2 października 2025 roku w jednym z mieszkań w Knurowie zginął Arkadiusz M. Mężczyzna został ugodzony nożem w klatkę piersiową. Za jego śmierć odpowiada żona, Wioletta M., skazana przez Sąd Okręgowy w Gliwicach na 10 lat więzienia. Wyrok nie jest jednak prawomocny. Prokuratura uznała, że kara i ocena zachowania oskarżonej wymagają ponownego zbadania.

Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok 16 kwietnia 2026 roku. Wioletta M. została uznana za winną zabójstwa męża i skazana na 10 lat pozbawienia wolności. Sąd przyjął, że kobieta działała z zamiarem ewentualnym, czyli przewidywała, że cios nożem może doprowadzić do śmierci, i godziła się z takim skutkiem.

Z tym rozstrzygnięciem nie zgodziła się Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Prokurator wniósł apelację na niekorzyść oskarżonej. Jego zdaniem zebrane dowody pozwalają przyjąć, że Wioletta M. działała z zamiarem bezpośrednim, a więc chciała pozbawić życia swojego męża.

Dramat w mieszkaniu

Z ustaleń śledczych wynika, że małżonkowie M. mieszkali razem w Knurowie. Oboje byli rencistami i nadużywali alkoholu. 2 października 2025 roku między nimi doszło do kłótni. W jej trakcie Wioletta M. sięgnęła po nóż i ugodziła nim Arkadiusza M. w klatkę piersiową.

Rana okazała się śmiertelna. Przyczyną zgonu była rana kłuto-cięta klatki piersiowej oraz uszkodzenie serca, które doprowadziło do tamponady. Mężczyzny nie udało się uratować.

O zdarzeniu kilka dni później informowała Komenda Miejska Policji w Gliwicach. Z policyjnego komunikatu wynikało, że zgłoszenie wpłynęło 2 października około godziny 14.15. W mieszkaniu znajdował się 53-letni mężczyzna z raną kłutą w okolicy klatki piersiowej. Na miejsce przyjechali policjanci i zespół ratownictwa medycznego. Pomimo podjętej reanimacji życia mężczyzny nie udało się przywrócić.

W związku ze sprawą zatrzymano 52-letnią kobietę. Policja informowała wówczas, że wcześniej w mieszkaniu miało dojść do kłótni. Czynności na miejscu prowadzono pod nadzorem prokuratora, a śledztwo trafiło do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód.

„Nie chciałam go zabić”

Po zatrzymaniu Wioletta M. usłyszała zarzut zabójstwa. Kobieta przyznała, że dźgnęła męża nożem, ale twierdziła, że zrobiła to niechcący. Zaprzeczała, aby chciała doprowadzić do jego śmierci.

Sąd pierwszej instancji uznał, że doszło do zabójstwa, ale przyjął łagodniejszą z dwóch możliwych ocen zamiaru. Mówiąc prościej: sąd stwierdził, że oskarżona nie musiała chcieć śmierci męża wprost, ale musiała liczyć się z tym, że cios nożem w klatkę piersiową może zabić.

Prokuratura patrzy na tę sprawę inaczej. W apelacji wskazuje na okoliczności, które — jej zdaniem — przemawiają za surowszą oceną. Chodzi przede wszystkim o narzędzie, czyli nóż, miejsce zadania ciosu, a także jego siłę. Według prokuratora trudno uznać, że osoba zadająca taki cios nie chce pozbawić życia drugiego człowieka.

Sprawa trafi do sądu drugiej instancji

Teraz sprawą zajmie się sąd odwoławczy. Będzie musiał rozstrzygnąć, czy wyrok 10 lat więzienia dla Wioletty M. zostanie utrzymany, czy też należy zmienić ocenę jej działania.

Różnica między zamiarem ewentualnym a bezpośrednim może brzmieć jak prawniczy szczegół, ale w sprawach o zabójstwo ma ogromne znaczenie. Od niej zależy nie tylko opis czynu, lecz także ocena winy i wymiar kary. W tej sprawie prokuratura chce, aby sąd drugiej instancji uznał, że Wioletta M. nie tylko godziła się na śmierć męża, ale działała z zamiarem jego zabicia.

Wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach nie jest prawomocny.

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj