Zespół pod kierunkiem prof. Katarzyny Lisowskiej wyprowadził nową linię komórkową (nazwaną OVPA8) najbardziej złośliwego typu raka jajnika. Model ten będzie można stosować na całym świecie w badaniach przedklinicznych. To krok do przodu w walce z tą chorobą. 

Z prof. Katarzyną Lisowską rozmawia Małgorzata Lichecka.  


Rak jajnika jest specyficzny, bardzo długo nie wiemy, że chorujemy. 


Wszyscy znamy slogan: rak wcześnie wykryty jest wyleczalny. Ale występuje kilka nowotworów, w których to się nie sprawdza. Chodzi o nowotwory płuc, trzustki i jajnika. Tam, gdzie się rozwijają mają dużo miejsca i zanim guz urośnie, zacznie uciskać sąsiednie narządy i cokolwiek poczujemy, przybiera już postać zaawansowaną. W przypadku raka jajnika, w chwili diagnozy, mamy zwykle do czynienia z chorobą rozsianą, a to oznacza, że bardzo ciężko o jej wyleczenie. Na szczęście rak jajnika nie należy do najczęstszych nowotworów. 


Z czego wynika trudność w diagnozowaniu i leczeniu?  


W jamie brzusznej, w miednicy mniejszej, rośnie swobodnie. A nawet kiedy pojawią się objawy, są niespecyficzne: są to wzdęcia albo uczucie pełności w dole brzucha. Zanim pacjent albo lekarz wymyślą, żeby diagnozować w kierunku raka jajnika, często upływają tygodnie a nawet miesiące. 


Zespół naukowców, którym pani  kieruje od dawna interesuje tym konkretnym rodzajem raka.   


Jeszcze w ramach pracy doktorskiej zajmowałam się genami stresu komórkowego. To była czysta biologia molekularna. Później, w sferze moich zawodowych zainteresowań znalazł się dziedziczny rak piersi i związane z nim geny BRCA1 i BRCA2. Wiemy, że mutacja w genie BRCA1 zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi o 85 proc. To dużo, dlatego upoważnia do profilaktycznego usunięcia tkanki gruczołowej piersi i jajników z jajowodami (tak jak zrobiła to Angelina Jolie), bo te dwa nowotwory, mówiąc kolokwialnie, chodzą w parze. Raka jajnika dlatego też wykrywa się trudno, ponieważ pierwotne ognisko znajduje się najczęściej w jajowodzie, a gdy już wykrywamy raka w jajniku i otrzewnej tak naprawdę to przerzuty, które rozprzestrzeniają się błyskawicznie. W 2011 roku ukazała się pierwsza nasza publikacja, opisująca badania molekularne nad rakiem piersi u kobiet z mutacją w genie BRCA1, natomiast w 2014 - pierwsza związana z nowotworem jajnika. Za pomocą tzw. mikromacierzy DNA porównaliśmy profil ekspresji genów w guzie u kobiet z mutacją BRCA1 i tych, które jej nie mają. Okazało się, że guzy u kobiet z mutacją są estrogenoujemne, a bez  - z reguły mają ekspresję receptora estrogenowego umożliwiającego leczenie hormonalne.     


Na czym polegało stworzenie modelu do badań przedklinicznych nad rakiem jajnika? 


Badania przedkliniczne przeprowadza się najpierw na modelu komórek hodowanych in vitro, potem na zwierzętach. Kluczowe są tzw. stabilne linie komórkowe, czyli ulegające ciągłym podziałom, unieśmiertelnione hodowle komórek, wyselekcjonowane z guza nowotworowego. To one są modelem, na którym naukowcy poznają mechanizmy sterujące rozwojem nowotworu i testują kandydatów na nowe leki. 


Zazwyczaj do takich badań wykorzystujemy komórki kupione z kolekcji europejskich czy amerykańskich. My sami, na potrzeby naszych badań, kupiliśmy pięć różnych linii raka jajnika. Wykorzystujemy je, aby testować na nich potencjalne nowe leki, badamy ich cechy decydujące o stopniu złośliwości - porównujemy ruchliwość, zdolność tworzenia przerzutów, itp. Nasz najnowsza publikacja dotyczy wyprowadzenia nowej linii komórkowej służącej do tego typu badań. Jesteśmy bardzo dumni, bo praca ta zdobyła trzecie miejsce w konkursie Złoty Skalpel organizowanym przez wydawnictwo Puls Medycyny. Warto przy okazji dodać, że gliwicki Instytut Onkologii miał aż trzech laureatów w tym konkursie!


Za zgodą komisji bioetycznej wykorzystaliśmy płyn wysiękowy od pacjentki z zaawansowanym rakiem jajnika. W tym płynie były różne rodzaje komórek, białe i czerwone krwinki, a także te najbardziej nas interesujące - czyli rakowe. Ujmując rzecz skrótowo: umieściliśmy te komórki w pożywce, zaś całość w inkubatorze i już po godzinie widzieliśmy pod mikroskopem, że te komórki rozpłaszczają się, przywierając do podłoża. 


Następnie zaczęły rosnąć i dzielić się. Rosną nieprzerwanie od 2011 roku, teraz możemy już z całą pewnością powiedzieć, że otrzymaliśmy tzw. ustabilizowaną linię komórkową. Nazwaliśmy ją OVPA8 – to skrót od „ovarian” (czyli „jajnikowy”) i wskazanie, że są to komórki od ósmej badanej pacjentki („patient 8”). Chcemy tę linię zaoferować, jako model, innym badaczom. 


