Niepełnosprawny intelektualnie Marcin został uwięziony. Kilka godzin znęcano się nad nim w sposób okrutny. Kiedy zwyrodnialcy sądzili, że chłopak nie żyje, chcieli go pochować, zawiniętego w dywan, na pobliskim cmentarzu.



Bulwersującą sprawą z Gliwic zainteresowało się nawet Amnesty International.  

Zimowy wieczór tuż przed świętami Bożego Narodzenia. 23-letni Tomasz Z., dla przyjaciół Tomuś, zaprosił do swojego mieszkania kilkoro znajomych. Przyszli 17-letni Dawid D., jego równolatek Kamil Z. oraz 20-letni Milan M. Z nimi dziewczyna, 16-letnia Patrycja C. Pili i ćpali. Potem omal nie zabili niewinnego, bezbronnego człowieka. Ofiara przeżyła, bo w porę odzyskała przytomność. Inaczej oprawcy prawdopodobnie zakopaliby ją żywcem.

„Chodź z nami do Tomusia, zabawisz się”
23 grudnia 2013 roku. W kamienicy przy ul. Na Piasku, w mieszkaniu na pierwszym piętrze, trwa alkoholowo-narkotykowa libacja. Około godziny 22.00 alkohol się kończy. Trzeba załatwić nowy. Po dostawę do pobliskiej meliny idą Dawid i Patrycja. Kiedy wracają z kolejnymi butelkami, spotykają młodego mężczyznę. Zaczepiają i serdecznie zapraszają na imprezę u Tomusia. Nieznajomy daje się skusić.

To 20-letni Marcin, niepełnosprawny intelektualnie gliwiczanin. Tomuś i jego pijana, naćpana kompania postanawiają zrobić sobie z niego ofiarę. By zabawić się jeszcze bardziej. Spijają więc swojego gościa, faszerują narkotykami. W pewnej chwili Kamilowi coś strzela do głowy. Uderza Marcina w twarz. Z łokcia. Cios jest tak silny, że młody mężczyzna upada na podłogę. 

Wtedy pomiędzy uczestnikami libacji dochodzi do gwałtownej wymiany zdań, a sam Marcin zdaje już sobie sprawę, gdzie trafił. Wyjmuje więc telefon komórkowy, chce dzwonić po pomoc. Uniemożliwia mu to jednak Milan. Wyrywa telefon i „za karę” wali chłopaka kilka razy w twarz. Pięścią. Ten widok wzbudza najwyraźniej agresję w kolejnym biesiadniku: Dawid, ten sam, który Marcina na imprezę ściągnął, solidnie go teraz kopie. 

Dalej mężczyźni przeszukują Marcina i zabierają mu portfel. W środku nie ma wprawdzie gotówki, ale znajdują kartę płatniczą. Potrzebny jest jeszcze do niej PIN. 20-latek zdradza go nie od razu. Dopiero po solidnym biciu...

Uwięzienie ze szczególnym udręczeniem 
To, co w mieszkaniu Na Piasku wydarzyło się potem, szokuje. Mimo że Marcin zdradził numer PIN, nastąpił ciąg zdarzeń mrożących krew w żyłach. A oprawcy nawzajem się do swoich działań inspirowali. 

Marcin próbował uciec. Próbę podejmował kilka razy. Z grupą nie miał jednak szans. Został w mieszkaniu Tomusia uwięziony. To uwięzienie wiązało się zaś ze szczególnym udręczeniem, zakończonym dopiero po siedmiu godzinach. Tyle czasu trwało nieprzerwanie. Z przeprowadzonego przez prokuraturę śledztwa wynika, że znęcało się nad Marcinem trzech mężczyzn: 17-letni Dawid, 17-letni Kamil i 20-letni Milan. Najpierw bili i kopali. Cały czas grozili, że zabiją. Potem rozebrali ofiarę, polewali jej twarz gorącym woskiem, wosk lali też do ucha. Zmuszali do picia swojego moczu.  

Zmaltretowany, przerażony Marcin kilka razu tracił przytomność. Kiedy poobijany i skrwawiony leżał na podłodze, oprawcy dalej imprezowali, między jednym a drugim „głębszym” dręcząc swoją ofiarę. Rzucali w nią niedopałkami papierosów, sikali na twarz, wyrywali brwi, ogolili część głowy...

Około godziny 3.00, kiedy Marcin po raz kolejny, tym razem na dłużej, stracił przytomność, sprawcy postanowili skorzystać z jego karty. Ofiarę zawinęli w dywan, sami poszli do bankomatu przy ul. Bohaterów Getta Warszawskiego. Konto Marcina było jednak puste. Wtedy wpadli w szał. By zawód odreagować, wrócili do mieszkania, uwolnili chłopaka z dywanu i dalej się nad nim znęcali.

Jeden dręczył całkowicie, dwóch częściowo
Na ranem, sądząc, że Marcin nie żyje, oprawcy znów zawinęli go w dywan. Potem wyszli z mieszkania, by na spokojnie zastanowić się, co zrobić z ciałem. Ktoś z grupy wpadł na pomysł, by zakopać je na pobliskim cmentarzu żydowskim. I być może Marcin rzeczywiście zostałby zakopany żywcem, gdyby nie to, że pod nieobecność mężczyzn odzyskał świadomość. Zdołał odwinąć się z dywanu i uciec. Ponieważ drzwi były zamknięte na klucz, wyskoczył przez okno. Mimo to przeżył. I nawet zdołał zgłosić się na policję.
Kontakt z poszkodowanym był jednak utrudniony nie tylko ze względu na stan po pobiciu i upadku na betonowe podłoże czy odurzenie różnymi środkami. Także ze względu na niepełnosprawność. 

Jego ciemiężycieli w marcu 2014 roku zatrzymali policjanci z II komisariatu. Prokuratura postawiła zarzuty popełnienia przestępstwa Dawidowi D., Kamilowi Z. i Milanowi M. 

Milan M. przyznał się do winy i złożył szczegółowe wyjaśnienia. Pozostali przyznali się tylko częściowo. Oskarżonym groziła kara 12 lat więzienia. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gliwicach w czerwcu 2014 roku. 16 marca 2015 zapadł wyrok. Trzej młodzi mężczyźni zostali skazani na cztery lata pozbawienia wolności. Ponadto każdy z nich musi wpłacić nawiązkę po 5 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego. Dodatkowo otrzymali zakaz intencjonalnego zbliżania się do Marcina na odległość mniejszą niż sto metrów. Nie mogą też kontaktować się z nim przez najbliższe 10 lat. Wyrok jest nieprawomocny.  

Sprawą zainteresowało się Amnesty International. Organizacja przygotowywała raport dotyczący przestępstw z nienawiści, których ofiarami są między innymi osoby niepełnosprawne. 

Marysia Sławańska 

Na zdjęciu: jeden z oskarżonych pilnowany przez policjantów na sądowym korytarzu. Na rozprawę sprawcy czekali w areszcie. Tym razem nikt nie miał wątpliwości, że areszt tymczasowy jest konieczny.  



 
       




          



wstecz