W niedzielę, 20 listopada, w kinie Amok Jarosław Kaczyński spotkał się ze swoimi sympatykami z Gliwic i powiatu gliwickiego, a także z Zabrza, Tarnowskich Gór i Bytomia. Nasze miasto znalazło się na mapie miejsc, które poseł i prezes Prawa i Sprawiedliwości odwiedza w związku ze zbliżającymi się wyborami.

Swoją wizytę Jarosław Kaczyński rozpoczął od kontekstu historycznego, oscylującego przede wszystkim wokół katastrofy Smoleńskiej. W swoich wypowiedziach odnosił się w głównej mierze do polityków opozycji, krytykując ich poglądy i decyzje, zarówno te podjęte w przeszłości, jak i te, które obecnie omawiane są w przestrzeni publicznej.
Mówiąc o pozycji Polski na arenie międzynarodowej, zwłaszcza tej europejskiej, deklarował chęć pozyskiwania z Zachodu nowych technologii, sprawdzonych rozwiązań i modeli administracyjnych, odcinał się jednak od zachodniej ideologii, którą nazwał „lumpenproletariacką”.

Choć ocenił, że zachodni świat, mimo wad jest zdecydowanie lepszy od tego, co proponuje Wschód, za niewłaściwe uznał przede wszystkim zmiany obyczajowe.
- Chcemy, żeby Polska płynęła w czystej wodzie i my mamy szansę i zrobimy to, jeśli tylko zwyciężymy, a zwyciężymy, żeby tę polską wodę naprawdę oczyścić. Oczyścić z tego wszystkiego, co jest złe, odrażające i obrzydliwe, co jest antypolskie i co niszczy naszą kulturę – podkreślał Kaczyński.

Propozycja dla Śląska? Ta nie wybrzmiała zbyt jasno. Znalazło się natomiast miejsce na ocenę rządów opozycji i deklaracje.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, rząd PO-PSL doprowadził do upadku polskiego górnictwa i dopiero przejęcie władzy przez PiS i przekazanie środków z budżetu a po części również z firm energetycznych w kwocie ok. 20 mld złotych dla polskich spółek węglowych uratowało tę gałąź przemysłu.

- Teraz jest pytanie o przyszłość, w świetle zmian klimatycznych i umowy zawartej 28 maja poprzedniego roku. Ta umowa była pewnym programem, ale zakładała także likwidację polskich kopalń do 2049 roku. Dziś jest tutaj wielki znak zapytania, bo jest problem naszej suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego w obliczu kryzysu – wyjaśniał Kaczyński.
Prezes przypomniał, że likwidacja polskich kopalń, zgodnie z tą umową, miałaby się rozpocząć w 2034 roku.

- Do 2034 roku jeszcze trochę zostało. To trzeba będzie jeszcze raz zrewidować. Trzeba tu będzie wykazywać wobec partnera europejskiego duże zdecydowanie. My musimy być zabezpieczeni. A czas, kiedy będziemy zabezpieczeni przez energię atomową, jest jeszcze odległy – ocenił prezes PiS.
aku

wstecz