To historia o Janku Muzykancie polskiego wzornictwa, czyli o tym, jak rodzinna firma z maleńkiego Toszka swoimi zabawkami zachwyca hipsterów w kraju i podbija serca dzieci na całym świecie. Dotarły nawet do pałacu angielskiej rodziny królewskiej. Podarowanym przez parę prezydencką RP wózeczkiem z logo Oloka lalki wozi prawnuczka królowej Elżbiety – księżniczka Charlotte. 
„Oloka” – wołała na swojego starszego brata, Leona, malutka Pola, gdy jeszcze nie potrafiła wymówić jego imienia. Zrobiony dla niej wózeczek dał początek serii drewnianych produktów, które można znaleźć w pokojach dzieci na wszystkich kontynentach. Pochodzący z kolekcji domek dla lalek jest ozdobą Instytutu Sztuki w Waszyngtonie, inne mebelki, w lilipucim rozmiarze, takie jak np. Domos, można podziwiać w największym krajowym muzeum zabawek w Kielcach. 

Apolonia już dawno wyrosła z gaworzenia, ale sprawcza rola dziewczynki została utrwalona w nazwie firmy, którą założyli jej rodzice – Agnieszka i Dariusz  Szczepańscy.

Oloka – to jest proste 
A zaczęło się tak. 

- Pierwszy wózek zaprojektowaliśmy dla Apolonii, gdy ten wymarzony, kupiony w sklepie, rozpadł się po zderzeniu ze ścianą. Wymyślony przez nas zarówno pierwszy, próbny, jak i wszystkie kolejne pozbawione zostały podobnych wad. Posiadają wzmocnioną konstrukcję, szeroki rozstaw osi, regulowane kółka. Są przez to bezpieczne i sprawdzają się również w roli chodzików, mają też atesty bezpieczeństwa. Ale, choć korzystamy w tym celu z certyfikowanego ośrodka, nadal rozstrzygają wstępne crash-testy Apolonii – śmieje się pani Agnieszka.

Wiele firm zabawkarskich reklamuje swoje produkty jako „testowane na dzieciach”. Oloka stosuje ten sam chwyt, ale bez ściemy. Firma to dwuosobowa manufaktura, z dużą pomocą babci Eli, mamy Darka, która odpowiada za tekstylia. Działem rozwoju może być salon, kuchnia, czasem sypialnia czy każde inne pomieszczenie domu, w którym Szczepańskim przyjdzie do głowy pomysł na nową zabawkę. Proces wdrożenia przebiega na laptopie pana Dariusza, który, używając Corela i CAD-a, zamienia pomysły w cyfrowe modele. Zapleczem produkcyjnym jest zaprzyjaźniony warsztat z pobliskich Wilkowiczek, a za atelier służy sypialnia Poli. 

Pieczątkę „bezpieczne dla dzieci” można przystawić, gdy efekt pracy w stanie nieuszkodzonym przejdzie przez ręce Apolonii, Filipa i Leona. Dla jasności – aby mieć absolutną pewność, że dziecko nie zrobi sobie krzywdy, produkt, zanim pojawi się na rynku, przechodzi testy w ośrodku Komag w Gliwicach, uprawnionym do nadawania zabawkom certyfikatu bezpieczeństwa.

Szczepańscy projektują tylko takie zabawki, które bez obaw oddaliby swoim dzieciom. Bezpieczeństwo jest podstawowym, ale tylko jednym z wielu wyróżników firmy. Od pierwszego wózeczka, który cztery lata temu dał początek kolekcji liczącej obecnie 90 modeli, Szczepańscy hołdują zasadzie prostoty i naturalności. Mniejsze i większe pchacze, domki i meble dla lalek powstają z drewna, innych naturalnych materiałów lub recyklingu. 

Wszystkie wykonywane są ręcznie i w bardzo prostej, surowej wręcz, formie. Żadnych jaskrawych kolorów, zbędnych ozdób, rozpraszających uwagę multimedialnych atrakcji. Geometryczne wzory, naturalna barwa materiału, jeżeli farba, to w stonowanej barwie z palety szarości, bieli i czerni – takie są znaki rozpoznawcze Oloki. Najnowsze produkty nawiązują do wcześniejszych, a te do poprzednich, co daje możliwość dowolnej rozbudowy zestawów i stanowi alternatywę dla konstrukcji Ikei, w modnym, designerskim kształcie.

Zabawki autorstwa Szczepańskich są dla dziecka zaproszeniem do ćwiczeń wyobraźni. Weźmy „coś” o kształcie sześcianu. Coś, bo, w zależności od ustawienia i fantazji dziecka, produkt może być fotelikiem dla lalek, taborecikiem, stoliczkiem. 

Albo biuro – nie biurko, w którym blaty tworzą spadzisty dach, a półeczki na książki i szkolne przybory są zamknięte ramami okien, wnęka na kubek to jednocześnie świetlik, wymalowana na czarno boczna ściana może być również tablicą. „Familok” to nazwa katalogowa tej najnowszej serii mebli dziecięcych, jest przedmiotem zachwytu dzieci i laureatem Nagrody Rodziców 2017 prestiżowego konkursu portalu zabawkowicz.pl 

- Naturalne jest piękne i zdrowe, a największa siła tkwi w prostocie. Najprostsze rozwiązania działają najlepiej. Nasze zabawki dają możliwość zabawy nawet najmłodszym dzieciom. Stwarzają pole do innowacji i kreatywności, a granice ich zastosowania i konfiguracji wyznacza tylko wyobraźnia małego użytkownika – mówi Agnieszka Szczepańska.

Geometryzacja form, łagodne krzywizny, unikanie ostentacji. Zabawki wyrastają z jednego wzoru. A jednak nie wpadają w monotonię. Jak udaje się to pogodzić, pozostaje tajemnicą autorów. Każda z zabawek jest niepowtarzalna. Projektanci oddają miejsce kreatywności rodziców. Można stworzyć wymarzony wzór, a dodatkowo personalizować zabawki, dodając na przykład imię dziecka czy inną aplikację. 

Jankowie Muzykanci na salonach
Oloka od początku była czymś więcej niż tylko firmą zabawkarską. Sygnowane przez nią produkty w unikatowy sposób łączą cechy przedmiotów dających dzieciom radość, rozrywkę i inspirację z wyrafinowaną estetyką właściwą pracom sztuki użytkowej. Kluczem do, niespodziewanego dla samych twórców, sukcesu jest to, że podobają się zarówno małym, jak i dużym, że równie naturalnie wyglądają w pokoju dziecka, jak i jako designerski dodatek wystroju całego domu. 

Drogę na salony otworzyły już pierwsze zabawki – seria wózków dla lalek z budką i dyszlem. Triumfalny pochód rozpoczął tytuł zabawki roku 2016 w prestiżowym plebiscycie portalu zabawkowicz.pl dla serii wózków drewnianych oraz nagroda przyznana przez dzieci domkowi Domos w konkursie zabawka roku 2016. Od stoiska Oloki najmłodszych nie dało się odgonić. 

Potem przyszły kolejne tytuły, wśród nich ta najcenniejsza – nagroda Kid’s Time Star 2017 dla domku Kolos na największych w Europie Środkowowschodniej targach branży dziecięcej w Kielcach, w kategorii najlepsza zabawka + 3 lata.

Oloka przebojem wdarła się również do galerii sztuki. Wspomnianego Kolosa zamówił, po ogólnoświatowych targach, Toy Fair w Nowym Jorku, waszyngtoński Instytut Sztuki. Z kolei Domos stoi w muzeum zabawek w Kielcach.

Funkcjonalne, proste w formie, bazujące na naturalnych materiałach, odwołujące się do wyobraźni użytkownika projekty Oloki reprezentują to wszystko, co ceni współczesny świat designu. Dlatego zostają poza masowym nurtem. 

Paradoksalnie zabawki z Toszka, rozchwytywane w stolicy i na świecie, pozostają niemal nieznane lokalnemu rynkowi. Znajdują nabywców na wszystkich – poza Ameryką Południową – kontynentach, a szczególnie chętnie kupują je klienci ze Skandynawii. Wielkim admiratorem i ambasadorem marki jest Paweł Zawitkowski, guru fizjoterapii i wczesnego rozwoju dziecka w Polsce.

Swoje pięć minut mieli również Szczepańscy. Medialną sławę sprowadziła pierwsza wygrana w konkursie na zabawkę roku. Oloka była w telewizjach śniadaniowych, udzielała wywiadów prasie. 

– Wrzawa, na szczęście, już opadła. Z powrotem mogę wyjść po piwo do marketu bez obaw, że nadszarpnę wizerunek „gwiazdy telewizji” – śmieje się pan Dariusz. 

Pokaż mi jak mieszkasz, a powiem ci… 
Szczepańscy opowiadają anegdotę, jak kiedyś, na fali zainteresowania i sukcesów, padło pytanie od kogoś z branży, jakie akademie sztuki zaliczyli. 

– Tymczasem jesteśmy niczym Janko Muzykant – mówią samorodne talenty, wyrosłe na gruncie ciężkiej, ale samodzielnej pracy, wykonywanej poza głównym nurtem zawodowego życia i kariery. Darek, inżynier po Wydziale Mechaniczno-Technologicznym Politechniki Śląskiej, dla Oloki porzucił dobrze prosperującą firmę budującą sieci gazowe, wcześniej otarł się o Zakład Doświadczalny Instytutu Spawalnictwa. Agnieszka, magister prawa administracyjnego na Uniwersytecie Śląskim, ma za sobą epizod w państwowym i prywatnym przedsiębiorstwie oraz długie lata pracy w administracji samorządowej.

Szczepańscy półżartem mówią, że lekcje pobierali w akademii życia, a warsztat rzemieślników-artystów budowali pod dyktando potrzeb. Gdy wymagały tego okoliczności, uczyli się kłaść tynki, machać pędzlem, układać glazurę, a nawet pruć ściany. Kiedy było trzeba, składali meble własnego pomysłu. 

Zanim „wykształciuchy” porwały się na uruchomienie własnej firmy rzemieślniczej, próbowały swoich sił w aranżacji i dekorowaniu wnętrz, projektowaniu przestrzeni, sztukach plastycznych. Efekty tych poszukiwań można podziwiać w ich domu. Olbrzymi, wpół zrujnowany typowy klocek zamienili w luksusową willę. Apartamenty pełne są designerskich pomysłów i innowacyjnych rozwiązań, jak pływające schody czy, zastosowane w kuchni, łukowe sklepienia rodem z piwniczych pomieszczeń.    

Rewolucyjne zmiany w życie Szczepańskich wprowadziło przyjście na świat Poli. Jeszcze przed narodzinami córeczki, ale już z myślą o powiększeniu rodziny, zamienili ciasne M2 w Zabrzu na duży, choć zaniedbany, dom pod Toszkiem. Tak opisują to przełomowe wydarzenie na stronie swojej firmy.  

„Historia Oloka-Gruppe to historia Agnieszki i Darka, synów Leona i Filipa, których świat zmienia się wraz z przybyciem na świat Apolonii. Miejskie życie zamienia się na wiejskie, slow life pozwala zwolnić i dostrzec piękno w prostych rzeczach i zabawach. Pozwala na kreatywną zabawę blisko natury, naukę na błędach (…) Reszta to opowieść o przygodzie, projektowaniu i osobistej dbałości o najmniejsze szczegóły, osiągnięciu harmonii pomiędzy prostotą a kreatywnością”. 

Opowieść, która właśnie, ale tylko na użytek naszego artykułu, zmierza ku końcowi. 

Urodzeni… wojownicy
Dewiza D.I.Y. (z angielskiego Do It Yourself – zrób to sam) przyświeca im nie tylko na gruncie zawodowym, ale i na co dzień. Z tego samego powodu, dla którego wyłącznie własnymi siłami przywrócili do życia swój dom, Agnieszka tworzy artystyczne bibeloty, a Darek nieustannie wymyśla nowe udogodnienia, jak drewniane maskownice na grzejniki. A ostatnio całymi dniami główkował, jak zastosować w zabawkach nowy system montażu elementów, który obywa się bez śrubek i innych metalowych mocowań. Wzorował się na rozwiązaniu pochodzącym z Irlandii. Kombinował, kombinował, aż wymyślił. 

- Zlecenia przychodzą z najdalszych zakątków świata, np. z Australii. Produkty wysyłane są transportem lotniczym, a na cenę wpływa waga przesyłki. Zdarza się, przykładowo w przypadku paczek odbieranych w Norwegii, że należność za usługę przewyższa wartość towaru. Każdy zaoszczędzony dekagram pomniejsza koszty dostawy – wyjaśnia ekonomiczny sens rozwiązania współwłaściciel Oloki.

Szukanie wyzwań leży w naturze Szczepańskich. Małżonkowie mają artystyczne dusze, ale ducha wojownika. Rodzina niemal w komplecie trenuje sztuki walki. Na zajęcia z Toszka do Gliwic wyjeżdżają całym zespołem. Ale czas, w którym Darek, Filip i Leon ćwiczą MMA i jujitsu, a Darek i Agnieszka dodatkowo krav magę, najmłodsza Apolonia spędza na sali baletowej. 

Pamiętając jednak o wpływie  Poli na życie rodziny, ten rozkład zainteresowań szybko może się zmienić. Jednego przewrotu kopernikańskiego w życiu Szczepańskich już dokonała – samym swoim przyjściem na świat...     

Adam Pikul
     




 
   



Galeria

wstecz

Komentarze (16) Skomentuj

  • Kasia 2018-04-22 00:58:43
    Piękne są ale niestety drogie :((
    • Klientka 2018-04-22 19:48:15
      I nas Polaków wciąż istnieje przekonanie że „za drogie „. Manufaktura kosztuje. Niech pani pomyśli ile pracy trzeba włożyć by wykonać takie „dzieło”. To nie jest rzecz produkowana taśmowo, to musi mieć swoją cenę.
      • Klientka 2018-04-22 19:49:02
        Dodam że zamówiłam zabawkę z Oloka. Cena adekwatna do produktu.
    • Majki 2018-04-22 23:59:20
      Wyrób rzemieślniczy musi być droższy . Jak pani nie pasuje, są w sklepach zabawki z Chin - duuuuzo tańsze
  • Mieszkanka toszka 2018-04-23 00:07:38
    Dumna jestem ze ludzie mieszkający w Toszku robią taka światowa karierę ; gratuluje sukcesów !!
  • mamuśka 2018-04-23 15:10:36
    Piękne są! Moja córka była by zachwycona, szkoda że wyrosła z wózeczków :(
  • jadwiga 2018-04-23 15:40:58
    Piękne. Przykład tej pary pokazuje, że grunt to wpaść na dobry pomysł :-))) Gratuluję i pomysłu i sukcesu.
  • marchewka 2018-04-23 16:56:15
    Sliczne, piękne w swojej prostocie.
  • cieszą oko 2018-04-23 17:53:16
    Ależ te zabaweczki cieszą oko !!! Jakże rózne od tej zalewającej nas chińskiej tandety !
  • juror 2018-04-23 17:53:58
    starosta powiatowy powinien tym ludziom dac nagrodę za promowanie Toszka w świecie. Ale ona raczej na to sam nie wpadnie. heh
  • beata 2018-04-23 17:56:51
    Aż szkoda się tym bawić! Chyba kupię taki wózek jako wystój pokoju :-))))))
    • potwierdzam 2018-04-23 20:04:58
      dokładnie te zabawki, szczegolnie wózki, to wyposażenie designerskiego domu - taki wiekszy bibelot ;)
  • jerzy 2018-04-23 21:57:13
    mam nadzieję, że produkując niszowe meble dla dzieci używają wyłącznie farb i klejów o zerowej wartosci LZO oraz formaldehydu, oraz że zadsli sobie trud sprawdzenia swojej chemii z wytycznymi w tym zakresie certyfikacji LEED ID+C czy też WELL
    • gość 2018-04-26 08:56:53
      gdzieś czytałem, że używają farby z buraka, podjedź do Toszka - chyba, że już tam jesteś w miejscu wiadomym :), trochę spuścisz ...
  • Krzychu 2018-04-23 23:55:05
    W sumie to wykonanie takich wózeczków czy domków to nie jest problem. Materiał tez nie jest jakiś wyszukany. Tu raczej zagrał pomysł.
  • Basia 2018-04-24 16:58:21
    Teraz jest moda na prostotę i eko wiec dobrze trafili.