Będzie światowo i emocjonalnie, bo mam do bohaterki tej opowieści taki właśnie stosunek. Lubię ją i podziwiam upór z jakim parła do tego, co było dla niej w życiu ważne. Trafnie uchwyciła jej ducha Dorothea Zwirner autorka znakomitego eseju zamieszczonego w 2013 roku w renomowanym miesięczniku Weltkunst/ Świat sztuki. Otóż opisała Marie-Anne Friedländer-Fuld jako wewnętrznie wolną. I tę wolność, rozumianą także dosłownie, Marie-Anne ceniła ponad wszystko.
Wybierzemy się w podróż, która poprowadzi nas przez co najmniej 30 adresów w miastach na różnych kontynentach, od Europy po Amerykę Południową. Miejscem, które spina te opowieści są Gliwice. To tu się wszystko zaczęło.
Gliwickie korzenie
Górnych Wałów 25. Dziś w tym miejscu stoi budynek NOT, ale przed wojną znajdował się pałac miejski należący do rodziny Friedländer. Wybudował go Emanuel, syn Victora. Do tego ostatniego należały m.in. Opolskie Browary Zamkowe, firma miała swój piwny skład również w Gliwicach przy Klosterstrassse 1(Wieczorka/Siemińskiego 1). Biznes prowadził najstarszy syn Victora - Marcus, Emanuel wybrał zaś zupełnie inną działalność, która w perspektywie okazała się niezwykle dochodowa.
W co takiego zainwestował Emanuel Friedländer? W górnictwo. Już w 1849 roku, kiedy przemysł ten był w powijakach, pozyskiwał nowe rynki zbytu zapewniając śląskiemu węglowi dostęp do największych miast – Berlina i Wiednia. Emanuel był osobą bardzo szanowaną: założył Izbę handlową, przewodniczył Gliwickiemu Bankowi Dyskontowemu przez wiele lat zasiadał w radzie miejskiej.
Wybudował też w Gliwicach, prawdopodobnie przed 1858 roku, swój miejski pałac, w którym urodził się jego jedyny syn Fritz. Po 1945 roku budynek zupełnie przebudowano, próżno więc szukać dziś jakichkolwiek podobieństw do obiektu z archiwalnych zdjęć.
Król węgla
Przejął po ojcu firmę Emanuel Friedländer & Co., przekształcając ją w jedno z największych przedsiębiorstw handlu hurtowego węglem i koksem w Europie Środkowej. Był pionierem nowoczesnego koksownictwa na Górnym Śląsku, czerpiąc ogromne zyski z monopolu i innowacji technologicznych. Ożenił się z Milly Fuld, córką amsterdamskiego bankiera Eliasa Jacoba Fulda, i przyjął, jako drugi człon, nazwisko żony. Przeszedł na chrześcijaństwo i w 1906 roku uzyskał pruski tytuł szlachecki (stąd człon von w nazwisku). Należał do doradców gospodarczych cesarza Wilhelma II. Z majątkiem wynoszącym około 46 milionów marek był jednym z najbogatszych przemysłowców swoich czasów. Słynął z gromadzenia unikatowych dzieł sztuki oraz luksusowych przedmiotów ze złota i srebra. Był osobą powszechnie szanowaną i cenioną, szczególnie w rodzinnym mieście, gdzie dzień jego śmierci radni uczcili znaczącą minutą ciszy.
Fritz Friedländer-Fuld, bo o nim mowa, opuścił rodzinne Gleiwitz, mając niespełna 30 lat i będąc już przedsiębiorcą znanym w świecie europejskiego biznesu związanego z górnictwem. Zamieszkał w Berlinie, gdzie w 1895 roku kupił posiadłość przy Pariser Platz 5a. Pałac z marmurowym dziedzińcem, kolumnadami i łukami, elektryczną windą i kortem tenisowym, zaprojektował, na wzór pałaców paryskich, Ernst von Ihne wybitny niemiecki architekt mający w swoim portfolio takie realizacje jak Muzeum Bodego i Bibliotekę Państwową przy Unter den Linden w Berlinie. Pariser Platz, tak wówczas jak i dziś, pozostaje najbardziej prestiżowym berlińskim adresem. Jednak budynek o numerze 5a nie miał szczęścia: podobnie jak większa część zabudowy placu został całkowicie zniszczony podczas bombardowań pod koniec II wojny światowej.
Jednak ukochanym miejscem Fritza Friedländera-Fulda, miejscem, w którym czuł się najlepiej i swobodnie, był zamek Lanke koło Bernau. Fritz wydzierżawił go, wraz z olbrzymim terenem parkowym, w 1894 roku od hrabiego Wilhelma Rederna. Tam mieszkał przez cały rok i stamtąd zarządzał swoim przedsiębiorstwem. Posiadłość Lanke, jedna z największych w Brandenburgii, służyła przemysłowcowi do rozwoju nowoczesnego rolnictwa, między innymi testowania produktów chemicznych jego firmy, w tym nawozów. Kiedy w 1914 roku majątek przeszedł na własność miasta Berlina, von Friedländer-Fuld pozostał jego dzierżawcą. Zrzekł się prawa pierwokupu, ale zachował prawo pobytu zagwarantowane przez radę miejską Berlina. W zamku Lanke mieszkał aż do swojej śmierci w lipcu 1917 roku.
Ambitna Baby
Bardzo lubię zdjęcie, na którym Marie-Anne, już wtedy baronowa von Goldschmidt-Rothschild, pozuje jako Nadja w komedii Curta Goetza „Bajka”. Fotografię zrobił w 1929 roku Wolff von Gudenberg, niezwykle modny fotograf gwiazd okresu międzywojennego. Przed jego obiektywem stawały między innymi Marlena Dietrich czy Josephine Baker. Marie-Anne, urodzona 17 stycznia 1892 roku Berlinie, jako jedyne dziecko Fritza i Milly, cieszyła się bezpiecznym i uprzywilejowanym dzieciństwem, spędzonym między Berlinem a zamkiem Lanke, z angielską guwernantką i prywatnymi nauczycielami. Uzdolniona muzycznie, ambitna i impulsywna „Baby” (Dziecina), jak od najwcześniejszych lat mówili o niej przyjaciele i znajomi, uosabiała archetyp współczesnej kobiety poszukującej twórczej samorealizacji. Na początku XX wieku europejska prasa pisała o niej krótko: „najbogatsza dziewczyna w Niemczech”. Oczekiwano od niej salonowego blichtru i małżeństwa, które scementuje rodową fortunę. Marie-Anne postanowiła jednak napisać własny scenariusz.
Witaj Alfredzie
Była niewątpliwe prominentną członkinią berlińskiej elity intelektualnej, a jej zainteresowania i działania kolekcjonerskie wykraczały daleko poza sferę artystyczną. Jako córka magnata węglowego Fritza von Friedländera-Fulda i prowadzącej jeden z najważniejszych berlińskich salonów Milly von Friedländer-Fuld od najmłodszych lat znała zarówno międzynarodowe towarzystwo, jak i pruski dwór. Momentem przełomowym dla jej kolekcjonerskiej pasji okazało się przyjęcie z lutego 1913 roku zorganizowane w Berlinie przez rodzinę malarza Maxa Liebermanna. To tam poznała osobę, która ukształtowała jej zamiłowania i wywarła decydujący wpływ na życiowe wybory, nie tylko te związane ze sztuką. Tą osobą był wydawca, mecenas i kolekcjoner sztuki Alfred Walter Heymel. Ten adoptowany syn bogatego kupca z Bremy, dzięki olbrzymiemu majątkowi i instynktowi artystycznemu, zbudował rozległą sieć zaprzyjaźnionych z nim artystów i mecenasów sztuki, a od końca XIX wieku był szczególnie blisko związany z przedstawicielami francuskich modernistów. To właśnie Heymel wyrobił w Marie-Anne nawyk śledzenia tego, co w sztuce ważne: nowych nurtów i nazwisk.
Arlezjanka daje początek
Kobieta z Arles, pierwszy z siedmiu portretów namalowanych w 1888 roku przez Vincenta van Gogha, przedstawia Madame Ginoux, jego gospodynię. Kobieta z kunsztownie upiętymi ciemnymi włosami, ubrana w prowansalską suknię siedzi przy stole. Jest zamyślona, głowę opiera na dłoni. Przed nią leżą parasol i rękawiczki, tak jakby szykowała się do wyjścia. Marie-Anne miała zaledwie 22 lata, gdy w czerwcu 1914 roku w galerii sztuki Paula Cassirera, człowieka, który odgrywał istotną rolę w tym, jakie dzieła trafiły do muzeów i jak zmieniały gust publiczności, odkryła ten obraz. I natychmiast kupiła. Wystawa była najważniejszym wydarzeniem w Berlinie: w salach kłębiły się tłumy chcące zobaczyć słynnego Van Gogha. A było co, bo wystawiono 150 dzieł ze wszystkich okresów jego kariery. Odnotowano, że była to najobszerniejsza i najważniejsza wystawa artysty od czasu wielkiej retrospektywy w Amsterdamie w 1905 roku, a dla właściciela galerii, Paula Cassirera, stała się ukoronowaniem jego pracy w promowaniu awangardowych dzieł. Obrazy wypożyczyli wszyscy najważniejsi kolekcjonerzy a także dwa muzea. Ale tylko kilka wystawiono na sprzedaż. W tym trzy wersje Kobiety z Arles.
Kim ona jest?
Obraz należał do Thei i Carla Sternheimów, znanych kolekcjonerów i był ozdobą ich zbiorów. Jednak para musiała się z nim rozstać - widmo bankructwa - i robiła to z ciężkim sercem. W świecie kolekcjonerskim córka króla węgla była zupełnie nieznana i wiele osób zastanawiało się kim jest młoda kobieta gotowa zapłacić 100 000 marek za dzieło Van Gogha, czyli najwyższą cenę jaką kiedykolwiek zapłacono w tamtym czasie za prace tego artysty. W wystawowych kuluarach szeptano też, że Thea Sternheim nie ceni nabywczyni gdyż podejrzewa ją o romans ze swoim notorycznie niewiernym mężem. Kupno Arlezjanki wywołało spore poruszenie w domu rodziców Marie-Anne. Fritz i Milly, także znani kolekcjonerzy, przede wszystkim malarstwa XVIII wiecznego, protestowali. Szczególnie ojciec, który wręcz błagał córkę by oszczędziła mu widoku „zblazowanej” staruszki i schowała obraz za zasłoną. Tak się jednak nie stało. Arlezjanka, oprawiona w kunsztowną złotą ramę, zawisła w najbardziej widocznym miejscu w salonie pałacu przy Pariser Platz.
