Z Ewą Grynicką, polonistką w SP nr 28 z ZSP nr 14 w Gliwicach, pedagożką z wieloletnim doświadczeniem, zdobywczynią tytułu Top Woman in Education Business, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Z konkursem miało być zupełnie inaczej... 

W grudniu 2020 roku odezwała się do mnie znajoma z Londynu, która nagrodę dostała dwa lata temu i spytała czy nie chciałabym towarzyszyć jej podczas kolejnej edycji na gali jako gość. Uroczystość zaplanowano na wrzesień 2021 roku, jednak nie miałam pojęcia jak będzie wyglądała sytuacja pandemiczna i co mnie czeka w nowym roku szkolnym. I wtedy do mnie dotarło, że mogę być... uczestniczką konkursu, a że lubię wyzwania, od słów przeszłam do czynów. Plebiscyt to pomysł dwóch Polek mieszkających w Londynie – Irminy M. Przybyłowskiej i Marty Katarzyny Borowieckiej. Wydają magazyn Woman in the World promując przedsiębiorcze Polki działające w różnych zakątkach świata. Postanowiłam więc wystartować, ale... 


Z dokumentów aplikacyjnych wynikało, że nie ma pani szans. Dlaczego?

Bo pracuję w firmie państwowej, w szkole. Moje aktywności na różnych poziomach wiążą się z branżą edukacyjną, a w konkursie mogły wziąć udział kobiety prowadzące własne firmy. No i zrobiło mi się smutno, ale tylko na moment. Tak jak już mówiłam, lubię wyzwania. Zrobiłam więc analizę szans, których leitmotivem było zdanie, jakie słyszałam ucząc w liceum : uczeń jest … klientem i mamy o niego walczyć. Skoro jest klient, to czy ja przypadkiem nie jestem przedsiębiorczynią? 


Co panią zmotywowało do startu w konkursie? 

O to samo spytała mnie jedna z organizatorek, pani Marta. Po pierwsze, lubię łamać stereotypy. Po drugie, chciałam pokazać inną wersję nauczycielki, nie Siłaczki i cierpiętnicy. Nie umniejszając innym specjalnościom, polonista może więcej i jest bardziej zobowiązany. Wiem, jak było ze mną: już nie taka młoda nauczycielka uznała, że może bazować na swoich dokonaniach i szukać zawodowo czegoś “wokół”. Jakiś czas temu znalazłam ciekawą Szkołę Trenerów oraz studia podyplomowe przygotowujące do uczenia cudzoziemców języka polskiego. Okazało się, że można rozwijać się w zakresie edukowania, nie będąc wyłącznie nauczycielką języka polskiego w liceum, że słowo “polonistka” kryje wiele znaczeń. Podyplomówka otworzyła też inne możliwości, dała szansę współpracy z uczelniami wyższymi i szkołami językowymi. Większy emocjonalny luz w podejściu do swoich obowiązków i czerpanie z tego zwykłej radości też przyniosły niespodziewane rezultaty. Moje życie kręci się wokół edukacji. I nie jest to żaden oklepany slogan.


No dobrze, i co się wydarzyło w Londynie? 

W marcu dowiedziałam się, że zostałam zakwalifikowana. Moje konkurentki, a było ich dość sporo, to kobiety z bardzo różnych branż: od prawniczek, po właścicielki salonów kosmetycznych. Ale właśnie ta różnorodność była cenna, bo pokazywała, że przedsiębiorczość ma bardzo wiele kobiecych twarzy. I pomysłów. Plebiscyt miał swój debiut rok temu i powstał jako inicjatywa mająca na celu docenienie i wyróżnienie odważnych, przedsiębiorczych kobiet. Tegoroczna gala odbyła się 11 września ,a ja zdobyłam tytuł Top Woman in Education Business. Zdradzę coś pani...


Tak?

Nigdy nie chciałam być nauczycielką. Studiowałam filologię polską z miłości do literatury, nie po to, by uczyć w szkole. Może to wtedy było takie dziewczyńskie, naiwne myślenie? I nagle, któregoś dnia, całkiem przypadkiem dotarła do mnie wiadomość o etacie nauczycielki języka polskiego w pobliskiej szkole. Głupio byłoby nie skorzystać, choć zupełnie nie miałam wtedy przekonania do tego zawodu. Ale decyzję w końcu podjęłam i każdego dnia przekonywałam się, jak duży jest rozdźwięk między wiedzą zdobytą na studiach, a rzeczywistością szkolną. Jak wiele poznanych treści okazuje się zupełnie nieprzydatnych w uczeniu młodzieży i jak bardzo brakuje solidnej praktyki z zakresu metodyki. 


Różnice między podstawówką a liceum są na pewno znaczące. Trudno było się pani odnaleźć? 

Na początku oczywiście tak. Musiałam nauczyć się nowych relacji z dziećmi. Wiem, że nie do końca mogę być ich przyjaciółką, jak było z uczniami w liceum. Muszę stawiać dość wyraźne granice i przestrzegać zasad, bo dzieci nie potrafią uchwycić momentu, kiedy rozmawiamy na luzie, a kiedy pora już z tym skończyć i przejść do zajęć. Trzeba o wiele więcej uważności, bo młodsze dzieci są na to bardzo czułe. No i tutaj, w szkole podstawowej, mamy zupełnie inną energię, nie lepszą czy gorszą niż w liceum, po prostu inną. Dużo bardziej widać efekty pracy, ale i luki w wiedzy oraz umiejętnościach. I najważniejsze: po tylu latach w liceum wiem, co się przydaje, i włos mi się jeży, gdy widzę co się dzieciom w podstawówce, w ramach podstawy programowej, wkłada do głowy. Postawiłam na to żeby moi uczniowie więcej pisali i mówili. Im szybciej nauczą się gramatyki, tym szybciej przejdziemy do bardziej interesujących rzeczy. Szkoła to poligon, a ja się dobrze czuję w walce. 


Ma pani szerokie spektrum, widzi pani, jak polskiego uczą się dorośli, cudzoziemcy, jak dzieci, jak licealiści.  

Jestem wyczulona na bardzo różne rzeczy. Ważne są dla mnie słowa jednego z prowadzących szkolenie dla nauczycieli. Otóż powiedział tak: „Wchodzicie do klasy, zamykacie drzwi i w tym momencie to wy jesteście szefami. Zadajcie sobie takie pytanie: czy to, czego zaraz się nauczymy przyda nam się w życiu. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, wiecie co robić”. Oczywiście z tyłu głowy mam zawsze przy tym refleksję związaną z wymaganiami na egzaminach kończących dany etap edukacji.  


Czego uczniowie dziś oczekują od polonisty/polonistki?

To trudne pytanie, ale spróbuję … Na przykład moi uczniowie chcą żebyśmy się na zajęciach trochę pobawili, ale niewiele lekcji da się tak zbudować, by wykorzystać naukę przez zabawę. Siódmoklasiści …. chcą spać, bo wcześnie wstali, choć język polski jest na trzeciej lekcji. Mam oczywiście od nich informację zwrotną o tym, że moje metody się sprawdzają. Staram się rozszerzyć słownictwo, bo jest niesamowicie ubogie. No i pisanie. Nawet bardzo krótkich wypowiedzi. Bo to dobre ćwiczenia. Ostatnio usłyszałam, że ważny jest dla nich spokój nauczyciela i szacunek. 


Czy takim przedsiębiorczym osobom, jak pani, dobrze jest w naszym systemie edukacji? Panią rozsadza energia, a system panią tłumi. 
Od kilku lat uczę w szkole podstawowej. Po liceum to fundamentalna różnica. Decyzję o zmianie podejmowałam dość długo: po walce o istnienie samodzielnego III LO, jeszcze się łudząc, że da się łączyć, zlepiać pracę w różnych szkołach, ale było trudno, choć zdobyłam cenne doświadczenie będąc wychowawczynią również w klasie wojskowej. Aż w końcu zdecydował przypadek, a raczej tzw. cynk o pracy w szkole podstawowej. Pomyślałam: no gdzie ja tam pójdę po latach uczenia dorosłych, bo przecież licealiści to jak dorośli. Zrobiłam tabelkę z plusami i minusami, no i przeważyły względu praktyczno- ekonomiczne, poczucie stabilizacji, a to dawała szkoła przy Marcina Strzody. I powiem pani, nawet w rodzinie nikt mi nie wróżył, że tam zostanę. A uczę już czwarty rok i nie żałuję. 

Bio

Ewa Grynicka 

Pedagożka, lektorka i mediatorka. Ukończyła Uniwersytet Śląski w Katowicach, kierunek filologia polska. Posiada certyfikaty Szkoły Trenerów Centrum Szkoleń i Rozwoju Osobistego MERITUM w Katowicach, ukończyła Podyplomowe Studia Kwalifikacyjne Nauczania Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego w Szkole Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego, współpracuje ze szkołami językowymi w Polsce i za granicą jako lektorka języka polskiego jako obcego. Jej uczniowie zdobywają nagrody w różnego rodzaju konkursach literackich, recytatorskich i dziennikarskich. 

Galeria

wstecz