Niczego wielkiego nie odkryliśmy. Do już istniejącej kolekcji, z której korzystają naukowcy na całym świecie, dodajemy nową jakość. Zaletą naszej linii jest pewność, iż wywodzi się z niskozróżnicowanego raka surowiczego. To najczęstszy typ histologiczny raka jajnika, z najgorszymi rokowaniami. Większość linii komórkowych, które są w światowych kolekcjach i były dotąd powszechnie używane do badań nad rakiem jajnika, zostało wyprowadzonych dawno temu. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że różne typy histologiczne tego nowotworu to właściwie zupełnie odrębne jednostki chorobowe. Dziś wiemy, że aby badać dany typ histologiczny, trzeba mieć linię komórkową otrzymaną właśnie z tego typu, a nie z innego. 


Bardzo ważne jest, aby każda linia komórkowa używana do badań była dokładnie opisana i scharakteryzowana. I nasz zespół właśnie to zrobił. Komórki są szczegółowo scharakteryzowane pod względem genetycznym i funkcjonalnym, a co najważniejsze, mamy pewność, że to niskozróżnicowany rak surowiczy. Chcemy przekazać komórki OVPA8 do europejskiej kolekcji (ECACC) i każde laboratorium będzie ją mogło pozyskać do swoich badań. Przekazujemy ją non profit, jedynym warunkiem jest cytowanie naszej publikacji. Co ważne, bardzo dobrze się z tą linią pracuje, ponieważ komórki te szybko się dzielą, są odporne i nie mają dużych wymagań. Inne linie, które do tej pory wskazywano jako właściwy model niskozróżnicowanego raka surowiczego, są „trudne”: nie chcą tworzyć guzów, powoli rosną, umierają w hodowli.  


Na czym polega istota i ważność badań przedklinicznych?  


Onkologia wchodzi dziś w erę tzw. leków biologicznych, leków celowanych. Zanim odkryjemy nowy lek, musimy poznać biologię nowotworu, znaleźć geny, białka, enzymy, które w komórce rakowej działają inaczej niż w prawidłowej. Wśród nich szukamy tzw. „celów terapeutycznych” – cząsteczek, które będzie można zablokować za pomocą nowego leku. Lek celowany ma działać specyficznie na komórki raka, oszczędzając zdrowe tkanki. Ten etap badań to badania podstawowe. Kiedy już mamy zsyntezowany taki potencjalny nowy lek celowany, zanim będziemy mogli sprawdzić jego działanie u pacjentów, trzeba wykonać badania przedkliniczne. Sprawdzić, jak działa na komórki raka hodowane w inkubatorze. Jeżeli je zabija przechodzimy do badań na zwierzętach. A dopiero potem następują badania kliniczne, z udziałem ochotników i jeżeli lek wykazuje oczekiwane działanie, może być zatwierdzony do stosowania w leczeniu danego nowotworu. 

Zaawansowanego raka wciąż nie potrafimy wyleczyć. Onkolodzy i naukowcy dążą dziś to tego, żeby raka trzymać pod kontrolą, tak by stał się chorobą przewlekłą, z którą żyjemy przez całe lata. Nasza nowa linia komórkowa jest nowym narzędziem, które powinno pozwolić zrobić kolejny krok w tym kierunku.                   

 


wstecz

Komentarze (2) Skomentuj

  • Gosccc 2018-11-18 09:47:01
    u mojego znajomego wykryto raka w lutym zeszłego roku , miłą kiepskie prognozy lekarze dali mu kilka miesięcy życia. W tej chwili chodzi na cykle chemii i wzioł sprawe w swoje ręce wyszukał w necie dobre opinie na temat oleju CBD 5 % essenz kupił w sklepie konopnym na www.konopiafarmacja.pl stosuje 3 butelki w miesiac zwiększając tym samym stężenie CBD Świeże wyniki rezonansu - choroba cofnęła się o prawie połowę . Zaznaczam tylko, że to rak w IV notabene ostatniej fazie, więc lekarze nie dawali żadnych szans Cóź nauka i medycyna jest potrzebna, ale nie można jej zawierzać w 100% tylko szukać innych rozwiązań oczywiście w granicach rozsądku. Lekarze mówią, że to cud..
    • Naukowiec 2018-12-05 14:54:54
      Tego typu pseudo reklamy są bardzo niebezpieczne i żerują na ludzkiej naiwności. Wbrew temu co pisze na podanej stronie, nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że CBD prowadzi do regresji nowotworu, może on jedynie prowadzić do załagodzenia skutków ubocznych radio-/chemioterapii. Zażywanie suplementów diety nigdy nie powinno mieć pierwszeństwa nad profesjonalną opieką medyczną, co więcej ich stosowanie powinno być konsultowane z lekarzem prowadzącym bo mogą mieć one negatywny wpływ na stosowane leczenie, szczególnie chemioterapię. Tak na marginesie, nawet jeśli informacja o "znajomym" jest prawdziwa, to przypisywanie jakichkolwiek zasług CBD nie jest uzasadnione skoro ta osoba jest w trakcie chemioterapii.