Co łączy anioły, koty i parasole? To jedne z ulubionych motywów twórczości Anny Zwiorek-Rotkegel. Z jej prac bije optymizm i radość.


Chociaż oczy po raz pierwszy otworzyła na porodówce w Wielowsi, to jej małą ojczyzną jest Toszek. W mieście słynącym z piastowskiego zamku od ponad pół wieku warsztat stolarski prowadzi jej ojciec Horst Zwiorek. – Po wojnie Toszek został przyznany Polsce. Dla autochtonów, którzy znali tylko język niemiecki, nastał trudny czas. Mój tata podpadł w szkole nauczycielowi, bo odważył się powiedzieć, że zniszczenia wojenne miasta to robota Armii Czerwonej – opowiada Anna Zwiorek-Rotkegel. Ona sama określa siebie mianem Ślązaczki. Działa w kole mniejszości niemieckiej, angażując się  w lokalne inicjatywy – jak chociażby coroczny Toszecki Kiermasz Adwentowy. Z okresu wchodzenia w dorosłość wspomina działalność w harcerstwie czy też kulturalne imprezy na zamku. W pamięci szczególnie utkwiły jej obchody 750-lecia Toszka w 1985 roku. Ulicami miasta przeszedł wówczas barwny korowód historyczny, w którym nasza bohaterka – otoczona krasnoludkami – przebrana była za Śnieżkę.

Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu w zakresie nauczania początkowego. W tym roku obchodzić będzie 25-lecie pracy w Szkole Podstawowej nr 6 z Oddziałami Integracyjnymi w Pyskowicach. Uwielbia kontakt z dziećmi, od nich zaraża się optymizmem. Za sobą ma ponad 9 lat „dyrektorowania” macierzystą placówką. I to z sukcesami: za jej rządów szkoła wzbogaciła się o klasy sportowe, mniejszości narodowej języka niemieckiego oraz integracyjne, powstało wielofunkcyjne boisko sportowe Orlik, szkoła brała udział w licznych programach unijnych – w tym chociażby w „Cyfrowej szkole”, dzięki czemu zyskała laptopy.
– Przez te dwie kadencje, kiedy kierowałam placówką, wiele się nauczyłam, zdobyłam nowe doświadczenia. Ale miałam mało czasu dla rodziny i samej siebie – wspomina Zwiorek-Rotkegel.

Dlatego po raz trzeci w konkursie na dyrektora nie wystartowała. Postanowiła na poważnie zająć się sztuką. – Od dziecka uwielbiam malować. Myślałam nawet o kształceniu w tym kierunku, ale życie potoczyło się inaczej… - mówi. A że nigdy nie jest za późno, aby zacząć realizować marzenia, już jako dojrzała kobieta, spełniona zawodowo                         i rodzinnie, chwyciła za pędzel.

– Najpierw były anioły. Te postacie są bliskiej mojej duszy. Uosabiają dobroć, opiekuńczość, wyrozumiałość. To one stały się tematem moich pierwszych prac i cały czas przewijają przez twórczość. Lubię łączyć je w abstrakcyjnych kształtach, bawiąc się swobodnie kolorem.

Innym ulubionym motywem jest czarny kot. Ten sam, który był symbolem XIX-wiecznego paryskiego kabaretu „Le Chat Noir”. – Jedni mówią, że przynosi pecha, inni szukają w nim tajemniczości. Człowiekowi towarzyszy już od starożytności, często urastając do rangi mistycznego symbolu – tłumaczy.

Abstrakcja. Ten kierunek w sztukach plastycznych najbardziej ją „kręci”. – Fascynujące jest to, że w abstrakcyjnym obrazie każdy może zobaczyć co innego, zinterpretować dzieło po swojemu. Sama w pewnym momencie zauważyłam, że często, kiedy praca jest już grzecznie „ułożona”,  gdzieś tam zbaczam, poszukując łączności między barwą, kształtem a rzeczywistym obiektem malowanym – tłumaczy była dyrektorka. Jako podkład, obok płótna czy papieru, wykorzystuje drewno. Na deskę nakłada farby akrylowe, ale bywa, że sam ołówek czy kredę. – Gdy siadam przed nieokorowaną deską, czuję przypływ sił tworzenia. Jakby  z natury biła jakaś energia – zapewnia. A tej szczególnie potrzebuje, kiedy bierze się za grafikę metodą tzw. suchej igły. – Oj, po paru godzinach spędzonych nad taką pracą bolące dłonie odmawiają posłuszeństwa… Ta technika polega na wbijaniu igły w płytę i robieniu rowków, które potem zatrzymują farbę. Tak powstały rysunek daje efekt tak zwanego dymka obok głównej kreski. Na odbitce sprawia  wrażenie szkicu ołówkowego. Sucha igła wymaga cierpliwości i staranności, bo tam przecież nie da się czegoś po prostu wygumować. Anna Zwiorek-Rotkegel chętnie zagłębia się w świat sztuki, poznaje nowe drogi i kierunki. Jej mentorką jest Monika Jerominek z Bytomia, specjalistka od ikonopisarstwa oraz rzeźbiarka Iwona Bogatko z Gliwic. Dzięki ten ostatniej odkryła radość ceramicznego tworzenia.

Jeszcze niedawno jeździła konno, wzięła też udział w runmageddonie, czyli ekstremalnym biegu z przeszkodami. Często można spotkać ją w basenie. Odpoczywa, podróżując. Najpiękniejsze miejsce, do którego dotarła, to słynne miasto Inków Machu Picchu, położone na ponad 2 tysiące m.n.p.m. Artystce-amatorce z Toszka kibicuje rodzina; mąż, dwie córki i syn.
Błażej Kupski

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj