| Narodzeni na nowo |
| środa, 04 sierpień 2010 00:00 | |||
Choć z najnowszych badań CBOS wynika, że Polacy powszechnie uznają, iż idea transplantacji narządów jest słuszna, a przeciwnicy przeszczepiania stanowią zaledwie 4 proc. ogółu, to jednak na co dzień łatwiej nam zachowywać się tak, jakby to nas w ogóle nie dotyczyło. Może historia Władysława Dańca i Elżbiety Maksymowicz przekona choć część z państwa, że warto nosić przy sobie tzw. oświadczenie woli? Może warto zabrać je ze sobą, wybierając się na wakacje? Przerażające? Nie. Mądre…
Władysław i Elżbieta żyją, bo ktoś kiedyś podjął decyzję, że czyjś syn, córka zostaną dawcami narządów. To decyzja, która zawsze jest dramatem jednej rodziny i niewyobrażalną ulgą i szczęściem drugiej. Śmierć i życie spotykają się w jednym miejscu w tym samym momencie. Bo ktoś umarł, a ktoś dalej będzie mógł żyć. Marzenie? Zatańczyć na weselu wnuczki 30 marca obchodził 54. urodziny. Doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby nie przeszczep, nie byłoby go już dzisiaj. Bo choć on łudził się nawet na chwilę przed najważniejszą operacją w swoim życiu, lekarze nie mieli złudzeń. Jego serce nie chciało bić, a każdy kolejny dzień był darem od Boga. Więc gdy trzeba było podjąć tę szalenie trudną decyzję, zastanawiał się tylko chwilę. Bał się. Bał się tego, co czeka go po przeszczepie. Czy przeżyje. Wewnętrznych oporów i moralnych rozterek nie miał. Sam, gdyby tylko mógł, zostałby dawcą i ciągle przekonuje do tego rodzinę, znajomych. 28 kwietnia minął rok od momentu, kiedy pierwszy raz w jego ciele zabiło przeszczepione serce. Gdy dwanaście miesięcy wcześniej, w ciepły kwietniowy wieczór zadzwonił do niego koordynator ze Śląskiego Centrum Chorób Serca, właśnie zabierał się za przygotowywanie kolacji. Po rozmowie nie był w stanie przełknąć nawet kęsa. – Wiedziałem tylko tyle, że po serce dla mnie zespół z Zabrza poleciał aż do Poznania, że pobrano je od 26-letniego mężczyzny – wspomina Władysław. W tym czasie przygotowywano mnie do operacji. Do szpitala trafiłem wieczorem, a na stole operacyjnym znalazłem się ok. godz. 3.00 nad ranem. Lekarze zajmowali się mną prawie osiem godzin. Co czułem, gdy się obudziłem? Pierwsze myśli: – gdzie jestem, co się stało? Zaraz potem olbrzymia radość i szczęście. Bo nagle dociera do człowieka, że już jest „po”, że żyje, oddycha, może się śmiać i płakać…Pamiętam też moje zdziwienie, że tak dobrze się czuję z obcym sercem. Nie odczuwałem żadnego dyskomfortu, żadnego bólu, oczywiście oprócz ran typowo operacyjnych. Władysław przy drugiej biopsji miał odrzut, ale na szczęście udało się go opanować farmakologicznie. Początki są trudne, bo ciągle jeszcze jest ryzyko odrzucenia przeszczepionego narządu przez organizm biorcy. Stąd badania – najpierw nawet co tydzień, później co miesiąc, po roku – już tylko raz na sześć miesięcy. Gdy rozmawiam z Władysławem, nie opuszcza mnie wrażenie, że jest wyjątkowo spokojny, że dziś już nigdzie się nie spieszy. Dostał po raz drugi życie. Szanuje je. Kiedyś było inaczej. I nie chodzi jedynie o to, że nie dbał o zdrowie tak, jak powinien. Chodzi o to, jak wyglądało dawne życie, codzienność. Zbyt różowo nie było. Nie bez powodu dostaje się w jednym roku trzech zawałów serca i zapaści. Reanimację przeszedł trzy razy. Lekarze nie mieli złudzeń – tylko transplantacja serca dawała mu szansę na życie. Teraz potrafi już rozmawiać o tym spokojnie. – To takie niesamowite, że jestem, żyję, mogę wyjść z psem na spacer, na zakupy, do fryzjera – stwierdza Daniec. – Jestem właściwie pewien, że gdyby nie przeszczep, od dawna bym już nie żył… A mam jeszcze mnóstwo planów, marzeń, które choć w części chciałbym zrealizować. Mam dwoje dzieci i trzy wnuczki. Tak, to dla nich zdecydowałem się na przeszczep i chciałem żyć. Jestem wprawdzie po rozwodzie, ale mam bliski kontakt z dziećmi i wnukami. Moje największe marzenie? Zatańczyć kiedyś na weselu którejś z wnuczek. Chciałbym też wrócić do pracy. Ale żyjemy w Polsce. Tu pracodawcy, gdy słyszą, że przyszły pracownik jest po przeszczepie, w zasadzie od razu go skreślają. A przecież ja już wiem, że nie będę zawodowym kierowcą. Może znajdę gdzieś etat portiera. Skoro podarowano mi drugi raz życie, to chcę je przeżyć najpełniej, jak się da. Nie mam czasu chorować. Mam syna Rok 1989. Elżbieta ma 23 lata i właśnie została mężatką. Z mężem znała się od przedszkola, a parą byli od podstawówki. O jej chorobie wiedział więc wszystko na długo przed ślubem. O przeszczepie też. Ponieważ z nową nerką żyło jej się bardzo dobrze, myśl o dziecku absolutnie nie przerażała. Podjęli decyzję wspólnie, analizując dokładnie wszystkie za i przeciw. W trakcie ciąży Elżbieta otoczona była fachową opieką, a jednak... życie potoczyło się tak, że dzisiaj naprawdę nie ma czasu by zająć się sobą, a już na pewno, by się nad sobą użalać. Ale najpierw był rok 1987 i diagnoza i niepodważalna decyzja lekarzy, którą usłyszała jej mama. „Pani dziecko kwalifikuje się do przeszczepu nerek. Cierpi na kłębuszkowe zapalenie nerek. To cichy zabójca. Przez lata nie daje o sobie znać”. – To było ponad dwadzieścia lat temu. Wtedy naprawdę na ten temat nikt nie mówił, a przeciętny Kowalski nie miał o transplantacjach właściwie żadnej wiedzy. Nie było też tak powszechnego dostępu do internetu jak dzisiaj. Trzeba było się postarać, by czegoś więcej dowiedzieć się o przeszczepach narządów – stwierdza Elżbieta. – Lubię wiedzieć, więc szukałam informacji. Jednak im więcej się dowiadywałam, tym bardziej byłam przerażona. Dziś specjaliści potrafią wiedzę podać w bardzo przystępny sposób. Na przeszczep czekałam niecały rok. Tych kilka miesięcy wspominam okropnie. Dializy przechodziłam bardzo ciężko. Nie bałam się operacji. Cieszyłam się na nią, bo wierzyłam, że komfort mojego życia się zmieni. Elżbieta o dawcy narządu, dzięki któremu dziś żyje, wie trochę więcej niż Władysław. Dlaczego? Bo – choć dzisiaj tego żałuje – udało jej się wejść w posiadanie tych informacji dzięki młodzieńczemu tupetowi i uporowi…To był 13-letni chłopiec, u którego stwierdzono śmierć pnia mózgu. Uległ wypadkowi. Mieszkał gdzieś pod Łodzią. Nerki tak naprawdę nie były przeznaczone dla Elżbiety. Znajdowała się na liście rezerwowej, jako osoba starsza od dawcy. Jednak dziecko, które miało je dostać, rozchorowało się i nie można było przeprowadzić operacji, więc zadzwoniono do