Potężne płomienie i gęste zadymienie były widoczne z wielu części Gliwic.

Nad miastem unosił się słup dymu, a w rejon działań skierowano duże siły Państwowej Straży Pożarnej oraz jednostek ochotniczych. W kulminacyjnym momencie na miejscu pracowało 70 zastępów i ponad 200 strażaków. W działaniach uczestniczyły także jednostki spoza Gliwic i powiatu gliwickiego, między innymi z Rybnika i Wodzisławia Śląskiego. Akcją kierował śląski komendant wojewódzki PSP st. bryg. Damian Legierski.

Niedziela, 3 maja, wieczór. Wielu z nas kończy majówkową beztroskę i przygotowuje się do kolejnego tygodnia pracy. Na facebookową skrzynkę Nowin zaczynają przychodzić zdjęcia i filmy, zrobione przez naszych Czytelników w różnych częściach miasta. Widać słup dymu, czasem płomienie. W pierwszej chwili trudno zlokalizować teren, które płonie, a sugestie mieszkańców rozrzucają możliwe miejsca po całej mapie miasta. 

Zadzwoniliśmy do st. kpt. Damiana Dudka, oficera prasowego komendanta miejskiego PSP w Gliwicach. Był właśnie w drodze do komendy. Przekazał nam, że zgłoszenie dotyczyło hal przy ul. Dubois. Informacja nie była jeszcze potwierdzona, ale kilka minut później nie było już wątpliwości. Płonął teren dawnej Fabryki Drutu. W mieście coraz głośniej słychać było syreny strażackich wozów.

Zgłoszenie wpłynęło do służb 3 maja około godz. 19.30. Po przyjeździe pierwszych zastępów strażacy potwierdzili pożar materiałów po rozbiórce kompleksu hal. Ogień szybko się rozprzestrzeniał i objął także dwie sąsiednie, nierozebrane hale. Zadymienie było widoczne niemal z każdego zakątka miasta.

Ponad 220 strażaków

W działaniach brały udział nie tylko jednostki z Gliwic i powiatu gliwickiego, ale także strażacy między innymi z Rybnika i Wodzisławia Śląskiego. Akcją kierował śląski komendant wojewódzki PSP st. bryg. Damian Legierski. Jak podkreśla, pożar był trudny do opanowania z kilku powodów.
- Po pierwsze dość specyficzny materiał palny - pryzma materiałów i palnych, i budowlanych. Ta intensywność pożaru była bardzo duża. Komendant dodaje, że ogromne znaczenie miała również skala pożaru.
– Powierzchnię tego pożaru obliczyliśmy na 15 tysięcy metrów kwadratowych. To jest bardzo dużo. Na początku zasięg naszych możliwości gaśniczych, czyli konkretnie prądów gaśniczych, był ograniczony. Dopiero w późniejszej fazie możliwe było wejście na ten teren i sukcesywne gaszenie tego pożaru. Ale to wszystko trwało – relacjonuje st. bryg. Damian Legierski. Dodatkowym utrudnieniem była noc oraz informacja o czterech wózkach z butlami gazowymi znajdujących się na terenie objętym pożarem.
– Faktycznie tak się stało, że jedna wybuchła. Spowodowało to pewną intensyfikację pożaru, ale trzy pozostałe udało się ewakuować – mówi komendant. Wskazuje też na problemy z zaopatrzeniem wodnym, typowe przy tak dużych działaniach.
– Wszystkie te problemy udało nam się przezwyciężyć. Uważam, że ta akcja gaśnicza przebiegała sprawnie – podsumowuje.

Decyzja o lokalizacji pożaru podjęta została o godz. 2.10. – To świadczy o tym, że ten pożar trwał dalej, ale się już nie rozprzestrzeniał – wyjaśnia. W kulminacyjnym momencie, według relacji komendanta, na miejscu było około 70 zastępów i 220 strażaków. St. bryg. Damian Legierski zaznacza jednak, że ostateczne dane mogą się jeszcze zmienić w meldunku, bo doliczane będą kolejne zastępy pracujące później przy dogaszaniu.

– Chciałbym też podkreślić bardzo dobrą współpracę ze służbami, w tym z Policją, która oczywiście będzie dalsze działania prowadzić, ale również z Urzędem Miasta, ze szczególnym uwzględnieniem zarządzania kryzysowego, bo tutaj byliśmy na bieżąco, wymienialiśmy się informacjami i współpracowaliśmy w zakresie logistyki i organizacji działań – ocenia śląski komendant PSP.

Skażenia nie było

Na miejscu działał również Mobilab ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z Katowic. Prowadzono pomiary jakości powietrza w różnych punktach miasta. Nie wykazały one zagrożenia dla mieszkańców. Miasto na bieżąco informowało o sytuacji za pośrednictwem radia, telewizji i mediów społecznościowych. Ponieważ nie stwierdzono nagłego zagrożenia życia lub zdrowia, nie było konieczności wysyłania alertu RCB.

Na czas akcji wyznaczono strefę zero. Dostęp miały do niej wyłącznie osoby uczestniczące w działaniach. Mieszkańcy gromadzili się w bezpiecznej odległości, obserwując pracę służb. Miasto zabezpieczało wodę dla strażaków, a w pomoc włączyli się również lokalni przedsiębiorcy, którzy przekazali między innymi posiłki.
Około godz. 9.00 następnego dnia miasto poinformowało, że pożar został ugaszony.

Zabytkowa część poza ogniem

Ważną informacją jest to, że spaleniu nie uległa część dawnej Fabryki Drutu wpisana do rejestru Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Tę kwestię pomogli zobrazować społecznicy ze Śląskiego Urban Labu, którzy przygotowali mapkę pokazującą zasięg pożaru w odniesieniu do chronionych obiektów. Wynika z niej, że część objęta ogniem nie dotyczyła fragmentów wpisanych do rejestru WKZ.

To istotne, ponieważ teren dawnej Fabryki Drutu od lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na poprzemysłowej mapie Gliwic. Jego zabudowa ma znaczenie historyczne i architektoniczne, a każda informacja o pożarze w tym rejonie natychmiast budzi pytania o stan zachowanych obiektów.
Warto dodać, że Fabryka Drutu posiadała pozwolenie na rozbiórkę obiektów przemysłowych. Wniosek w tej sprawie został złożony w grudniu 2014 roku, a pozwolenie wydano decyzją nr 99/2015 z 29 stycznia 2015 roku (dotyczy działki nr 495/2, obręb Kłodnica). Dziennik rozbiórki został zarejestrowany 11 grudnia 2017 roku, a w grudniu 2020 roku zarejestrowano jego drugi tom.
W kwestii skali strat czekamy na komentarz prezesa Fabryki Drutu. Do sprawy wrócimy po uzyskaniu stanowiska.

Utrudnienia i dalsze ustalenia

Akcja gaśnicza spowodowała duże utrudnienia w ruchu. Częściowo zamknięte zostały ulice Dubois i Jana Śliwki, a na Drogowej Trasie Średnicowej zablokowano zjazdy w rejonie działań. Policja kierowała kierowców na objazdy. Ruch zaczął stopniowo wracać do normy dopiero w poniedziałek rano, choć nie wszystkie odcinki były od razu w pełni przejezdne.
Przyczyny pożaru nie są znane. Po zakończeniu działań gaśniczych ustalą je policjanci z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Na szybkie odpowiedzi nie należy jednak liczyć. Badania biegłych i uzyskanie informacji o przyczynach pojawienia się ognia potrwają prawdopodobnie kilka tygodni.

Adriana Urgacz-Kuźniak
Fot. Michał Buksa

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj