Prognozy dla ZM Bumar Łabędy są obiecujące. Sytuacja na dziś jest taka sobie. Ostatnie lata działalności to historia niedoszłych szans.



Bumar pełną parą przygotowuje się do modernizacji czołgów Leopard 2A4. Tempo, w jakim idą przeglądy, zasłużyło na uznanie niemieckiego producenta wozów. O innych osiągnięciach fabryki nie słychać. W 2016 pogorszyła się jej sytuacja finansowa, w portfelu brakuje zleceń od polskiego wojska, zamarła działalność eksportowa. Szansą jest ożywienie rządowego Programu Pancernego.

W halach zakładu z Łabęd stoi kilkanaście czołgów Leopard w różnej fazie demontażu. Pojazdy sprawdzane są pod kątem napraw i potrzeb remontowych. Jak informuje dyrekcja zakładu, dotychczas przegląd przeszło około 14 wozów. 

- Sprawność, z jaką idą przeglądy, zrobiła wrażenie na producencie. W zakładach Rheinmetall robią to wolniej. A nasi niemieccy koledzy mają ułatwione zadanie – korzystają z dokumentacji technicznej. Z niewiadomych przyczyn nasze wojsko, kupując czołgi, nie zadbało, żeby i ją mieć u siebie. Aby poznać budowę Leopardów, pierwszy z wozów rozebraliśmy do najdrobniejszej śrubki i złożyliśmy na powrót – mówi z nutą przechwałki przedstawiciel załogi Zdzisław Goliszewski, przewodniczący Solidarności w ZM Bumar.

Chuda dieta Leopardów 
Przeglądy techniczne stanowią wstępny etap programu modernizacji Leopardów 2A4 do wersji 2 PL (tzw. polonizacji). 128 takich czołgów trafiło do polskiej armii w latach 2002-2003. Pojazdy mają co najmniej po 30 lat i wymagają unowocześnienia. Za kwotę blisko 2,5 mld zł sprzęt zostanie zmodernizowany m.in. pod kątem zwiększenia odporności balistycznej, unowocześnienia systemu kierowania ogniem, zwiększenia możliwości ogniowych (modernizacja armaty i amunicji). Do tego celu zostaną wykorzystane liczne komponenty od zagranicznych i krajowych producentów. Polską Grupę Zbrojeniową reprezentują WZM w Poznaniu (remont układu napędowego i jezdnego), Przemysłowe Centrum Optyki (kamery termowizyjne do celowników i kamery dla kierowcy), Rosomak (dodatkowe opancerzenie wieży i kadłuba), ZM Tarnów (zespoły napędów wieży i działa) oraz gliwicki OBRUM (modernizacja trenażerów i symulatorów).   

Bumar Łabędy ma kluczowe znaczenie w projekcie. Zakłady są tzw. integratorem ze strony polskich wykonawców oraz głównym wykonawcą prac. Pytanie, czy umowa spełni oczekiwania i ile pieniędzy wydanych na unowocześnienie Leopardów zostanie w Gliwicach. W opinii Goliszewskiego w zakresie remontów dochodzi nie do polonizacji, a dalszej germanizacji czołgów.

-  Rheinmetall wykorzystuje umowę do przewietrzenia magazynów. Oleje, farby, większość części – wszystko to pochodzi od Niemców. Nasza rola sprowadza się do montowania części zamiennych. Co gorsze, ograniczony zakres prac powoduje, że obciążenie zadaniami dla załogi jest nierównomierne  – mówi Goliszewski.

Realizacja kontraktu dopiero się rozkręca. Pierwszy, zmodernizowany Leopard 2 PL, zostanie przekazany wojsku w 2018 roku. Kolejnych sześć wozów ma zostać poddanych modyfikacji na początku 2019. Strona polska przejmie odpowiedzialność za prace modernizacyjne począwszy od siódmego egzemplarza. Pozostałe czołgi zostaną zmodyfikowane w dwóch następnych latach, do 2020 r.  

- To dla zakładu trudny czas – przyznaje Piotr Wypych, dyrektor departamentu wykonawczego. - Ze względu na harmonogram robót zakłady już ponoszą wydatki, ale na ich zwrot trzeba poczekać. Przekłada się to na sytuację finansową. Firma jest wypłacalna, ale w 2016 r.,  w porównaniu do roku wcześniejszego, doszło do pogorszenia wyników. Dyrektor nie ujawnia, o jakie kwoty chodzi. Nieoficjalnie mówi się o kilku milionach złotych straty.

Azja czeka na podbój
Leopardy dzielą stanowiska remontowe z czołgami T-72 oraz wozami zabezpieczenia technicznego (WZT) pochodzącymi z polskiej armii. Nie najlepszy stan techniczny wyposażenia pancernego naszych wojsk to dla Bumaru źródło stałych zleceń. Nowe projekty pozostają w sferze planów. Ostatnie lata układają się w pasmo niedoszłych szans. Tak stało się z kontynuacją dostaw czołgów dla Malezji, zleceniem na wyprodukowanie WZT-3 dla wojsk indyjskich (brak przełomu w renegocjacji umowy), udziałem Bumaru w budowie armato-haubicy Krab dla polskich sił zbrojnych (wojsko wolało podwozie koreańskiego Samsunga). 

W zakładach mają nadzieję, że złą passę uda się  przełamać dzięki Agencji Mienia Wojskowego, która próbuje sprzedać Jordanii czołgi T-72. Amman wyraził wstępne zainteresowanie. Sprzęt, przed wyjazdem na Bliski Wschód, wymagałby unowocześnienia. Rozmowy trwają.

Polski czołg – szansa dla Bumaru
Dla zakładów zbrojeniowych przestarzały stan uzbrojenia polskiej armii to teoretycznie wymarzona sytuacja. Służy w niej  jeszcze około 500 czołgów T-72, które pamiętają czasy Układu Warszawskiego. Wojsko planuje sukcesywnie wycofywać wysłużony sprzęt. Pytanie, czym go zastąpi i jaką rolę w tym procesie pisze krajowej zbrojeniówce.

Bumar na plan modernizacji sił obronnych ma już gotową, przetestowaną odpowiedź. Unowocześnioną wersję czołgu PT-91 po raz pierwszy pokazał w ubiegłym roku na targach przemysłu zbrojeniowego w Kielcach. Demonstrator czołgu podstawowego o symbolu  PT-16 przyciągnął  uwagę i na tym się skończyło. W Łabędach wierzą, że tylko na razie.

Niespełnioną obietnicą są inne elementy Programu Pancernego – państwowej strategii rozwoju uzbrojenia wojsk lądowych. Anders, uniwersalny wóz bojowy stworzony we współpracy z Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym Urządzeń Mechanicznych w Gliwicach, nie wzbudził zainteresowania wojska. Po przerwie prace nad jego następcą -  szybkim, potężnie uzbrojonym lekkim czołgiem – kontynuuje OBRUM. Uniwersalna, gąsienicowa platforma ma być podstawą całej rodziny pancernych pojazdów, m.in. wozów wsparcia bezpośredniego, wozów dowodzenia i zabezpieczenia technicznego. Projekt może wypalić, ale brak też absolutnej pewności, czy cały wysiłek nie pójdzie na marne.

Co dalej z Bumarem?
Zdaniem ekspertów od uzbrojenia, projekt wozu wsparcia bezpośredniego ma kluczowe znaczenie nie tylko dla modernizacji broni pancernej. Projekt, który w całości można zrealizować siłami rodzimego przemysłu, mógłby otworzyć szansę odbudowy potencjału pancernych fabryk. 

- Bumar długo nie pociągnie na chudej diecie remontów. Zakłady takie jak nasz żyją z produkowania broni. Przeglądy, serwis, konserwacja sprzętu mogą być dodatkiem, ale nie wystarczają jako zasadniczy przedmiot działalności – uważa Goliszewski. 

W Bumarze powstała koncepcja konsolidacji – w ramach Polskiej Grupy Zbrojeniowej – producentów ciężkiej broni ze Śląska. Uznano, że związanie ścisłą współpracą zakładów o komplementarnej ofercie (Rosomak produkuje wozy opancerzone, Bumar zna się na czołgach, OBRUM daje wsparcie inżynierskie) to dobry początek na odtworzenie potencjału przemysłu pancernego. Firmy połączyła unia personalna  (wszystkimi z funkcji prezesa kieruje Adam  Janik), ale w ślad za tym nie  poszły dalsze kroki.

- Teoretycznie wszystkie warunki są spełnione – wojsko potrzebuje nowego sprzętu, polskie firmy mogą go dostarczyć. Brakuje jednak woli politycznej. Decydenci w rządzie i armii mają własne plany. Słychać, że MON rozważa zakup dalszych Leopardów. Nadal pokutuje opinia, że lepiej kupować cudzą broń, niż postawić na rozwój własnej. Ten brak wiary we własny przemysł to rzecz bulwersująca – podkreśla Goliszewski.

Adam Pikul

Galeria

wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • Mike 2017-12-01 02:05:43
    bumar załatwiły związki zawodowe i kliki kierownicze od lat osiemdziesiątych. Podstawowe predyspozycje wymagane od pracowników to "mierny, bierny byle wierny". Tam CBA miałaby pracy na 5 lat!