Zmarł Władysław Kwiatkowski. Współzałożyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Romów w Gliwicach.

Przypominamy spacer, na który zaprosiły go „Nowiny" w 2019 roku.
 

Człowiek honorowy, który z pieczołowitością pielęgnuje tradycje przodków. Imię dostał na pamiątkę komunistycznego wodza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki, bo urzędnicy za nic w świecie nie chcieli zarejestrować jego prawdziwego, cygańskiego - Lesiako. - Gdyby dzisiaj kogoś z naszego środowiska zapytać, czy znają Władysława Kwiatkowskiego, to pewnie powiedzieliby, że nie, ale jeśliby zapytać o Lesiako, to nikt nie miałby wątpliwości, że chodzi o mnie - śmieje się.

Urodzony 63 lata temu w stargardzkim szpitalu, dzieciństwo i młodość spędził tak naprawdę w lesie, przemieszczając się z cygańskim taborem po całej Polsce. - Całymi dniami bawiliśmy się w Indian i kowbojów - wspomina. - Smarowaliśmy twarze sadzą i ganialiśmy po lesie. Kiedyś tak się w tej zabawie zagalopowaliśmy, że o mało co nie spalilibyśmy przywiązanego do drzewa kolegi. Tak chcieliśmy być autentyczni (śmiech). Starsi Romowie na szczęście go uratowali. Czasem też bawiliśmy się w rośkę. Potrzebny był do tej gry kij do palanta i kawałek patyka, w który się uderzało. Wieczorami było zaś ognisko. Graliśmy i tańczyliśmy. Mówi się, że Cygan zanim nauczy się mówić, potrafi już grać i tańczyć. I to jest prawda. Piękne czasy.

W połowie lat 60. polskie władze nasiliły działania mające na celu zniechęcenie Romów do prowadzenia koczowniczego trybu życia. W rezultacie liczba cygańskich taborów gwałtownie spadła.
- My wylądowaliśmy w Koźlu - wspomina. - Pamiętam, że bardzo mnie wtedy ciągnęło do szkoły. Wiem, dzisiaj nie ma się czym chwalić, ale wtedy jako jeden z nielicznych młodych Cyganów ukończyłem podstawówkę. Uczyłem się i pomagałem też ojcu, który zajmował się kotlarstwem.

Gliwiczaninem został w wieku 18 lat. W Żernikach mieszkała jego obecna żona Dziewa. - Wśród polskich Romów istniał niegdyś zwyczaj kupowania żony, potem zastąpiony przez jej porwanie - tłumaczy. - Romantyczne okoliczności uprowadzenia - na koniu, w rozpiętej koszuli, z rozwianym włosem - od pewnego czasu ograniczają się do wynajęcia taksówki i przekupienia taksówkarza. Ja też tak zrobiłem (śmiech). Potem był cygański ślub i wesele. Z Dziewą jesteśmy razem już razem 45 lat.

W tradycyjnej cygańskiej rodziny żony nie pracują. Mężczyzna musi utrzymać dom, żonę i dzieci. Zajmowałem się więc handlem i... muzyką - opowiada. Założyłem grupę Gipsy Boys, która koncertowała i koncertuje do dnia dzisiejszego. Mamy za sobą kilka płyt i trasy koncertowe nie tylko w Polsce.

Jego kuzynem jest Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce. To on namówił go, żeby również w Gliwicach założyć organizację, która zajęłaby się szeroko rozumianą promocją kultury romskiej i integracją z otoczeniem społecznym. Organizacją koncertów muzycznych, festiwali, spotkań popularyzujących tradycję romską oraz rozwijaniem idei tolerancji i dialogu międzykulturowego. W 2005 roku powstało Stowarzyszenie Romów w Gliwicach. On stanął na jego czele.

Poznajcie miejsca ważne dla Władysława Lesiako Kwiatkowskiego, prezesa Stowarzyszenia Romów w Gliwicach.
 

Spacerował: Andrzej Sługocki
Fotografował: Michał Buksa

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj