„Widok okropny. Odwiedzając groby zmarłych, widzimy góry śmieci za płotem”. „Na Związkowej strach otworzyć okno, bo zaraz muchy wlatują”. „Węglowa - okropny nalot much”. To tylko pierwsze z brzegu komentarze internautów pod kwietniowym wpisem gliwickiego radnego, Jana Pająka, na Facebooku: „Składowisko odpadów przy ul. Cmentarnej znowu komplikuje nam życie. Muchy i nieprzyjemny zapach pojawiły się ponownie”. 
Sprawa nie jest nowa, pisaliśmy o niej jesienią. Prezydent miasta we wrześniu 2017 roku wydał firmie Ekobiopell z Katowic zgodę na zbieranie określonej kategorii odpadów przy ul. Cmentarnej 6 w Gliwicach. Zezwala ona na składowanie tam zbelowanych pozostałości, takich jak opakowania wielomateriałowe, z tworzyw sztucznych oraz zmieszane, tekstylia i gumy, a także odpady palne (paliwo alternatywne), które będą potem przekazywane do innych odbiorców, m.in. elektrowni w Zabrzu.
  
Wielu ludziom od początku nie spodobał się ten pomysł, bo, nie dość, że składowisko sąsiaduje bezpośrednio z cmentarzem (było nie było w naszej kulturze to sacrum), na domiar złego zaczęło generować nieprzyjemny zapach. Pojawiły się także tysiące much, które nie tylko dokuczały osobom odwiedzającym groby bliskich, ale również okolicznym mieszkańcom i przedsiębiorcom prowadzącym w sąsiedztwie działalność gospodarczą.  

Jeszcze w ubiegłym roku radny Jan Pająk powiadomił straż miejską, wysłał też zapytanie do urzędu. Ten ostatni zorganizował wizję lokalną. Na miejscu pojawili się strażnicy, właściciel działki, na której składowane są odpady, dzierżawca tego terenu oraz przedstawicielka wydziału środowiska urzędu miejskiego. Spotkanie, jak twierdził Pająk, było dość burzliwe. 

- Dzierżawca, na moje uwagi, najpierw próbował straszyć mnie prawnikami, a na koniec wyprosił ze spotkania. Spisano protokół, w którym niczego nagannego nie stwierdzono.

Temat przez zimę nieco przycichł, ale kilka tygodni temu sprawa wróciła ze zdwojoną siłą. Znowu zaczął unosić się uciążliwy zapach i, mimo wcale nie najwyższej temperatury, pojawiły się insekty. Mieszkańcy donoszą, że od kilkunastu dni nie sposób otworzyć okna w starej Sośnicy. Na Bema, Związkowej, Wielickiej, Węglowej i Reymonta atakują chmary much.     

- Mieszkamy ok. 300 metrów od tego składowiska, a ja w pierwszy dzień świąt wielkanocnych zabiłam około stu owadów – twierdzi Barbara Herczyk, która wspólnie z mężem prowadzi w sąsiedztwie salon samochodowy. - Ten wysyp insektów to ewidentnie konsekwencja lokalizacji składowiska. Nie tylko nam ono przeszkadza. Byłam na spotkaniu z innymi przedsiębiorcami, którzy mówili to samo: ogromna ilość much i smród. Taka działalność nie powinna być uciążliwa dla otoczenia. Słyszałam, że właściciel składowiska próbuje przeciwdziałać pojawianiu się robactwa i spryskuje teren jakimś środkiem owadobójczym. Nie wiem, czy jest on obojętny dla zdrowia innych. 
   
Pająk twierdzi, że sprawa najwyraźniej przerosła gliwickich urzędników, którzy, wydając zgodę na lokalizację składowiska przy Cmentarnej, nie przewidywali, jakie będą z tego powodu kłopoty. 

- Inna rzecz, że nie wiem, czy ktoś z magistratu sprawdza, jak magazynowane są te odpady – zastanawia się radny. - Dysponuję zdjęciami, które stoją w sprzeczności z zapisami zezwolenia. W sprawie składowiska i jego oddziaływania na okolicę poprosiłem o spotkanie z Adamem Neumannem, wiceprezydentem miasta. Nie wyznaczono mi jeszcze terminu.
    
Radny ubolewa też nad postawą dzierżawcy terenu.  

- Zamiast starać się rozwiązać jakoś tę sprawę, dzierżawca przycmentarnego terenu zaczął mnie straszyć – mówi Pająk. - Pod koniec ubiegłego roku wynajęta przez Ekobiopell kancelaria prawna wezwała mnie do natychmiastowego zaprzestania naruszania dóbr osobistych ich mandata. 
  
Poprosiliśmy o komentarz Marka Jarzębowskiego, rzecznika prasowego prezydenta Gliwic. 

- Czy teren składowiska jest uciążliwy dla otoczenia? – zastanawia się. - Nie wiem. Wiem natomiast, że 6 kwietnia na miejscu byli przedstawiciele wydziału środowiska i niczego niewłaściwego nie stwierdzili. Dwa dni wcześniej na Cmentarnej pojawili się strażnicy miejscy z podobnym efektem. Wiem, że dzierżawca stara się niwelować uciążliwości związane z prowadzoną działalnością. Podwyższył otoczenie, dokonuje też regularnych oprysków środkami owadobójczymi.  
 
Kontrolę składowiska zapowiada sanepid. Do sprawy wrócimy.
                                                                         
(san)
   
   


wstecz

Komentarze (0) Skomentuj