- To było jakieś pół wieku temu. Obejrzałem film „Saga o dżudo” z 1943 r. I się zakochałem w sztukach walki – opowiada o swoich początkach. - Potem były treningi i ciągła nauka, które doprowadziły mnie do mistrzostwa.
Zanim zaczął ćwiczyć karate sportowego ducha hartował w okolicach Suchej Beskidzkiej, gdzie się urodził i dorastał. – W naszej szkole nie było sali gimnastycznej, graliśmy przede wszystkim w piłkę, a zimą w hokeja. Jeździliśmy też na nartach – wylicza. – Warto wiedzieć, że w tamtych czasach mało kogo stać było na zakup sprzętu sportowego, więc samemu robiło się narty.
Rodzinny dom opuścił już po szkole podstawowej. Najpierw uczył się w zawodówce w Skoczowie, a po jej ukończeniu kontynuował edukację w Gliwicach, w Pedagogicznym Studium Technicznym przy dzisiejszej ul. Królowej Bony, a dawnej Buczka. – Wtedy właśnie zacząłem ćwiczyć karate, zdobywając kolejne szczeble wtajemniczenia - wspomina.
Po ukończeniu PST zaczął pracę w sektorze górniczym. W jednym z przedsiębiorstw tej branży spędził 25 lat i będąc sztygarem oddziałowym przeszedł na emeryturę.
Rozbratu z karate nie wziął, ale z uwagi na budowę domu rodzinnego swoją aktywność w tym względzie musiał nieco ograniczyć.
- Przeszło 20 lat temu zobaczyłem zdjęcie Masutatsu Oyamy, założyciela stylu karate kyokushin, który trzymał w rękach miecz japoński: katanę – wraca pamięcią. - Zaciekawił mnie ten fakt, zacząłem szperać w literaturze i natknąłem się na informacje o szermierce japońskiej. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Poznałem senseja Sekiguchi Kōmei, popularyzatora sztuki dobywania miecza. Ćwiczyłem, jeździłem z nim po Europie i zdobywałem kolejne stopnie mistrzowskie. Dziś sam uczestniczę w licznych seminariach, festiwalach sztuk walki i prowadzę pokazy. Nieskromnie dodam, że w całej Polsce są tylko dwie osoby z tytułem „Shibucho”, posiadające uprawnienia japońskie do prowadzenia zajęć z szermierki M.J.E.R Komei Juku. Jedną z nich jestem właśnie ja.
Wieści o senseju z Gliwic szybko się rozeszły. Będąc już na emeryturze został poproszony o nieodpłatne poprowadzenie treningów ze sztuk walki w jednej ze szkół w Zabrzu. - No i tak się to zaczęło - mówi. - Pieniądze nie są w życiu najistotniejsze. Ważniejsze jest pobyć z ludźmi, samemu się poruszać. Na tę chwilę prowadzę bezpłatne zajęcia w Centrum 3.0 i „Łabędziu”. Szczególnie dobrze współpracuje mi się z Radą Dzielnicy Łabędy, która doceniając moje zaangażowanie i promocję dzielnicy przyznała mi nawet okolicznościową statuetkę.
Poznajcie ulubione miejsca w Gliwicach Edwarda Pieczary, społecznika, mistrza i nauczyciela sztuk walki.
(s) fot. Michał Buksa
Lat 67, od półwiecza mieszkaniec Gliwic. Mistrz i nauczyciel szermierki japońskiej, uczestnik licznych seminariów i festiwali, podczas których prezentuje swoje umiejętności. Od wielu lat prowadzi w naszym mieście bezpłatne zajęcia ze sztuk walki.


Komentarze (1) Skomentuj
Wielki gość, gdy miałem kilkanaście lat uczył mnie Iaido ale tak na prawdę i nie tylko tego, bo był (a pewnie i dalej jest) bardzo pomocny i pozytywny. Przydało by się więcej takich osób