To chyba pierwsza skarga na gliwickich strażaków. Ci znani są z tego, że na miejscu zdarzenia pojawiają się błyskawicznie. Tym razem, zdaniem mieszkańców, przyjechali dopiero po około półgodzinie. W tym czasie od podpalonego auta zajęły się dwa kolejne. Czy winna jest zmiana nazw gliwickich ulic?
                             
Chodzi o pożar z nocy 8 maja. Na parkingu przy ulicy Rubinowej w Gliwicach (osiedle Waryńskiego) płonął samochód osobowy marki Suzuki. Świadkowie zadzwonili pod numer alarmowy 112.

Znana z błyskawicznej reakcji straż pożarna tym razem zawiodła. Jak mówi nasz czytelnik, mieszkaniec osiedla, pierwsza, bardzo szybko, na miejsce przyjechała policja, zaś straż zjawiła się dopiero po około 30 minutach. 

- Kiedy przyjechał radiowóz, paliło się tylko suzuki. Kiedy przyjechały wozy straży, paliły się już stojące obok dwa inne auta – mówi świadek. - Gdyby strażacy zjawili się w tym czasie, co policjanci, z pewnością udałoby się pozostałe pojazdy uratować. A tak – wszystkie spłonęły – gliwiczanin dodaje, że być może ktoś pomylił ulice, bowiem Rubinowa istnieje na osiedlu Waryńskiego od niedawna, po zmianach, jakie zarządził PiS. Wcześniej była to Władysława Gomułki. 

- Do tego właśnie doprowadzają te „cudowne” zmiany – dodaje świadek.

Jak się okazało, pechowej nocy spłonęły, prócz suzuki, peugeot 607, opel astra oraz dwa kosze na śmieci. Peugeot i astra zajęły się od suzuki, które z kolei zostało podpalone. 

Ogień podłożył 57-latek bez stałego miejsca zamieszkania. Został od razu zatrzymany, bowiem stał w pobliżu parkingu z wyraźnie zadowoloną miną i przyglądał się akcji gaśniczej. Jego nietypowe zachowanie wzbudziło podejrzenie patrolu. Mężczyzna, zauważywszy, że mundurowi się nim zainteresowali, zaczął pospiesznie się oddalać. 

Po zatrzymaniu 57-latek przyznał się do podpalenia, opowiedział dokładnie, co i jak zrobił. Przy okazji okazało się, że podejrzany jest także o przywłaszczenie sobie portfela w restauracji w jednym z gliwickich centrów handlowych, włamanie do samochodu, przywłaszczenie portfela, ładowarki oraz telefonu komórkowego w szpitalu w Gliwicach, a także uporczywe nękanie byłej żony. Przyznał się i do tych czynów. Teraz przebywa w areszcie śledczym – sąd zamknął go tam tymczasowo na trzy miesiące.  

Wracając do akcji. Zapytaliśmy rzecznika gliwickiej PSP, czy skargi świadków są zasadne i czy straż rzeczywiście się spóźniła. Brygadier Dariusz Mrówka przyznaje: tak było. Zgłoszenie pożaru przyjęto o godzinie 0.29, strażacy na miejscu byli o 0.49, czyli po 20 minutach.   

- Zdecydowanie za późno – komentuje brygadier. - Dlatego rozumiem oburzenie mieszkańców – dodaje. 

Mrówka tłumaczy jednak, jak do spóźnienia doszło. Otóż świadkowie zgłosili pożar pod numer alarmowy 112, który obsługiwany jest już nie przez CRG (Centrum Ratownictwa Gliwice), ale WCPR w Katowicach (Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego). Pracownik z Katowic zaalarmował gliwickich strażaków, że pali się na Waryńskiego 1, więc ci od razu tam właśnie ruszyli. Tyle że Waryńskiego 1 to nie osiedle w Gliwicach, lecz… ulica w Łabędach. Dopiero po którymś z kolejnych zgłoszeń (w sumie dzwoniono dziewięć razy) okazało się, że auto płonęło na ulicy Rubinowej 1, na osiedlu Waryńskiego…

Brygadier Mrówka mówi, że przeanalizuje jeszcze dokładnie wszystkie zgłoszenia. Do tematu więc wrócimy. Już dziś jednak można pokusić się o stwierdzenie, że strażacy nie spóźniliby się, gdyby nie błędna informacja z WCPR. Pracownik z Katowic być może źle zrozumiał zgłaszających, ale przede wszystkim – nie zna Gliwic. 

Gdyby numer 112 nadal obsługiwano w naszym mieście, każdy dyżurny wiedziałby od razu, o jaki rejon chodzi. Radzimy, w podobnych przypadkach, korzystać z numeru 998, bezpośrednio do straży pożarnej.  

(sława) 





Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj