Do tego bezprecedensowego aktu wandalizmu doszło w piątkowe popołudnie. Około godziny 15:10 gliwiccy policjanci otrzymali nietypowe zgłoszenie. Wynikało z niego, że na świeżo położoną nawierzchnię na ulicy Rybackiej wjechał ciągnik rolniczy. Kierujący z pełną premedytacją opuścił pług i przejechał odcinek blisko 200 metrów, metodycznie zrywając nowo położony asfalt.
Drogowcy ruszyli w pościg... walcem
Dalszą dewastację powstrzymali sami pracownicy budowlani, którzy postanowili odciąć drogę ucieczki krewkiemu kierowcy. Wykorzystując ciężki sprzęt – walec drogowy oraz ładowarkę – skutecznie zablokowali traktor i uniemożliwili mu dalszy przejazd, po czym przekazali 60-letniego mieszkańca Gliwic w ręce mundurowych.
Jak relacjonuje policja, mężczyzna w chwili zatrzymania był trzeźwy. Podczas interwencji przekonywał funkcjonariuszy, że droga należy do niego, a trwające roboty są nielegalne. Co więcej, odgrażał się, że gdy tylko patrole odjadą, on powróci, by dokończyć niszczenie nawierzchni. Zamiast tego trafił do policyjnego aresztu, a jego ciągnik marki URSUS, który dodatkowo nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia OC, został odholowany na parking strzeżony. O dalszym losie 60-latka zdecyduje sąd.
Fakty kontra internetowe plotki
Sprawa błyskawicznie wywołała lawinę spekulacji w przestrzeni publicznej. Pojawiły się plotki, jakoby sporny fragment jezdni należał „pół na pół” do miasta oraz prywatnego rolnika, a sam remont rzekomo odbywał się bez niezbędnych zgód. Do tych doniesień stanowczo odniósł się Zarząd Dróg Miejskich.
Urzędnicy opublikowali oświadczenie, w którym kategorycznie dementują pogłoski o nieuregulowanym statusie ulicy Rybackiej. Po weryfikacji stanu prawnego nieruchomości ZDM potwierdził, że droga w całości stanowi własność Miasta Gliwice. Zapewniono również, że nie jest to droga prywatna i żadna jej część nie należy do osób trzecich, apelując jednocześnie o rzetelne weryfikowanie informacji przed ich powielaniem.
Pół miliona strat w jedno popołudnie
Sytuację skomentowała również prezydent Gliwic, Katarzyna Kuczyńska-Budka. Włodarz miasta potwierdziła, że na miejscu zdarzenia pracował geodeta, który jednoznacznie wytyczył granice gminnej własności, co znajduje stuprocentowe pokrycie w zapisach księgi wieczystej. Zwróciła także uwagę na fakt, że nie był to pierwszy przypadek zniszczenia publicznego mienia przez tego samego sprawcę.
Bunt rolnika będzie słono kosztował. Zniszczeniu uległa nie tylko wierzchnia warstwa nowiutkiego asfaltu, ale również znajdująca się pod nim podbudowa drogi. Według wstępnych szacunków Zarządu Dróg Miejskich, wyrządzone straty opiewają na gigantyczną kwotę około 300 tysięcy złotych.
Może spędzić w więzieniu do 10 lat
Zatrzymany mężczyzna usłyszał w niedzielę zarzuty. Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec niego tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy. Za zarzucany mu czyn - zniszczenie mienia znacznej wartości - grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
mp


Komentarze (0) Skomentuj