Babeczki umawiają się na wyjścia do kawiarni, spotkania książkowe, rozmowy o podróżach, spacery, wyjazdy, kajaki i tańce. Nie ma listy obecności ani obowiązków. Jest za to grupa kobiet, które chcą częściej wychodzić z domu i robić coś razem.
Nikt nic nie musi – interesuje cię temat prowadzony przez jedną z babeczek – umawiacie się na spotkanie na Messengerze. Są wyjścia do kawiarni, spotkania książkowe, rozmowy o podróżach, spacery, wyjazdy, kajaki, góry, tańce i zwykłe pogaduchy. Zwykłe tylko pozornie, bo dla wielu kobiet właśnie one są najważniejsze.
– Jak się zaczęło? Cóż, chodzenie po górach było fajne, ale przyszła zima. Zimą w góry jeździ mniej osób, niektóre dziewczyny się boją, warunki są trudniejsze. Padło hasło: chodźmy na kawę albo na herbatę zimową. Poszłyśmy wtedy do Boskiej na Rynku i okazało się, że przyszło 15 babeczek. To było pierwsze duże spotkanie, przy którym zobaczyłyśmy, że dziewczyny chcą robić też coś innego niż chodzić po górach – mówi Anna Baron.
Niepotrzebne im regulaminy
Społeczność Gliwickich Babeczek łączy się poprzez grupę na Messengerze. Anna Baron nadal układa główne propozycje kalendarza spotkań, ale coraz częściej inicjatywa wychodzi od samych uczestniczek. Ktoś rzuca pomysł na spacer, ktoś inny na książkę, którą można omówić, wspólne malowanie, wyjazd, spotkanie o emocjach czy podróżnicze opowieści snute przez jedną z pań.
Część wydarzeń ma charakter stały, inne pojawiają się wtedy, gdy jest temat, miejsce i osoba gotowa coś poprowadzić. Spotkania turystyczne odbywają się m.in. w przestrzeni Stacji Artystycznej Rynek. Są otwarte także dla osób spoza grupy.
– Bardzo często po takim spotkaniu ktoś mówi: byłam w ciekawym miejscu, mogę o tym opowiedzieć. Była już Sokotra, są Chiny, planowana jest Tanzania i Zanzibar. Kierunki są naprawdę ciekawe. Dużo spotkań dotyczyło też Camino, czyli drogi św. Jakuba. Mamy w grupie osobę, która przeszła trzy takie trasy i opowiada, jak się przygotować, jak podróżować, czego się spodziewać – wylicza Anna Baron.
Nie tylko książki
Największym zainteresowaniem cieszą się obecnie spotkania książkowe. Ich formuła także się zmienia. Czasem wystarczy lektura i stolik w kawiarni, czasem uczestniczki szukają innego miejsca albo pomysłu na rozmowę. Grupa żyje tym, co wnoszą do niej kobiety.
Ot, na przykład - jedna z uczestniczek, która zawodowo zajmuje się rekrutacją, pomagała kobietom tworzyć dobre CV. To ważne, bo wśród Babeczek są osoby szukające pracy, zmieniające kierunek zawodowy albo wracające do aktywności po przerwie.
– Pojawił się pomysł, żeby porozmawiać o ADHD albo Aspergerze, ale zobaczymy, czy znajdzie się osoba, która mogłaby taki temat poprowadzić. Temat to jedno, prelegent to drugie, a miejsce to jeszcze trzecia sprawa. Coraz częściej mamy problem, że zgłasza się więcej osób, niż jesteśmy w stanie gdziekolwiek usadzić – śmieje się Anna Baron.
Różne życiorysy
W Gliwickich Babeczkach są kobiety po dwudziestce i po pięćdziesiątce. Są singielki, mamy małych dzieci, kobiety po rozwodach, osoby po powrocie z zagranicy i te, które mają ustabilizowane życie, ale brakuje im nowych znajomości. Do grupy najczęściej trafia się z polecenia. Na początku Anna Baron szukała uczestniczek przez Facebooka, lokalne grupy i społeczności górskie. Dziś większość nowych osób zna już kogoś z Babeczek.
Zanim ktoś zostanie dopisany do głównej grupy, Anna stara się wyjaśnić, jak działa społeczność. Nie chodzi o przypadkowe kliknięcie „dołącz”. Trzeba wiedzieć, że informacje o spotkaniach pojawiają się głównie na Messengerze, a uczestnictwo wymaga uważności i samodzielnego reagowania na propozycje.
– Myślę, że dziewczyny przede wszystkim szukają kogoś, z kim można spotkać się na kawę, herbatę i pogadać. Są mamy małych dzieci, które chcą mieć dwie, trzy godziny w tygodniu dla siebie. Są kobiety, które kończą jakiś etap w życiu, rozwodzą się i nagle okazuje się, że muszą odbudować znajomości. Jest też spora grupa kobiet, które po kilkunastu latach życia za granicą wracają do Polski i zaczynają wszystko od nowa – mówi Anna Baron.
To, co da się zorganizować
Pod koniec miesiąca na głównej grupie pojawia się ankieta z propozycjami na kolejny miesiąc. Anna Baron wpisuje dwa lub trzy pomysły, po czym uczestniczki dopisują następne. Potem głosują i sprawdzają, co da się zorganizować.
Były już kajaki, wyjazdy w góry, zwiedzanie zamku, weekend w Karpaczu, wypady do spa i podróże pociągiem ze zwiedzaniem m.in. Bielska-Białej. Grupa ma również rybnicką część. Anna Baron pochodzi z Pilchowic, mieszka między obiema miejscowościami i z czasem okazało się, że podobna potrzeba spotkań istnieje także tam.
- Na ten moment chodzi głównie o to, żeby była fajna zabawa i żeby coś się działo. Ostatnie urodziny pokazały, że w większym gronie świetnie sprawdzają się gry integracyjne. Dziewczyny same się przygotowały, wymyśliły aktywności i można było się lepiej poznać – opowiada Anna Baron.
Bo chcą wychodzić z domu
Po pandemii wielu osobom trudniej wychodzi się z domu. Łatwiej zostać przy własnych przyzwyczajeniach, odkładać spotkania, mówić sobie, że może innym razem.
– Grupa powstała po to, żeby miło spędzać czas wolny i wyjść z domu. Na początku ważne jest to, że można z kimś usiąść, pogadać, pośmiać się. A kiedy przychodzi się na kilka spotkań z rzędu, zaczynają zawiązywać się znajomości, przyjaźnie, więzi. Kobiety chcą później spotykać się także między sobą – mówi Anna Baron.
Dla niej prowadzenie grupy jest dowodem na to, że wiele osób chce działać, ale potrzebuje pierwszego impulsu. Ktoś musi zaproponować termin, miejsce, temat. Potem energia zaczyna krążyć już między uczestniczkami.
– Bardzo dużo jest ludzi, którym się chce. Trzeba im tylko pokazać kierunek, że się da. Kiedy uda się jedno spotkanie, drugie, trzecie, nagle wszyscy nabierają wiatru w żagle i zaczynają myśleć: to może zróbmy jeszcze coś – podsumowuje Anna Baron.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj