Ksiądz sportowiec. Po obowiązkach duszpasterskich gra w piłkę, siatkę, kosza, zimą jeździ na nartach.
Ślązak z dziada pradziada. Ksiądz z prawdziwie sportowym zacięciem. Urodził się i dorastał w Pyskowicach. – Mieliśmy świetną grupę koleżanek i kolegów – wspomina. –  Graliśmy w dwa ognie, uganialiśmy się też po parku. No a przede wszystkim kopaliśmy z kumplami w piłkę. Mieliśmy nawet swoją podwórkową drużynę, która nazywała się... „Szataniec”. [śmiech] W Pyskowicach byliśmy najlepsi, jeździliśmy też do Gliwic na turnieje. 

Po podstawówce wybrał liceum zawodowe przy ul. Barlickiego. – W tamtych czasach grałem też w piłkę w Piaście i w tenisa stołowego w AZS-ie – opowiada. – Przez te swoje aktywności do domu wracałem późnym wieczorem. Ledwie odrobiłem zadanie i od razu do łóżka. Ale fajne to były czasy.

Po maturze zdawał na socjologię na Uniwersytecie Śląskim. W wyścigu po indeks pokonał innych chętnych, jednak kiedy już się sposobił do roku akademickiego, nagle poczuł powołanie kapłańskie. – Wszyscy myśleli, że mój brat pójdzie tą drogą, a to mnie dotknął palec Boży – uśmiecha się. – W seminarium w Nysie już na pierwszym roku zaangażowałem się w sport. Tradycją był mecz kolegów ze starszych roczników z nowymi klerykami. Myśleli pewnie, że nam dokopią, ale się zdziwili. Strzeliłem im cztery gole i od razu zyskałem szacunek. [śmiech] Zaraz mnie wzięli do seminaryjnej drużyny.

Po święceniach został wikarym w Grodzisku pod Strzelcami Opolskimi. Tamtejsza drużyna piłkarska, dowiedziawszy się, że ma u siebie księdza piłkarza, postanowiła dokooptować go do składu. – Nie mogłem odmówić – uśmiecha się. – Wtedy też zyskałem przydomek Zico, od znakomitego brazylijskiego piłkarza. Byłem dobry technicznie, a wołanie: „proszę księdza, niech ksiądz poda!” było kłopotliwe. Łatwiej: „Zico, podaj”.
Na jego kapłańskiej drodze znalazł się też Górnik Zabrze. W połowie lat 80. przez dwa lata  był wikarym w parafii św. Józefa, która sąsiaduje ze stadionem na Roosevelta. Po obowiązkach duszpasterskich grywał rekreacyjnie w piłkę z zawodnikami tego klubu.   

W 1987 r. biskup powierzył mu probostwo w parafii św. Józefa w Ligocie Zabrskiej i sprawuje je nieprzerwanie już ponad trzy dekady. Zdyscyplinowany, systematyczny i uporządkowany, ale też otwarty na ludzi, rychło zyskał sympatię swoich parafian, szczególnie tych młodych.

– Duszpasterstwo jest najważniejsze, ale zaraz za nim jest sport – twierdzi. – Zachęcam młodych ludzi do aktywności fizycznej. Swego czasu,  z inicjatywy śp. Jurka Wojewódzkiego i Andrzeja Tomala, a dzięki wsparciu finansowemu miasta, wybudowaliśmy obok naszej parafii kompleks boisk i salkę do tenisa stołowego. Sam też daję przykład. Gram w piłkę, siatkę, kosza, zimą jeżdżę na nartach (niedawno na mistrzostwach Polski księży zdobył brązowy medal – red.). 

Poznajcie miejsca ważne w Gliwicach dla ks. Krystiana Gałąski, duszpasterza środowisk sportowych w diecezji gliwickiej.


ks. Krystian Gałąska
Lat 64. Ksiądz katolicki. W 1984 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był wikarym w kilku parafiach: w Grodzisku na Opolszczyźnie, św. Jerzego w Gliwicach Łabędach i św. Józefa w Zabrzu. Od 1987 r. jest proboszczem parafii św. Józefa w Ligocie Zabrskiej. Doktor teologii pastoralnej, duszpasterz sportowców oraz prezes Katolickiego Stowarzyszenia Sportowego RP w diecezji gliwickiej.


SPACEROWAŁ ANDRZEJ SŁUGOCKI,
FOTOGRAFOWAŁ MICHAŁ BUKSA

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj