Każdy większy deszcz zmienia nową drogę rowerową na alei Przyjaźni w rozlewisko.  Wyraźnej poprawy nie przynoszą naprawy doraźne. Zwykle, jeżeli rzecz  nie daje się zreperować, wymienia się ją na sprawną. O takim rozwiązaniu w związku z drogą rowerową miejscy urzędnicy nie chcą słyszeć. Zamiast tego zdają się na kolejne prowizorki. 
Budowa śródmiejskiej części nowego połączenia dla rowerów z centrum do Sośnicy zajęła dziewięć miesięcy i kosztowała blisko 3 mln zł. Najdłużej trwały prace związane z odcinkiem między ulicami Zwycięstwa i Dworcową. Prace zakończyły się z blisko półrocznym poślizgiem, w listopadzie 2017. Efekt jest  daleki od oczekiwań. 

Kłopoty sprawia fragment, który przysparzał ich już na etapie budowy. Szybko wyszło na jaw, że tak, jak trzeba, nie działa odwodnienie. Kałuże i spore rozlewiska pojawią się po każdym deszczu. Okresowo odcinek nie nadaje się właściwie do użytku. W niektórych miejscach woda zajmuje całą szerokość alei. W dodatku utrzymuje się długo po przejściu opadów. 

30 kwietnia minął termin, w którym problem zastoisk miał definitywnie zniknąć. Ostatnie deszcze pokazały, że nic się nie zmieniło. Aleja znów utonęła w kałużach. Jak się okazało, wykonawca, gliwicki PRUiM, nie ruszył palcem, by poprawić sytuację. W Zarządzie Dróg Miejskich w Gliwicach dowiedzieliśmy się, że firma dostała zgodę na przesunięcie prac na początek czerwca. Ma się pojawić dodatkowe odwodnienie i połączenia z kanalizacją deszczową, a wpusty studzienek „zostaną obniżone do poziomu zapewniającego odbiór wody”.

Są jednak wątpliwości, czy to pomoże. W odpowiedzi na pretensję mieszkańca, jaką podzielił się z redakcją, urzędnicy tłumaczą bowiem, że „wpusty uliczne [w pasie przywołanego połączenia – red.] nie stanowią elementów odwadniających nawierzchni”. Jeżeli byłoby tak w istocie, nie ma związku pomiędzy wysokością ich usadowienia, a sprawnością  w odbiorze wody. Ciekawsze jest jednak pytanie, jak w takim razie pierwotnie zamierzano ją odprowadzać? A z nim łączy się kolejne – na jakim etapie popełniono błąd i spaprano kosztowną inwestycję.

Przedstawiciele magistratu obciążają odpowiedzialnością wykonawcę. Rzecznik prezydenta Gliwic, Marek Jarzębowski, w przywołanej już korespondencji do mieszkańca twierdzi, że „problem z kałużami ma związek z wadami wykonawczymi”. Można mieć jednak co do tego wątpliwości. Wyjaśnienia urzędników w innych miejscach wskazują, że wina leży po stronie zastosowanych  rozwiązań technologicznych, zatwierdzonych przez inwestora – urząd miejski – na etapie przygotowania inwestycji. PRUiM wykonał tylko projekt autorstwa innej firmy,  gliwickiego Drotechu. 

Inżynierowie zastosowali innowacyjne rozwiązanie. Założono, że odprowadzenie wód opadowych powinno odbywać się poprzez przenikanie wody do systemu rozsączającego, zabudowanego pod warstwą ścieralną ścieżki (system ażurowych konstrukcji z tworzywa sztucznego). Szkopuł w tym, że nie wzięto pod uwagę, iż „sito” w mineralno-poliuretanowej nawierzchni okaże się podatne na zatykanie przez mieszankę brudu, wilgoci i pyłków roślin. 

Krzysztof Chlipalski, właściciel firmy Drotech: - W związku z zastosowaną technologią, trudno już mówić o eksperymencie. Tego samego typu nawierzchnie stosowane są na szeroką skalę, m.in. przy budowie parkingów. Należy je jednak umiejętnie, odpowiednio do przeznaczenia, użytkować. Odcinek Dworcowa – Zwycięstwa, podobnie jak inne fragmenty połączenia, zgodnie z wytycznymi zamawiającego, czyli miasta Gliwice, został zaprojektowany pod kątem wyłącznie ruchu rowerowego i pieszego. Nie zakładano, że poruszać się nim będą również ciężkie samochody dostawcze, jak ma to miejsce. W konsekwencji, jak można podejrzewać, doszło do zniszczenia zarówno ażurowej konstrukcji „podbudowy”, jak i systemu rozsączającego. Zastoiska wody znaczą właśnie punkty największych uszkodzeń. Dodatkowy problem sprawiają spadające i zalegające liście. Samochody wtłaczają  je w pory nawierzchni, co ogranicza jej przepuszczalność. 

Odpowiedzią na problem zapychania się „cedzaka” jest czyszczenie warstwy zewnętrznej. Ale i ta metoda daje niewiele. „Zgodnie z instrukcją utrzymania nawierzchni, aby zapewnić jej przepuszczalność, powinna ona być myta pod ciśnieniem dwa razy w ciągu roku. W ostatnim czasie była myta w ten sposób trzykrotnie. Jej umycie powoduje jednak tylko krótkotrwały efekt (…). Sprawdzono, że zadowalająca przesiąkliwość nawierzchni po umyciu to okres około miesiąca” - czytamy w cytowanej już korespondencji miejskich urzędników z mieszkańcem.

Wobec daremności prób przywrócenia na trwałe efektu przepuszczalności, sięgnięto po sprawdzone, tradycyjne metody. Pod koniec grudnia ubiegłego roku wykonawca w trybie awaryjnym – w związku z długotrwałym utrzymywaniem się rozlewisk – wykonał tymczasowe odwodnienie liniowe, czyli zwyczajnie zamontował kratki. Problem, ze zdwojoną siłą, powrócił na wiosnę. Co z kolei doprowadziło do pomysłu założenia dodatkowej instalacji, powiązanej z kanalizacją deszczową. Nie można jednak nie zapytać o skuteczność rozwiązania w sytuacji, gdy droga, zaprojektowana pod kątem innej technologii, nie posiada odpowiednio  wyprofilowanej, „łukowej” płaszczyzny, umożliwiającej samoczynne spływanie wody.

Dla większości jest jasne, że połączenie w obecnym kształcie nie zdaje, i raczej już nie zda, egzaminu. Zdaniem wielu, odcinek nadaje się tylko do wybudowania od nowa. Lepszym rozwiązaniem od eksperymentalnego rozwiązania wydaje się asfalt, zwykła kostka czy każde inne, które sprawi, że z alei da się korzystać każdego dnia w roku bez zmoczenia nóg.

Urzędnicy uważają, że to jeszcze nie pora na nowe. I nadal próbują naprawiać to, co jest.  - Uszkodzenia na odcinku Zwycięstwa - Dworcowa zostaną usunięte w ramach gwarancji wykonawczej – przekazuje Jadwiga Jagiełło-Stiborska, rzecznik ZDM. - Zanim zaczniemy rozważać inne rozwiązania, w tym najbardziej kosztowne, jak przebudowa drogi, poczekajmy na efekty prac przewidzianych w najbliższej przyszłości.
A do tego czasu, wybierając się po deszczu na aleję Przyjaźni, nie zapominajmy o solidnych gumowcach. Zawsze też możemy wybrać inną drogę. 

Adam Pikul 



Galeria

wstecz

Komentarze (5) Skomentuj

  • krzysztof 2019-05-28 12:39:58
    czemu nikt z władz wyższych nie widzi PRZEKRĘTÓW W MIEŚCIE czemu frankiewicz jest na wolności gdzie prokuratura ,NIK CBA I INNE INSTYTUCJE CZEMU MIESZKAŃCY SĄ OKRADANI WE WŁASNYM MIEŚCIE ?
    • Coś nie tak. 2019-06-01 22:12:15
      Jeżeli p. Krzysztof pisze o tak poważnych zarzutach, odpowiednie Służby powinny to wyjaśnić. Ciekawe, czy to zrobią?
  • Hans 2019-05-28 21:37:20
    Tak jest jak się bezmyślnie przelewa kasę pomiędzy zależnymi od siebie podmiotami. Wstyd, wiocha i kompromitacja. Na szczęście obywatele milczą
  • Co dalej? 2019-05-29 17:23:36
    Co za bzdury wypisuje właściciel firmy Drotech. " .......... dodatkowy problem sprawiają spadające i zalegające liście, Samochody wtłaczają je w pory nawierzchni, co ogranicza jej przepuszczalność". Po pierwsza, czy nikt z tej firmy czy urzędników nie widział drzew? Czy w każde miejsce wjechały samochody, na pewno nie, to dlaczego cała Aleja jest zatopiona? Dodatkowa uwaga, wypowiedź p. Chlipalskiego o poruszaniu się ciężkich samochodów dostawczych mija się z prawdą. Gdyby miała wjechać Straż Pożarna, czy ją by się nie wpuściło? Dobrze Redaktor PIK (BRAWO) ujął, CEDZAK DAWNO SIĘ ZATKAŁ. Podpowiem: Z obu stron wejścia/wjazdu w tę Aleję należy czyścić (zmywać) buty oraz opony rowerów. Niech firma zbuduje dwie myjki od strony Dworcowej i od Zwycięstwa, dodatkowo zatrudni dwóch Strażników pilnujących przestrzeganie tych procedur.
  • marcin 2019-06-04 22:32:42
    Bubel jak wiele innych w tym mieście. Ale najważniejsze, że ktoś przytulił kasę. Urzędnicy nie potrafili kontrolować budowy nawet w trakcie jej trwania, a co dopiero mówić o kontrolowaniu stanu drogi po jej oddaniu do użytku. To ich przerasta.