TTT to sygnatura, pod którą kryje się barwne życie i świetna architektura. 
Jedno z nielicznych zdjęć profesora zrobione w Tychach, w 1956 roku, przedstawia go w białym lnianym garniturze. Stoi na tle osiedla A. Znowu się wyróżniał, bo w czasach odwilży na ulicach kłębił się kolorowy tłum, jego studenci także ubierali krzykliwie, a on poszedł w tę nieskazitelną biel. Zwłaszcza, że z Gliwic do Tychów podróżował autobusem.
Kiedy się urodził Polski nie było 

Wertując zapiski dotyczące Tadeusza Teodorowicza Todorowskiego natknęłam się na medal z jego podobizną. W pudełku leżał na samym dnie. Nie był zakurzony, ale i tak przetarłam go szmatką. Trafił do mnie przypadkiem. Prowadząc kilka lat temu spacer historyczny śladami budowli zaprojektowanych przez TTT, dziś będących ikonami architektury monumentalnej, już na zakończenie, kiedy żegnałam się z grupą na gliwickim rynku, podeszła do mnie pani i wręczyła ten medal. Wyjęła też z torby teczkę w wyblakłym bladoróżowym kolorze, jak się okazało archiwalny zeszyt z drobiazgową inwentaryzacją dawnego Haus Oberschlesien. Teczka była tylko do wglądu, medal - podziękowaniem od rodziny Todorowskiego za przypomnienie dorobku wujka. Gdzieś zapisałam nazwisko miłej pani, ale karteczka, wyrwana naprędce z notatnika, zaginęła. Może po tym artykule ktoś się odezwie.
Więc medal z brązu, a na nim profil profesora: wydatny nos, mięsiste usta, trochę kanciasta twarz, surowa, ale w jakiś sposób pociągająca. I dwie daty: 1907 – 2001.
Kiedy się urodził Polski nie było, jego rodzina mieszkała w zaborze austriackim, w stolicy Galicji - we Lwowie. Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa miał lat siedem, gdy Polska odzyskała niepodległość – 11, w 1939 roku 32 -letni uznany już architekt Todorowski pracował we Lwowie. W 1945 roku, jako 38 - latek zaczynał nowe życie w nowej Polsce, w Gliwicach, mieście mu kompletnie nieznanym. Kiedy w 1980 roku rozentuzjazmowane tłumy świętowały karnawał Solidarności miał 74 lata, a z kapitalistyczną III Rzeczpospolitą przywitał jako 83 latek. Nigdy nie zwalniając tempa.

Człowiek to wielki, bo wielkiego wzrostu 

Kolorowy ptak, mówił o nim jego przyjaciel, nieżyjący już architekt Andrzej Czyżewski. Tak się bowiem jawił na tle szarych powojennych czasów. Elegancki wysoki mężczyzna w porządnej marynarce w pepitkę, do tego bardzo jaskrawa czerwona koszula czy kamizelka i krawat lub fular. Tak nosił się Todorowski w czasach, gdy ludzie chodzili w byle czym, nie gardząc nawet mundurami wojskowymi z demobilu.

Dr Ryszard Nakonieczny, architekt, wykładowca Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej nie poznał osobiście profesora: kiedy on studiował, Todorowski już nie prowadził wykładów, był od dawna na emeryturze, co nie znaczy, że jego aktywność zmalała, wręcz przeciwnie: interesował się swoją uczelnią, a najbardziej swoim wydziałem.
Każda jego bytność wzbudzała emocje. Często siedząc gdzieś kątem w korytarzu pisał fraszki o studentach, wykładowcach. Ot, wpadło mu do głowy kilka myśli gdy spojrzał na dana osobę, i postanowił sportretować ją w kilku słowach. Różnie oceniano te jego fraszki, inni profesorowie i wykładowcy, często jego uczniowie, traktowali TTT z przymrużeniem oka, przewracając oczami, kiedy wygłaszał swoje oracje.

Potrafił skupiać na sobie uwagę, a to się nie podobało, więc wiele osób się od niego odwracało, traktując jako nieszkodliwego staruszka. Na przykład podczas konferencji architektonicznej w Pszczynie potrafił stanąć przy mikronie ze szczotką ryżową w dłoni i przez dobre pół godziny opowiadać o swojej metodzie samoleczenia dzięki mocy mózgo-jaźni „Aku-TATETO”. Wywoływało to lekki uśmiech.

Pan student ze Lwowa? Zapraszam serdecznie 

W czasie studiów na Politechnice Lwowskiej Todorowski, wspólnie z kolegą, wybrał się w podróż dookoła Polski, kolega zrezygnował jeszcze na początku trasy, więc dalej pojechał sam. Rodzice przysyłali mu pieniądze, kolejne transze odbierał w różnych urzędach pocztowych międzywojennej Polski. Nie korzystał z hoteli, bo nie było go na nie stać, ale miał listy polecające wystawione przez związek automobilistów i dzięki temu kwaterował prawie za grosze. Z tej eskapady sporządził drobiazgową relację, zamieszczoną potem w autobiograficznej szesnastostronnicowej broszurze wydanej w 1987 roku. Czytamy w niej, że na Śląsku przyjęto go dobrze, co nie było częste gdzie indziej, bo zdarzało się, że musiał uciekać, albo zwyczajnie zatrzaskiwano mu drzwi przed nosem. Pisał o bardzo dobrym stanie dróg na terenach autonomicznego województwa śląskiego. Już w latach studenckich był zapalonym automobilistą, później brał udział w międzynarodowych i krajowych wyścigach samochodowych. Jego prywatny samochód, którym ścigał się w przedwojennych czelendżach, w 1939 roku zarekwirowało wojsko wydając mu specjalny kwit: auto mógł sobie odebrać … po wojnie. Papier przetrwał w dokumentach i w 1945 roku na jego podstawie Todorowski dostał... syrenkę, zupełnie do rajdów nieodpowiednią.

W projektowaniu wielki modernista

Andrzej Szczerski, kurator wrocławskiej wystawy ”Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm” prezentowanej w 2017 roku w Muzeum Architektury we Wrocławiu, wylicza skrupulatnie mnogość nazwisk architektów będących reprezentantami tzw. stylu międzynarodowego, kształconych w lwowskiej politechnice, cieszącej się ustaloną renomą. Wymienia także tych porzucających w latach 30. historyzm czy wszystkie odmiany „dworkowego stylu narodowego”, by kształtować nowy, Wielki Lwów. - Następuje więc definitywny rozbrat z architektonicznym balem kostiumowym, co z kolei podważa ustalony modus architektury w służbie narodu. Od teraz przejawem patriotyzmu w budownictwie jest projektowanie w duchu międzynarodowym – pisze w katalogu wystawowym Szczerski.

Modernizm nie bał się koloru: we Wrocławiu dał temu wyraz chociażby Max Scharoun, we Lwowie, będący jeszcze studentem Tadeusz Teodorowicz-Todorowski, projektujący szpital w ramach zaliczenia przedmiotu „Budownictwo utylitarne”. Jego akwarela z 1928 roku prezentuje przeszklony narożnik gmachu utrzymanego w jasnopopielatym kolorze, którego bryłę dynamizują karmazynowe poręcze balkonu utworzone z horyzontalnie ułożonych rurek. Praca ta, obecnie w zbiorach wrocławskiego Muzeum Architektury, zapowiada już przyszłe dokonania Todorowskiego, cechujące się wyczuciem plastyki bryły i wirtuozerską grą napięć. Z tego samego czasu pochodzi projekt stoiska ćmielowskiej fabryki porcelany, przygotowany na Targi Wschodnie. - Gdzie dominuje głęboki kobalt i dźwięczna czerwień horyzontalnych linii półek do ekspozycji wyrobów zakładu. Można przypuszczać, że potencjalni nabywcy ćmielowskich precjozów zostali skutecznie zachęceni – relacjonuje Szczerski.

Architektura jest poezją formy 

W 1931 roku Todorowski obronił dyplom u profesora Witolda Minkiewicza, rektora Politechniki Lwowskiej. Zaprojektował teatr rewiowy, otrzymując za pracę ocenę bardzo dobrą. Tuż po dyplomie Minkiewicz zaproponował mu asystenturę w katedrze architektury. Todorowski redagował też czasopismo dotyczące katedry, sam opracował jego szatę graficzną i publikował swoje projekty. We Lwowie nie ograniczał się jedynie do pracy dydaktycznej, terminował w wielu pracowniach, zdobywając w ten sposób uprawnienia zawodowe do samodzielnego projektowania. W 1935 roku zrealizował przy Pomorskiej 45 własną willę, która przetrwała do dziś w opłakanym stanie: na zdjęciach widać bryłę bardzo zaniedbaną, z zaciekami, odpadającym tynkiem, na tarasie składowisko śmieci, jakieś worki, połamane meble.
Uczestniczył w czterech konkursach SARP, w każdym zdobywając nagrody. Do realizacji przeznaczono dwa projekty jego autorstwa - kościół św. Wincentego a Paulo we Lwowie i kościół w Kołomyi. W 1938 roku Todorowski zrezygnował z pracy na uczelni by całkowicie poświęcić się obu budowom. Wybuch wojny pokrzyżował te plany. - Ukończony został jedynie kościół dolny lwowskiego gmachu, w którym 31 sierpnia 1944 roku wziął ślub z Anną Madurowicz. Niestety, w 1972 roku budynek całkowicie przebudowano na pałac sportu – mówi dr Nakonieczny.

Z kół i trójkątów robi konglomerat 

Więc Gdańsk, więc prof. Minkiewicz. Jest sierpień 1945 rok. Todorowski rozstał się właśnie z lwowskim wydziałem architektury i razem ruszają do Gdańska. Były rektor Politechniki Lwowskiej ma tam otrzymać posadę na dawnej pruskiej politechnice, zaś TTT pracować pod jego kierunkiem tak, jak to było we Lwowie. Ale w Krakowie, gdzie zatrzymał się w drodze do Gdańska, Todorowski spotkał prof. Kuczewskiego – rektora właśnie tworzonej uczelni w Katowicach, ten namawia go żeby przyjechał, TTT się zgadza i ląduje na Politechnice Śląskiej. - W tym Gdańsku wszystko już było ustalone a tu nagle Śląsk. Może skuszono Todorowskiego bardziej samodzielną posadą? – zastanawia się Nakonieczny.

Mając trzydzieści osiem lat rozpoczyna zupełnie nowy etap – gliwicki. Z długą listą doskonałych realizacji, spełniając się jako architekt, wykładowca i inspirator powstania samodzielnego wydziału architektury. Od 1 listopada 1945 do 1953 kieruje Katedrą Zabudowy Osiedli Wydziału Inżynieryjno – Budowlanego, równocześnie szefując pracowni NMT (Nowe Miasto Tychy) w „Miastoprojekcie” Gliwice, gdzie zaprojektował Osiedle Anna w powstających od podstaw Nowych Tychach. W 1977 oddano do użytku zaprojektowany przez Teodorowicza-Todorowskiego gmach dla nowo powstałego wydziału architektury, w tym samym roku przeszedł na emeryturę.

Wyliczę tylko najważniejsze realizacje profesora: te, które pozostały w fazie projektowej – kościół centralny w Warszawie, centrum Gliwic, dzielnice mieszkaniowe w Lublinie i Toruniu, plan zagospodarowania przestrzennego Pińczowa, a także wyróżniająca się pompatyczna wizja socrealistycznego Wrocławia. Zrealizowano: odbudowę i przebudowę gmachu Prezydium MRN w Gliwicach (1949), Pawilon Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach ( 1977), Laboratorium Wydziału Budownictwa ( 1973), Kinoteatr X w Gliwicach ( 1959), Klub MPiK w Gliwicach ( 1959), Osiedle A w Nowych Tychach (1951-1956), Osiedle Sosnowiec-Śródmieście ( 1954), kilka domów jednorodzinnych.

Patrzę na ciebie Haus Oberschlesien 

Na pogorzelisku bywał codziennie. Prestiżowy przedwojenny HO spalony doszczętnie przez Rosjan w 1945 roku interesował go jako architektoniczne wyzwanie. Jednak nim nowa władza zleciła odbudowę, chciała wiedzieć czy to się opłaca. Todorowski przygotował drobiazgową inwentaryzację tego gmachu i była to jedna z jego ważniejszych pierwszych prac w Gliwicach. Tę przebudowę zrobił bardzo inteligentnie pozostawiając ślady niemieckich architektów: na przykład tam gdzie były prostokątne okna TTT nadał im własny szlif i indywidualny charakter, ale dalej to były prostokąty. Tam gdzie znajdowały się półokrągłe otwory, zrobił łuk odcinkowy pełny. Nadał budynkowi nie socrealistyczną formę a tę w stylu 1937 roku, tworząc melanż awangardy i klasyki.

Lis i lew 

Nakonieczny: Architektura Toodorowskiego łączy w sobie wielokulturowe dziedzictwo Kresów Wschodnich z pragmatycznymi cechami śląskiej kultury. Będąc socjalistą z przekonania, nigdy nie związał się z żadną partią, zawsze pozostawał wolny od polityki. Jego budynki – podobnie jak on sam – są zawsze suwerenne i wielowątkowe, łączą w sobie różne pierwiastki w spójną całość. Tylko z pozoru ulegają dyktatowi czasów PRL, ale tak naprawdę operują przywiązaniem do ponadczasowych wartości opartych na głębokim szacunku wobec przestrzeni ponad podziałami historii. W architekturze Todorowski prowadzi sprytną grę „bycia lisem i lwem” trudnych lokalizacji i sytuacji. Pozornie tylko ugina się wobec oczekiwań władzy, tak naprawdę wykazując dystans wobec niej i pozostając wierny swoim przekonaniom. Najlepiej widać to na budynku Politechniki Śląskiej, która, choć ma cechy architektury socrealistycznej, to - jak się dobrze przyjrzeć - widać w niej charakterystyczny model habsburski budynków politechnik we Lwowie i Wiedniu.

Chciałby w poetów zapisać się rejestr

Grafiki, obrazy, zdjęcia, fraszki, małe formy poetyckie, wystawy w prestiżowych galeriach. Todorowski jest wprost zanurzony w sztuce. Chętnie o niej dyskutuje, uprawia ją z wielkim powodzeniem, pisze o niej mnóstwo artykułów. Nie zwalnia tempa i aż do śmierci jest niezwykle aktywny. To, co rozpoczął w studenckim Bałaganie, kontynuował potem już w śląskich Szpilkach, czyli Kocyndrze, na różnych łamach, w tym także w „Nowinach Gliwickich”, które regularnie prenumerował. Był autorem niezliczonej ilości wierszy pisanych na różne okazje, aforyzmów i fraszek. Do tych najbardziej znanych należy „Skróć przemówienie o trzy czwarte, będzie trzykrotnie więcej warte”.
Taki był właśnie TTT.

A na zakończenie ów wiersz – autoportret, z którego zaczerpnęłam część śródtytułów.

Człowiek to wielki, 
bo wielkiego wzrostu,
Suchy jak Anglik, 
choć nie pali fajki,
Lubi płeć piękną 
(gdzież róża bez ostów?)
Mówią „don Juan”
- ale to są bajki!
Lubi dancing i kino, 
chociaż głupi nie jest
Chodzi w trenczkocie 
i nosi kamaszki,
Chciałby w poetów
zapisać się rejestr,
Ale napisał same… fatałaszki!
W projektowaniu 
wielki modernista,
Z kół i trójkątów robi
konglomerat,
Nie gra w pokera, 
preferka ni wista,
W święta z… Baczewskim 
rozstaje się nierad.
Względem dam grzeczny 
często do przesady,
Posiada także i inne talenty,
W nim całym trudno
jednej szukać wady;
Jest to więc chłopak 
prawie całkiem święty

PS. Bardzo dziękuję dr Ryszardowi Nakoniecznemu za udostępnienie archiwalnych zdjęć i materiałów. 

TTT jako student redagował i zaprojektował czasopismo Bałagan. To tam zamieścił swoją karykaturę i krótki wiersz o sobie. To, co wtedy napisał było widoczne przez całego jego życie: wiecznie młody duchem, potrafi się realizować w bardzo wielu obszarach – od malarstwa po fotografię.


Tadeusz Teodorowicz Todorowski do śmierci w 2001 roku mieszkał w Gliwicach na osiedlu Karolinka, zaprojektowanym przez słynny tandem architektoniczny - Henryk Buszko i Aleksander Franta.


Małgorzata Lichecka

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj