Albert Wienchol (64 l.) i jego syn Adam (33 l.) o pszczołach i pszczelarstwie wiedzą niemal wszystko. Mieszkają w Leboszowicach (gmina Pilchowice) i tam też mają swoje ruchome gospodarstwo pszczelarskie.

- Kiedyś, kiedy byłem małym chłopcem, nie było laptopów, komórek, a dzieci musiały się czymś zajmować. Mieszkałem w Kotulinie, a naszym sąsiadem był pszczelarz Jerzy Miętus. Podglądałem, jak zajmował się tymi owadami, a ponieważ był to bardzo życzliwy człowiek, nauczył mnie, jak należy się z nimi obchodzić i czuć bezpiecznie w ich otoczeniu.

Pan Albert zaraził się pszczelarstwem na całe życie. To od Miętusa dostał pierwszy rój. Dziś wspólnie z synem mają ponad setkę uli, a w nich kilkaset tysięcy pszczół. W ogrodzie Wiencholów próżno szukać jednak pasieki. Mają jeden ul „edukacyjny”, za pomocą którego tłumaczą ludziom, na przykład na festynach, zachowania tych owadów. Reszta uli produkcyjnych stoi w różnych miejscach, a nawet miejscowościach, zależnie od tego, gdzie aktualnie jest pokarm dla tych owadów. Kiedy kwitnie rzepak, zawożą pasiekę do zaprzyjaźnionego Krystiana Kiełbasy z Proboszczowic. Kiedy indziej lekkie i łatwe w transporcie styropianowe konstrukcje stoją gdzieś w lesie, bo akurat kwitnie malina. Zimą pasieka jest w zagajniku, nieopodal domu Wiencholów. Tam kilka razy w tygodniu doglądają owady.

Siedzimy na ławeczce, przed nami ul „edukacyjny”. Wykonana z drzewa konstrukcja, szyby z dwóch stron, a między nimi one – tysiące pszczół. Społeczność rodzinna: jedna matka (królowa), trutnie i robotnice. Jest też kolejny podział: na pszczoły lotne i ulowe. Pierwsze mają za zadanie zbieranie pokarmu na zimę: nektaru, pyłku, wody i przynoszenie tego do ula. Pszczoła ulowa – mówiąc najbardziej obrazowo – przetwarza towar na miód.

Wewnątrz ula, który z ciekawością oglądam, dwie odgrodzone od siebie ramki. Dolna to tzw. rodnia, górna – miodnia, w której pszczoły gromadzą pokarm. W rodni owady mają swoje gniazdo i tam wylęgają się młode. Jajka znosi jedynie matka, która kopuluje z trutniami. – Matkę się kupuje albo pszczoły w ulu same ją wybierają spośród robotnic i hodują – wyjaśnia pan Albert. – Czasem zdarzy się, że kupnej matki pszczoły nie zaakceptują i śmiertelnie pożądlą. Wtedy kupuje się następną, aż do skutku.

W jednym ulu produkcyjnym jest średnio 70 tysięcy pszczół lotnych i tyle samo ulowych. Mimo że mocno pracują, człowiek musi im pomagać, by potem mógł korzystać z owoców ich pracy i zajadać pyszny miód. – Dokarmiamy je specjalnymi atestowanymi paszami, a nie cukrem, jak sądzą niektórzy, codziennie doglądamy – mówi  Adam Wienchol, mistrz pszczelarski. – Kiedyś dokarmianie zaczynaliśmy dopiero we wrześniu, bo owady same dawały sobie radę. Były małe pola, na nich chwasty, z których pszczoły też zbierały pyłki i nektar. Dziś, z uwagi na monokulturę w rolnictwie i stosowane środki ochrony roślin, trzeba zaczynać dokarmianie pszczół już wczesnym latem. Dawniej nikt pasiek nie przewoził z miejsca na miejsce. Stały sobie w ogródku, a wkoło miały mnóstwo pokarmu. A dzisiaj? Pasiekę pakujemy na przyczepy i przewozimy to tu, to tam.

Z pszczołami trzeba umiejętnie się obchodzić, bo mają broń bolesną – żądło. – Przez tych kilkadziesiąt lat trochę mnie pokąsały – uśmiecha się Wienchol senior. – Trzeba mieć specjalny kapelusz podkurzacz do dymienia. Najlepszy jest z próchna lipowego, ale dziś wygodniej kupić specjalne paliwo.  
 
Ludzie często mylą pszczoły z osami. Te drugie są żółte. Pszczoły mają barwę ciemnobrązową. Żądło osy ma tzw. sztachel prosty, czyli może żądlić wielokrotnie, pszczoła ma sztachel z kotwicą. Kiedy ukąsi, aparat jadowy wyrywa się z odwłokiem i pszczoła ginie. Osa potrafi też – o czym warto wiedzieć – przenosić bakterie.
 
Pytam Wiencholów, co takiego pięknego jest w pszczelarstwie. - Bez wątpienia obcowanie z przyrodą – odpowiadają bez wahania. – Pszczoły to niezwykle pożyteczne  owady.  Zbierając nektar, zapylają rośliny. Wreszcie produkują miód, który posiada duże walory smakowe i lecznicze. Oprócz miodu mamy też kit pszczeli,  tzw. propolis. Ma on działanie odczulające i przeciwbólowe. Pyłek pszczeli korzystnie wpływa na trawienie. Mleczko, którym karmione są larwy, spożywane przez człowieka pobudza apetyt, usuwa zmęczenie. Z kolei produkowany przez pszczoły wosk wykorzystuje się do wyrobu świec. 
(san)                      

Galeria

wstecz

Komentarze (2) Skomentuj

  • Kaśka 2017-03-19 08:48:45
    Na dozynkach u nas byli ci panowie ze swoim miodem. Kupiłam słoik. Miód pyszny. Polecam.
  • beata 2017-03-28 18:47:22
    Jeżdze po miód do tych ludzi - jest nieoszukany i przepyszny, polecam.