpora Med. 


Małgorzata Lichecka


 Bibliografia 

„O miłości, życiu i śmierci. Opowieści o Żydach gliwickich”, Jacek Maniecki, Marek Wojcik, Muzeum w Gliwicach 2016;
„Zarys dziejów piwowarstwa gliwickiego”, Sebastian Różyński, Muzeum w Gliwicach 2006 r.
„Dawne Gliwice. Studia z dziejów miasta i jego mieszkańców do końca XIX wieku”, Piotr Boroń, Muzeum w Gliwicach 2015 r. 
www.gliwiczanie.pl

Galeria

wstecz

Komentarze (11) Skomentuj

  • julia 2020-08-30 16:13:55
    Dobrze, że Nowiny zajmują się historią lokalną. Świetny tekst ! Dużo ciekawostek. tak trzymać
  • Janina 2020-08-30 20:16:09
    Czy Ci Żydzi, którzy jako Ubecja katowali po wojnie Polaków minn w katowni na ul. Barlickiego to spadkobiercy tradycji tych o których wyżej napisano? Rodziny katów z UB do dziś mają się dobrze. Minn sprawując odpowiedzialne funkcje w mieście i zajmując prestiżowe lokale mieszkaniowe w Gliwicach? Tylko pytam...
    • Szechter 2020-08-30 23:07:40
      "Niedobrze o tym mówić (i pisać)"
    • I lu w ten szmalcowniczy łeb 2020-09-06 21:11:13
      Nazwiska prosze
    • Psychiatra 2020-09-07 02:02:03
      Janina, znowu leków nie wzięłaś?
      • grabarz 2020-09-13 09:13:07
        a ty"psychiatra"oduczyłeś się kapować czy zapisałeś się do szwabów z PO i dalej plujesz na Polskę? PO-dobno większość z was ma w rodzinach katów z Barlickiego. Ty jesteś ten psychiatra gliwicki co na zwolnieniu mezczyznie przybił pieczątkę ginekologa?
    • HanysKobylourz 2020-09-08 08:50:53
      To nie ci sami.
  • Uweonkel 2020-09-02 02:10:16
    Przed II-gą wojna w Niemczech było ok 7% Żydów a w zawodach prawniczych i lekarskich stanowili 40% .
    • I lu w ten szmalcowniczy łeb 2020-09-06 21:10:10
      Ja slyszalem ze 100%, a u nas w Polsce 120%
      • uweonkel 2020-09-21 12:40:55
        Idź koniecznie po skierowanie do laryngologa! Masz omamy słuchowe.
  • GaBi 2020-09-02 14:01:29
    Bardzo interesujące wiadomości o dawnej ul.Raciborskiej ! Może doczekam się następnego np. o ul. Kościuszki (dawna Friedrichstr.) ??? na której dużo z nas się urodziło ???