2019 był rokiem 100-lecia powstań śląskich. Z tej okazji w Katowicach pojawiły się najwyższe władze państwowe, miała też miejsce wielka defilada wojskowa. 
Z prof. Ryszardem Kaczmarkiem z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach rozmawia Błażej Kupski, historyk. 

Ukazała się również książka profesora Ryszarda Kaczmarka, która rzuca nowe światło na wydarzenia sprzed stu lat. O niej oraz samych powstaniach rozmawiamy z autorem. Okazja do konwersacji trafiła się w Toszku, gdzie profesor gościł podczas jednego ze spotkań „Zamkowych wieczorów z kawą i kulturą”. 
                                                                                                                        * * *

Umownie przyjmujemy datę 11 listopada 1918 roku jako dzień odrodzenia  Polski. Pierwszoplanową postacią tamtego okresu był Józef Piłsudski, a areną działań Warszawa. A co się wówczas działo na Górnym Śląsku? Jego mieszkańcy wiedzieli, kim jest Piłsudski?

Przeciętny Górnoślązak nie za bardzo kojarzył nazwisko Piłsudski. Bo przed 1918 rokiem marszałek szerzej znany był tylko w Królestwie i Galicji. Zresztą, ten czas to okres tak wielu napięć i zmian geopolitycznych w Europie, że zwykły człowiek nie był w stanie ich wszystkich śledzić. Ale jeżeli mamy na myśli tych, którzy mieli związek z polskim ruchem niepodległościowym, np. późniejszych działaczy Naczelnej Rady Ludowej, to odpowiedź na drugą część pytania brzmi: tak. Bo ci ludzie żywo interesowali się tym, co dzieje się w Królestwie Polskim. Była też grupa, marginalna, polskich socjalistów, którzy już wcześniej zetknęli się z Piłsudskim jako przywódcą PPS-u. 
Jednak, ogólnie rzecz ujmując, mieszkańcy Katowic, Bytomia czy Opola 11 listopada 1918 roku z zapartym tchem śledzili raczej wydarzenia nie w Warszawie, ale Berlinie, bo tam rozpadało się Cesarstwo Niemieckie. O tym pisały na pierwszej stronie wychodzące wówczas na Górnym Śląsku gazety. A o wydarzeniach warszawskich wzmiankowano co najwyżej gdzieś w środku numeru, małą czcionką. Oczywiście, powszechną wiedzą był fakt, że po zaborach odrodziła się Polska, jednak przebieg wydarzeń w Warszawie w listopadzie 1918 roku nie był relacjonowany.

To kiedy do Niemców dotarło, że mogą stracić Górny Śląsk?

Nim odpowiem na to pytanie, chciałbym przypomnieć, że to Niemcy przyczynili się do powstania niepodległej Polski! Brzmi to nieco obrazoburczo, ale tzw. akt 5 listopada 1916 roku – wydany przez cesarzy Niemiec i Austrii – pozwolił na powstanie Królestwa Polskiego. 

I co za tym idzie, de facto unieważniał rozbiory.

Otóż to. Wielu niemieckich polityków uznawało wydanie aktu 5 listopada za błąd. Bo pociągnął za sobą lawinę wydarzeń politycznych,  w tym powołanie do życia Rady Regencyjnej, która przekazała władzę w Warszawie Piłsudskiemu. Nowe państwo miało w 1916 roku pozostawać, jak to zapisano, „w łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami”. Ale Polacy szybko zaczęli stwarzać masę problemów, a w końcu, w momencie klęski militarnej Niemiec, upomnieli się o Wielkopolskę, później o Górny Śląsk.

A konkretnie zrobił to Wojciech Korfanty. 25 października 1918 roku wygłosił w Reichstagu słynne przemówienie. Zażądał w nim przyłączenia do państwa polskiego wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego oraz Górnego Śląska. Czy jego wystąpienie było dla Niemców szokiem?

Przeglądając prasę niemiecką z tamtego okresu, nie zauważyłem szoku. Wspomniana mowa była na pewno ważna, bo definiowała polskie żądania co do granicy zachodniej. I pewnie w dużej mierze zaskakiwała, bo jeszcze przed 1914 rokiem nikt na poważnie nie brał pod uwagę przyłączenia Górnego Śląska do odrodzonej Polski.

Bo Śląsk już w XIV wieku odpadł od Polski. Król Kazimierz Wielki, za cenę pokoju, oddał go Czechom. Natomiast do Niemiec, wtedy Prus, został przyłączony w 1741. Kto zatem miał większe prawa do tego regionu w 1918?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Kiedy stało się jasne, że na mapy Europy i świata wróci nasz kraj, zadawano sobie pytania o kształt i granice odrodzonego państwa polskiego. I myślano wówczas przede wszystkim o granicach z roku 1772, czyli sprzed pierwszego rozbioru. Gdyby to się ziściło, do Moskwy mielibyśmy raptem kilkaset kilometrów… Ten pomysł, bliski Piłsudskiemu, zakładał federacyjną Rzeczpospolitą z trzema wiodącymi narodami: polskim, litewskim i ruskim (ukraińskim). Ale w takim planie nie było Śląska.            
W sprzeczności z tą ideą stała wizja państwa narodowego, jaką forsował Roman Dmowski. W myśl jej założeń, decydowałyby kryteria etniczne – czyli do Polski miałyby należeć te obszary, na których większość stanowiły Polacy. Wówczas polskie żądania dotyczące przyłączenia Górnego Śląska nabierały sensu – wszak we wschodniej jego części mówiono głównie po polsku, a katolików, kojarzonych z polskością, było tam zdecydowanie więcej niż protestantów. Za Niemcami przemawiał za to fakt, że od ponad półtora wieku były to ich ziemie, a wielu Górnoślązaków czuło się lojalnymi obywatelami państwa niemieckiego.

Dzisiaj, gdy mówimy: powstania śląskie, niemal z automatu myślimy: Wojciech Korfanty. Jak to się stało, że ten człowiek stał się liderem polskich Górnoślązaków?

Dobre pytanie, bo przed 1914 rokiem był politykiem przegranym. Walkę o przywództwo w polskim ruchu niepodległościowym na Górnym Śląsku przegrał z Adamem Napieralskim. Co prawda już w czerwcu 1903 roku, w wieku 30 lat, został jednym z najmłodszych posłów Reichstagu, ale potem jego kariera uległa zahamowaniu. Los zaczął sprzyjać Korfantemu w 1918, kiedy to w uzupełniających wyborach wrócił do niemieckiego parlamentu. Jego radykalno-narodowe poglądy trafiły na podatny grunt społeczny, gdy załamywało się państwo niemieckie. Potem udowodnił swój talent polityczny i organizacyjny podczas powstania wielkopolskiego - został polskim komisarzem wojskowym. Jego popularność stale rosła. Korfanty przewyższał zdecydowanie swoich politycznych rywali na Śląsku. Mógł mu dorównywać popularnością jedynie Józef Rymer, ale był to bardziej działacz związkowy niż pełnokrwisty polityk.

Korfanty miał obiecywać, przed plebiscytem w sprawie przynależności Górnego Śląska do Polski lub Niemiec (20 marca 1921 r.), że każdy oddający głos za Polską dostanie krowę.

Słynna już „krowa Korfantego” to była pewna metafora. I uważam, że większość Ślązaków ją doskonale rozumiała. Chodziło o to, że kiedy Górny Śląsk trafi do Polski, jego mieszkańców czeka inna, lepsza niż dotychczas rzeczywistość. Owa „krowa” miała zapowiadać nadejście sprawiedliwości społecznej i polskiego państwa dobrobytu. Taka przyszłość nie zapowiadała się w powojennych Niemczech, wszak zostały one zobowiązane do wieloletniego spłacania reperacji wojennych, więc społeczeństwu groziło zubożenie. 

W kwietniu pojawiła się pańska książka „Powstania śląskie 1919-1920-1921. Nieznana wojna polsko-niemiecka”. Skąd taki tytuł?

Moim zdaniem to, co wydarzyło się kolejno w roku 1919, 1920 i 1921 bardziej przypominało wojnę aniżeli powstania.

Dlaczego?

Bo wojny prowadzą państwa, a powstania to z definicji samorzutne zrywy ludności przeciwko państwu. Do roku 1921, czyli momentu plebiscytu, oba państwa – zarówno Polska, jak i Niemcy – mimo warunków zaakceptowanych podczas konferencji pokojowej w Paryżu, robiły wszystko, aby metodą faktów dokonanych opanować sporny teren, nie czekając na wynik głosowania. Tak więc od 1919 roku trwała, niewypowiedziana oczywiście, wojna polsko-niemiecka. Zresztą, prześledźmy po kolei każde z powstań. 
To pierwsze, z 1919, rozpoczęło się w dużej mierze przypadkowo, a o jego klęsce zadecydował właśnie fakt, że państwo polskie, wbrew wcześniejszym planom Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska, nie mogło wesprzeć walczących i wysłać regularnych oddziałów Wojska Polskiego. Do potyczek doszło więc jedynie w powiatach nadgranicznych. Z kolei drugie powstanie tak naprawdę sprowokowali Niemcy. Sądzili, że Polska, osłabiona wojną z bolszewikami, nie będzie w stanie zajmować się Górnym Śląskiem. A oni wkroczą na obszar plebiscytowy pod flagą państw Ententy, potem zaś sytuacja powróci do stanu sprzed 1919 roku.

A 1921?

Wtedy to państwo polskie już na bardzo dużą skalę poparło walkę zbrojną Górnoślązaków. Po przegranym plebiscycie Warszawa zagrała va banque, ryzykując zarzut złamania układu pokojowego. Po niekorzystnym wyniku plebiscytu alternatywa - albo coś uda nam się wywalczyć, albo Górny Śląsk zostanie w granicach Niemiec - zmuszała do zaangażowania Wojska Polskiego.

W książce twierdzi pan, że błędem jest widzenie powstań śląskich jako logicznego ciągu walk toczących się w latach 1919-1921 między polskimi powstańcami śląskimi a Niemcami.  Dowodzi pan, że w istocie były to trzy odrębne konflikty zbrojne.

Bo tak było. Ich geneza, cele, uwarunkowania były różne. Wiele zależało od zmieniającej się ówczesnej sytuacji międzynarodowej. To nie był ciąg logicznych zdarzeń następujących kolejno po sobie.

Byli jednak ci sami bohaterowie...

To prawda. Ale przybywali także nowi. Proszę spojrzeć na kadrę dowódczą. Ona się zmieniła najbardziej. Między rokiem 1920 a 1921 napływało wielu oficerów Wojska Polskiego, których wcześniej na Górnym Śląsku nie było. To oni budowali struktury wojskowe i kierowali sztabami powstańczymi.

W trzecim powstaniu śląskim walczył nawet potomek słynnego hetmana Jana Karola Chodkiewicza.
Małe sprostowanie. W trzecim powstaniu rzeczywiście walczyli kadeci z korpusów we Lwowie i Modlinie, a wśród nich był 16-letni Karol Chodkiewicz. Nie była to jednak żadna rodzina hetmana litewskiego. Po prostu:  w wyniku zbieżności nazwisk powstała z czasem legenda o potomku zwycięzcy spod Kircholmu, walczącym w powstaniach śląskich.

Powstania śląskie to wciąż temat zażartych dyskusji. W ich toku pojawia się argument, że samych Ślązaków wśród walczących było niewielu. 

To oczywiście nieprawda. Nawet jeżeli spojrzymy na tzw. uciekinierów z Wojska Polskiego (tak naprawdę nie uciekali, ale swoje jednostki opuszczali za zgodą i aprobatą dowódców; oficjalnie jednak nie można było tego przyznać), którzy przybyli walczyć w trzecim powstaniu, zauważymy, że wielu z nich było urodzonych na Górnym Śląsku. Sporo z nich, z różnych powodów, czuło sentyment i przywiązanie do tej ziemi i stąd udział w walkach. Legendarny Pułk Strzelców Bytomskich Wojska Polskiego złożony był tylko z Górnoślązaków. Jego żołnierze dołączyli do walk dopiero w 1921 roku, po powrocie z wojny z bolszewikami.

Czy Warszawa i Józef Piłsudski byli w ogóle zainteresowani Śląskiem? Władze Polski trzymały kciuki za powodzenie walk na Górnym Śląsku? Pytam  o to, bo często można usłyszeć, że polski rząd tak naprawdę nie był kwestiami śląskimi zainteresowany.

Nie zgadzam się z tym. Ja widzę zaangażowanie Polski na każdym kroku. Przeglądając źródła związane bezpośrednio z walkami powstańczymi, w większości trafiałem na te wytworzone przez Wojsko Polskie! Wyraźnie widać, że od lata 1919 roku kontrola nad Polską Organizacją Wojskową na Górnym Śląsku jest w rękach polskiej armii. Jak wobec tego Piłsudski mógł być niezainteresowany Śląskiem, skoro bez jego akceptacji nic w wojsku nie mogło się wówczas wydarzyć? Niepoważnie brzmią też opinie, że Polska nie doceniała znaczenia gospodarczego tych ziem. Takie myślenie to deprecjonowanie inteligencji polskich dyplomatów i członków rządu z lat 20. XX wieku. A byli to wysokiej klasy specjaliści.

Wspomniane tezy, bezkrytycznie dziś przywoływane, to pokłosie konfliktu Korfantego z Piłsudskim i wojewodą Michałem Grażyńskim po przewrocie majowym w 1926 roku. Dla potrzeb propagandowych obie strony po swojemu przedstawiały przebieg wydarzeń z lat 1919-1921. Korfanty zarzucał rządowi bierność, podkreślał, że duża część Górnego Śląska trafiła do Polski tak naprawdę wyłącznie dzięki zrywowi górnośląskich górników i hutników, umiejętnie kierowanych przez polityków centroprawicy. Ale to oczywiście uproszczenie. Bo skąd w trzecim powstaniu znalazłoby się nagle kilkadziesiąt tysięcy karabinów, działa i pociągi pancerne? To był bezpośredni wkład Polski i Wojska Polskiego dowodzonego przez Piłsudskiego. 
W okresie PRL-u mit samotnie walczących o polskość Śląska robotników, wbrew rządowi w Warszawie, pojawił się jeszcze raz. Tym razem pod postacią ludu walczącego z niemieckimi kapitalistami. Takie obrazy znajdziemy nawet we wspaniałych filmach Kazimierza Kutza.

Czy niemieccy historycy zajmują się tematyką powstań śląskich?

Nie bardzo. Ten temat interesuje już tylko bardzo wąskie grono specjalistów. A i oni piszą i wypowiadają się na ten temat sporadycznie, zazwyczaj w okresie rocznic.

W 2019 roku takowy przypada.

Ale za Odrą pierwsze powstanie w ogóle nie jest odnotowywane! Niemieccy historycy zajmują się prawie wyłącznie plebiscytem i walkami w 1921 roku.

I jaka obowiązuje narracja?

Przeważa taka, że alianci nie dotrzymali zapisów traktatu wersalskiego. Bo w nim zapisano, że to plebiscyt rozstrzygnie o przynależności Górnego Śląska. A ten wygrali Niemcy, tak więc sporny obszar powinien znaleźć się w granicach Republiki Weimarskiej. Tak się nie stało. I dało to, w myśl wspomnianej interpretacji, dodatkowe paliwo do działania organizacjom skrajnie nacjonalistycznym. 

Wróćmy do Korfantego. Smutne,  że po 1926 roku został przez Polskę zdeptany. Zarzucano mu sympatie proniemieckie!

To prawdziwy paradoks. Po przewrocie majowym w 1926 Korfanty stanął w jawnej opozycji do rządzącej sanacji. Stał się jednym z liderów tzw. centrolewu. Musiało być to dla niego trudne, bowiem całe życie identyfikował się jako polityk prawicy lub centroprawicy. Walcząc z wojewodą Grażyńskim, szukał sojuszników nawet wśród śląskich partii mniejszości niemieckiej. Stąd między innymi zarzuty o proniemieckość, chociaż pojawiały się też oskarżenia o finansowanie jego działań politycznych przez niemieckich przedsiębiorców.

Nawet śmierć, a potem wojna nie spowodowały, że Korfantemu przywrócono należne mu miejsce w historii Polski. Do lat 80. XX wieku w PRL-u jego nazwisko ledwie wspominano, pisząc o powstaniach śląskich. Przeszkadzały jego związki z endecją i Kościołem katolickim. Do zbiorowej pamięci historycznej Polaków powrócił dopiero po roku 1989.

Obecnie w Katowicach stoi zarówno pomnik Piłsudskiego, jak i Korfantego.

Stoją blisko siebie, ale nie obok siebie. I to także jest część historii powstań śląskich.

Dziękuję za rozmowę.

Ryszard Kaczmarek - historyk Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, profesor w dziedzinie nauk humanistycznych. Specjalizuje się w dziejach Górnego Śląska w XIX i XX w. Autor licznych publikacji, m.in. książek „Pod rządami gauleiterów”, „Górny Śląsk podczas II wojny światowej”, „Polacy w Wehrmachcie”, „Polacy w armii kajzera”, „Powstania śląskie 1919-1920-1921”. 


Galeria

wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • Marian Jabłoński 2020-01-12 21:16:51
    Fragment innego opracowania w tym temacie : ..."Dla Piłsudskiego Śląsk jako obszar peryferyjny nie stanowił rdzenia polskiej państwowości. Odpowiedź udzielona powstańcom śląskim, którzy w sierpniu 1919 r. przybyli doń z błaganiem o pomoc, stanowi tego wymowny dowód. "Co, Śląska się wam zachciało? To jest stara kolonia niemiecka i nic tam nie macie do szukania. Nic nie dam, żadnych posiłków. Ja mam w dupie wasz cały Śląsk*. Marszałek pochłonięty ideą polskiego Drang nach Osten był zdania, że o losach regionu nie zadecydują Ślązacy, a mocarstwa zachodnie."... Tekst ukazał się w "Jaskółce Śląskiej" listopad 2012