Niezwykle skromny, pełen pokory i oddany lekarskiej powinności. Najistotniejszy jest dla niego szacunek dla drugiego człowieka. Ceniony specjalista medycyny paliatywnej, kierownik zespołu opieki domowej oraz poradni medycyny paliatywnej w Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Gliwicach.
Kapituła 21. edycji plebiscytu „Nowin Gliwickich” uhonorowała Leszka Strzeleckiego tytułem Człowieka Ziemi Gliwickiej 2017 oraz statuetką Gliwicjusza za empatię w podejściu do chorych i ich rodzin, pełen człowieczeństwa profesjonalizm w godnym odprowadzaniu pacjentów, udowadnianie, dzień po dniu, że hospicjum to też życie oraz stworzenie wzorowego modelu opieki nad terminalnie chorymi, realizowanego w gliwickim hospicjum Miłosierdzia Bożego. - Bardzo dziękuję za wyróżnienie, bo jest ono ważne przede wszystkim dla zespołu i chorych, którymi się zajmujemy - powiedział laureat podczas uroczystej gali.

Za uśmiech dziecka

Kapituła wyróżniła Gliwickie Centrum Edukacyjno-Rehabilitacyjne. To zespół lekarzy, fizjoterapeutów, psychologów, logopedów, pedagogów, terapeutów zajęciowych  i pielęgniarek, ludzi oddanych pracy i pełnych pasji. Przez ćwierć wieku wspólnie stworzyli unikatowy w skali kraju ośrodek, stawiając na uznane, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, metody oraz tworząc własne, autorskie, programy. Dzieci z różnymi dysfunkcjami są w centrum ich świata, a największą nagrodą dla zespołu jest ich uśmiech. GCER uhonorowano za wieloletnie zaangażowanie w budowanie unikatowego systemu opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi i ich rodzinami, stworzenie nowatorskich metod lecznictwa i rehabilitacji, społeczną intuicję i wrażliwość oraz kompleksowe podejście do istotnych problemów związanych z niepełnosprawnością.
      

Muzyka to oni

W gronie ścisłych plebiscytowych finalistów znaleźli się Gerard Drozd, uznany w świecie kompozytor muzyki gitarowej oraz Krzysztof  Kobyliński, kompozytor, animator kultury, twórca i dyrektor festiwali PalmJazz i Filharmonia oraz Centrum Kultury Jazovia.
Drozd otrzymał nominację za wybitne osiągnięcia kompozytorskie, rozsławiające Gliwice w Polsce i na świecie oraz stworzenie prestiżowej marki kulturalnej - Międzynarodowego Gliwickiego Festiwalu Gitarowego, cieszącego się od lat niesłabnącym zainteresowaniem publiczności. Natomiast Kobyliński - za wybitną działalność kompozytorską, stworzenie renomowanych festiwali PalmJazz oraz Filharmonia, będących artystyczną wizytówką miasta oraz za utworzenie Centrum Kultury Jazovia, miejsca spotkań wybitnych muzycznych osobowości.

Od eseju do architektury

Plebiscytowe nominacje otrzymali w tym roku: Iwona Ewertowska-Mener, uhonorowana za niestrudzone propagowanie muzyki chóralnej w powiecie gliwickim oraz stworzenie i wieloletnie prowadzenie Zespołu Muzyki Dawnej „Tibiarum Scholares”;  Damian Kałdonek, architekt, właściciel gliwickiej pracowni architektonicznej PROjARCH, wyróżniony za odwagę w projektowaniu miejskich przestrzeni, w szczególności ulic Wieczorka/Siemińskiego i Zwycięstwa, przełamywanie schematów w myśleniu o urbanistyce oraz nowatorskie podejście do architektonicznych wyzwań; Dariusz Opoka, prezes Stowarzyszenia GTW,  doceniony za zaangażowanie i społeczną aktywność, w szczególności organizowanie miejskich finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz stworzenie Centrum Rozwoju Dzieci i Młodzieży „Bumerang”; Krzysztof Siwczyk, nominowany za wybitne osiągnięcia w dziedzinie poezji i eseistyki, w szczególności za niebanalne sportretowanie Gliwic w „Kole miejsca/Elementarzu”, uhonorowane Nagrodą Literacką Gdynia oraz za twórczą konsekwencję sytuującą artystę w kanonie najwybitniejszych postaci polskiej literatury; stowarzyszenie Warsztat Miejski - za stworzenie innowacyjnej i kreatywnej przestrzeni miejskiej dla majsterkowiczów, twórców i artystów oraz organizowanie imprez aktywizujących gliwiczan do działania w ruchu „make”.      

Jak to robią „Nowiny”?

Plebiscyt to pomysł  gazety, a jego idea polega na wyróżnianiu osób, instytucji, firm, które swoimi działaniami wnoszą niezaprzeczalny wkład w rozwój ziemi gliwickiej. Dostrzegamy i nagradzamy ludzi zaangażowanych w działalność społeczną oraz charytatywną, pasjonatów i aktywistów. Honorujemy także tych, którzy rozsławiają Gliwice w Polsce i  na świecie  Przez 21 lat trwania plebiscytu wzięło w nim udział ponad 700 osób, w finałowej dziesiątce znalazło się 209. Wśród dotychczasowych Gliwicjuszy są trzy kobiety i 18 mężczyzn. W gronie laureatów było siedmiu profesorów, czterech doktorów.

Tegoroczna edycja była okazją do zmian, a chodzi o nagrodę główną: statuetka dłuta prof. Krzysztofa Nitscha została zaklęta w szkle.
O tym, kto znalazł się na liście kandydatów, decydowali przede wszystkim czytelnicy „Nowin”. W pierwszym etapie wystarczyło wysłać do redakcji zgłoszenie, drugi polegał na wyłonieniu przez dziennikarzy „NG” dziesięciu finalistów z grona 35 zgłoszonych w tej edycji kandydatów. Wybór ścisłej czołówki zależał od aktywności czytelników, zaś ostatecznego  rozstrzygnięcia dokonała dziewięcioosobowa kapituła, w której zasiadają laureaci plebiscytu, przedstawiciele redakcji oraz jej partnerzy.  Tegoroczne posiedzenie kapituły miało miejsce 9 marca, a  obradowała ona w składzie: Jan Ballarin, Krystyna Jurczewska-Płońska, Jacek Krzyżanowski – Gliwicjusze, prof. Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej, Joanna Nawratil-Ludwiczak, prezes zarządu „Nowin Gliwickich”, Małgorzata Lichecka, zastępca redaktora naczelnego „NG” oraz Kazimierz Szymański ze Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Gliwickiej  – przewodniczący kapituły.

Gala w industrialnych klimatach  

23 marca spotykaliśmy się w industrialnych klimatach,  bowiem  gala miała miejsce   w Nowych Gliwicach, w jednym z budynków, architektonicznej perle, zaprojektowanej przez przedwojennych architektów – Emila i Georga Zillmannów. Goście mieli okazję zwiedzić jeden z oddziałów Muzeum w Gliwicach  - oddział odlewnictwa artystycznego, nowoczesną i ciekawą  ekspozycję. Artystyczną część wypełnił koncert w wykonaniu Akademickiego Zespołu Muzycznego Politechniki Śląskiej pod dyrekcją  Krystyny Krzyżanowskiej-Łobody. 

AZM jest niezwykle silnie związany z  miastem: inauguruje rok akademicki zarówno w katedrze, jak i na wielu wydziałach Politechniki Śląskiej. Koncertował praktycznie w każdym gliwickim kościele. Jest zapraszany na liczne festiwale krajowe i zagraniczne. Ma za sobą występy m.in. w Niemczech, Finlandii, Czechach, Portugalii, Bułgarii, Austrii, Grecji, Hiszpanii, Estonii, na Węgrzech, Ukrainie i Malcie. Nie ogranicza się do jednego gatunku, stylu czy epoki. Wykonuje kompozycje zarówno Bacha, jak i młodych polskich kompozytorów, polską muzykę ludową i fińską muzykę współczesną. Podczas gali śpiewacy wykonali „Sve je more” Dariusza Janusa, „Koziery” Franciszka Rylinga, „Nobody knows the trouble I've seen” oraz „Daniel, Daniel Servant of the Lord” w opr. Undine S. Moore’a.
 
Przygotowanie plebiscytu nie byłoby możliwe bez wieloletnich partnerów: Śląskiej Sieci Metropolitarnej, firm Remondis Gliwice, Dako i Kar Tel, Górnośląskiej Agencji Przedsiębiorczości i Rozwoju, Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Gliwickiej, Teatru Miejskiego w Gliwicach, Muzeum w Gliwicach, restauracji Zeppelin, kwiaciarni Róża oraz cukierni Hania.      

Trzeba słuchać ludzi i raczej im wierzyć

Rozmowa z Leszkiem Strzeleckim - Gliwicjuszem 2017.

Nie interesował się pan medycyną paliatywną do momentu, gdy dr Jerzy Otto, ówczesny szef gliwickiej przychodni wielospecjalistycznej przy Zubrzyckiego, nie zaprosił pana do współpracy.

W przychodni pracowałem jako lekarz rodzinny. Pewnego dnia dr Otto zaprosił mnie do siebie. „Będę otwierał poradnię paliatywną”, przedstawił pomysł. W  1973 r. w Gliwicach, przy instytucie onkologii, powstała pierwsza w Polce poradnia przeciwbólowa, prowadzona przez dr. Bolesława Rutkowskiego, Otto też tam pracował. Niewielu lekarzy, w tym ja, wiedziało, co to za dziedzina.  Ale zgodziłem się i dziś nie potrafię nawet powiedzieć, dlaczego. Wstępem był kurs weekendowy, zorganizowany w gliwickim hotelu Argentum. Pamiętam, przyjechał wtedy z Poznania jeden z prekursorów medycyny paliatywnej w Polsce – prof. Jacek Łuczak.  Powiedziano nam, co to morfina, jak ją podawać, każdy miał okazję do założenia koledze podskórnego motylka. A, był jeszcze 20-stronicowy skrypcik. Po takim kursie otworzyliśmy poradnię. Od razu dołączył dr Artur Pakosz. Nasz zespół to było dwóch lekarzy i cztery pielęgniarki. Pamiętam, dostaliśmy najpierw służbowe pagery. Gdy mój piszczał, musiałem szybko szukać telefonu, bo trzeba było pilnie oddzwonić. Na początku  mojej nowej pracy brałem plecak i jeździłem do pacjentów rowerem.  

Co pan wtedy myślał o medycynie paliatywnej?


Lekarz rodzinny przyjmuje nawet 50 pacjentów dziennie. Co z kolei powoduje, że błąd jest kwestią czasu. W medycynie paliatywnie jesteśmy świadomi zjawiska wypalenia zawodowego.  Nie unikamy tego tematu, natomiast w medycynie rodzinnej czy wśród lekarzy pracujących w szpitalach o tym się nie rozmawia. Jestem przekonany, że są oni sto razy bardziej narażeni na wypalenie zawodowe, chociażby ze względu na skalę „przerobu”. Przepraszam za brzydkie określenie, ale to słowo dobitnie oddaje istotę zjawiska. W medycynie paliatywnej mamy dla pacjenta czas. Oczywiście i nam przytrafia się zmęczenie. Na przełomie roku sam zacząłem notować, ile godzin dziennie pracuję, ale w końcu machnąłem ręką, bo to przecież mój wybór. Gdy przyjeżdżam do pacjenta, nasze szybkie spotkanie trwa pół godziny, a norma to dwie. Wówczas jestem w stanie cokolwiek zrobić. 

Ma pan czas na rozmowę, zaaplikowanie leków, spotkanie z rodziną...


Wie pani, jest takie powiedzenie, że lekarz mający czas dla pacjenta to albo psychiatra albo specjalista medycyny paliatywnej.   

Co to za dziedzina? Dlaczego jest tak istotna?

W medycynie paliatywnej koncentrujemy się głównie na leczeniu przykrych objawów – bólu, duszności, reakcji ze strony przewodu pokarmowego, stanów psychicznych. Ważna jest dla nas poprawa komfortu życia tak, by pacjent czuł się możliwie dobrze. Najczęściej mamy do czynienia z chorobą przewlekłą, w której już niewiele możemy pomóc, aczkolwiek zawsze istnieje jakieś pole manewru. W związku z tym, że choroba działa destrukcyjnie na chorego i jego rodzinę, a dotyczy to zarówno sytuacji socjalnej, jak i relacji między nimi, medycyna paliatywna jest domeną zespołów z pielęgniarką, psychologiem, rehabilitantem, pracownikiem socjalnym, kapelanem, lekarzem. Kojarzymy ją przede wszystkim z chorobami nowotworowymi i to rzeczywiście większość chorych, z którymi mamy do czynienia. 

Zapewne to niezwykle obciążająca praca, nie tylko psychicznie, ale także fizycznie.


Rzeczywiście, wiele osób z zespołu o tym wspomina. Przyjmuję to do wiadomości, choć uważam, że w innych dziedzinach medycyny występują większe obciążenia. Nie bardzo też wyobrażam sobie pracę, w której przez osiem godzin miałbym siedzieć za biurkiem i przyjmować pacjentów. Co z tego, że w spokojniejszym trybie. Nie wytrzymałbym. Jeśli u pacjenta miałem trudną i wyczerpującą rozmowę, wsiadam do samochodu i  jadę. Zanim wejdę do następnego domu, mózg mi już odparuje.  

Co  jest pozytywnego w pana pracy, a z czym sobie nie można poradzić?

Jeśli w jakiejś rodzinie zdarzy się zaawansowana choroba nowotworowa,  wszyscy przeżywają dramat związany z niepowodzeniem leczenia onkologicznego, przychodzą do nas mniej lub bardziej świadomi niekorzystnego rokowania u ich bliskiej osoby, a dzięki temu, co robimy, jesteśmy w stanie umożliwić im czynne, aktywne kochanie, aż do końca, odchodzącej osoby.

To bardzo ważne, co pan teraz powiedział, bo wiele osób tego nie potrafi.


Naszym zadaniem jest podprowadzenie rodziny i czasami trzeba ludziom powiedzieć prosto: już nie czas na szukanie kolejnego profesora w Monachium czy Nowym Jorku, tylko czas na bycie razem. Często zdarzają się sytuacje, kiedy cała rodzina bardzo angażuje się w walkę z chorobą, jeździ po lekarzach, przegląda  internet, kupuje drogie lekarstwa. To wszystko bardzo ją zajmuje. I nagle: pyk, chory umiera, a bliscy nie mieli czasu, żeby porozmawiać,  popłakać, powspominać, powiedzieć sobie, jak bardzo są dla siebie ważni. Nasza rola w tym, żeby potrząsnąć tymi ludźmi i powiedzieć: zostawcie to, kochajcie się. Oczywiście,  wiele razy wysiłki rodziny mają sens... to nie takie proste o tym opowiadać… jednak są momenty, gdy trzeba rodzinę wyraźnie zastopować, bo, już po ludzku, w walce z chorobą nie mamy szans i ta nadaktywność jest ucieczką przed  konfrontacją ze śmiercią.     

Jak pan rozmawia z rodzinami i chorymi?

Długo. Jestem trochę takim zawodowym pomagaczem, aczkolwiek jestem lekarzem i moja rola jest łatwiejsza niż bliskich. Odprowadzałem moich rodziców, zmarli dwa i trzy lata temu. Wtedy byłem w zupełnie innym świecie, bo zostawanie sam na sam w domu z chorą osobą jest znacznie trudniejsze niż to, co robię zawodowo. Pyta pani, jak rozmawiam? Zupełnie zwyczajnie. Trzeba słuchać ludzi i raczej im wierzyć. To w gruncie rzeczy proste, tyle że czasochłonne. Jeżeli będziemy kogoś zbyt intensywnie ratować w sytuacji, kiedy już naprawdę nie ma szans, to go po prostu zamęczymy. A prawda jest jak lekarstwo – trzeba wiedzieć, kiedy i ile. Wierzę w Boga i wiele rzeczy traktuję jako dary. Myślę, że to mądra postawa życiowa. Obcując z chorymi pozbawionymi tego, co oczywiste, cieszę się drobiazgami. I tyle.   

Małgorzata Lichecka

Laureaci plebiscytu

1997 -  Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic
1998 - prof. Jerzy Buzek, były premier, były szef Parlamentu Europejskiego
1999 - Andrzej Karasiński, dzisiaj sekretarz miasta Gliwice
2000 - śp. Siostra Jolanta Świgost ze Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame
2001 - Jan Sznajder – prezes gliwickiego oddziału Towarzystwa Opieki im. św. Brata Alberta
2002 - dr Ludwika Gadomska – pomysłodawczyni i założycielka Gliwickiego Ośrodka Adaptacyjno-Rehabilitacyjnego dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej
2003 - Tadeusz Mamok – emerytowany nadleśniczy Nadleśnictwa Rudziniec, wieloletni samorządowiec
2004 - śp. Wacław Węgrowski – były prezes i redaktor naczelny „Nowin Gliwickich”
2005 - prof. Jan Ballarin – wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach
2006 - Jacek Krzyżanowski – przedsiębiorca i filantrop, prezes firm grupy Dako
2007 - prof. Bogusław Maciejewski –  były dyrektor gliwickiego centrum onkologii
2008 - prof. Krzysztof Nitsch – rzeźbiarz i medalier, od początku plebiscytu twórca wszystkich statuetek Gliwicjusza
2009  - Krystyna Jurczewska-Płońska – założycielka i prezeska gliwickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku
2010 - dr Stanisław Kubit – jeden z najlepszych modelarzy lotniczych na świecie
2011 - dr Artur Pakosz – dyrektor gliwickiego Hospicjum Miłosierdzia Bożego i jednocześnie prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych „Hospicjum”
2012 - Marian Jabłoński – pasjonat historii Gliwic i Śląska
2013 - prof. Adam Maciejewski - onkolog, specjalista chirurgii rekonstrukcyjnej, który przeprowadził pierwszy na świecie przeszczep twarzy ze wskazań życiowych
2014 - prof. Mieczysław Chorąży – światowej sławy naukowiec, specjalizujący się w badaniach biologii nowotworów w gliwickim instytucie onkologii
 2015 - prof. Andrzej Karbownik - były rektor Politechniki Śląskiej
2016  - Jerzy Wojewódzki, społecznik, działacz sportowy, prezes  Gliwickiego Towarzystwa Sympatyków Piłki Nożnej Pięcioosobowej

Galeria

wstecz

Komentarze (3) Skomentuj

  • spokojny 2018-03-29 09:15:49
    Odnosnie hospicjum w Gliwicach,to mam nieco inne zdanie.
    • Ee 2018-03-29 14:06:54
      To może je przedstaw, zamiast insynuacyjnych niedomówień. Ja poznałam doktora gdy umierał mój Tata, i popieram tę nagrodę w 100%.
  • Danuta N. 2018-06-05 17:11:12
    Poznałam Pana doktora Leszka Strzeleckiego kiedy pomagał ciężko chorej synowej,a następnie mężowi. Nie ma takich słów,które są w stanie oddać niezwykłość tego Lekarza - Człowieka. Wchodząc do domu z kolejną wizytą wnosił spokój,ciepło i autentyczną,profesjonalną pomoc. Oby więcej było takich lekarzy...