W 2013 roku gliwiczanie przychodzili oglądać odkopaną śluzę całymi rodzinami. 
Raz, dwa, trzy... liczę kroki od Zwycięstwa do barierki na skwerze. Ponad tysiąc. Wychylam się, by spojrzeć na trasę. Jest czwartek, 10 grudnia 2020 roku.  

Rok 2013. Chodźmy na śluzę 

W gumowcach, z aparatem i metrem Marian Jabłoński, pasjonat historii  i miejski eksplorator spędził ze śluzą prawie cały tydzień. Z obowiązku mierzyli  ją i fotografowali archeolodzy – takie były zalecenia przy budowie gliwickiego odcinka Drogowej Trasy Średnicowej. A ludzie przychodzili, żeby się pogapić. Z  każdym ruchem łyżki koparki stawało się jasne, że w ziemi tkwi unikat: wrota doskonale zachowane. Trzeba je ratować, mówili społecznicy i zawiązali nieformalny komitet obrońców śluzy.   
 
Rok 1788. Do akcji wkracza  inspektor Geschke  

W latach 80. XVIII wieku minister do spraw Śląska – Karl Georg von Hoym wpadł na pomysł  inwestycji zapewniającej tańszy opał dla mieszkańców Poczdamu, Berlina i Dolnego Śląska, a Górnemu Śląskowi umożliwiający intensywniejszy handel węglem i innymi towarami. Opowiedział o nim inspektorowi wałowemu Geschke, specjalizującemu się w utrzymaniu i budowie nowych dróg transportu wodnego. Panowie zapewne dyskutowali długo, pochylając się na planami i dokonując inspekcji w terenie. Te nie przynosiły dobrych wiadomości: Kłodnica była płytka i zmienna, nie nadawała się do żeglugi, a uspławniać się jej nie opłacało. 

Rok 1788. Fryderyk Wilhelm II mówi „tak”

Za to opłacało się wykopać nowe koryto. - Podzielone na odcinki położone kaskadowo, z których każdy charakteryzowałby się płaskim lustrem wody. Ze względu na niewielką głębokość mogłyby po nim pływać lekkie łodzie – tak o początkach kanału pisze Przemysław Nadolski w książce „Dzieje Kanału Kłodnickiego i Gliwickiego”, wydanej przez Muzeum w Gliwicach. 
Wracając do króla Prus, Fryderyk zapalił się do pomysłu i kazał zbadać czy przyszły kanał będzie miał dla państwa strategiczne znaczenie, a przede wszystkim, czy Kłodnica połączy okręg przemysłowy z centrum Prus. Do tego zadania wyznaczył ministra von Hoyma, ten zaś wałowego Geschke, który teren objechał osobiście, stwierdzając, w największym skrócie, że rzeka się nie nadaje i trzeba zbudować coś nowego.    
                                
Rok 1788. Będzie kanał

Czymś nowym okazała się niezależna droga wodna o nazwie Klodnitz-Kanal. Który w pierwotnej wersji miał mieć 67 km, ostatecznie  53, 7 km. Król to rozwiązanie zaakceptował a projekt ukończono w 1789 roku.  Jego najważniejszymi elementami było 17 drewnianych śluz, takie same zastawy oraz mosty. Budowę rozpoczęto od ujścia Odry i co rok posuwano się w górę biegu. Historia budowy mogłaby posłużyć za scenariusz dramatu kryminalnego:  afery budowlane, kłopoty z pracownikami, kłótnie o to, kto zaniedbywał, część inżynierów ( ta wizjonerska) była zadania, że drewno to przeżytek  i murować trzeba, inni (w tym projektant i wysocy pruscy urzędnicy), że przecież drewno to od lat i tak budować należy. Niestety, rację mieli ci  pierwsi, bo już po kilku sezonach użytkowania śluz i nabrzeży okazało się, że drewno to faktycznie przeżytek.       
           
Rok 2013. Dziwne literki na piaskowcu 

Piaskowiec i cegła klinkierowa były głównym budulcem 18. śluzy. W kwestii piaskowca Jabłoński przeprowadził małe śledztwo. Chciał się dowiedzieć skąd pochodzi i co oznaczają tajemnicze literki wyryte na odkopanych blokach. Odkrył sygnatury  D, J, K, M, P, S, T, W, Z, oraz znaki trójkąta i równoramiennego krzyża. Trójkąt wyryto też na elementach bardzo skomplikowanych, leżących na koronie śluzy w obrębie wrót i systemu ich otwierania. Po co te litery? Były wskazówką od kamieniarza dla budowniczych, do tego w jaki sposób i w jakiej kolejności układać bloki. 

Rok 1801. Przedłużamy od Gliwic 

Kanał pierwotnie miał się kończyć w Gliwicach. Ale tak się nie stało. Coraz bardziej rozwijała się huta, budowano nowe kopalnie na całym Górnym Śląsku.  Dlatego właśnie zdecydowano o budowie podziemnej sztolni w kierunku Chorzowa, która, oprócz transportu, miała za zadanie odprowadzanie wody z kopalń. Tak narodziła się Haupt Schlussel Erb Stollen – Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna, dziś atrakcja turystyczna o europejskim znaczeniu. - W ten sposób miało powstać połączenie Odry z górnośląskimi kopalniami i innymi zakładami z okręgu przemysłowego, które mogły spławiać swoje produkty bezpośrednio do Odry i dalej w kierunku Wrocławia lub Berlina – pisze Nadolski.        

Rok 1822. Wizerunek ministra w odlewie   

Osiemnastki nie planowano i do projektu dodano w 1801 roku. W 1822 roku, po liftingu, czyli poszerzeniu, uroczyście wmurowano zwornik górnego progu śluzy nr 18. Dlaczego o tym piszę? Bo, jak wskazuje Nadolski, do kamienia włożono odlane w żeliwie wizerunki króla oraz pruskiego ministra handlu i przemysłu Hansa hrabiego von Buelow, jak również inne odlewy  (prawdopodobnie wybory artystyczne gliwickiej huty) przykrywając je miedzianą płytą ze stosownym napisem. 

Rok 2013. Osiemnaste wrota 

Kiedy odkopano 18. śluzę dokonano bardzo dokładnych oględzin – społecznych i oficjalnych - żadnych artefaktów z tamtej uroczystości nie odnaleziono. Dość dobrze i tylko w Gliwicach,  zachował się jedynie komplet systemu otwierania XIX-wiecznej śluzy oraz mury. Jabłoński i inni pasjonaci zabiegali by je ratować, ale nic takiego się nie stało. Decydenci potraktowali wrota obcesowo, wyrzucają po prostu na śmietnik.  

Rok 2020. Gorąca śluza, czyli nie kamieni kupa  

Temat zabytku powrócił. I to z całą mocą. Otóż miasto zamierza w 2021 roku zmodernizować skwer nad DTŚ, czyli nad dawnym korytem kanału, i  przy okazji kanał upamiętnić. Kiedy Stowarzyszenie Inicjatywa Na Rzecz Ochrony Reliktów Kanału Kłodnickiego dowiedziało się o tym z tekstu w „Nowinach Gliwickich”, wystąpiło do miasta z propozycją jego zagospodarowania.

To koncepcja gliwiczanina Tomasza Mirosława Kowalskiego. Chodzi o odtworzenie zarysu śluzy i trasy kostką o różnej teksturze oraz kolorze, montaż tablic i wyeksponowanie w tej przestrzeni mostu, znajdującego się kiedyś nad kanałem, a zdeponowanego w Oddziale Odlewnictwa Artystycznego Muzeum w Gliwicach. Uzupełnieniem byłyby punkty świetlne, umieszczone wzdłuż dawnego nabrzeża. Zarząd Dróg Miejskich w Gliwicach  się to tej propozycji nie przychylił, bo ma swój pomysł na upamiętnienie.
Zdaniem ZDM najlepiej ducha kanału odda na skwerze instalacja z… kamieni pochodzących z dawnej śluzy. Uzupełnią je tabliczki z informacjami  (przygotuje je Muzeum w Gliwicach), między głazami będą siedziska oraz rabaty kwiatowe. Tyle. 
Kamienie i tabliczki nie oddadzą ducha kanału, więc Kanał Kłodnicki znowu ląduje na śmietniku historii, a przecież gdyby nie on, Gliwice pozostałyby nic nie znaczącym prowincjonalnym miasteczkiem.    

1812 – w tym roku po 23 (!) latach budowy oddano do użytku cały Kanał Kłodnicki.

Małgorzata Lichecka 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj