Ponieważ zawiadomienie nadeszło wieczorem, teren przeczesywano z latarkami. Mundurowi szukali desperata między innymi w rejonie jeziora w Czechowicach. W końcu, w ostatniej chwili, znaleźli go na drzewie, z pętlą na szyi. 
34-letni mężczyzna załamał się po rozstaniu z konkubiną, matką swojego dziecka. Kiedy kobieta zerwała, w SMS-ie do niej zagroził, że się zabije. 

Była partnerka poinformowała o sprawie policjantów. Gdy dzwoniła na komisariat, była roztrzęsiona. Pomogła jednak w odnalezieniu mężczyzny, który twierdził, że odbierze sobie życie w swoim "ulubionym miejscu". 

Pyskowiczanina znaleziono siedzącego na drzewie, rozmawiającego z kimś przez telefon. Wyglądało to, jakby jeszcze z kimś się żegnał. Na szyi miał już założoną pętlę wykonaną z przewodu elektrycznego, którego drugi koniec przywiązany był do gałęzi.

Policjanci próbowali przekonać 34-latka, by zszedł. Negocjacje i rozmowy trwały prawie godzinę. W pewnym momencie desperat zaczął się zsuwać. Mundurowi zareagowali błyskawicznie. Jeden z nich złapał samobójcę za nogi, inni go podtrzymywali. Kabel odcięła obecna na miejscu straż pożarna. 

Wezwano pogotowie ratunkowe. Mężczyzna trafił do szpitala psychiatrycznego w Toszku. 
wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • browar 2018-09-14 15:26:53
    w sumie to nie chcial żyć...