Nie wiadomo, co gorsze – szpetne płyty z paździerza czy widok jaki odsłonił się po ich usunięciu. Po rozebraniu ogrodzenia okazało się, że na rumowisku wyrosło  pole chwastów. Z naszych informacji wynika, że ten strup szybko ze starówki nie zniknie. Spółka I-MAG, do której należy pusty teren między ulicami Dolnych Wałów i Kościelną, wiosną bieżącego roku poinformowała, że zawiesza plany zagospodarowania miejsca pod budowę apartamentowca. Nie ma też mowy o innych inwestycjach. Sprawdziliśmy, czy od tego czasu pojawiła się jakaś szansa na ożywienie tej przestrzeni.

- Były firmy zainteresowane placem, ale odstraszająco zadziałały możliwości zabudowy – mówi Witold Czapla, właściciel biura nieruchomości reprezentującego spółkę I-MAG. – W uzyskaniu opłacalności ewentualnych przedsięwzięć przeszkodą są warunki wynikające z sąsiedztwa i planu zagospodarowania.

Otoczenie sprawia, że pod zabudowę nadaje się jedynie około jednej trzeciej terenu.  Ograniczenie od zachodu stawia kamienica, której okna wychodzą na plac. Zabudowa musi mieścić się w takich granicach wysokości i wielkości, by pozostawić mieszkaniom dostęp do światła. Z kolei od północy przeszkodą jest zabytkowy budynek u zbiegu ulic Dolnych Wałów i Średniej – urzędnicy tak ustalili linię zabudowy, by nowy obiekt nie zasłaniał naroża kamienicy. W konsekwencji do wykorzystania pozostaje jedynie centralna część działki. I właśnie to, co ta część w sobie skrywa, jest największym problemem ze względu na komercjalizację terenu.

Pod warstwami ziemi leży skarbnica przeszłości. Drogocenne znalezisko ujawniły jesienią ubiegłego roku badania archeologiczne, które zlecił właściciel pod kątem ewentualnej inwestycji. Przypomnijmy najważniejsze ustalenia.
Przez plac, który pierwotnie znajdował się w obrębie murów miejskich,  przebiega pas średniowiecznej fosy oraz muru obronnego. Archeologiczną gratką jest układ nawarstwień datowanych na okres 2 poł. XIII – XVII wiek. W materiale znaleziono liczne fragmenty średniowiecznych naczyń, kości zwierzęcych oraz pojedyncze przedmioty z żelaza. Odkryto również wiele pozostałości po synagodze, na przykład relikty  kamienno-ceglanych murów oraz  niewielki fragment posadzki.

- Mamy do czynienia z unikatowym znaleziskiem. W obrębie starówki nie odnaleziono do tej pory drugiej tak dobrze zachowanej parceli mieszczańskiej, gromadzącej materiał z czterech stuleci – powiedział nam w maju tego roku Marcin Paternoga, autor ekspertyzy.
A i to jeszcze nie wszystko, co chowa sezam. Można się nawet spodziewać archeologicznej bomby. Najnowszy stan badań, które zbiera Atlas Historyczny Miasta Gliwice, lokuje w tym obszarze zamek wójta. Jest więc szansa, by znaleźć archeologiczne dowody na to, o czym mówią źródła pisane.    

Odkrycie sprawiło, że plac po synagodze można nazwać rajem dla archeologów. Ale jednocześnie – gwoździem do trumny dla planów inwestycyjnych. Jakichkolwiek.

- Prowadzenie budowy w terenie o takim ładunku znalezisk historycznych to przekleństwo dla inwestora. Ciążące na nim obowiązki, które przekładają się na dodatkowe wydatki, m.in. z uwagi na finansowaniem prac odkrywkowych, z miejsca przekreślają rentowność przedsięwzięcia – wyjaśnia Czapla.

Właściciel chętnie pozbyłby się terenu na rzecz miasta. Ze względu na walory archeologiczne miejsce przynależy do dziedzictwa kulturowego, na którego straży stoi m.in. samorząd. I-MAG podpowiadał konkretne rozwiązania, na przykład ożywienie placu jako atrakcji turystycznej, z wyciągniętymi na światło dzienne reliktami średniowiecznych wałów. Firma w zamian za działkę na Starówce oczekiwała jednak innej i oferta nie zainteresowała władz Gliwic.

Wygląda więc na to, że przyszłość placu stanęła w martwym punkcie. A po tym, jak właściciel rozebrał – z nakazu konserwatora zabytków – byle jakie ogrodzenie i nie postawił czegoś lepszego w zamian, miejsce ukazało się w całej brzydocie i zaniedbaniu.
Trudno pogodzić się z tym, że wyrwa w samym sercu Gliwic będzie jeszcze straszyć nie wiadomo jak długo. I pomyśleć, że to, co dzisiaj jest zachwaszczonym rumowiskiem, przed nocą kryształową, gdy stała jeszcze reprezentacyjna, jedna z największych na Śląsku, synagoga, stanowiło chlubę miasta Gliwice. 

Jedyny pożytek z obecnego stanu rzeczy to dodatkowe, a co najważniejsze, darmowe miejsca dla pozostawienia samochodu. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – na dziki parking wjeżdża się od strony ulicy Dolnych Wałów.  

Adam Pikul

Galeria

wstecz

Komentarze (3) Skomentuj

  • ja 2016-12-12 14:36:52
    Brawo, ludzie walczą z nielegalnym parkowaniem, wypisują skargi do ZDM i UM, by ponaglili właściciela do zamknięcia wjazdu, a Nowiny tworzą artykuł, w którym zachęcaj ludzi do przyjeżdżania autem i zostawiania go w środku miasta za darmo. WTF?
    • ja2 2016-12-12 17:02:38
      Tam jest zakaz wjazdu. Straż Miejska kara mandatami parkujących na pustej parceli
  • Obserwator 2016-12-12 17:35:54
    Dlaczego miasto ma dogadywać się z firmą. Z tego co pamiętam to gmina żydowska wystąpiła się miasta o zwrot nieruchomości.Miasto przekazało gminie żydowskiej grunt który ona szybko sprzedała.