Ratownik z krwi i kości. WOPR-owi poświęcił ponad 50 lat swojego życia. Wszyscy, którzy mają cokolwiek wspólnego z ratownictwem wodnym, znają go doskonale. Od ponad półwiecza w Wodnym Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym, a od prawie ćwierćwiecza stoi na czele gliwickiego oddziału WOPR. 
Zobaczcie gdzie zaprowadził nas Bogdan Kozłowski.
Od urodzenia mieszka w Gliwicach. Dorastał na Tarnogórskiej, przy radiostacji, i gliwicka wieża Eiffla stanowiła obowiązkowe miejsce zabaw jego i rówieśników. - Obok było małe jeziorko, w którym latem się kąpaliśmy. Ambicją moją i kolegów było jednak wdrapywanie się na maszt. Przeganiano nas, ale chyba z pięć razy byłem na szczycie – śmieje się. 

Pływania uczył się w kopalnianych wyrobiskach w Przezchlebiu, na które z kumplami wyprawiali się pieszo z Tarnogórskiej.

Mając 14 lat, razem z kolegami poznał Pawła Majchrowskiego, legendarnego szefa gliwickiego WOPR-u, który zaopiekował się chłopakami z dzielnicy (WOPR przy Tarnogórskiej miał wtedy swoją siedzibę). - W latach 70. zabierał nas na Czechowice i uczył sztuki ratowniczej – opowiada. - Wtedy jeszcze nic tam nie było. Na wyspie postawiliśmy „woprówkę”, zaczęliśmy pilnować kąpiących się. Początki nie były łatwe, a ludzie mało zdyscyplinowani.

W WOPR przeszedł wszystkie szczeble wtajemniczenia. Doszedł do stopnia starszego ratownika i instruktora wykładowcy. Za sobą ma mnóstwo akcji ratowniczych. Oprócz szefowania gliwickiej organizacji zasiada także we władzach wojewódzkich WOPR-u (kiedyś był członkiem zarządu krajowego). Przez lata zajmował się specjalistycznym ratownictwem wodnym, które dzisiaj podlega pod jurysdykcję straży pożarnej. Jest instruktorem motorowodnym, ratownictwa, nurkowania (ma uprawnienia nurka zawodowego) i pływania.

- Mimo że mamy konkurencję, cieszę się, iż młodzi ludzie wciąż garną się do ratownictwa, że rosną kolejne pokolenia niosące pomoc innym  – konstatuje. - Dumny jestem, że w moje ślady poszły obydwie córki. Zięć też jest ratownikiem. Podobnie jak starszy wnuk, który od 12 lat pilnuje bezpieczeństwa nad wodą. Młodsza wnuczka, ma 8 lat, już pływa i to nawet na desce surfingowej. Zaczyna również nurkować.

Wolnych chwil ma niewiele. - Całe moje życie to WOPR. Ale kiedy mam choć chwileczkę, lubię wypoczywać… nad wodą - śmieje się i znacząco puka w głowę. - Gdy jadę na wczasy nad wodę, nigdy nie jestem do niej odwrócony placami. Zboczenie zawodowe. Zimą uwielbiam narty.


Bogdan Kozłowski
Lat 66. Gliwiczanin z urodzenia. Od 24 lat prezes gliwickiego oddziału WOPR. Członek władz wojewódzkich, a w przeszłości również krajowych tej organizacji. Uczestniczył w niezliczonych ilościach akcji ratowniczych, także tych najbardziej spektakularnych. W 1997 r. ratował ludzi dotkniętych powodzią stulecia w okolicach Sandomierza. Za swoją działalność wyróżniany najwyższymi odznaczeniami WOPR. Członek honorowy tej organizacji. Posiadacz m.in. Złotego Krzyża Zasługi i medalu „Za Ofiarność i Odwagę”. 


SPACEROWAŁ ANDRZEJ SŁUGOCKI,
FOTOGRAFOWAŁ MICHAŁ BUKSA

Galeria

wstecz

Komentarze (3) Skomentuj

  • Jurek 2020-10-05 06:44:17
    Niby nigdy nie plecami do wody a na zdjęciu to co?
    • falken 2020-10-05 10:01:24
      na zdjęciu za plecami jest fototapeta
  • Ratownik 2020-10-05 09:48:36
    Ten Starszy Ratownik i Instruktor Wykładowca to po znajomościach, a nie umiejętnościach, ale tak to już w tamtych czasach w WOPR było.