Należał do najlepszych zawodników Piasta w pierwszych latach po reaktywacji klubu w drugiej połowie lat 90. Nieco starsi kibice pamiętają jego fantastyczne gole zdobywane w najważniejszych momentach. Był ulubieńcem trybun i królem pola karnego. Mimo, że dawno zawiesił piłkarskie buty na kołku wciąż pokazuje, że futbol to dla niego radość, frajda i zabawa. Z powodzeniem zajmuje się dziś trenerką, przekazując swoje bogate doświadczenie młodemu narybkowi futbolu w Piaście.
Urodził się w Gliwicach i jak mówi skazany był na piłkę, bo mieszkał zaledwie 100 metrów od boiska przy ul. Dzionkarzy w Sośnicy. – Każdą wolną chwilę spędzałem z piłką u nogi – opowiada. – Już w piątej klasie zacząłem treningi w GZKS Sośnica i nic nie było od tego ważniejsze. Trafiłem zresztą na fantastycznego szkoleniowca Leszka Tarczonia, który od razu poznał się na moim talencie i przekazał do klasy sportowej.
Sośnica, kilkadziesiąt lat temu była typową dzielnicą górniczą i większość młodych chłopaków chciała kontynuować rodzinne tradycje i szła do górniczej zawodówki. On też tak zrobił. - W szkole była klasa sportowa i ja się do niej zapisałem – wraca pamięcią. - Mieliśmy fajną pakę. W 1990 r. dostrzegli mnie trenerzy Górnika Zabrze i zaproponowali przejście do nich. Oczywiście skorzystałem z okazji! Szybko dokooptowano mnie, nieopierzonego 17-letniego młokosa, do pierwszej drużyny. Trenowałem z Wandzikiem, Warzychą, Komornickim, Kosełą, Bałuszyńskim, Grębockim, Gunią, Piotrowiczem. Ale byłem dumny dzieląc szatnię z takimi tuzami. Niestety, w oficjalnym meczu nigdy nie zadebiutowałem, bo pojawiły się problemy natury formalnej na linii Sośnica – Górnik. Wtedy nadarzyła się okazja wyjazdu do Niemiec. Grałem tam w IV lidze, ale dziś z perspektywy czasu uważam, że nie była to najlepsza decyzja z mojej strony.
U zachodnich sąsiadów spędził ponad rok, a powrót przyspieszyły problemy rodzinne. Piłkarską karierę kontynuował w Concordii Knurów grając m.in. u boku braci Dudków, Marcina Brosza. Spędził tam cztery lata i znowu „na chwilę” wyjechał grać do Niemiec. Ciekawostka: jego trenerem był tam Zygfryd Szołtysik.
Kiedy wrócił pojawiła się propozycja gry w Piaście, który po reaktywacji właśnie wskoczył do A klasy. 27-latek rychło stał się ulubieńcem trybun przy Okrzei zdobywając niezwykle ważne gole. W niebiesko-czerwonych barwach spędził 5 lat, aż do awansu Piasta do II ligi. – Piłkarska kariera kiedyś się kończy, miałem rodzinę, więc poszedłem do pracy w Oplu – wspomina. – Wilka ciągnie jednak do lasu. Zapisałem syna na treningi w Piaście i podglądając trenerów uznałem, że mógłbym spożytkować swoje doświadczenie i od słowa do słowa postanowiłem wrócić do sportu. Uzupełniłem wykształcenie, zapisałem się i ukończyłem kurs i od 8 lat jestem trenerem. Zaczynałem od chłopaków, miałem swoje sukcesy, a 3 lata temu zaproponowano mi szkolenie dziewczyn.
Nie sądziłem, że ta praca może mi dać tyle satysfakcji i radości! Kolejne awanse, wygrane...
Poznajcie ulubione miejsca Roberta Walkowiaka, kiedyś piłkarza Piasta, a dziś trenera w tym klubie.
(s), fot. Grzegorz Ożga
Gliwiczanin, lat 53. Były piłkarz kilku śląskich klubów w tym Piasta, dziś szkoleniowiec drużyny żeńskiej w tym klubie.


Komentarze (0) Skomentuj