Zaczęło się sukcesem gliwickich policjantów od przestępczości narkotykowej: w styczniu 2016 rozbili pięcioosobową szajkę handlarzy niedozwolonymi środkami. Zakończyło - sukcesem śledczych z I komisariatu, którzy złapali "oficera policji"/"wnuczka".
Trzech zabrzan oraz dwóch gliwiczan rozprowadzało narkotyki wśród młodzieży bawiącej się w klubach, pubach i dyskotekach. W mieszkaniach dilerów detektywi znaleźli w sumie: 170 tys. zł, pistolet, wagi do porcjowana narkotyków, marihuanę, amfetaminę, MDMA i różnego rodzaju tabletki. 

Niedługo po tym zatrzymaniu ujęto mieszkańca Zatorza, który w swoim mieszkaniu przy Chorzowskiej miał 1,5 kg narkotyków. Potem w mieszkaniu w Żernikach zatrzymano 23-latka, który przechowywał marihuanę oraz podejrzany proszek. Wreszcie, na osiedlu Trynek, policjanci weszli do mieszkania, z którego wydobywał się charakterystyczny słodki zapach. Okazało się, że w wieżowcu znajdowała się miniplantacja marihuany. 33-letni gliwiczanin uprawiał zioło w 49 doniczkach. Prócz tego posiadał jeszcze halucynogenne grzybki.

W marcu kolejny sukces. Kryminalni rozpracowujący szajkę włamywaczy weszli siłowo do mieszkań w Knurowie i zatrzymali trzech podejrzanych, którzy napadali na sklepy (głównie sieci Żabka) oraz salony jubilerskie. Mężczyźni obezwładniali sprzedawców gazem pieprzowym, grozili im bronią, po czym wyrywali szuflady kas fiskalnych i uciekali z gotówką. W mieszkaniach zatrzymanych znaleziono maczetę, pistolet, kominiarkę służącą do popełniania przestępstw oraz części szuflad z kas. dodatkowo - narkotyki.

Tą sprawą z kolei żyła niemal cała Polska: taksówkarz z Gliwic znalazł w Kłodnicy walizkę ze zwłokami. Na głowie denata (starszego, wychudzonego mężczyzny) był nałożony foliowy worek, a jego ręce związano sznurkiem. Kryminalni szybko ustalili, że w sprawę jest zamieszany 57-letni znajomy i współlokator 77-latka (wszystko wskazuje na to, że udusił kolegę). Zanim wrzucił walizkę z trupem do rzeki, spacerował z nią ulicami Gliwic, szukając dogodnego miejsca do pozbycia się balastu. Sprawa toczy się w sądzie. 

23 kwietnia trzeba było ewakuować mieszkańców kamienicy przy ul. Gierymskiego, bowiem ich 51-letni sąsiad groził swojej konkubinie wysadzeniem całego domu. Kiedy na miejsce przyjechali policyjni pirotechnicy, okazało się, że w mieszkaniu szaleńca jest kilkaset zapalników, naboje, granat i pociski artyleryjskie. 

To był burzliwy rok w komisariacie autostradowym. Byli policjanci tej jednostki skarżyli się na mobbing ze strony komendanta, a także wykorzystywanie ich samych oraz radiowozów podczas służby do wożenia sekretarek, z których to jedna okazała się być życiową partnerką szefa... Sprawa trafiła do prokuratury, a skargę na komendanta wysłano nawet do ministra sprawiedliwości. 

Nieszczęśliwy przypadek, zbieg okoliczności – trudno zdefiniować to, co wydarzyło się w ostatni weekend maja w MOP Kozłów. Policja otrzymała zgłoszenie kradzieży wypełnionego towarem tira. Kierowca był roztrzęsiony, przyznał, że oddalił się od ciężarówki, zostawiając ją otwartą, a kluczyki - w stacyjce. Niedługo po tym zgłoszeniu dyżurny policji odebrał kolejny telefon z Kozłowa: w jednej z toalet znaleziono wisielca. Okazało się, że chodzi o kierowcę tira. Mężczyzna odebrał sobie życie w wyniku załamania, gdy zorientował się, że z parkingu znikł jego pojazd. Szybkie dochodzenie doprowadziło policjantów do zaskakującego wyniku. Otóż krótko po znalezieniu ciała ujawniono i ciężarówkę. Tir stał tam, gdzie zostawił go 31-latek. Mężczyzna zaparkował po jednej stronie autostrady, następnie, tunelem pod trasą, przeszedł na stronę drugą, do zajazdu bliźniaczego. Ciężarówki szukał w niewłaściwej części. 

W 2016 doszło w naszym rejonie do kilku dość dziwnych kradzieży. W Gliwicach miejski monitoring uwiecznił, jak mężczyzna w średnim wieku kradnie ratanowe krzesła z jednego z ogródków piwnych, potem stolik, i nosi to wszystko na targ Pod Murami, gdzie sprzedaje przygodnie spotkanym ludziom. Szybko został złapany. 
Spod sklepu na ul. Jana Pawła II z kolei dwóch złodziei ukradło manekina. Zatrzymał ich policjant po służbie, który akurat był z żoną na zakupach. 
Okradziono też gminę Sośnicowice, a dokładnie sołectwo Łany Wielkie. Z ogrodzenia boiska piłkarskiego, bramy oraz bramek wraz z siatkami. Do kradzieży doszło w otoczeniu domów – nikt nic nie wiedział i nie słyszał. Dotąd nie udało się złapać sprawców. 

Z ciekawszych zatrzymań. W ręce naszych stróżów prawa wpadł młodzieniec, Polak mieszkający w Szwajcarii, który kradł samochody z salonów w tym kraju. Jednym z nim, luksusowym audi, przyjechał na Śląsk i kradł paliwo na stacjach. Ujawniła go, przypadkowo, straż miejska, kiedy zatrzymał się na krótką drzemkę – wjechał autem w krzaki w lesie Dąbrowa. W pojeździe znaleziono narkotyki. 
Młody złodziej był bardzo uprzejmy: podczas przesłuchania w komendzie miejskiej policji przyznawał się do wszystkiego, o co by go nie zapytano, z uśmiechem na twarzy. 

Duży sukces odnotowali policjanci z pierwszego komisariatu. Pod koniec roku udało im się doprowadzić do tymczasowego aresztowania fałszywego oficera policji, mężczyznę działającego zmodyfikowaną metodą "na wnuczka". Znana metodą 48-letni Rom wyłudzał spore oszczędności od starszych wiekiem gliwiczan. Zatrzymano go w Zabrzu, gdzie mieszkał. Znaleziono przy nim dowody na przynajmniej dwa udziały w tego typu przestępstwie. Śledztwo w sprawie nadal trwa.     

wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • Jerzy. 2017-01-25 12:37:32
    Kiedyś mówiło się w USA "murzyn" - dzisiaj "afroamerykanin." W Polsce kiedyś mówiło się: "cygan" - dzisiaj "rom." Sens ten sam. W Gliwicach można spotkać CYGANA schludnie ubranego/ubraną. Do rzadkości należą wśród nich brudasy. Ja pamiętam lata 50te; w okolicach starej poniemieckiej "autostrady" zatrzymywały się tabory cygańskie a my chłopcy z Zatorza ukradkiem ich oglądaliśmy jak gotują posiłek,robią pranie a wieczorem tańczą i śpiewają. Te czasy już nie wrócą choć tak dużo w nich uroku i sentymentu.