Polska administracja przybyła do Gliwic w marcu 1945 r. i dopiero wówczas rozpoczął się proces przejmowania miasta z rąk wojskowej administracji radzieckiej. Obiekty użyteczności publicznej były zdemolowane, większość wyposażenia zakładów zdemontowana i wywieziona na wschód, spalono około trzydzieści procent substancji miejskiej. Taki był bilans ponad dwumiesięcznych rządów Armii Czerwonej w mieście.
Z dr. Bogusławem Traczem, historykiem katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Małgorzata Lichecka.  

W styczniu 1945 roku niemieckie Gleiwitz obawiało się Rosjan. Jakie nastroje panowały w mieście, jeśli chodzi o szczyty władzy i ludność?

Mówiono o Rosjanach, ale – o czym się często zapomina – Armia Czerwona była wojskiem wielonarodowym. Obok Rosjan służyli w niej Ukraińcy, Białorusini, Kazachowie, mieszkańcy republik azjatyckich, żołnierze rekrutowani spośród mieszkańców dalekowschodniej części ZSRR. Obawiano się ich nadejścia, co skutecznie podsycała nazistowska propaganda. Jednocześnie, jeszcze pod koniec 1944 r., wciąż żywiono nadzieję, że działania wojenne jednak nie dotrą do Gliwic. Front stał na Wiśle. Krążyły pogłoski, że dojdzie do nowego sojuszu i Brytyjczycy z Amerykanami staną po stronie III Rzeszy przeciwko „bolszewickiej nawale”. Niektórzy naiwnie dawali wiarę w wunderwaffe, „cudowną broń”.

Lokalny dziennik, „Oberschlesische Wanderer”, każdego dnia przekonywał, że los wojny nie jest jeszcze przesądzony. Stąd dla wielu gliwiczan szybki marsz Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. był prawdziwym zaskoczeniem. Druga połowa miesiąca obfitowała w alarmy przeciwlotnicze tak częste, że większość mieszkańców spędzała noce w piwnicach, pełniących jednocześnie rolę schronów i, jak mniemano, w miarę bezpiecznych kryjówek. Dopiero w obliczu bezpośredniego zagrożenia działaniami frontowymi, kiedy od wschodu słuchać było odgłosy nadciągającego frontu, decydowano się na ucieczkę. W tak szybkie nadejście frontu nie wierzyli nawet rządzący miastem urzędnicy administracji i funkcjonariusze partii nazistowskiej.

Kiedy okazało się, że sowieckiego natarcia nie sposób zatrzymać, oni pierwsi opuścili Gliwice. Mieli do dyspozycji samochody służbowe, kolej. Pozostali mieszkańcy, którzy do ostatniej chwili zwlekali z opuszczeniem domów, znaleźli się w dużo gorszej sytuacji. Utrudniały  ją warunki klimatyczne: w drugiej połowie stycznia 1945 r. mróz uderzył ze zdwojoną siłą, na drogach leżał śnieg. W sobotę, 20 stycznia, rogatki miasta obsadziły nieliczne oddziały wojska, wspomagane przez funkcjonariuszy policji i ochotników Volkssturmu, formacji o charakterze pospolitego ruszenia, słabo uzbrojonej i niedoświadczonej. Zdano sobie sprawę, że natarcia czerwonoarmistów raczej nie uda się powstrzymać. A kiedy w niedzielę, 21 stycznia, w mieście rozeszła się wieść, że oddziały sowieckie okrążyły region i od strony Strzelec Opolskich nacierają na Gliwice, na dworcu kolejowym zaczęły rozgrywać się dantejskie sceny. Setki ludzi czekały na pociągi, które miały ich zawieźć w bardziej bezpieczne miejsce, za linię Odry. Nie dla wszystkich wystarczyło jednak miejsca, a podstawiane składy okazywały się stanowczo za krótkie. Pomimo mrozu siadano na dachach i stopniach wagonów.

Rodziny rozdzielały się, by za wszelką cenę uratować chociaż dzieci. Ludzie tratowali się, chcąc wsiąść do pociągu, by jak najszybciej opuścić miasto. Już wcześniej większość pojazdów, nawet samochody osobowe, zarekwirowało wojsko. Te, które z różnych względów pozostawiono, wyjeżdżały z miasta przeładowane do granic możliwości. Szybko okazało się jednak, że ucieczka nie jest już możliwa, gdyż większość dróg była nieprzejezdna lub zatarasowana przez uciekinierów, więc bezużyteczne samochody i autobusy stały porzucone na przedmieściach. Ostatnie pociągi również nie zdążyły wyjechać z miasta: oddziały Armii Czerwonej zatoczyły spory łuk i przecięły linie kolejowe od strony północno-zachodniej.

 W nocy z 22 na 23 stycznia słychać  już było kanonadę, a błyski wybuchów rozświetlały niebo. Rankiem i przed południem 23 stycznia księża zdążyli jeszcze odprawić nabożeństwa w kościołach, podczas których udzielali zbiorowej absolucji, gdyż nie było czasu, by wszyscy potrzebujący pojednali się z Bogiem. Zgodnie z wydanymi w ostatniej chwili zaleceniami w urzędach i budynkach publicznych w pośpiechu usuwano nazistowskie symbole, portrety Hitlera i flagi. Wiele osób nie wytrzymywało napięcia i popełniało samobójstwo. W Gliwicach zdarzyły się również przypadki samobójstw całych rodzin.

Dowództwo wojsk rosyjskich dało żołnierzom praktycznie wolną rękę. Co działo się po ich wkroczeniu do miasta?

Czas walk na ulicach miasta większość mieszkańców spędziła w piwnicach, licząc, że uda się przeczekać przejście frontu. Wejściu czerwonoarmistów do Gliwic towarzyszył terror, a jego ofiarą stała się ludność cywilna. Trudno dziś dokładnie ocenić, czy zwycięscy żołnierze mordowali dla rabunku, z zemsty, wyrachowania czy może w niszczycielskim amoku, będącym nieodłącznym towarzyszem każdej wojny. Zapewne różne przyczyny złożyły się na tragiczny los gliwiczan w styczniowe dni 1945 r.

By wywołać wściekłość zwycięzców, wystarczyło czasami jakieś podejrzane zachowanie, nieusunięta w porę nazistowska flaga czy leżące gdzieś zdjęcia syna lub męża w mundurze Wermachtu. Kiedy w szafie jednego z mieszkań czerwonoarmiści znaleźli uniform kolejarza lub listonosza, myśląc zapewne, że to mundur SS, otworzyli ogień do mieszkańców.

Niektórych działań nie sposób dziś wytłumaczyć. Zdarzyło się, że z jednej kamienicy wyprowadzono na podwórze i rozstrzelano wszystkich mężczyzn, a w sąsiednim budynku wszyscy przeżyli.  Rozstrzeliwano zarówno w śródmieściu, jak i bardziej „proletariackich” dzielnicach: Zatorzu, Szobiszowicach czy Żernikach. Nie oszczędzono cudzoziemców przebywających w Gliwicach na robotach przymusowych. Wśród niewinnych ofiar znalazł się m.in. przedwojenny radca ministerstwa skarbu Franciszek Urbański, który po upadku powstania warszawskiego trafił do Gliwic i pracował jako robotnik w jednym z tutejszych zakładów. Czerwonoarmiści zignorowali jego dokumenty i błagania żony czy dzieci.

Trudno dokładnie określić, ile osób zginęło w tych dniach. Według zapisów w księgach parafialnych odnotowano 817 zabitych. Opracowania niemieckie podają ok. 1500. Wśród licznych relacji zachowały się świadectwa mówiące o gwałconych, bez względu na wiek, kobietach. Zdarzało się, że co bardziej oporne przypłaciły życiem niezgodę na pohańbienie. Nierzadko jedną kobietę gwałciło kilku, a nawet kilkunastu żołnierzy. Na Zatorzu, w okolicach cmentarza Hutniczego, zgwałcono starszą panią: złamała nogę i nie mogła uciekać. Zastrzelono też matkę, która nie chciała pozwolić na zhańbienie córki. Wiele kobiet nie przeżyło tych dni. I choć około 28 stycznia walki w zasadzie ustały, miasto nie zaznało spokoju, a nocą niebo rozświetlały łuny pożarów.

Zwycięzcy żołnierze łupili mieszkania, sklepy i opuszczone budynki użyteczności publicznej. W całym mieście nie było oświetlenia i szabrownicy w mundurach ułatwiali sobie zadanie, przyświecając palonymi gazetami oraz drewnem. Zdarzało się, że dla ogrzania zapalali ogniska w mieszkaniach, wykorzystując kawałki mebli, parkiety wyrwane z podłóg, książki, sienniki. Gęsta, zwarta zabudowa śródmieścia powodowała szybkie rozprzestrzenianie się pożarów, a płonących kamienic nie miał nawet kto gasić. Spłonęła spora część gliwickiej starówki, zwłaszcza okolice rynku.

Czy ludność mogła liczyć na jakąś obronę, próbowano się organizować?

Niemieckie dowództwo obrony miasta, stacjonujące w willi przy Kreidelstraße (dziś ul. Barlickigo), nie zakładało jakiejś długotrwałej obrony. Ciężkie walki toczyły się przede wszystkim na przedpolach Gliwic, w okolicach portu w Łabędach i na polach w kierunku Mikołowa. Na ulicach i w gęstej zabudowie śródmieścia czerwonoarmistów próbowały powstrzymać niewielkie oddziały złożone z nielicznych żołnierzy, funkcjonariuszy policji, strażaków i wspomnianych już wcześniej ochotników Volkssturmu. Wydano im z magazynów stare włoskie karabiny, pamiętające czasy I wojny światowej i ok. 30 sztuk amunicji  na jedną osobę. Nie było karabinów maszynowych, a jedynym zabezpieczeniem przed czołgami – zawodne i niecelne pancerfausty. Kilka sztuk działek samobieżnych typu „nashorn-hornisse” stanowiło kroplę w morzu wobec nacierających czerwonoarmistów, których wspomagały czołgi, artyleria i lotnictwo. Można powiedzieć, że obrońcy nie miało szans. Kto wie, może lepszym wyjściem byłoby uczynienie z Gliwic „miasta otwartego” i poddanie się bez walki? Ale niemieckie dowództwo nie przewidywało takiego rozwiązania.

Jakie restrykcje spotykały gliwiczan i jak zmieniało się miasto w czasie od stycznia do marca 1945 roku?

Po przejściu frontu władzę nad miastem przejęła Komendantura Wojenna Armii Czerwonej. Na swoją siedzibę wybrała willę naprzeciwko dworca kolejowego. Z komendanturą wojenną współpracował niemiecki Komitet Antyfaszystowski, który powstał po zajęciu miasta przez czerwonoarmistów. Jego członkowie deklarowali komunistyczne poglądy. Zorganizowano służbę porządkową. Komendantowi wojennemu miasta zależało na utrzymaniu spokoju i przygotowaniu zaplecza dla przesuwającego się frontu. Było to praktycznie niemożliwe bez pomocy miejscowej ludności.

Członkowie Komitetu Antyfaszystowskiego liczyli, że uda im się obłaskawić zwycięzców, a po zakończeniu działań wojennych sytuacja unormuje się i władza znów powróci w ręce niemieckiej administracji cywilnej. W budynku prezydium policji przy Teuchertstraße (obecnie szpital przy ul. Zygmunta Starego) ulokowało się NKWD i oddział sowieckiego kontrwywiadu „Smiersz”. W sąsiednich budynkach urządzono prowizoryczny obóz dla żołnierzy Wehrmachtu i mężczyzn, a na sąsiedniej ulicy, w pilnie strzeżonych kamienicach, trzymano kobiety, które z różnych względów zwycięzcy uznali za „szczególnie niebezpieczne”.

W następnych dniach wojsko zagoniło pozostałych mieszkańców do porządkowania. Pod pilnym okiem sowieckich żołnierzy wyciągano zwłoki ze spalonych domów, odgruzowywano ulice. W części zakładów pracy rozpoczęto produkcję na potrzeby frontu, a w pozostałych - demontaż urządzeń. Pakowano je na wagony i wywożono do ZSRR. Ze sprzętu ogołocono sporą część zakładów przemysłowych i nie tylko: na wschód pojechały m.in. kompletne urządzenia i całe wyposażenie gliwickiego browaru Scobla. Tymczasem, zaraz na początku lutego 1945 r., w mieście rozplakatowano, w języku rosyjskim i niemieckim, „rozkaz nr 2”, zobowiązujący wszystkich mężczyzn do stawienia się do prac porządkowych na tyłach frontu. Kto tego nie zrobił na czas, był wzywany osobiście. Bardziej opornych doprowadzano siłą. W mieście zdarzały się również łapanki. Wszystkich osadzono na terenie jednostki wojskowej albo w obozie NKWD w Łabędach, po czym ładowano do wagonów i deportowano na wschód. Trafiali do kopalń węgla, fabryk zbrojeniowych i kołchozów w Zagłębiu Donieckim, na  Syberii i w Kazachstanie. Wielu nigdy już nie powróciło do domu.

Relacje świadków historii obfitują w drastyczne i dramatyczne opisy...

Franz Pöche, wówczas 55-letni fabrykant obuwia, szczęśliwie przeczekał natarcie czerwonoarmistów. Kiedy wydawało się, że zagrożenie minęło, 25 stycznia popołudniem na schodach piwnicy pojawili się sowieccy żołnierze i grożąc pistoletami maszynowymi, zmusili wszystkich mężczyzn do wejścia na górę. Następnie tej kilkunastoosobowej grupie cywili kazali ruszyć przed siebie. Po latach Poche wspomniał: „pan Radlok, znający trochę polski i rosyjski, zapytał żołnierzy, co z nami będzie. Odpowiedzieli, że nie mamy się czego obawiać, zaprowadzą nas tylko na przesłuchanie. W ich obstawie pomaszerowaliśmy przez bramę bloku przy Kafannkestraße (ul. Orlickiego), w dół Schlageterstraße (ul. Powstańców Warszawy), aż do Reichspräsidentplatz (plac Piłsudskiego). Tam zatrzymał nas nadchodzący z naprzeciwka rosyjski patrol.

Obydwaj dowódcy krótko rozmawiali, potem musieliśmy wejść w przejazd przy Gutenbergstraße (ul. Gruszczyńskiego) i odwrócić się w prawo. Staliśmy w dwóch rzędach, zwróceni twarzami do ściany. Po chwili żołnierze, młodzi, niscy chłopcy o mongolskich rysach twarzy, głośno krzycząc otworzyli ogień z pistoletów maszynowych. W ciągu kilku sekund wszyscy leżeli na ziemi. Ja zostałem trawiony w głowę, miałem przestrzeloną szyję i draśnięcia na skroniach. Potem słyszałem już tylko pojedyncze strzały. Jeden z ostatnich trafił mnie przez podeszwę buta, w lewę nogę. (…) Nie poruszałem się, więc zapewne uznano mnie za martwego. Obracano leżących, przeszukując kieszenie. Okradano ciała, zabierając wszystko, nawet chusteczki. Cały czas leżałem bez ruchu i kiedy nastała noc i nie było słychać żadnych kroków, odważyłem się podnieść i na kolanach, z trudem, przeczołgałem przez otwartą bramę na podwórze sąsiedniej kamienicy”. 

Z kolei jedna z gliwiczanek, wówczas 6-letnia dziewczynka, tak zapamiętała najtragiczniejszy dzień swojego życia: „w nocy z 25 na 26 stycznia 1945 roku wszyscy mieszkańcy naszej kamienicy czekali w schronie na dalszy rozwój wydarzeń. Około godziny 23.00 do schronu wpadli czerwonoarmiści. Chcieli zegarków. Do tej pory słyszę ich krzyki: „czasy!!!, czasy!!!".  Zabrali, co chcieli i poszli. Odetchnęliśmy. Godzinę później przyszli następni. Też chcieli „czasy”, ale wszystkie zegarki zabrali już poprzednicy. Był między nami Josef Hürschberger, żołnierz, który na urlop przyjechał domu, do rodziny. Wszyscy byliśmy przerażeni. Ktoś się odezwał, już nie pamiętam, co powiedział, i nagle jeden z tych żołnierzy krzyknął „streljat germańców!” i  zaczęli strzelać na oślep.

Pan Hürschberger zginał pierwszy, drugą ofiarą była moja mama. Strzelali seriami. Mama, po otrzymaniu serii w brzuch, upadła na mnie i własnym ciałem osłoniła mnie przed postrzałem. Żona pana Hürschbergera wyciągnęła łańcuszek z krzyżykiem i uniosła krzyżyk tak, by ujrzeli go żołnierze. W tym momencie ogień ustał i opuścili oni nasz schron. Było sporo rannych, niestety nie można było znikąd otrzymać pomocy. Mama długo umierała. Po odejściu żołnierzy pani Hürschberger pozbierała wszystkie osoby ze schronu do swojego mieszkania na parterze. Ja uciekłam od tej pani, bo chciałam pomóc mamie, gdyż ona cały czas jęczała i bardzo się męczyła. Poleciałam szukać babci. Na dworze było wówczas około minus 20 stopni. (…) Zupełnie zmarznięta, dotarłam wreszcie do babci. Powiedziałam jej, że mama jest ranna i umiera. Niestety, babcia nie zdążyła już jej pomóc. (…) Sama pochowała  córkę... Wiozła ją na sankach na cmentarz. Z trudem zdobyła trumnę. Na cmentarzu powstawało pełno grobów masowych, gdzie chowano jedną ofiarę obok drugiej. Była bardzo mroźna zima i z trudem kopano mogiły.”

Inna gliwiczanka tak zapamiętała widok, który ujrzała po opuszczeniu schronu w piwnicy: „wszystko wokół stało w ogniu, a naokoło leżały ciała. Tuż przed wejściem do kamienicy leżała moja sąsiadka z klatki schodowej, wraz z matką. Obydwie były na poły zwęglone. Ocalał ratusz, dom tekstylny „Getex”. Nasz dom i kamienice po tej stronie Wilhelmstraße niewiele ucierpiały. Zniszczone były natomiast znajdująca się niedaleko siedziba dyrekcji zakładów Schaffgotscha i cukiernia Schnapki. Spalono również większość kamienic na rynku. Gdy weszliśmy do naszego mieszkania, ujrzeliśmy straszny widok. Wszędzie było pełno śladów po kulach. Z wykuszu mojego mieszkania, którego okno wychodziło na ulicę, w dół, aż do dworca, zobaczyłam, jak grasowały straszne postacie. Wybijały szyby wystawowe, wyrzucały wszystko na ulicę. (…) Z jednego z domów wyprowadzono jakiegoś mężczyznę, który wokół ust miał zawiązaną okrwawioną chustkę, po czym wrzucono go na pakę samochodu. Z kamienicy wybiegła jego żona, która strasznie krzyczała. Mężczyzna próbował się podnieść. Wtedy jeden z żołnierzy uderzył go w głowę tak mocno, że krew trysnęła aż na mury”. Takich relacji jest dużo więcej...

Grabieże, rozkradanie fabryk, zakładów, sklepów, mieszkań, wywózki w głąb Rosji – to rzeczywistość wojenna Gleiwitz. Rosjanie twierdzili, że mieszkańcy zasłużyli  na takie traktowanie, bo to wróg. A dla wroga nie ma litości.


O ile na terenach etnicznie polskich czerwonoarmistów, teoretycznie, trzymano  ryzach, o tyle na Górnym Śląsku puściły wszelkie hamulce. Wkraczali na teren,  w ich przekonaniu wrogi, zamieszkany przez ludność niemiecką. Wśród sowieckiego dowództwa, jak i szeregowych żołnierzy, panowało przekonanie o niemieckim „gorodzie Glajwic”. Należy pamiętać, że byli tam ludzie, którzy niejednokrotnie, na skutek działań wojennych, utracili swych najbliższych. Większość z nich miała za sobą kilka lat wojny, bezwzględnej i morderczej. Niemcy na wschodzie również nie przestrzegali żadnych zasad. Do zemsty na „znienawidzonych germańcach” zachęcała zresztą frontowa propaganda. Niesprawiedliwością byłoby jednak przypisywanie wszystkim żołnierzom Armii Czerwonej, wkraczającym w styczniu 1945 r. na Górny Śląsk,  wyłącznie zbrodni, gwałtów i rabunków. Byli wśród nich również i ci, którzy zachowali resztki człowieczeństwa. Pomagali osobom starszym i bawili się z dziećmi, wspominając pozostawione na wschodzie rodziny. Byli jednak, niestety, w mniejszości.

Przez lata, w oficjalnym historycznym obiegu, funkcjonował termin „wyzwolenie Gliwic”, ale dziś tak o tym nie mówimy.


Po 1945 roku większość niemieckich mieszkańców, dobrowolnie lub pod przymusem, opuściła miasto. O mogiłach ofiar z 1945 r. zapomniano, część zrównano z ziemią, inne porosły trawą i dziś mało kto już o nich pamięta. O tragicznych wydarzeniach, do których doszło w Gliwicach w styczniu i lutym 1945 r., milczano przez cały okres PRL. Jakikolwiek fakt mogący postawić w złym świetle Armię Czerwoną nie miał prawa przedostać się do przestrzeni publicznej. Jedne wydarzenia gloryfikowano, inne skazano na zapomnienie. Manipulowano pamięcią zbiorową w taki sposób, by zbudować przekonanie o „wyzwoleniu” Gliwic w styczniu 1945 r., co się poniekąd udało. Nawet dziś wielu zapewne tak uważa. Co roku w styczniu obchodzono rocznicę „powrotu Gliwic do Polski”, co też było nieprawdą. Polska administracja przybyła do Gliwic w marcu 1945 r. i dopiero wówczas rozpoczął się proces przejmowania miasta z rąk wojskowej administracji radzieckiej. Obiekty użyteczności publicznej były zdemolowane, większość wyposażenia zakładów zdemontowana i wywieziona na wschód, spalono około trzydzieści procent substancji miejskiej. Taki był bilans ponad dwumiesięcznych rządów Armii Czerwonej w mieście.

Zdjęcia pochodzą z publikacji autorstwa dr. Bogusława Tracza "Rok ostatni - rok pierwszy",  wydanej nakładem Muzeum w Gliwicach, seria monograficzna.  

Galeria

wstecz

Komentarze (51) Skomentuj

  • Ola 2018-01-25 21:51:50
    Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Gliwic w 1945 hotel Haus Oberschlesienzostał został zniszczony przez radzieckich żołnierzy. Następnie od roku 1989 dewastacji zostaje poddawany przez Urząd Miasta, a definitywnie zostaje zniszczony przez niego w 2017 roku za jedyne 6,6 mln.
    • w 2018-01-27 19:21:48
      Naprawdę porównujesz podpalenie budynku i jego zniszczenie do remontów i odświeżenia elewacji? Czy komentując tak dobry wywiad i opis strasznych faktów jedyne co przychodzi Ci do głowy to jak remontowany jest obecnie Hotel i za ile? Masz uczucia? Wpłynęły na Ciebie informacje w jaki sposób potraktowano ludność zamieszkującą Gleiwitz?
      • OLA 2018-01-28 23:19:45
        Pani/Panie W, pozwoli Pani/Pan, że się tak do Pani/Pana zwrócę, bo razem w piaskownicy się nie bawiliśmy wiec nie wypada mi mówić na ty. Doskonale wiem w jaki sposób zostały potraktowane Gliwice i ludność tego miasta i to nie tylko z tego artykułu!. O tym należy pamiętać i wspominać, bo to jesteśmy winni tym ludziom i temu miastu. Ale dla potomności powinniśmy zostawić nie tylko pamięć i wspomnienia, które bywają ulotne, ale również coś namacalnego, co będzie widoczne każdego dnia, np. pięknie odnowione budynki, które mają zachowany swój pierwotny wygląd zabytkowych elewacji, bo to też kawał historii i charakteru Gliwic. To co zrobiono z tym budynkiem (i nie tylko z tym) nazwać, jak Pani/Pan to raczył(a) określić „odświeżenia elewacji” raczej nie można. Bezkształtnych, obłożonych styropianem i obrzuconych budynków jest u nas dostatek. Proszę obejrzeć stare zdjęcia i porównać je z tym jak teraz wyglądają Gliwice, a może Pani/Pan zrozumie co miałam namyśli.
        • zuza 2020-01-20 15:42:17
          popieram pani zdanie pani Olu moi rodzice opowiadali wszystko to co przezyli i co widzieli w Gliwicach
      • YAHU PAWUL 2019-06-20 18:13:31
        TY MASZ NASRANE W CZEREPIE !!
        • Ola 2019-11-23 18:47:28
          Odezwał się potomek Armii Czerwonej, który słownictwo i kulturę odziedziczył po przodkach.
    • Gleiwitzer 2018-01-27 19:33:05
      Niestety, ale polskość w Gleiwitz to najgorsze co mogło się przytrafić temu miastu w jego historii....
      • Marcin 2018-03-29 12:20:20
        A wystarczyło na Polaków nie napadać. Cóż widać Polacy byli winni napaści na nich. Straszne co ta Polska zrobiła Niemcom w czasie II wojny światowej. Każdy winny tylko nie Niemiec. Brak słów. TO NIEMCY NIEMCOM ZGOTOWALI TEN LOS, Rosjanie byli wtórni I TO JEST PRAWDA. ICH ZAPALCZYWOŚĆ I SKŁONNOŚĆ DO AGRESJI PRZEZ CAŁE STULECIA.
        • Andzia 2019-02-03 21:10:46
          Oczywiście, wszystkiemu winny Niemiec!!!!!. Palnij się w ten głupi łeb to może zmądrzejesz!!!!!
          • Killler26 2020-01-22 13:51:19
            Za to co zrobiły Niemcy w czasie wojny to ten kraj nie powinien istnieć, powinien być rozebrany przez państwa sąsiedzkie a z ludności uczynić mniejszość etniczną.
        • Wac 2020-01-20 20:02:32
          Słuszne stwierdzenia , niemcy bandyci pierwotni , ruscy bandyci wtórni ?
        • Hans 2020-01-27 10:32:28
          chciałbym Panu przypomnieć że już w 1933 Polska proponowała Francji "profilaktyczne uderzenie na Niemcy" a marsz pana Piłsudskiego na Kijów też był takim uderzeniem, zakończony cudem na Wisłą, jakoś nikt nie pamięta że to Polska była agresorem. podobnie jak zagarnięcie Zaolzia razem z Adolfem. Proszę się tak nie wybielać i stawiać się ponad innymi bo nie jesteście lepsi od nikogo
          • Realny 2020-02-20 15:55:52
            Zaolzie zostało wcześniej zabrane Polsce przez Czechów, wbrew ustaleniom z Aliantami. Wyprawa kijowska była konieczna, by uprzedzić atak bolszewików, zanim uderzą pierwsi, a taki ich był zamiar. Polskim zamiarem nie było zdobycie i przyłączenie Kijowa do Polski ani ludobójstwo. A gdyby zrealizować pomysł Piłsudskiego uderzenia na Niemcy, uniknięto by Holokaustu, mordów i również zagłady Gliwic. Więc, panie Hans, proszę nie pieprzyć farmazonów. Niemcy rozpętali tę wojnę i ponieśli za to karę.
      • XYZ 2019-09-07 22:48:40
        Tak się składa, że niemcy (i ruscy) to najgorsze co mogło się polakom przytrafić.
      • Gliwiczanin z Krwi i Kosci 2020-01-02 11:30:38
        Tez uwazam ze polskosc i reszta kacapow tam zyjacych to najgorsze co moglo spotkac to sliczne miasto ktore mozna upiekszac ale nie powinno sie tego Historycznego miasta przerabiac na inne , to jest niszczenie Historii !
        • Wac 2020-01-20 20:05:17
          Gliwiczanin - twój ród nie poczuwa się do zbrodni IIIRzeszy , Auszwic, Majdanka - Sami święci niemiaszki , czarujące bestialskie charaktery ?
          • Gleiwitz 2020-01-27 18:39:15
            ale byli niemcy i niemcy mój dziadek i pradziadek byli w wehrmachcie a wechrmacht to byli żołnierze normalni obejrzyj sobie film my honor was loyalty albo inne filmy co też pokazują że niemieccy żołnierze to normalni ludzie, co walczyli za swoją ojczyznę jak dla mnie nie powinno być tej całej wojny i było by dobrze niemcy mieli by swoje granice tamte polska może tak samo by miała z wilnem i lwowem i tyle. A to co SS robiło szczególnie przywódcy ss i ci najbardziej krwawi ssmani budowali obozy i robili co robili niektóre obozy były stworzone bez wiedzy Hitlera bo jego dowódcy ss jak Himmler robiło niektóre rzeczy za plecami, oni wierzyli najbardziej w ideologie nazistowską a byli normalnie przywódcy jak Erwin Rommel co ma do dziś swój pomnik muzeum i grób i tak samo żołnierze co byli nie nazistami a niemcami normalnymi niemcami którzy mieli dzieci rodziny itd pomyśl o tym zanim napiszesz coś głupiego albo zainteresuj się historią a i obejrzyj sobie film ostatnii pocałunek cesarza
            • Agnieszka 2020-02-03 20:38:22
              "Wehrmacht to byli żołnierze normalni", "niemieccy żołnierze to normalni ludzie" - przepraszam, czy normalni żołnierze dokonują na ulicach łapanek i rozstrzeliwują złapanych ludzi, czy normalni żołnierze zapędzają mieszkańców wsi do stodoły i palą ich żywcem, czy normalni żołnierze wyrywają zabitym złote zęby, czy normalni żołnierze zaganiają ludzi do wagonów bydlęcych i wysyłają ich do komór gazowych???!!! "Normalni ludzie, co walczyli za swoją ojczyznę" - przepraszam, oni nie walczyli za swoją ojczyznę, oni napadli na czyjeś ojczyzny, żeby je ograbić, spustoszyć, wymordować mieszkańców i przejąć ich terytoria. A wybielanie Hitlera jest rzeczą niewyobrażalną. To nie on napisał "Mein Kampf", to nie on wrzeszczał na wiecach, o wielkości Niemiec i innych narodach jako podludziach , to nie on wysłał "niemieckich żołnierzy czyli normalnych ludzi" , żeby mordowali, grabili i pastwili się nad ludźmi, nie on mówił, że Polaków trzeba wyeliminować, bo nie nadają się na niewolników. A twierdzenie, że "żołnierze co byli nie nazistami a niemcami normalnymi którzy mieli dzieci rodziny" to rewelacja. Rudolf Hoss, żołnierz, komendant obozu Auschwitz-Birkenau, miał żonę i pięcioro dzieci i mieszkał z nimi tuż obok obozu koncentracyjnego. Skoro tacy są normalni Niemcy, to winszuję.
      • Żydówka 2020-01-21 17:26:54
        Niestety, wciąż mieszkają tu potomkowie nazistów. Zdaję sobie sprawę, że, prawdopodobnie większość ludności to byli cywile, ale wcale nie żal mi Niemców. Za brutalne morderstwa, tortury zadawane prawie wszystkim europejskim nacjom, cyganom, a przede wszystkim Polakom!
        • swmks 2020-01-22 08:13:03
          Do żydówki zapoznaj się z pozycją OKO ZA OKO dowiesz się co Twoi współbracia robili tu na Śląsku
    • gliwiczanin 2018-02-15 18:12:08
      co ty bredzisz ????
      • Hub 2020-01-20 12:39:13
        poczytaj a potem mów ze inni bredzą - przebudowany pałac by był piastowski, zniszczenie po cichu zabtrkowego cmenrarza na kozielskiej, wysadzenie pałacu w łabędach itd
    • Marcin 2020-01-20 17:35:45
      W tym budynku miała siedzibę gliwicka NSDAP.
  • Valdorf 2018-01-28 04:47:12
    To nie odświeżenie elewacji to destrukcja nie tylko tego budynku ale i infrastruktury całego miasta bo już o to dobrze zatroszczył się jaśnie panujący od wieki wieków destruktor - biznesmen Franek . Nie wspominając o ścieku przepływającym koło tego budynku o nazwie Kłodnica a przed wojną rzeczką w której pływały ryby.
    • Artur 2018-01-29 08:17:17
      Nie jestem fanem obecnego Prezydenta, ale niesprawiedliwością będzie obarczać go całym złem. Spójrzcie jak wygląda Bytom czy Zabrze. Mamy naprawdę ładne miasto. Co do elewacji hmm to chyba ciężko i drogo jest wykonać termomodernizacje i zachować historyczny wygląd. Choć obecna elewacja nie zachwyca to i tak jest lepsza od tych okropnych rur.
      • gliwiczanin 2018-01-29 19:59:42
        ja pamietam gliwice z lat 67 mialem 7 lat gliwice bylo ladnym miastem jezdzily 3 linie tranwajowe kture zniszczyl mosci panujacy franiu pamietam urzad miejski ktury mial swoja dusze a nie co teraz ale co zrobic jak ktos ma wizje i nie potrafic rzadzic ale jest najlepszym prezydentem w polsce takim samym nieudacznikami jak nasz milosciwiepanujacy
        • obywatel 2018-01-30 03:27:39
          Wychodzi na to ze niemiecki okupant byl o noebo lepszy od rosyjskiej dziczy.
          • JO 2018-03-20 13:25:54
            W Gliewitz nie było niemieckiego okupanta, Niemcy byli u siebie a Ruskie to rzeczywiście była dzicz!
          • Vip 2020-01-20 16:13:31
            Niemiecki okupant Gleiwitz a to dobre, chyba ktos ma podstawowe braki wiedzy
          • Agnieszka 2020-02-03 19:08:33
            "Rosyjska dzicz" - przepraszam, czy zapomnieliśmy o "germańskiej dziczy": mordy, gwałty, rabunek, wyrywanie złotych zębów, doświadczenia medyczne na małych dzieciach, roboty przymusowe, głodzenie ludzi, praca ponad siły, mieszkańcy wiosek paleni żywcem w stodołach, marsze śmierci, setki obozów zagłady, grabież i eksterminacja "podludzi"... Gdyby nie ta według Państwa "rosyjska dzicz" nawet nie przyszliby Państwo na świat, bo Państwa przodkowie zostaliby zamordowani przez niezwykle kulturalnych, dobrze wykształconych, kochających muzykę i sztukę "nadludzi". Opamiętajcie się, proszę.
  • Ee 2018-03-29 14:04:51
    Rosjanie weszli na teren wroga - wroga strasznego, znienawidzonego. Wroga, który w ich wioskach wyprawiał rzeczy niewyobrażalne. Brali najzwyklejszy odwet. Rzecz zupełnie, po ludzku zrozumiała. Spróbujcie się dowiedzieć dlaczego na wieść o nadciąganiu wojsk radzieckich w Prusach Wschodnich dochodziło do masowych samobójstw. Oni doskonale wiedzieli co ich wojska wyprawiały na wschodzie - sami się tym chwalili przyjeżdżając na przepustki, przywozili zdjęcia, filmy. Mieszkańcy wiedzieli że przyjdzie za to zapłacić i woleli uciekać w śmierć. A Rosjanie nie znali historii Śląska, podziałów,powstań. Przeszli granicę, więc byli w Niemczech - mieszkańcy Gliwic to byli Niemcy. A kto sieje wiatr ten zbiera burzę. I tyle.
  • KRESOWIANIN. 2018-08-08 21:23:44
    Wywiad bez głębszej analizy sytuacji na froncie w styczniu - marcu 1945 r. Dlaczego nie zadano sobie trudu na powiedzenie prawdy kto wychował tych 12 - 14 letnich młodzieńców z Hitlerjugend, którzy wcieleni do Volkssturmu potrafili strzelać Rosjanom w plecy. Autor artykułu zapewne widziałby wkraczające do Gliwic wojska,które chodzą od domu do domu i przepraszają. Brakuje opisu co wyprawiali żołnierze Wermachtu / mieszkańcy polskich Gliwic/ na Ziemiach Wschodnich - Kresach wraz z banderowcami. Dodajcie ten materiał i wówczas zobaczycie jak wygląda na tym tle gehenna dwumiesięczna ludności cywilnej miasta. Tam mieszkańcom Wermacht i reszta wojsk Rzeszy przez Cztery lata urządzała taką gehennę.
    • Autochton 2019-01-24 23:49:27
      Przecież ci ruscy mieli prawo tak robić!!! Te matki, te dzieci - im się należało!!!! To przecież nie byli Polacy, tak więc dobrze im tak!!! Zwycięzca ma prawo i mordować i gwałcić i niszczyć!!! To twój poglad. Tak więc teraz zobacz na swoją moralność i pomyśl, iż przychdzi obcy, który Polaków takich jak ty zwycięża. PS. Nie oczekuje, iż zrozumiesz. Kolega Polak i EE też nie pomoże....
  • POLAK 2018-11-11 06:29:57
    Mówienie o dwumiesięcznej tragedii w mieście w stosunku do sześciu lat ciągłego mordowania przez hitlerowców Narodu Polskiego jest debilizmem miauczących o strasznych przeżyciach. Lepiej zamilczcie na wieki. Pojedzcie do Oświęcimia i zobaczcie co wasi bohaterowie zgotowali ludziom z całej Europy! Nie macie prawa mówić o tragedii jakąprzeżyliście.
    • Żabol Gliwice 2019-01-24 10:12:34
      To nie Niemcy budowali Auschwitz to naziści:-) od brudnej roboty byli rdzenni kapusie i volksdeutsche.Prawdziwy Niemiec miał jako takie zasady i w porównaniu z czerwonoarmistami byli dużo lepszym złem.Dziś Gliwice są jednym z najbogatszych miast na GŚ dzięki strefie.Spójrzcie na Bytom, Zabrze, Chorzów,Świętochłowice.Dziś za kawalerkę w centrum Gliwic kupisz 3 pokojowe w Bytomiu.I za to należy się Frankowi szacunek.
      • Dobra rada 2019-01-25 00:03:04
        Za kawalerke z Gliwic to radze kupić domek w kieleckim. A Nasz Prezydent F niech kupi sobie tam wieś, gdzie będzie stał twój dom! Dobrze byłoby aby jego zwolennicy udali się tam razem z nim!
      • Sarmata 2020-01-27 23:38:11
        Jasne to nie Niemcy mordowali to byli naziści w 1933 napadli na Niemcy,przejęli władzę,utworzyli trzecią rzeszę,a w 1939 roku naród nazistów,na czele z naczelnym nazistą niejakim Adolfem H zmusili miłujących pokój Niemców do napaści na Polskę,a w konsekwencji wywołali wojnę światową.
      • Agnieszka 2020-02-03 19:49:04
        "To nie Niemcy budowali Auschwitz to naziści" Ręce opadają. Niemcy byli nazistami i to nazistowscy Niemcy wywołali wojnę i dokonywali zbrodni wojennych. I wybudowali nie tylko Auschwitz ale również pozostałe obozy pracy i obozy koncentracyjne: ponad 1600 obozów w 20 państwach Europy. W Polsce niemieccy naziści mordowali ludzi w Auschwitz Birkenau, Kulmhof, Treblince, Sobiborze, Stutthof, Bełżcu, Majdanku, Warschau, Gross-Rosen, itd... I nazistowscy Niemcy dzielili się rzeczami zrabowanymi zamordowanym "podludziom" i to nazistowscy Niemcy spali na materacach wypchanych włosami kobiet, dzieci i mężczyzn zamordowanych w obozach. I to niemieccy żołnierze, walcząc dzielnie za ojczyznę, dokonywali łapanek na ulicach polskich miast i stawiali ludzi pod ścianą, żeby ich rozstrzelać i to niemieccy żołnierze zaganiali mieszkańców wsi do stodoły, żeby ich żywcem spalić. Współczujmy mieszkańcom Gleiwitz i Festung Breslau, najlepiej wybudujmy pomniki aby uczcić ich męczeństwo....
    • As 2019-02-03 21:21:09
      Z Polakami o wojnie się nie dyskutuje. Nikt nie widział, nie przeżył, nie doswiadczyl tego co oni . Szkoda słów na ich głupie gadanie. Ta martyrologia wychodzi bokiem, wszyscy wszystkiemu winni tylko nie oni. Co Ci były winne te kobiety czy dzieci , kiepie jeden. Dziękuję Bogu, że tego nie przeżyłam a Ciebie kiepie chciałabym słyszeć jakbyś piał w sytuacji tamtych kobiet dzieci i starców.
    • żydówka 2020-01-21 17:31:41
      Mądrze prawisz "Polak"!!!
  • janosik 2019-01-24 17:42:53
    To po h.j poloki brały od ruskich Gliwice, Górny i Dolny Śląsk, Pomorze, Mazury, Lubuskie i część Wielkopolski? Oddać to wszystko ruskim bo to ich ziemie skoro je zdobyli
  • tyz historyk 2019-01-24 17:47:15
    Jak czytam to wszystko to pikuś wobec zdobywania Warszawy przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego o czym Debilni profesory z IPN powinni wiedzieć. Dopełniła się tylko sprawiedliwość dziejowa. To dlatego Niemcy jeszcze 75 lat po wojnie nie chcą wojny tak jak po I wojnie światowej ruszyli po 20
    • Wnioski 2019-01-25 00:12:06
      Drogi Panie. Proszę czytać prawdę historyczną która jest panu wygodna, a tą niewygodną próbować cenzurować!!! Ps. Dlaczego ta prawda boli? Przecież mówi, iż ruscy mordowali.... czyżby jakiś sentyment do minionego ustroju?
  • nabucco 2019-09-13 11:17:20
    Argumenty z czapy! Nie podaje nikt przykładu "morderstwa" radzieckich - rosyjskich miast dokonanych przez hitlerowców. "Zemsta jest rozkoszą nie tylko bigów"!
  • Tomasz 2020-01-20 17:06:31
    Mieszkałem ponad dwadzieścia lat w Gliwicach przy jednej z ulic wymienionych w tym artykule. Po sąsiedzku mieszkała Pani Tomaszkowa, która była Niemką i została po wojnie w mieście. Często odwiedzała ją jej koleżanka Agnes i wtedy rozmawiały po niemiecku. Takich osób było w sąsiedztwie sporo. Nie pamietam żeby kiedykolwiek ktoś wspomniał o tamtych wydarzeniach. Żyliśmy w nieświadomości i braku wyobrażenia o tragediach które miały miejsce. Budynki były wyremontowane i użytkowane, fabryki pracowały, Rynek funkcjonował jakby nic się nie stało. Jedynie teatr nigdy nie został odbudowany. Kiedy niedawno po latach byłem w Gliwicach zauważyłem że jest dużo wolnych terenów w centrum na co wcześniej nie zwracałem uwagi. Po warszawskich doświadczeniach jest to pierwsze co zwraca uwagę
  • janusz 2020-01-20 20:39:46
    A cóż to za płacze mad losem szkopów??? Oni rozpętali wojnę, oni byli "nadludźmi" oni mordowali i poniewierali Polakami Rosjanami i innymi Słowianami- Wojna jest zawsze okrutna, ale Niemcy zasłużyli na taki los.
  • Obiektywny 2020-01-20 21:47:16
    Wiadomo, ze ludność ta była przez Sowietów traktowana jako faszyści zbrodniarze, którzy wymordowali 20 milionów Rosjan! 99% Niemców popierało Hitlera. Wszyscy zdrowi młodzi mężczyźni z Gliwic walczyli na frontach mordując Słowian, Żydów i inne narody. Marzyło im się panowanie nad światem i eksterminacja innych narodów. NIE ŻAŁUJMY FASZYSTÓW ! Niewinne były jedynie dzieci.
  • SWMKS 2020-01-22 08:09:08
    Panie Bogusławie Tracz może Pan sięgnie do dokumentów z lat 1945 i przedstawi czytelnikom NG jakie losy spotkały mieszkańców Gliwic ,które zgotowali nie Rosjanie ,a izraelici pochodzący głównie z Zagłębia. Dla ułatwienia podam Panu ciekawe źródła John Sack OKO ZA OKO i niech pan to upubliczni ciekawa pozycja wydana w Gliwicach. Nie tylko Rosjanie pacyfikowali Gliwice ,ale szarańcza izraelitów umieszczona w aparacie bezpieczeństwa ( Używam słowa izraelici zgodnie z określeniami tej nacji przez naszych sojuszników USA )
  • no tak 2020-01-24 11:07:12
    baju , baju ecku ecku mów ty do mnie po niemiecku.
  • Kazio 2020-01-24 21:14:32
    To kiedy w Warszawie będzie obiecany przez polskiego ambasadora pomnik Hitlera?
    • Darius 2020-02-07 22:59:14
      Daremna ta wasza dyskusja. Zadnych argumentow tylko jak wszstkie dyskusje na temat Slaska koncza sie szczekaniem jak pieski za plotem. A propo Relief dyktatora Musoliniego do dzisiaj wisi w Bolzano. Niemiecy wybierali 99% Hitlera tak jak Polacy za czasow komunisticznych 99,9% Komunistow. Raz to nie prawda a dwa to propaganda. Na gornym Slasku ostanie demokratyczne wybory skonczyly sie zwyciestwem Parti "Centrum" To prwada ze Zachowanie niektorych niemieckich Zonlniezy wobec Ludnosci Polskiej bylo bestialstwem nie do opisania. I odwrtneie postepowanie niektorch polakow wobec ludnosci niemieckiej nie bylo o wiele lepsze. Dlaczego do tego dopusiclismy? Jednym powodem bylo z pewnoscia: my jako narod czy polski czy niemiecki niemielismy nic do powoiedzeina. Tak polacy jak i niemcy aby wlasna i najblizszych skure ratowac sluchalismy rozkazow wladzy. Niema skutku bez przyczyny. Jezelei spojzymy wstecz w histori zlosc niemcow na polakow nie byla nie uzasadniona i odwrotnie polakow na niemcow w takim samym stopniu. A ze w kazdym narodzie znajda sie zbrodniarze, ktorzy takie sytuacje wykozystuja, aby bezkarannie znecac sie nad ludzmi to inna historja. Ja tu nie chce nikogo usprawiedliwiac. Uwazam to co sie dzialo w Osiwcimiu i Lambinowicach przed 2 wojna nie jest do usprawieliwienia tak samo co sie w tych samych obozach dzialo po wojnie. Gliwiczanie ktorzy przezyli wojne zostali albo zeslani na roboty do rosji. Z nich wrucilo okolo 5% a pozostale Kobiety dzieci powyzej 14 lat zostali internowani do obozu w na Zgodzie i w Oswiecimiu na podobnych warunkach jak w czasie wojny polacy i rosjanie. Tylo ze ich niemordowano gazem ale mordowano w inny sposob. A Izraelitow wracajacych z tych obozow wyzucano bezposrenio do niemiec.