Kiedy obwieszczono, że zgodnie z traktatem pokojowym, podpisanym 28 czerwca 1919 r. w Wersalu, o przynależności państwowej Górnego Śląska miał zdecydować plebiscyt, w Gliwicach atmosfera była napięta, a dyskusjom i spekulacjom nie było końca. 
Z dr. Bogusławem Traczem, historykiem katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, o najważniejszych aspektach 1918 roku na Górnym Śląsku i w Gliwicach w kontekście 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, rozmawia Małgorzata Lichecka.      

Rok 1918 dla Śląska otwierał nową historyczną szansę czy był raczej powodem do niepokoju? Klęska Niemiec dała impuls dla rozwoju ruchów rewolucyjnych i to w różnych częściach Europy. Czego obawiali się Ślązacy i w czym upatrywali szansę? 

Rok 1918, o czym często zapominamy, to przede wszystkim zawieszenie walk na frontach I wojny światowej, czyli realny koniec wielkiej rzezi, jaką zafundowała sobie Europa na początku XX wieku. Choć na Górnym Śląsku w latach 1914–1918 nie toczyły się walki i nie przechodziły tędy linie frontu, co oczywiście nie oznacza, że wojna nie zaznaczyła się w życiu regionu i nie odbiła na losach jego mieszkańców. Po pierwsze, spora część mężczyzn w wieku poborowym, zdolnych do noszenia broni, została zmobilizowana i znalazła się w oddziałach armii Cesarstwa Niemieckiego. Wielu z nich poległo na polach bitew lub zmarło na skutek odniesionych ran i chorób, liczni powrócili do domów kalekami. 

Po drugie, wraz z nasilaniem się skali działań wojennych, zwłaszcza w miastach garnizonowych i wszędzie tam, gdzie stacjonowały oddziały wojskowe, powstawały lazarety, w których leczono rannych i rekonwalescentów. Wielu z nich zmarło w trakcie leczenia i zostało pochowanych na lokalnych cmentarzach. Widać to chociażby w Gliwicach, gdzie w każdej dzielnicy, jak również w większości miast i wsi w powiecie gliwickim, w okresie międzywojennym stanęły pomniki upamiętniające poległych na frontach i zmarłych od ran. Niektóre z nich przetrwały do naszych czasów, a obecnie są odnawiane i restaurowane.

Trzeba jednak podkreślić, że rok 1918 to jednocześnie przegrana Niemiec, militarna, a może bardziej polityczna klęska państwa, które wydawało się niepokonane. Kryzys polityczny wywołany wojną był pożywką dla wielu, często ideologicznie odmiennych, ruchów społecznych – od skrajnej lewicy po nacjonalistyczną prawicę. Towarzyszyło temu wielkie przebudzenie narodowe w Europie Środkowo-Wschodniej, a na gruzach wielonarodowych monarchii powstawały nowe państwa lub odradzały się te, które onegdaj zniknęły z mapy Europy. Wśród tych ostatnich była Polska. To wszystko wywoływało różne, często skrajne, postawy. 

Widać to szczególnie mocno na Górnym Śląsku, regionie, w którym nakładały się na siebie podziały narodowe, językowe i polityczne. Koniec wojny przyniósł również załamanie niemieckiej gospodarki, nastawionej na produkcję zbrojeniową. Był to katalizator protestów, podczas których podnoszono hasła socjalne i narodowościowe. Dla wielu odradzająca się Polska była alternatywą dla, bądź co bądź, przegranych i pogrążonych w politycznym chaosie Niemiec. Choć oczywiście nie dla wszystkich. A ponieważ zdania były podzielone, a racje każdej ze stron wzajemnie się wykluczały, konflikt wydawał się nieunikniony. Upraszczając, można powiedzieć, że wydarzenia w regionie, do jakich doszło w latach 1918-1922, były konsekwencją I wojny światowej. 

W grudniu 1918 roku we Wrocławiu, na zjeździe Centralnej Rady Ludowej i Rady Żołnierskiej, zatwierdzono pewne zmiany na korzyść Polaków mieszkających na Śląsku - chodziło o ułatwienia w nauczaniu języka polskiego, powołano komisarza ds. Górnego Śląska, ale odrzucono jakiekolwiek roszczenia terytorialne. Dlaczego Śląsk był tak ważny dla Niemiec i czy rodzące się państwo polskie chciało, by był w jego granicach? 

Górny Śląsk w 1918 r. postrzegany był we Wrocławiu i Berlinie jako integralna część państwa niemieckiego. Obok Zagłębia Ruhry stanowił najbardziej uprzemysłowiony obszar Rzeszy. W przekonaniu niemieckich polityków, jak i sporej części mieszkańców, nawet częściowe oderwanie tego regionu od Niemiec było nie tylko sprzeczne z niemiecką racją stanu, ale w ogóle niemożliwe. Jednocześnie wydarzenia na ziemiach polskich, gdzie odradzały się instytucje państwa, czemu towarzyszyły nastroje patriotycznej euforii i radość z odzyskiwanej niepodległości, skłoniły wielu polskojęzycznych mieszkańców Górnego Śląska do opowiedzenia się za Polską. 

Mówiono o prawie narodów do samostanowienia, a działalność takich polityków, jak Wojciech Korfanty, sprzyjała popularności idei scalenia w granicach niepodległej Polski wszystkich tych ziem, gdzie mieszkała ludność etnicznie polska czy też identyfikująca się z polskością. Nie zasypywano zresztą gruszek w popiele, skutecznie agitując za przyłączeniem Górnego Śląska do Polski. Sprzyjał temu wspominany wcześniej kryzys państwa niemieckiego. Klęska w wojnie oraz upadek cesarstwa i abdykacja cesarza Wilhelma II były motorem ruchów rewolucyjnych, którym towarzyszyły postulaty narodowościowe. Powstające wówczas w całych Niemczech rady robotnicze i żołnierskie nie były jednorodne, a w ich składzie znaleźli się reprezentanci różnych nurtów politycznych. 

Kiedy w połowie listopada 1918 r. we Wrocławiu powstała Centralna Rada Ludowa dla całej prowincji śląskiej, współpracowały z nią rady w poszczególnych miastach, w większości deklarujące poparcie dla nowego rządu niemieckiego, stojące na stanowisku nienaruszalności integralności państwa niemieckiego. Stało to oczywiście w sprzeczności z dążeniami polskich działaczy narodowych i części polskojęzycznych mieszkańców regionu. Zresztą, już pod koniec października 1918 r. polscy politycy na Górnym Śląsku zaczęli organizować własne polskie rady ludowe, które od połowy listopada uznawały zwierzchnictwo Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu. 

Widząc to strona niemiecka, pod koniec 1918 r. zaczęła zabezpieczać oddziałami Grenzschutzu wschodnią granicę z Polską, na co ta odpowiedziała tworzeniem własnych konspiracyjnych struktur wojskowych. W tej sytuacji konflikt był nieunikniony.

Sprawa przynależności państwowej Górnego Śląska, należącego wcześniej do państwa niemieckiego, ważyła się w latach 1919-1921. Odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. wzmogło polski ruch narodowy, zwalczany przez niemiecką administrację i wojsko. Walka o wpływy narodowe skutkowała m.in. trzema powstaniami śląskimi w latach 1919 - 1921. Jak do tych kwestii podchodzili przeciętni mieszkańcy śląskich miast, w tym Gliwic?

Kiedy obwieszczono, że zgodnie z traktatem pokojowym podpisanym 28 czerwca 1919 r. w Wersalu, o przynależności państwowej Górnego Śląska miał zdecydować plebiscyt, w Gliwicach atmosfera stała się napięta, a dyskusjom i spekulacjom nie było końca. W mieście uaktywniły się polskie stowarzyszenia i organizacje. W listopadzie 1919 r. odbyły się wybory komunalne, które wprowadziły do rad miejskich polskich działaczy. Radnym i jednocześnie przewodniczącym frakcji polskiej w Radzie Miejskiej Gliwic został dr Wincenty Styczyński.

Trzeba jednak pamiętać, że Polacy w mieście nie stanowili większości. W śródmieściu mieszkało ich niewielu, a najwięcej w Szobiszowicach, na Trynku i w Wójtowej Wsi. Działania powstańcze w sierpniu 1919 r. ominęły Gliwice, choć atmosfera była napięta, a na przedmieściach co jakiś czas słyszano strzały z karabinów. Do sporadycznej wymiany ognia doszło w Starych Gliwicach, Brzezince i Łabędach. Od wiosny 1920 r. miasto znalazło się pod kontrolą francuską i wyznaczono je na siedzibę kwatery głównej dowództwa francuskiego kontyngentu wojskowego. 

Dochodziło do licznych incydentów, często z ofiarami w ludziach, jednak w latach 1920-1921 r. walki zasadniczo ominęły Gliwice, jedynie w maju 1921 polscy powstańcy zahaczyli o Sośnicę, Ligotę Zabrską i częściowo Zatorze. Co nie znaczy, że było spokojnie. Ów polityczny i militarny polsko-niemiecki konflikt o Górny Śląsk nie tylko rozpalał emocje, ale często przebiegał przez środek układów zawodowych, związków sąsiedzkich i rodzin. Wiosną 1921 r. sytuacja w Gliwicach była tak nabrzmiała, że prawie każdego dnia interweniowała policja porządkowa lub wzywano francuskich żołnierzy. 

Dopiero po plebiscycie i III powstaniu śląskim można mówić o politycznym ukształtowaniu Śląska - jaki to miało wpływ na ludzi tu mieszkających, granica często dzieliła, sztucznie, zintegrowaną społeczność, rodziny.

Granica faktycznie sztucznie podzieliła region. Był to kompromis, który de facto nie zadowolił żadnej ze stron. Jednocześnie 15 maja 1922 roku przedstawiciele Polski i Niemiec podpisali w Genewie Konwencję Górnośląską, potocznie zwaną genewską, która na najbliższych 15 lat uregulowała zakres praw i obowiązków władz oraz mieszkańców regionu w realiach jego podziału pomiędzy dwa sąsiadujące państwa, w tym zwłaszcza zasady życia gospodarczego. 

Konwencja ta gwarantowała prawo do wyboru tej części Górnego Śląska, z którym państwem się identyfikowano, stąd w latach 1922–1924 ponad 200 tys. Górnoślązaków zmieniło miejsce zamieszkania, przenosząc się z Niemiec do Polski i odwrotnie. W następnych latach (do 1937 r.) respektowano tzw. mały ruch graniczny, a granicę można było przekraczać, korzystając z kart cyrkulacyjnych, upoważniających do nieskrępowanego poruszania się po niedawnym obszarze plebiscytowym. 

I choć granica była zaporą dla handlu i przewozu większej ilości towarów,  nie była przeszkodą dla towarzyskich i rodzinnych kontaktów pomiędzy mieszkańcami polskiego województwa śląskiego oraz niemieckiej prowincji górnośląskiej. Można było bez większych przeszkód jeździć z Gliwic do Królewskiej Huty (Chorzowa) czy z Katowic do Bytomia. Kiedy w 1937 r. Konwencja Genewska wygasła, karty cyrkulacyjne zastąpiono przepustkami granicznymi, jednak do chwili wybuchu II wojny światowej zasadniczo utrzymano swobodny ruch graniczny. 

Jakie były relacje Piłsudski - Korfanty- Grażyński? I jakie to miało reperkusje dla terenów i ludności, która znalazła się po plebiscycie w Niemczech i w Polsce.

Korfanty był jednym z najważniejszych polityków II Rzeczypospolitej i jednocześnie chyba jednym z największych politycznych przegranych tamtego czasu. Miał doświadczanie, umiejętności, był prawdziwym „zwierzęciem politycznym”. Już w 1903 r. został posłem do Reichstagu z Górnego Śląska. Dał się poznać zarówno jako umiejętny dyplomata „na salonach”, jak i porywający mówca na wiecach. W okresie powstań śląskich i plebiscytu był postacią numer jeden wśród polityków zaangażowanych w przyłączenie tego regionu do odrodzonej Rzeczpospolitej. 

Również po 1922 r., już w polskim województwie śląskim, był ważnym, jeśli nie najważniejszym graczem. Jednak w polityce, tak dziś jak i w czasach Korfantego, sukcesy najczęściej szły w parze z porażkami. Korfanty zdawał sobie z tego sprawę. Długo był na tyle silny, że znosił najmocniejsze nawet ciosy, jednak zamach majowy w 1926 r. na dobre przesunął go do opozycji. Zwalczany i szykanowany przez zwolenników Piłsudskiego, za osobistego rywala uważał sanacyjnego wojewodę śląskiego Michała Grażyńskiego, a i ten nie pałał do niego sympatią. Mieli inne wizje uprawiania polityki, inaczej widzieli rolę i miejsce Górnego Śląska w państwie polskim. Konflikt ten przekładał się na scenę polityczną województwa śląskiego, jednak w niemieckich wówczas Gliwicach, Bytomiu czy Zabrzu z oczywistych względów nie wywoływał już tak silnych emocji. Choć Korfanty jeszcze długo był rozpoznawalny również w niemieckiej części Górnego Śląska. 

By się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po „Pierwszą polkę” Horsta Bienka. Już za życia był legendą, która przetrwała do naszych czasów. Jak każda legenda, tak i ta, prezentuje oczywiście obraz wyidealizowany, postać niejako pomnikową, pozbawianą kantów i tym samym bardzo nierzeczywistą. Jego spór z Piłsudskim, a może bardziej z Grażyńskim, również funkcjonuje na zasadzie stereotypowej kliszy, najczęściej w oderwaniu od kontekstów historycznych epoki. W tamtych czasach rozpalał emocje, ale  zapewne nie u wszystkich. 

Dla wielu ludzi było obojętne, kto zarządzał województwem, a od sporu Korfanty-Grażyński ważniejsze były codzienne bolączki. Wszak i dziś nie wszystkich nas emocjonuje spór pomiędzy partią rządzącą a opozycją. Polityka jest oczywiście silnym determinantem codzienności, ale na szczęście nie jedynym. 

Gliwice pozostały w granicach Rzeszy Niemieckiej do 1945 roku. Czy nie uważa pan, że świętowanie 100-lecia niepodległości w tym kontekście wydaje się nieco sztuczne i na siłę... 

W żadnym wypadku. Małżeństwo, które każdego roku świętuje rocznicę swojego ślubu, a mąż tego dnia kupuje żonie kwiaty i razem wybierają się na dobrą kolację, nie porzuca tej tradycji tylko dlatego, że zmieniło mieszkanie lub przeprowadziło się do innej miejscowości. I podobnie jak świętowanie rocznicy małżeństwa cementuje i wzmacnia zawarty przed laty związek, tak święta państwowe w istotny sposób współokreślają kształt i charakter każdej wspólnoty narodowej czy szerzej - obywatelskiej. 

Zmiana granic, przekształcenia terytorialne oraz przesiedlenia ludności, następstwa II wojny światowej, spowodowały, że Gliwice, do 1945 r. będące miastem niemieckim, stały się polskim, a dzisiejsi gliwiczanie to w znacznej większości nie tylko obywatele Rzeczpospolitej, ale zasadniczo Polacy, często z korzeniami zapuszczonymi wcześniej na Kresach, w dawnej Galicji czy centralnej Polsce. Dla wielu z nich 11 listopada jest ważną datą, tak w oficjalnym, jak i osobistym kalendarzu. Polacy tego dnia świętują w Warszawie i Krakowie, we Wrocławiu czy Szczecinie. 

Takie stwierdzenia, że na Górnym Śląsku nie powinno się świętować 100-lecia niepodległości Polski, to przykład ciasno pojmowanego regionalizmu, którego zwolennicy nie chcą przyjąć do wiadomości, że zmiany narodowościowe i społeczne po II wojnie światowej diametralnie zmieniły region. Dla większości współczesnych gliwiczan pierwszym językiem, jakim mówią w domu, jest polski, bliższy jest im Mickiewicz niż Eichendorff, szybciej rozpoznają utwór Chopina niż Schumanna i częściej jeżdżą do Krakowa niż Berlina. 

To oczywiste, że 11 listopada jest dla nich czytelnym, niejako oczywistym świętem państwowym. I choć dziś politycy chętnie odwołują się do argumentów historycznych, a historia częstokroć, niestety, staje się zakładniczką polityki, byłoby dobrze, gdyby stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości było świętem, które łączy zamiast dzielić i z którym mogliby identyfikować się zarówno ci, którzy czują się Polakami z dziada pradziada, jak i ci, którym bliższa jest inna tożsamość narodowa, a pomimo to uważają się za obywateli Rzeczpospolitej. 

„Rok 1918 na Górnym Śląsku”. Międzynarodowa konferencja naukowa.  15-16 listopada 2018, Willa Caro

Założeniem konferencji jest refleksja nad sytuacją społeczno-polityczną na Górnym Śląsku u schyłku I wojny światowej i tuż po jej zakończeniu. Organizatorzy stawiają pytanie o znaczenie tej daty w górnośląskiej historii, w odniesieniu do m.in. kwestii zakończenia Wielkiej Wojny, upadku monarchii Hohenzollernów i rewolucji w Niemczech, odzyskania niepodległości przez Polskę.

Konferencja zamknięta, wstęp za zaproszeniami. Organizatorami są  Muzeum w Gliwicach oraz Instytut Pamięci Narodowej – Oddział Katowice. 

Szczegółowy program tu:

Galeria

wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • LABANDER 2018-11-10 18:55:27
    Witom. Tela tekstu a ino tak mauo prowdy o Wiyrchym S'lonsku i nos S'lonzokach w tamtym czasie. A co najgorsze dalyj ino powielano propaganda polsko kontra ewyntualnie propaganda niymiecko. A czymu ani jednego zdania o tyj wtedy zabronionyj opcji kero wiynkszos'c' nos Gornos'lonzokow chciaua i kero by zapobiegua niy ino tyj wojnie domowyj na Wiyrchynm S'lonsku/ Gornym S'lonsku / Oberschlesien, ale i podziauowi naszyj ziymi i nos samych jako narodu. Czymu sie niy spomino o sednie tyj sprawy w nszym odczuciu, czyli o tzw samodzielnyj Republice Gornos'lonskyj odpowidniyj "opcji" ?