Wróciły. Po sześciu miesiącach różnych zabiegów upiększająco-higienicznych, których podjęła się pracownia Makkon Konserwacja z Milanówka – specjaliści w konserwacji tkanin. Swoje zadanie pracownia wykonała wybornie. Dziesięć gorsetów ze zbiorów Muzeum w Gliwicach wygląda teraz rzeczywiście bardzo dobrze.

Gorsety pochodzą z przełomu XIX i XX wieku i są jednymi z pierwszych obiektów, jakie po drugiej wojnie światowej trafiły do muzealnego zbioru etnograficznego. Każda z wierzchni rozbarskich i cieszyńskich żywotek miała opracowany osobny program konserwatorski, bo nawet jeśli są to gorsety tego samego typu, wymagały innych zabiegów. Wierzchnie rozbarskie są kamizelką. Mamy czerwone, niebieskie lub czarne, czarne lub niebieskie nosiły kobiety zamężne, czerwone panny. Charakterystycznym elementem wierzchni, niezwykle ozdobnym i najdelikatniejszym, jest kołnierz wykonany ze wstęgi. Bywało, że szyto ją nawet z jedwabiu. Z kolei żywotki przyszywano do spódnic i w ten sposób stawały się częścią ozdobnej sukni. Są dużo krótsze, na cieńszych niż wierzchnie ramiączkach, bogato haftowane w kwiatowe wzory - przy użyciu złotych i srebrnych nici, cekinów i innych dekoracyjnych elementów, raczej w ciemnych kolorach, wśród których dominowały brązy czy bordo. Wzór haftu był niezwykle skomplikowany, dlatego wykonywały go pracownie rzemieślnicze.

Jak podkreśla Marta Paszko, etnografka i antropolożka z Działu Etnografii i Antropologii Muzeum w Gliwicach, kluczowe było ich odczyszczenie. - To są obiekty, których w zasadzie nigdy nie prano, bo wykonano je z delikatnych i drogich tkanin, więc dla ich właścicielek były zbyt cenne. Poza tym tych odświętnych ubrań nie zakładano codziennie, dlatego nie było konieczności ich prania. No i swoje zrobiły też lata w muzealnych magazynach – tłumaczy Paszko. Jak więc Makkon czyścił gorsety? Niektóre chemicznie, inne po prostu moczono w wodzie. Przy czym wiele z tych tkanin farbuje, zatem żeby nie zostawiały śladów trzeba było na przykład odpowiednio zabezpieczyć chwosty z wierzchnich, odpruć je i każdy prać osobno. W muzealnej publikacji poświęconej kolekcji tych ubiorów zamieszono nawet zdjęcia, na których widać, jak bardzo brudna była woda po takim praniu.

Do czyszczenia należało spruć wszystkie elementy i potem je żmudnie odtworzyć i przyszyć - Pojawiały się też różne problemy – przy żywotkach cieszyńskich pruły się hafty, nitki były poluzowane,one same traciły fason. Poza tym żywotki przyszywano do spódnic i oryginalnie były niedbale wykończone, co powodowało, że od dołu się strzępiły. - Ale nam najbardziej zależało nam na tym, by nie tuszować śladów użytkowania. To nie miał być obiekt jak nowy, tylko taki, który ma swoją historię – mówi Paszko.

Na konserwację gorsetów Muzeum w Gliwicach otrzymało 35 100 zł dotacji ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury - państwowego funduszu celowego. Ten rodzaj konserwacji obiektów zabytkowych można określić dwoma słowami: żmudny i długotrwały. O tkaninach, materiałach, rodzajach nici, kolorach, sposobach szycia, a przede wszystkim czyszczenia, trzeba wiedzieć wszystko. Dlatego do dyplomowanych konserwatorów tkanin, których w Polsce jest niewielu, ustawiają się długie kolejki. To po pierwsze, po drugie, koszt takiej operacji jest dość znaczny. Muzeum w Gliwicach, dzięki pozyskanej dotacji mogło sobie na takie działania pozwolić.

Ciekawe jest również to, co znaleziono w gorsetach podczas konserwacji. Tak, tak, dokonano kilku „odkryć”. Jednym z nich był fragment starej niemieckiej mapy pochodzącej prawdopodobnie nie później niż z końca XIX / początku XX w, zamówienia na książki, papiery z Goleszowa, umiejscawiające gorset w konkretnej miejscowości, dokumenty i druczki z nazwiskami. - Takie miłe niespodzianki dla badaczy – mówi Paszko i dodaje, że do wypełnień gorsetów wykorzystywano to, co akurat było pod ręką.

Wierzchnie i żywotki są już prezentowane na wystawie w Zamku Piastowskim. Po wystawie trafią do magazynu działu etnografii. Będą przechowywane w specjalnie zamówionych na wymiar kartonach, wykonanych z bezkwasowych, odpornych na światło, mikroorganizmy i grzyby materiałów, całkowicie bezpiecznych dla tkanin. Konserwatorka przygotowała także specjalne wkładki – tkaninowe poduszki – zapobiegające ich odkształceniu po zamknięciu w pudłach.

Małgorzata Lichecka 
 

Galeria

wstecz

Komentarze (12) Skomentuj