Piast nie zwalnia tempa, wygrywa mecz za meczem i pnie się w tabeli Lotto Ekstraklasy. W sobotę ograł w Warszawie Legię 1:0. To historyczny sukces, bo nasza drużyna nigdy dotąd przy Łazienkowskiej nie zwyciężyła. Gola zdobył Hiszpan Gerard Badia.  Niebiesko czerwoni są w tej chwili drudzy w tabeli i do liderującej Legii tracą tylko punkt. Do zakończenia sezonu zostały zaś zaledwie trzy kolejki. Batalia o tytuł mistrzowski zapowiada się więc arcyciekawie. 
 
Gliwiczanie rozpoczęli mecz w stolicy w ofensywnym ustawieniu – z Piotrem Parzyszkiem w przodzie i Joelem Valencią oraz Gerardem Badią tuż za nim. Na prawą obronę wrócił Marcin Pietrowski.

Początek spotkania zdawał się potwierdzać, że większa presja ciąży na gospodarzach. Legioniści grali niedokładnie i już w trzeciej minucie celny strzał oddał Patryk Dziczek – wtedy jeszcze poradził sobie z nim bramkarz Legii, Radosław Cierzniak. 

Na chwilę na ławce trenerskiej gości zapanował niepokój: z murawy długo nie podnosił się nasz golkiper, František Plach, który ucierpiał w starciu z graczem Legii. Na szczęście pozbierał się i mógł kontynuować. 

Wydawało się, że gospodarze powoli zaczynają dominować, lecz to Piast zdobył gola. W 13. minucie wyprowadził kontrę, po której Martin Konczowski, na pełnym biegu, dograł piłkę w pole karne, wprost na lewą nogę Badii. Ten, strzałem z woleja, otworzył wynik spotkania. Chwilę później dobre podanie dostał Valencia. Niestety, pogubił się i nie zdołał wykończyć. Szkoda. 

Legia szukała sposobu na stworzenie sobie choćby jednej sytuacji. Nie potrafiła jednak przebić się przez szczelną defensywę Piasta, w której dwoił się i troił Jakub Czerwiński. W końcu przedarł się przez gliwickie zasieki Sebastian Szymański, lecz na próżno, gdyż zgubił piłkę po udanym wślizgu Aleksandara Sedlara. Gliwiczanie odpowiedzieli na to akcją Badii, której nie zdołał wykończyć Parzyszek. 

Dopiero w 38. minucie „wojskowi” stworzyli sobie pierwszą dogodną okazję na wyrównanie. Carlitos uciekł obrońcom Piasta, na szczęście na posterunku był Plach. Po strzale Michała Kucharczyka futbolówka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. To były dwa poważne ostrzeżenia dla naszych. 

Cel na drugą połowę wydawał się oczywisty: nie stracić gola i jeszcze dołożyć drugiego, tym samym powtórzyć wynik z Gdańska. Trzeba jednak pamiętać, że więcej bramek w tym sezonie Legia strzelała rywalom po przerwie. I tak w 49. minucie gospodarze mieli kolejną okazję na wyrównanie. Po dograniu z prawej strony celnie główkował Kasper Hamalainen, na szczęście Plach przeniósł piłkę nad poprzeczką. 

Gliwiczanie głównie się bronili, w końcu, po rzucie wolnym wykonywanym przez Badię, Sedlar oddał strzał głową: o centymetry piłka minęła słupek bramki pilnowanej przez Cierzniaka. 

W 60. minucie zapachniało golem dla gliwiczan. Tom Hateley uderzył z dystansu, bramkarz Legii końcami palców zbił futbolówkę na poprzeczkę, dopadł do niej Parzyszek, nie zdołał jednak skutecznie dokończyć dzieła Anglika. Warszawianie odpowiedzieli celnym strzałem Iuriego Medeirosa – na miejscu znów był Plach. 
Czas płynął. Legioniści szukali pomysłu na sforsowanie defensywy Piasta - bez powodzenia. W 67. minucie powinno być 2:0 dla gości. Valencia ograł dwóch graczy gospodarzy, uderzył na bramkę, lecz trafił tylko w słupek. Zaraz potem Waldemar Fornalik zdecydował się na pierwszą zmianę – Parzyszka zastąpił Paweł Tomczyk. Żaden z zespołów nie potrafił wypracować okazji na zmianę wyniku. Przewagę mieli gospodarze, ale gliwiczanie bronili się skutecznie, a w bramce mieli świetnie dysponowanego Placha. 

Końcowy gwizdek sędziego Szymona Marciniaka piłkarze, trenerzy i liczna grupa kibiców Piasta (było ich na Łazienkowskiej około tysiąca) przyjęli z prawdziwą euforią. Historyczna wygrana stała się faktem, zaś Piast włączył do walki o mistrzostwo.


W najbliższą niedzielę, 12 maja, niebiesko-czerwoni zagrają przy Okrzei z Jagiellonią  Białystok.
Początek o godzinie. 13.00.


Piast: František Plach - Marcin Pietrowski, Jakub Czerwiński, Aleksandar Sedlar, Mikkel Kirkeskov, Martin Konczkowski, Tom Hateley, Patryk Dziczek, Joel Valencia, Gerard Badía (80' Patryk Sokołowski), Piotr Parzyszek (68' Paweł Tomczyk) 
(gm)

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj