„Majówka” i „Numer drugi” – o „gliwickich” powieściach rozmawiamy z ich autorem, Mariuszem Zielińskim.

Co by było, gdyby świat nadal podzielony był na dwa bloki – wschodni i zachodni, a w Polsce wciąż panował ustrój czasów PRL? Takie pytanie już dwukrotnie zadał sobie Mariusz Zieliński, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, decydując się na napisanie książek nienaukowych, beletrystycznych, osadzonych w alternatywnej rzeczywistości Gliwic AD 2022… Jego bohater, Darek Nowak, budzi się po wypadku na oddziale Chirurgii Ogólnej szpitala wojskowego. Znajome miejsca, ale obce realia. Świat, w którym alkohol znów jest na kartki…

Panie doktorze, dlaczego przeniósł Pan swojego bohatera właśnie do PRL-u?
Zadałem sobie pytanie, co by było, gdyby wciąż trwał PRL i znalazłby się w nim człowiek z nam współczesnego świata. Nie bez znaczenia był wiek bohatera – musiał coś jeszcze pamiętać z tamtego ustroju, ale niewiele – tak, by wiele rzeczy go zaskakiwało. Konfrontacja tych dwóch jakże odmiennych rzeczywistości – socjalistycznej i wolnorynkowej, innych sposobów myślenia i stosunku do władzy, wydała mi się bardzo ciekawa.

W tych alternatywnych Gliwicach obywateli ściga SB, w podziemiu działa opozycja, ale… są telefony komórkowe i inne zdobycze współczesnej techniki, prawda?
Przyjąłem założenie, że w takiej rzeczywistości świat nie rozwijałby się równie szybko co teraz, ale –nieco wolniejszy postęp technologiczny musiałby nastąpić.

Czy dobrze się domyślam, że jako ekonomista, postanowił Pan wykorzystać wiedzę na temat różnic między gospodarką wolnorynkową a scentralizowaną, socjalistyczną i pokazać je w beletrystycznej opowieści, by skuteczniej uwidocznić je czytelnikom?
Tak. To jest pewnego rodzaju przekaz pozytywny. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakiego dokonaliśmy przełomu, ile osiągnęliśmy. Gospodarka w tej chwili produkuje 3,5 razy więcej na głowę mieszkańca, niż te trzydzieści parę lat temu. Zwykle okazujemy niezadowolenie, bo od nas bogatsi są nasi zachodni sąsiedzi. I choć powinniśmy być z siebie dumni – nie bardzo jesteśmy.

Czy to nie jest tak, że książka jest przestrogą, wynikającą z rzeczywistości geopolitycznej, w jakiej się znajdujemy?
Trochę się do tego w książce odniosłem, na ile było to istotne dla akcji. Z perspektywy ekonomicznej sądzę, że jako społeczeństwo przekroczyliśmy już pewną granicę, pewien stopień rozwoju, i powrót do tego, co było w tamtej rzeczywistości nam nie grozi. Nawet wtedy, gdy poprzedni rząd ulegał skłonnościom populistycznym, nie spowodował załamania gospodarki.
Wracając do akcji książek, mój bohater znalazł się w Polsce, w której wciąż rządzi PZPR. Nie było wojny w Jugosławii, a zatem się nie rozpadła. W dalszym ciągu są dwa bloki. My znajdujemy się w obozie socjalistycznym, wrogo nastawionym do obozu zachodniego. Wciąż stoi mur berliński, a Polska znajduje się po jego niewłaściwej stronie.

Czytając obie książki – „Majówkę” i wydaną niedawno drugą część „Numer drugi” odnosi się wrażenie, że Pan się nieźle bawi, splatając te dwa światy. 
Pisanie beletrystyki to hobby, nie sądzę, że mógłbym się z tego utrzymać, dlatego też, gdybym się dobrze nie bawił, zapewne nie robiłbym tego. Staram się zresztą być w moich książkach dowcipny, chociaż wiem, że nie wszystkim mój dowcip odpowiada. Są tacy, choć nieliczni, którzy uważają, że temat moich książek wcale nie jest zabawny.

Jak związek z Gliwicami ma wykładowca Politechniki Opolskiej? Mapę naszego miasta bardzo biegle zarysowuje Pan w książce.
Choć pochodzę z Myszkowa przez 27 lat pracowałem w na Politechnice Śląskiej, ostatnio na Wydziale Organizacji i Zarządzania. W Opolu wykładam od 8 lat. Większość mojego zawodowego i prywatnego życia związałem z Gliwicami. Tu mieszkam – na osiedlu Obrońców Pokoju, niedaleko stadionu Piasta Gliwice. W swoim życiu przeszedłem drogę wiodącą przez Metropolię Śląsko-Zagłębiowską od wschodu na zachód. Uczyłem się w technikum w Sosnowcu, więc przez cztery lata byłem indoktrynowany przez Zagłębiaków (śmiech). Ta niezgoda między Ślązakami a mieszkańcami Zagłębia jest dla mnie na tyle ciekawa, że jej echa pojawiają się w książce. Główny bohater pochodzi z Będzina i pewnych animozji nie rozumie. Drugim bohaterem jest filozof ze Śląska, który mu je wyjaśnia.
Wracając do Gliwic - od kilku lat jestem prezesem gliwickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Przez kilka sezonów grałem też w piłkę w gliwickiej Lidze Oldbojów. A zatem tych związków z Gliwicami mam naprawdę sporo.

Ja zamknę oczy, a Pana proszę, aby przeprowadził mnie Pan po tych socjalistycznych Gliwicach z Pana książek.
Nie ma specjalnych zmian, ale np. występują duże braki w infrastrukturze. Nie ma autostrad – ani A1, ani A4. Nie ma także DTŚ – to wciąż leżący odłogiem niezagospodarowany teren. Widoczny jest brak środków na remonty. Ulice w Gliwicach przypominają te, które jeszcze kilkanaście lat temu można było oglądać w Łodzi. Stare, sypiące się, nieremontowane mury. Jest taka scena, w której mój bohater przysłuchuje się, co o ul. Zwycięstwa mówią turyści z RFN. Nie jest z tej oceny zadowolony.
Jako ekonomista przyjąłem takie założenie, że przesuwam sytuację, jaka była w Gliwicach i w Polsce w końcówce lat 80. o trzydzieści parę lat, przy założeniu, że gospodarka co prawda się rozwija, ale „po socjalistycznemu”, czyli w tempie 1% rocznie. Nie ma przyspieszenia, do jakiego przywykliśmy. Jest lepiej niż było w „naszym” PRL-u, ale… powiedzmy, o 50%, a nie o 350%. Nie ma biedy, ale jest reglamentacja. Przykładem postępu jest to, że już trzy butelki wódki przypadają na obywatela, a nie jedna, jak w latach 80. Poziom zarobków jest podobny do tego, jaki mamy w naszej rzeczywistości, ale są znaczne różnice w cenach. Niższy poziom życia w wykreowanym przeze mnie świecie równoległym wynika z tego, że za te same kwoty nominalne można kupić znacznie mniej.

Jak reagują Pana koledzy z uczelni, gdy dowiadują się, że pisze Pan nie tylko książki naukowe, ale także beletrystykę?
Najczęściej zadają mi pytania, typu: kiedy znajduję na to czas i czy nie mam nic lepszego do roboty (śmiech). Natomiast gdy ja pytam, czy przeczytali „Majówkę”, jedni odpowiadają, że nie, a drudzy, że tak. Mówią, że im się podobała, ale nie wiem, na ile jest to szczera ocena.

Czy kończąc „Majówkę” wiedział Pan, że to nie koniec przygód Darka Nowaka i że pojawi się ponownie w „Numerze drugim”?
Tak, zdecydowanie i stąd też tak długo myślałem nad tym, jak zakończyć pierwszą część, żeby zostawić sobie furtkę na napisanie drugiej. Dlatego tamto zakończenie nie jest jednoznaczne. Dałem sobie możliwość kontynuowania powieści i wykorzystałem ją.

Ale „Numer drugi” zakończył Pan już chyba „bez furtki”. Nie będzie kontynuacji?
To jest koniec tej opowieści, ale… mam pomysł na trzecią, a może nawet czwartą część, ale to już definitywnie będzie koniec. Zdradzę tylko, że polubiłem moich bohaterów i nie chcę ich porzucić w socjalizmie.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak 

wstecz

Komentarze (2) Skomentuj

  • Tragedia i koszmar 2024-04-14 09:40:38

    Dla mnie koszmarem jest nierząd PO. ZNOWU COFNIĘCIE O DEKADĘ

    • Wrzodzisław 2024-04-22 13:49:16

      Boli tłuste d*psko oderwane od koryta w październiku, co nie? A to dopiero początek!