Mówię „tak”. Razy trzy
W życiu prywatnym Marie-Anne również nie ulegała konwenansom. Jej pierwsze małżeństwo z brytyjskim arystokratą Johnem Mitfordem w 1914 roku było sensacją towarzyską i przyniosło jej tytuł baronessy. Uroczystości rozpoczęły się 4 stycznia od Polterabend, tradycyjnego balu w przeddzień ślubu. Panna młoda miała 22 lat, pan młody 29. W sali, będącej repliką sali koncertowej Fryderyka Wielkiego w Sans Souci, do kolacji zasiadło 300 osób. Muzyczną oprawę zapewniła Filharmonia Berlińska, a wieczór zakończył się przedstawieniem na żywo. Max Reinhardt zaprosił członków swojej trupy Deutsches Theater, aby odegrali sceny ze Snu nocy letniej. Ślub, który miał miejsce 6 stycznia 1914 roku, złamał niemiecki precedens, według którego, niezależnie od pory dnia, obowiązywał strój wieczorowy. Ze względu na narodowość pana młodego przyjęto angielski dress code, czyli strój poranny. Panna młoda miała białą satynową suknię, zakrytą welonem, obszytym starą śląską koronką wartą 10 tys. funtów, jak skwapliwie zauważyły gazety i upiętym misternie na czubku głowy maleńkim wianuszkiem z kwiatów pomarańczy. Małżeństwo nie przetrwało nawet roku. Głównym powodem rozstania Marie-Anne z mężem był jego jawny antysemityzm oraz brutalność. Już w czerwcu 1914 wniosła więc do sądu wniosek o zakończenie małżeństwa, które ostatecznie rozwiązano w październiku 1914 roku.
Kolejne związki – z dyplomatą Richardem von Kühlmannem (1920 - 1923) oraz baronem Rudolphem von Goldschmidt-Rothschildem (1923 -1926), pokazywały, że Marie-Anne szukała ludzi o szerokich horyzontach, nie bojąc się zmian i życiowych zwrotów akcji. Żyła w ciągłym ruchu, zawieszona między Berlinem a Paryżem, zawsze sterując swoim życiem samodzielnie. Miała dwoje dzieci – urodzoną w kwietniu 1923 roku córkę Antoinette von Kühlmann oraz syna Gilberta urodzonego 26 kwietnia 1925 r. ze związku z Goldschmidt-Rothschildem. Nina, po emigracji wraz z matką i bratem do USA w czasie II wojny światowej, pozostała tam, wyszła za mąż i przez ponad 40 lat pracowała w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zmarła w Nowym Jorku, w 2017 roku, w wieku 94 lat.
Gilbert, po zwolnieniu z armii USA, gdzie produkował filmy dla wojska w ramach Planu Marshalla,przeszedł do kina komercyjnego we Francji. W 1951 roku, mając 26 lat, założył swoją pierwszą firmę producencką - Madeleine Films SA. Od tego momentu datuje się jego spektakularna kariera jako producenta filmowego ze Złotą Plamą (otrzymał ją za „Parasolki w Cherbourga, hit kinowy wszech czasów) oraz kilkoma nominacjami do Oscara. Gilbert von Goldschmidt-Rothschild zmarł w Paryżu, w 2010 roku, w wieku 85 lat.
Zawsze z nią
Pod portretem Arlezjanki oprawionym w ciężkie złoto siedzi młoda kobieta w czarnej prostej sukni, której jedyną ozdobą jest długi naszyjnik z pereł. Patrzy prosto w obiektyw. Nie uśmiecha się. Tak prezentowała się kolekcjonerka Marie-Anne von Goldschmidt-Rothschild w 1929 roku na łamach awangardowego magazynu kulturalnego „Der Querschnitt” („Przekrój”), wydawanego przez marszanda Alfreda Flechtheima. Kolekcję, w której znajdowały się obrazy Pabla Piccasa, Auguste'a Renoira, Henriego Rousseau, Paula Cézanne'a, Édouarda Maneta a także rysunki Auguste'a Rodina i listy od van Gogha, przechowywała głównie w swoim domu w Paryżu. Tam też zrobiono zdjęcie do artykułu. Krótko po Anschlussie, w kwietniu 1938 roku, razem z synem wyjeżdżają do USA, na rekonesans na wypadek ucieczki. Zdobyta wiedza i kontakty przydają się rok później, w sierpniu 1939 roku, kiedy, już w trójkę, muszą uciekać, żeby uratować życie. Które ma dla nazistów konkretną cenę: Marie-Anne musi zapłacić wygórowany „podatek od ucieczki” z Rzeszy, który wynosił ponad 3 mln marek. Żeby zdobyć te pieniądze, pod przymusem, sprzedaje Berlinowi dom i ziemie.