niej. – Gdybym była wtedy bardziej dojrzała, na pewno nie szukałabym wiedzy na temat dawcy, bo to absolutnie nie jest potrzebne –mówi Elżbieta. – Rodzice prosili lekarzy o informacje. Chcieli się odwdzięczyć jego rodzinie. Dziś już wiem, że dla psychicznego komfortu obu stron nie powinno się tego robić. Elżbieta już po przeszczepie zdecydowała się zajść w ciążę. Urodziła syna. Zaraz po porodzie mały dostał 10 pkt. w skali Apgar. Jednak dość szybko okazało się, że ma porażenie. Dziś to już osiemnastolatek. Umysłowo jest zdrowy, cierpi ciało. Musi korzystać ze stałej pomocy innych, porusza się tylko na wózku inwalidzkim. – Nie mam czasu na myślenie o sobie – komentuje Elżbieta. – A lekarze śmieją się, że dlatego właśnie ta nerka tak dobrze funkcjonuje. Na kontrole jeżdżę raz na trzy miesiące. Oczywiście do końca życia będę już musiała zażywać leki, ale biorę ich wyjątkowo mało jak na osobę po przeszczepie. Moje marzenie? Modlę się codziennie o zdrowie dla naszej rodziny. Chcielibyśmy wybrać się wszyscy razem do Betlejem. Chciałabym też, by jak najwięcej ludzi przekonało się do tego, że wyrażenie zgody na pobranie narządów po naszej śmierci to nic innego, jak danie życia innym. To jedna z moich misji tu, na ziemi, by przekonywać innych do zalet transplantologii. Jestem przecież żywym dowodem na to, że to dobra decyzja. Żyję. Choć mogłabym nie żyć od dwudziestu lat. Barbara Rozkrut Serce W 1967 r. południowoafrykański chirurg Christiaan Nethling Barnard w szpitalu Grooteschuur w Kapsztadzie po raz pierwszy w historii przeszczepił serce ludzkie innemu człowiekowi. Operowany przez niego pacjent zmarł po 18 dniach od chwili operacji wskutek niemożliwego do opanowania zakażenia organizmu. Po pierwszej transplantacji serca szybko przyszły następne. Już 6 XII 1967 r. nowojorski chirurg Adrian Kantrowitz przeszczepił serce nowo narodzonej dziewczynce. Niestety, dziecko zmarło w 6 godzin później. Większym sukcesem zakonczyła się druga transplantacja serca, jaką wykonał prof. Barnard. 2 stycznia 1968 r. dokonał on przeszczepu serca śmiertelnie choremu dentyście Philipowi Blaibergowi. Z nowym sercem przeżył ponad 19 miesięcy. Niedługo potem miała miejsce pierwsza transplantacja serca w Polsce. Tego nowatorskiego w ówczesnych warunkach wyczynu dokonali 4 I 1969 r. w Łodzi Jan Moll i Antoni Dziatkowiak. Następny przeszczep serca w Polsce miał miejsce dopiero w 1985 r. Dokonał go w Zabrzu prof. Zbigniew Religa. Stało się to przełomem w polskiej medycynie. Niewielka początkowo liczba przeszczepów (dwa w roku 1985) pod koniec lat 80. wzrosła do kilkudziesięciu rocznie, a w latach 90. przekroczyła setkę. Obecnie w Polsce przeszczepy serca są wykonywane w trzech ośrodkach kardiochirurgii: w Zabrzu, Krakowie i Warszawie. Wątroba Historia klinicznych transplantacji wątroby rozpoczyna się 1 marca 1963 r., kiedy to zespół transplantacyjny prof. Thomasa E. Starzla z Denver po raz pierwszy wykonał przeszczep u dziecka z niedrożnością dróg żółciowych. Niestety, próba ta zakończyła się niepowodzeniem. Kolejnych siedem również. Dopiero w lipcu 1967 ten sam chirurg z amerykańskiej kliniki podjął kolejną próbę , tym razem udaną, pacjent przeżył ponad rok. