Podsumujmy, co do tej pory wydarzyło się w "aferze czołgowej". Mieszkańcy i społecznicy zaczęli walczyć, dwóch radnych (jeden z Gliwic, drugi z Bydgoszczy) oraz jeden poseł udzielili im wsparcia, wojsko się tłumaczyło, a miasto wreszcie odezwało i odpowiedziało na oświadczenie wojska. 
Burza rozpętała się w piątek, 28 października, kiedy na oficjalnej stronie urzędu miasta pojawiła się informacja, że wkrótce z rejonu ulic Jasnogórskiej i Powstańców Warszawy zniknie czołg T-34. Poinformował o tym urzędników płk Mirosław Molik, dowódca 4 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Gliwicach.

Jak wyjaśniono, decyzja zapadła w Inspektoracie Sił Zbrojnych w Bydgoszczy. Zgodnie z nią obiekt ma zostać przekazany do 11 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Bydgoszczy, a docelowo trafić w depozyt w bydgoskim Muzeum Wojsk Lądowych. Pułkownik zawiadomił też, że czołg zniknie z naszego miasta najpóźniej 5 grudnia.

Tyle strona UM. Odpowiedzialny za informacje prasowe urzędnik dodał jeszcze od siebie odrobinę historii, zgodnie z którą T-34 trafił do Gliwic w maju 1945 roku, po ukończeniu szlaku bojowego i defiladzie I Drezdeńskiego Korpusu Pancernego Wojska Polskiego, zorganizowanej na placu Krakowskim.

Nie wspomniał za to urzędnik w swojej notce o jednym: rok temu wojsko zwróciło się do prezydenta Gliwic Zygmunta Frankiewicza z propozycją przejęcia czołgu tak, by zabytek został w naszym mieście. Nie wspomniał o tym również rzecznik prasowy prezydenta Marek Jarzębowski, który naszemu dziennikarzowi odpowiedział krótko: „to własność wojska, nic nam do tego”.

Miasto nie chciało czołgu, nawet za darmo
Tak wynika z oświadczenia, jakie 4 WOG wydał mediom już w poniedziałek, 31 października, w odpowiedzi na święte oburzenie z powodu „grabieży”. Wynika z niego, że w sierpniu ubiegłego roku skierowano do prezydenta Gliwic wniosek o przejęcie czołgu na zasadach określonych w Rozporządzeniu Ministra Obrony Narodowej, w sprawie szczegółowego trybu przekazywania mienia ruchomego Skarbu Państwa, będącego we władaniu jednostek organizacyjnych podległych ministrowi lub przez niego nadzorowanych. Że prezydent (myślał prawie rok) w czerwcu bieżącego roku poinformował komendanta 4 WOG, że miejsce, w którym znajduje się czołg, zostało skreślone z ewidencji Miejsc Pamięci Województwa Śląskiego decyzją wojewody. 

Od tamtej pory jednostka wojskowa ma oczekiwać na podjęcie konkretnej decyzji. Ponieważ jej brak, wystąpiła do Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych o zagospodarowanie czołgu na potrzeby Wojska Polskiego.  

Jest jednak w tym tunelu światełko nadziei. Otóż decyzja wojska nie jest ostateczna. W dalszym ciągu prezydent Gliwic może wystąpić do ministra obrony z wnioskiem o nieodpłatne przekazanie miastu T-34.

Prosimy o wsparcie w walce
Zanim wojsko wydało swoje oświadczenie, zadziałał Ośrodek Studiów o Mieście Gliwice, śląc pisma do prezydenta, MON oraz wojewody. Miejscy aktywiści wyrazili sprzeciw i oburzenie. „Ten zabytek techniki na stałe wpisał się w krajobraz miasta, jest charakterystycznym miejscem na mapie, mieszkańcy zaakceptowali go i przywykli do jego obecności. Obiekt ten to dla nas ważny symbol przeszłości, jakich naprawdę mało w Gliwicach”, napisali społecznicy i poprosili o wsparcie.

Wówczas aktywiści nie wiedzieli jeszcze, że wojsko też do prezydenta pisało. Gdy wyszło to na jaw, wysłali pismo kolejne i zawnioskowali o wystąpienie do ministerstwa o nieodpłatne przekazanie czołgu. Dodali, aby zachował on obecną lokalizację i by zbadać, czy nie wymaga gruntownej renowacji.

Stary T-34 ożywił radnych i polityków
Tematem, który zbulwersował mieszkańców, zainteresował się gliwicki radny Zbigniew Wygoda. Stworzył nawet w sprawie zabytku projekt uchwały. Chce, aby miasto podjęło wszelkie działania zmierzające do uchylenia decyzji Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych i by pozytywnie zaopiniować pozostawienie czołgu w dotychczasowej lokalizacji. Teraz ustawę muszą jeszcze przegłosować radni. 

- W ciągu 70 lat T-34 stał się trwałym elementem krajobrazu części Gliwic, charakterystycznym punktem miasta – uzasadnia Wygoda.

Zupełnie nieoczekiwanie duchowe wsparcie przyszło z samej Bydgoszczy, miasta, do którego zabytek ma trafić. A wyraził je Jan Szopiński, radny Bydgoszczy z ramienia SLD, były wiceprezydent tego miasta, wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego i radny sejmiku, działacz sportowy. Poparł w proteście gliwiczan i przeprosił, zapewniając, że Bydgoszcz nie rabuje cudzych zabytków.

Wsparcie przyszło też ze strony posła PiS Jarosława Gonciarza. Ten napisał do generała Dariusza Łykowskiego, szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych. Wspomniał, że od wielu lat czołgiem opiekują się uczniowie Gimnazjum nr 3, a decyzja zabrania go z Gliwic poruszyła mieszkańców.

„Od momentu przekazania informacji czołg jest oblegany, a mieszkańcy robią sobie z nim pamiątkowe zdjęcia. Mimo braku zgody co do pochodzenia czołgu twierdzą, że jest on nasz, gliwicki”, czytamy w piśmie. Gonciarz zapytał też generała, skąd nagła decyzja, by obiekt przenieść i poprosił o odstąpienie od tego pomysłu.

„Czołg jest nasz. Wara od niego”
Mówią gliwiczanie. Poseł Gonciarz ma rację. Sprawa poruszyła. Dowód – od piątku w mediach społecznościowych pojawiły się dwa specjalne profile - „Spontaniczny Komitet Obrony Czołgu – Gliwice” oraz „Czołg jest nasz”. Mieszkańcy tłumnie gromadzą się przy zabytku, robią sobie z nim zdjęcia, a na sobotę, 5 listopada, około południa planowana jest akcja „Czołg jest nasz”.



Wreszcie, wczoraj, do mediów wpłynęło i oświadczenie UM Gliwice, podpisane przez Marka Jarzębowskiego, rzecznika prezydenta. Cytujemy je w całości. I nie omieszkamy sprawdzić, jak było naprawdę.

„Pod koniec października 2016 r. prezydent Gliwic został poinformowany przez komendanta 4 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Gliwicach, że w Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy została podjęta decyzja o przekazaniu czołgu T-34 do Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy. Postanowienie to wzbudziło zainteresowanie różnych gliwickich środowisk. Padają pytania o przyszłość czołgu. Zdarza się również, że pojawiają się na ten temat informacje nieścisłe.
Warto więc przypomnieć, że sprawa ma swój początek 27 sierpnia 2015 r., kiedy to prezydent miasta otrzymał z jednostki wojskowej w Gliwicach pismo informujące o możliwości przekazania miastu czołgu. Odpowiedź z urzędu w tej sprawie została wysłana 13 października 2015 r. Jej treść sprowadza się do tego, że miasto może przejąć czołg na swoją własność i w związku z tym proponuje rozpoczęcie koniecznych czynności formalno-prawnych. Dlatego też prosi między innymi o dokumentację techniczną obiektu czy protokół, w którym wskazana będzie wartość księgowa z wojskowej ewidencji. Na to pismo odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Ostatni dokument w tej sprawie wpłynął do urzędu 31 października br. Zawiera on wniosek „o przedstawienie ostatecznego stanowiska władz miasta w sprawie przejęcia” czołgu, a odpowiedź powinna zostać udzielona do 4 listopada br. ze względu na „ważność sprawy”.
W związku z poruszeniem wokół tej sprawy decyzja władz miasta o ewentualnym przejęciu na własność czołgu zostanie podjęta po przeprowadzeniu merytorycznej dyskusji i zasięgnięciu opinii mieszkańców Gliwic. O czasie i formie jej przeprowadzenia poinformujemy niebawem.”

(sława)
wstecz

Komentarze (5) Skomentuj

  • Femina 2016-11-03 22:06:51
    Nie ufajcie Panu rzecznikowi, oddadzą czołg bez walki i jeszcze winę zrzucą na Ludowe Wojsko Polskie
  • Paweł 2016-11-03 22:52:15
    Dobrze, że chociaż PosełGonciarz sie w to zaangażował z parlamentarzystów. Inni widocznie mieli na uboczu.
  • ciekawy 2016-11-04 09:13:01
    ciekawi mnie kto tu łże, bo że ktoś łże to pewne!
    • pracodawca_frankiewicza 2016-11-04 20:53:11
      Lze ten, ktory zaklinal sie, ze nie ma zamiru likwidowac tramwaju i nastepnie zaraz potem go zlikwidowal.
  • pracodawca_frankiewicza 2016-11-04 20:51:47
    Nie badzmy smieszni i naiwni. Gonciarz publicznie na fb wychwala Frankiewicza nazywajac go wybitnym samorzadowcem! To wszystko sa konie trojanskie. Jakos tego, ze Frankiewicz zniszczyl praktycznie cale Glwiice Gonciarz nie zauwaza. Dlaczego np. Frankiewicz wycial wszystkie drzewa na Orlickiego? W odpowiedzi do NIK kilka lat temu napisal, ze to w zwiazku z DTS. Bezczelnie klamal. Jak zwykle zreszta. Orlickiego nie ma nic wspolnego z DTS. Za to i za inne sprawy Frankiewicz odpowie karnie. Jeszcze moze w to nie wierzy. Jego buta po 24 latach rzadzenia zaslepila mu resztki umyslu. W ogole dziwne, ze jeszcze nie siedzi.