Policjanci nie chcą robić za sprzątaczki usuwające nielegalnie powieszone plakaty wyborcze. I trudno im się dziwić. Tym może zająć się straż miejska, obarczona przecież mniejszą ilością obowiązków. 

W trakcie trwającej właśnie kampanii w kilku punktach miasta pojawiły się nielegalnie (bez zgody właściciela czy zarządcy) zawieszone banery wyborcze kandydatów do sejmu i senatu. 

Jak informuje Jadwiga Jagiełło-Stiborska, rzeczniczka prasowa Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach, dwa z nich umieszczono przy ul. Kujawskiej, po obu stronach wiaduktu w ciągu drogowej trasy średnicowej, a dwa przy Toszeckiej, na moście kolejowym w rejonie skrzyżowania z Jagodową i Borówkową. 

Jak mówią z kolei anonimowi policjanci, ZDM kazał im te banery ściągać. 

- Jakbyśmy mieli mało roboty – oburza się jeden z mundurowych. - Potem społeczeństwo narzeka, że prowadzone przez nas sprawy ciągną się w nieskończoność. Ale nikt nie wie, że każe nam się dodatkowo zajmować sprzątaniem miasta. Ciekawe, co by ludzie powiedzieli, gdyby zobaczyli, że policja zdejmuje plakaty wyborcze – dodaje.

Stiborska, sprawę komentując, zaznacza, że ZDM nie kazał, ale „zwrócił się z prośbą”, bo takie sformułowanie padło w korespondencji zaadresowanej do komendy miejskiej policji. 

Polecenie funkcjonariuszom wydała zaś naczelniczka wydziału prewencji tutejszej komendy. Informując przy okazji o jeszcze innych miejscach, w których banery, trzy, powieszono – chodzi o barierki przy rondzie im. Lecha Kaczyńskiego. 

Owszem, istnieje przepis mówiący, że policja lub straż gminna jest obowiązana, na koszt komitetów wyborczych, usuwać plakaty, których sposób umieszczenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo bezpieczeństwu mienia bądź bezpieczeństwu w ruchu drogowym. 

Takie niebezpieczeństwo rzeczywiście stwarzać mogły materiały zawieszone nad średnicówką czy te na moście kolejowym. Gdyby wichura (a taka ostatnio przez nasz rejon przeszła) owe banery zerwała, mogłyby spaść na jadące samochody i spowodować wypadek. 

Trudno jednak doszukać się zagrożenia w materiałach przymocowanych do barierek na rondzie Kaczyńskiego – oddzielających jezdnię od chodnika. A jeśli zagrożenia nie stwarzają, policjanci nic do nich nie mają.  

I jeszcze sprawa druga. Przepis mówi wyraźnie: materiały mogą usuwać także strażnicy. Aż się prosi, by to do nich właśnie zwrócić się z poleceniem. Nie są tak obciążeni obowiązkami jak policjanci, a przede wszystkim – są służbą miejską. Zdaje się to tym bardziej zasadne, że gliwicki garnizon policji od dawna boryka się z brakami kadrowymi. Każde dodatkowe zadanie odciąga więc funkcjonariuszy od ich obowiązków, z którymi i tak nie nadążają.

Stiborska mówi, że straż miejska również otrzymała informację o nielegalnych banerach. Ciekawe, że zareagowała na nie tylko policja. A naczelniczka wydziału prewencji, dodając kolejne plakaty, o których ZDM nie pisał, wyszła najwyraźniej przed szereg. 

Sprawa została już załatwiona – przez policję. Na szczęście tym razem udało się to zrobić telefonicznie, więc mundurowi nie tracili czasu na zdejmowanie plakatów. Wykonano po prostu telefony do kandydatów i ci swoje materiały zdjęli.  

Funkcjonariusze są najwyraźniej źli nie tyle na ZDM, co swoją przełożoną. Pytany o sprawę rzecznik policji, spokojnym tonem tłumaczy, by nie szukać w sprawie sensacji i przytacza wspomnianą już ustawę, która zobowiązuje policjantów do usuwania materiałów wyborczych zagrażających życiu lub zdrowiu ludzi. 

- Jesteśmy zatem zobligowani przez ustawodawcę do działania również w tym obszarze – wyjaśnia podinsp. Marek Słomski.

Owszem, w sensie prawnym rzecznik ma rację, ale jeśli podejść do sprawy zdroworozsądkowo to, jak już napisano, od tego rodzaju porządku w mieście jest straż miejska.

A oficer prasowy, przy okazji, przypomina jeszcze komitetom wyborczym zasady umieszczania banerów. Przede wszystkim: nie można ich wieszać, bez uzyskania zgody właściciela czy administratora, na ścianach budynków, wiaduktach, przystankach komunikacji publicznej, tablicach i słupach ogłoszeniowych, ogrodzeniach, latarniach, urządzeniach energetycznych, telekomunikacyjnych i innych.

Bezwzględny zakaz agitacji wyborczej panuje zaś m.in. w lokalu wyborczym, na terenie szkół, urzędów administracji rządowej i samorządu terytorialnego, sądów, zakładów pracy, w sposób i formach zakłócających normalne funkcjonowanie. 

- Zdarza się, że banery wieszane są w obrębie pasa drogowego. Pamiętajmy, że Ustawa o drogach publicznych nakazuje wszystkim dbanie o bezpieczeństwo w ruchu, zatem każde niedotrzymanie zasad obciążone jest ryzykiem skierowania sprawy do sądu i zagrożone karami administracyjnymi – dodaje Słomski.

(sława)

zdjęcie poglądowe 

wstecz

Komentarze (8) Skomentuj

  • yoko 2019-10-03 11:26:59
    moze naczelniczka wystraszyła się ZDM-u?
  • tom tom 2019-10-03 11:27:44
    Miasto jest tak oblepione że rzygać się chce.
  • demokrat 2019-10-03 11:50:28
    Czyli kandydaci, którzy dokonali wykroczeń nie poniosą konsekwencji prawnych? Bo są tak głupi, że "nie wiedzieli", czy policja boi się zadrzeć z pisowską "elitą"?
    • ? 2019-10-04 19:29:52
      A ty skąd wiesz że to chodzi o plakaty pisu ?
  • sedzia 2019-10-05 00:43:26
    Frankiewicz jest przykladem bezkarnego POwskiego prezydenta, o ktorych mowil Neumann. Oto przyklad: https://gliwice.naszemiasto.pl/fortuna-za-grosze/ar/c1-6103917
  • Kolo 2019-10-07 18:33:38
    Ta cała naczelniczka to niezły plecak - żona Komendanta Wojewódzkiego we Wrocławiu. Krzywdy nie dadzą jej zrobić.
  • adent 2019-10-07 20:20:05
    Towarzysze Frankiewicza: https://www.youtube.com/watch?v=2ziXYTwof_o&pbjreload=10
  • WESOŁY 2019-10-08 08:34:17
    Nie wycierajcie sobie mord zdradzieckich "naczelniczką wydziału prewencji tutejszej komendy". To bardzo kompetentna osoba i ma wpływowego męża. I już!