Kierunek USA
Oficjalnymi kanałami, z pomocą drogich agentów, próbowała sprowadzić do Stanów swoje obrazy. Ale transport ubezpieczonego na gigantyczną wówczas kwotę ponad 16 tysięcy dolarów opóźniał się, ponieważ Marie-Anne kategorycznie odmawiała sprzedaży choćby jednego dzieła w celu pokrycia kosztów. Wcześniej, ratując część kolekcji, przewiozła, ryzykując życie, obrazy z Paryża na wieś, pakując niepozorne skrzynki na dach swojego citroena. Legalne kanałyokazały się złudne, więc kolekcjonerka wzięła sprawy w swoje ręce i jeszcze przed podróżą statkiem do USA zleciła wykonanie dużego drewnianego cylindra. Na kilka godzin przed wypłynięciem płótna zdjęto z blejtramów, oddzielono arkuszami olejowanego papieru i zwinięto, na końcu dodając ukochaną Arlezjankę. Całość umieszczono w cylindrze.
Szalona artystka, więc darujmy jej
9 sierpnia 1940 roku Marie-Anne wraz z dziećmi weszła na pokład SS Quanza, portugalskiego statku towarowego przewożącego 317 pasażerów, głównie żydowskich uchodźców, płynącego do Veracruz przez Nowy Jork. Cylinder z cenną zawartością, o której wiedziały zaledwie cztery osoby, trzymała przy łóżku w kabinie. Po długiej i wyczerpującej podróży znaleźli się wśród 35 pasażerów, którym pozwolono zejść na ląd w Veracruz. Czekając w Meksyku na amerykańskie wizy jej trzyosobowa rodzina wynajęła pokój, w którym baronessa przypięła Arlezjankę pinezkami do ściany. Taki pozór normalności. Kiedy zdobyli dokumenty na wjazd do USA, celnicy nie pozwolili zabrać obrazów. Miały pozostać w Meksyku. Poprosiła więc o interwencję przyjaciela, który mówił po hiszpańsku, współpasażera Quanzy, Illana Alvareza de Toledo. „To szalona artystka, a obrazy namalowała sama i wszędzie je ze sobą zabiera” tłumaczył celnikom. Ci rzucili okiem na Arlezjankę, roześmiali się i pozwolili Marie-Anne odejść.
Mariposa
W USA de Goldschmidt-Rothschild przebywała pod wieloma adresami przemieszczając się z miasta do miasta, zawsze z nieodłącznymi obrazami. Po zakończeniu wojny odzyskała wszystkie zabezpieczone we Francji i USA obrazy i sprowadziła je z powrotem do Paryża, do którego wróciła w 1945 r. Dopiero po jej śmierci w 1973 roku (miała 81 lat) zbiory stopniowo wyprzedawano lub przekazywano, jako darowizny, do muzeów. Dziś jej ukochana L'Arlésienne znajduje się w stałej kolekcji słynnego paryskiego Musée d'Orsay.
Wewnętrznie wolna
Przez wiele lat historia Marie-Anne de Goldschmidt-Rothschild czekała na takie osoby jak Christel Force i Anne Carloline Augustin. To ich publikacje i artykuły pozwoliły wyjść z niepamięci tej nietuzinkowej postaci. Jej życie, jej walka o uratowanie siebie, kolekcji, znaczenie tej kolekcji dla sztuki, wreszcie należyte miejsce w historii żydowskich uchodźczyń zostały należycie udokumentowane i zebrane. W sierpniu 2026 roku ukaże się książka obu autorek poświęcona właśnie kolekcji Marie-Anne von Goldschmidt-Rothschild. Której rodzinne strony to także Gliwice.
Małgorzata Lichecka


Komentarze (0) Skomentuj