Miała być wystawa prezentująca projekt artystyczny gliwickiej artystki - fotografki Jadwigi Janowskiej. Czytelnia Sztuki - Muzeum w Gliwicach, miejska instytucja kultury, zerwała ją jednak. Poszło o zapisy umowy, którą Janowska dostała na kilka dni przed wystawą. Ta sprawa, o której głośno w kręgach artystycznych, dotyka bardzo istotnej kwestii: przekraczania granic. Bo do czego może się posunąć instytucja kultury, i na jakie ustępstwa, nie powodujące naruszeń koncepcji a także poczucia sprawiedliwości, może zgodzić się osoba autorska? 

Flase Flag odsłona pierwsza

Jadwiga Janowska (rocznik 1994) mieszka i tworzy na Śląsku. Pierwsze fotograficzne kroki stawiała w gliwickiej grupie fotograficznej Aczkolwiek. Jest absolwentką Instytutu Twórczej Fotografii (Institut Tvůrčí Fotografie) w Opavie. Uczy też fotografii i kreacji przekazu wizualnego na Uniwersytecie Jana Długosza, na Wydziale Sztuki. W 2018 roku zdobyła główną nagrodę za fotoreportaż w kategorii Young Poland na konkursie Grand Press Photo. Jest laureatką nagrody im. Jana Sawki na festiwalu Fama (2021 rok) oraz zdobywczynią drugiej nagrody w konkursie Talent Roku organizowanego przez Pix House (2021). Jej prace były prezentowane w kraju i za granicą. Nad projektem False Flag/Fałszywa Flaga pracuje od 2019 roku. Jest on podzielony na dwie części: w pierwszej Janowska fotografuje wieżę z różnych punktów miasta i w różnych deformacjach, np. odbijającą się w szybach okolicznych domów, w lusterkach skuterów, itp., jak również przedmioty i reprezentacje graficzne, które ją przedstawiają. W drugiej - siebie z wieżą. - Kontrast między „obiektywnymi”, bardziej topograficznymi zdjęciami masztu, a „subiektywniejszym” spojrzeniem, umieszczającym człowieka na tle wieży, pozwala mi podkreślić turystyczny aspekt tego miejsca, jak również stanowi mój sposób poszukiwania sobie w tej przestrzeni – opowiada o projekcie Janowska. 
Wykonała setki zdjęć, a False Flag prezentowano na wystawach poza Gliwicami i poza Polską. - Projekt o gliwickiej radiostacji, symbolu zrośniętego z miastem i jego przeobrażeniach w tkance miejskiej i popkulturowej pokazywany był w Weronie, Rotterdamie, Oslo. Prace z cyklu znajdują się w kolekcji norweskiego Preus Museum National Museum of Photography. Od samego początku jednak najbardziej chciałam pokazać je w Gliwicach. Praca nad projektem, wystawą i publikacją trwa już od kilku lat, a ja i bliskie mi osoby zainwestowały w nią czas i pieniądze - tłumaczy fotografka. 

False Flag odsłona druga

Gliwice były więc dla niej i dla projektu ważne. Dlatego ucieszyła się z zaproszenia Czytelni Sztuki, renomowanej galerii i przestrzeni wystawowej. Projekt się spodobał i, po ustnych ustaleniach, rozpoczęto przygotowania do wystawy oraz do wydania artbooka. - Po czterech latach pracy i kilku miesiącach przygotowywania wystawy, niecałe trzy tygodnie przed wernisażem, w przeddzień produkcji i w chwili, kiedy informacje o wystawie zostały upublicznione, otrzymałam propozycję umowy. Zaproponowane warunki były dla mnie skrajnie niekorzystne i rażące na tle innych umów z jakimi miałam do czynienia. Po skonsultowaniu się z innymi przedstawicielami świata sztuki, przy próbie rozmów i negocjacji, umowa zamieniła się – na jeszcze gorszą, zaś moja argumentacja zignorowana i wykpiona. Nie mogłam się zgodzić na oczekiwania instytucji, szczególnie przedstawione na tak późnym etapie, czego konsekwencją jest brak wystawy oraz mającej jej towarzyszyć publikacji – Janowska poczuła się potraktowana protekcjonalnie. 

False Flag odsłona trzecia

Czytelnia Sztuki wycofała się z wystawy, co jest działaniem bez precedensu: w ponad 10-letniej jej działalności taka sytuacja nie miała miejsca. Wydano także oświadczenie, w którym, szczegółowo, opisano zarówno finanse przedsięwzięcia (czyli ile pieniędzy wydano na wystawę i na co je wydano) oraz zastrzeżenia co do pewnych rozwiązań artystycznych – chodzi o zaproponowaną przez fotografkę okładkę artbooka. „Muzeum było zainteresowane wsparciem młodej, nieznanej szerzej fotografki pochodzącej z Gliwic w oryginalny sposób interpretującej obecność gliwickiej radiostacji nie tylko w fizycznej, ale także wyobrażonej przestrzeni naszego miasta i jego mieszkańców. Kolejnym celem muzeum, który jest realizowany przy okazji każdego tego rodzaju przedsięwzięć, było pozyskanie fotografii do zbiorów Działu Fotografii Artystycznej. Ramowe warunki przedsięwzięcia zostały określone ustnie na długo przed przystąpieniem do jego wykonania. Muzeum współpracowało zgodnie z p. Janowską od kilku lat korzystając z jej usług jako fotoreporterki i osoby dokumentującej wystawy czasowe. Mieliśmy zatem uzasadnione przekonanie, że nasza współpraca przy „False Flag” przebiegnie w równie dobrej atmosferze, bez istotnych przeszkód” - dowiadujemy się z oświadczenia. Co do wspomnianych finansów : planowany budżet to 20 tys. złotych. Jednakże, „w takcie przygotowań poszerzający się zakres oczekiwań fotografki sprawił, budżet wykonawczy projektu wzrósł dwukrotnie, do 40 tys. To dużo jak na możliwości finansowe niewielkiego, miejskiego muzeum. Mimo tego muzeum zakupiło na użytek projektu aranżacyjnego „False Flag” kosztowne ściany ekspozycyjne; zleciło dwukrotnie projekt edytorski artbooka; zapłaciło za tekst do wstępu do publikacji; zapłaciło za korekty językowe oraz tłumaczenia tekstów na język angielski; zakupiło kilkadziesiąt ramek do eksponowania fotografii na wystawie; zobowiązało się zapłacić za wydruk wszystkich fotografii – w różnych formatach - prezentowanych na wystawie (na wybranym przez fotografkę papierze barytowym); zaprojektowało i zamówiło druk folderu ulotnego; kuratorka zbiorów fotografii artystycznej napisała tekst do tegoż folderu. W zamian Muzeum oczekiwało przekazania przez p. Janowską do muzealnych zbiorów fotografii artystycznej, w formie darowizny, 15 fotografii wybranych z tych, które miały być prezentowane na wystawie, za których druk, nota bene, Muzeum miało wcześniej zapłacić (patrz wyżej). Mimo dużego zaangażowania rzeczowego i finansowego Muzeum w przedsięwzięcie pani Janowska uznała ww. oczekiwanie Muzeum za cyt. „całkowicie nieakceptowalne”. - Sam zaproponowałem realizację projektu w Czytelni, gdyż uważałem, i uważam nadal, że jest interesujący i wartościowy. Nigdy tej oceny, na żadnym etapie nie zmieniłem. Mimo opinii rzucanych w rozgorączkowaniu pod adresem Muzeum, bolesnych dla mnie i współpracowników w Muzeum, nie zmieniamy naszego zdania o False Flag jako projekcie artystycznym - komentuje Grzegorz Krawczyk, szef Czytelni Sztuki. Dodaje także, że nie przyjmuje zarzutu, by fotografka była traktowana protekcjonalnie. - Była traktowana z ogromną dozą sympatii, cierpliwości i atencji. W projekt FF było zaangażowanych trzech świetnych pracowników Muzeum, którzy znają się na swojej robocie, którzy mieli do czynienia z wieloma artystami i ich projektami, które przez kilkanaście lat jakie upłynęły od momentu otwarcia w 2010 roku Czytelni, zrealizowaliśmy. Nie jesteśmy instytucją przemocową, nie używamy narzędziowo artystów w wbrew ich woli, traktujemy ich po partnersku, co nie oznacza, że wykonamy każdą ich zachciankę, że przystaniemy na dowolne stawiane przez nich warunki, że spełnimy wszystkie ich oczekiwania – mówi Krawczyk.

False Flag odsłona czwarta 

Janowska z kolei stawia pytanie: czy to, że nie chciała bezwolnie na wszystko się zgadzać i stawiała sprawę jasno, ma być powodem zerwania umowy? - Ze strony muzeum nie dostałam na etapie przygotowywania wystawy nikogo do pomocy - osoba kuratorska została znaleziona przeze mnie, wykonała szalenie dużo dobrej pracy i to za darmo. To po pierwsze, po drugie projekt wystawy i główna część książki, układ prac i okładka została zaprojektowana przeze mnie i osobę kuratorską, dalej format prac dostosowałam w większości do zasobu jakim dysponowało muzeum aby nie było tutaj kosztów z ich strony. Produkcja prac miała zamknąć się w około 5 tysiącach i gdyby muzeum oznajmiło, że nie ma funduszy sfinansowałabym to sama lub wcześniej znalazła dofinansowanie. Na żadnym etapie nie byłam informowana jaki planowano budżet, ani ile co kosztowało gdyż wycena wydruków była po mojej stronie. I nie przewidziano także dla mnie honorarium – wylicza Janowska. 

False Flag odsłona piąta

Przedmiotem sporu stała się także okładka zaplanowanego artbooka towarzyszącego wystawie. Chodzi o posłużenie się alfabetem Braille’a. „Nie chcieliśmy autoryzować takiego konceptu. Raziło nas instrumentalne użycie narzędzia, które służy osobom niepełnosprawnym w poruszaniu się w świecie i komunikowaniu z tymi, którzy widzą. Było w pomyśle p. Janowskiej coś co nas uwierało, coś co intuicyjne odbieraliśmy jako przekroczenie, którego czynić się nie powinno. Korzystanie z narzędzi służących osobom niepełnosprawnym na polu sztuki, w oderwaniu od ich pierwotnej funkcji, jest w ocenie Muzeum naganne. Używając alfabetu Braille’a sugerowało bowiem coś czego w projekcie Janowskiej nie było i nie ma, a więc jakąś szczególną atencję, troskę wyrażaną w stosunku do osób niewidzących. Gdyby przedsięwzięcie „False Flag” było realizowane galerii prywatnej, a nie instytucji publicznej, może ktoś podjąłby tego rodzaju ryzykowną grę, ale i tak w naszej ocenie nie mogłoby się obejść bez poważnego komentarza. Jednakże pole wolności w tego typu podmiotach/galeriach jest znacznie szersze niż to, na którym porusza się instytucja publiczna. Muzeum nie chciało być rzecznikiem czegoś co - słusznie bądź nie - mogłoby być odebranie jako akt niewrażliwości, coś co budzi niesmak” - czytamy w oświadczeniu Muzeum. 
Autorka False Flag widzi to jednak inaczej. Początkowo bowiem muzeum zgodziło się na koncept z alfabetem Braille'a, a w miarę upływu czasu zaczęło zgłaszać wątpliwości, sugerując, że to Czytelnia zaproponuje okładkę i finalnie zdecyduje jak ma wyglądać. - Uznałam, że nie powinno to tak wyglądać. False Flag to projekt artystyczny, który musi się konceptualnie spinać. I nie wyobrażam sobie, że ktoś w moim projekcie ma decydować za mnie. Okładka zaproponowana przez nas miała być jednokolorową, czarną okładką z wyciętymi otworami, przez które prześwitywałoby zdjęcie. Układ tych otworów odzwierciedlał układ liter w alfabecie Braille’a (który został stworzony bazując na języku szyfrów). Tajemnicze kropki wycięte na okładce stanowiły szyfr, zagadkę do rozwiązania – wyjaśnia Janowska, która takie działania nazywa cenzurą. 

False Flag odsłona szósta 

Krawczyk wskazuje, że miał to nieszczęście, iż obserwował katastrofalne skutki cenzury.- W PRL kiedy kulturę sprowadzono do tuby głoszącej jedynie słuszny światopogląd. Kultura, tak wtedy jak i teraz, jeśli zostanie zawłaszczona przez jakąkolwiek ideologię, stanie się nieautonomiczna, będzie pozorem samej siebie, będzie martwa. Z tego względu czuję wyłącznie obrzydzenie do cenzury, którą rozumiem jako instrumentalne, jednostronne ograniczanie wolności artystycznej ze względów ideologicznych. Można i należy się o kulturę spierać, ale nie można ulec pokusie zamykania w ten, czy inny sposób ust tym wszystkim, którzy patrzą na świat inaczej niż my. Z tego względu nie mogę i nie będę autoryzował jakichkolwiek przedsięwzięć, które są przekroczeniem wolności wypowiedzi, nadużyciem, czy wymuszeniem – dodaje szef Czytelni Sztuk 

False Flag odsłona siódma 

Na wystawę, zaplanowaną na 26 stycznia, na pewno cieszyła się publiczność: gliwiczanka proponuje projekt o symbolu Gliwic w renomowanej gliwickiej galerii. Wymarzoną wręcz sytuację zatruł konflikt o pryncypia. Z jednej strony uznać można, że zarówno dla Czytelni Sztuki, jak i dla autorki – fotografki pryncypia mają fundamentalne znaczenie. Instytucja ma swoje ograniczenia, artystka ich mieć nie chce i broni swoich artystycznych granic. Z drugiej, wystawia się publiczność na bardzo niekomfortową sytuację, odmawiając jej dostępu do artystycznych wypowiedzi. 

Małgorzata Lichecka 

Galeria

wstecz

Komentarze (9) Skomentuj

  • Znawca sztuki 2024-01-19 18:29:35

    Taka wielka szansa wypromowania swojej wizji artystycznej przez prawie nieznaną artystkę zmarnowana. Wielka szkoda.Chciwość to główny wyznacznik tego czym tak naprawdę kieruję się artysta - pieniędzmi czy szansą na promowanie i poszerzaniem swoich horyzontów. Ktoś kto oddał serce sztuce doskonale rozumie że fortuna przyjdzie sama, jest prymitywnym dodatkiem.Vincent van Gogh umarł w nędzy ale doskonale zdawał sobie sprawę na łożu śmierci że jego obrazy zapisały się na wieczność. Brak głębszej idei zawsze odsiewał materialistycznych twórców i rozbijał ich płytkość o ciężki asfalt rzeczywistości. Czas to jedyny wyznacznik sprawiedliwości który pozwoli wymazać eskapistycznych artystów. Uważam że zaproponowana oferta powinna zostać przyjęta w skromny sposób a Pani powinna podziękować za wielkie szczęście jaką ją spotkało. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem.

  • Marek 2024-01-22 14:41:46

    Projekt prezentujący radiostację w Gliwicach jest niezaprzeczalnie fascynujący pod względem zabytkowego charakteru tego obiektu oraz bogatej historii, którą reprezentuje. Nie sposób nie docenić wartości i znaczenia tej radiostacji dla lokalnej społeczności oraz kultury technicznej. Jednak połączenie pizzy z radiostacją w Gliwicach wydaje się być koncepcją nie tylko nietrafioną, ale także niezrozumiałą. O ile rozumiem, że różnorodność gastronomiczna może stanowić atrakcyjny element projektu, łączenie jedzenia, zwłaszcza tak charakterystycznego jak pizza, z zabytkiem radiostacji budzi pewne zastrzeżenia. Po pierwsze, to połączenie wydaje się być przypadkowe i pozbawione logicznego sensu. Radiostacja to symbol technologicznego postępu, historyczny obiekt, który powinien być prezentowany w kontekście swojej roli w rozwoju komunikacji. Wprowadzenie pizzy jako elementu projektu zakłóca tę poważną atmosferę i sprawia, że całość staje się mniej profesjonalna. Po drugie, próba połączenia pizzy z radiostacją może być postrzegana jako próba zdobycia uwagi poprzez kontrowersyjność lub efektowność (podobnie jak w przypadku użycia alfabetu Braille na okładce), co może prowadzić do niepotrzebnego rozproszenia przekazu projektu. Zamiast skupiać uwagę na wartościach historycznych radiostacji, skupiamy się na elementach, które nie mają realnego związku z jej istotą. W przyszłych próbach prezentacji zabytków czy kulturowych obiektów, zalecałbym większą uwagę na spójność przekazu i skoncentrowanie się na elementach istotnych dla historii oraz znaczenia danego miejsca. Odpowiednia prezentacja powinna być oparta na szacunku wobec dziedzictwa kulturowego, co pozwoli na skupienie uwagi odbiorcy na istotnych aspektach, zamiast na kontrowersyjnych połączeniach, które tylko rozmywają przekaz projektu.

  • Nie znawca sztuki 2024-01-22 21:52:37

    Ale dla kogo te 40 tys - bo raczej nie dla "mało znanej" artystki ???

    • Robert K 2024-01-23 13:52:13

      W takim kontekście to akurat Muzeum w Gliwicach zasługuje na pełne uznanie za swoją innowacyjność i troskę o rozwój kultury lokalnej, będąc przykładem dla innych instytucji. Chciałbym wyrazić ogromne uznanie dla Muzeum w Gliwicach za ich zaangażowanie w dotowanie projektów mało znanych artystów. Inicjatywa ta nie tylko wspiera lokalną scenę artystyczną, ale również przyczynia się do promocji miejsc o wielkim znaczeniu kulturowym, takich jak radiostacja w Gliwicach. Przyznanie wysokich dotacji małym artystom stanowi znakomite wsparcie dla rozwoju lokalnej twórczości. Muzeum, kierując się w stronę mniej uznanych artystów, manifestuje zrozumienie potrzeby równego traktowania wszystkich dziedzin sztuki. To podejście przyczynia się nie tylko do bogacenia kulturalnego krajobrazu, ale również do odkrywania nowych talentów, które mogą stać się ważnymi głosami w społeczności artystycznej. W szczególności doceniam, że Muzeum w Gliwicach koncentruje się na promocji miejsc o istotnym znaczeniu kulturalnym, takich jak radiostacja. Poprzez finansowe wspieranie projektów artystycznych związanych z tym zabytkiem, muzeum pomaga w zachowaniu i podkreślaniu wartości historycznych i kulturowych, co jest niezwykle ważne dla dziedzictwa miasta. Szkoda, że tak wyszło, ale moim zdaniem powody wycofania się muzeum z projektu są wystarczająco jasne i przekonywujące

  • Obywatel Monte Christo 2024-01-23 10:12:21

    Jako bliski przyjaciel osoby niewidomej uważam że reprezentowana "sztuka" w wyżej wymienionym artykule to okropność, wręcz wyszydzanie z osób o tak poważnej życiowej dysfunkcji. Jak osoba niewidoma może mieć styczność z wizjami artystki skoro nic nie widzi? To zupełnie ta sama analogiczna sytuacja jak zabieranie na koncert osób głuchych. Ohydne prymitywne obrażanie osób niepełnosprawnych. Wątły moralny kręgosłup artystki musi teraz udźwignąć tak wielką nikczemność i ponieść reperkusje swoich decyzji.

  • Grom 2024-01-23 16:02:29

    Co to jest "osoba kuratorska"?

  • Wojciech 2024-01-23 17:45:18

    Patrząc na te kilka zdjęć, myślę, że MGl będzie mogło lepiej wydać te 40 tysięcy.

  • Marek W 2024-01-24 12:34:49

    Osobiście wybrałbym inne regionalne i charakterystyczne dla Śląska danie, które mogłoby doskonale wpisać się w kontekst kulturowy projektu prezentującego radiostację w Gliwicach, np śląską roladę z kluskami śląskimi. To tradycyjne danie, które cieszy się popularnością w regionie i oferuje wyjątkowe połączenie smaków. Takie danie byłoby znacznie bardziej związane z kulturą i kuchnią Śląska niż pizza, dodając autentyczności prezentacji projektu i oddając hołd lokalnym smakom. Pizza to bardziej symbol fast foodu i jest często kojarzona z jedzeniem szybkim, które może wpływać negatywnie na zdrowie. Wprowadzenie takiego elementu do projektu, zwłaszcza w kontekście zabytkowej radiostacji wydaje się dla mnie bez zasadne, bo przyciąga uwagę poprzez popularne, konsumpcyjne symbole takie jak pizza, a to może przyczynić się do rozwoju niezdrowych nawyków żywieniowych wśród młodzieży

  • OlaLa 2024-01-25 18:37:56

    Nie znam twórczości p. Janowskiej. Z innej strony podejdę do tematu. Wiele wspólnego mają alfabet Braille'a i alfabet Morse'a. Komunikować można się na różne sposoby, za pomocą słów, ale także rozmaitych kodów. Radiokomunikacja ma swoją bogatą historię, o czym chyba zapomnieli dzielni gliwiccy obrońcy dziedzictwa. I niedorzecznie władze muzeum kreują się na obrońcę rzekomo poszkodowanych osób niedowidzących.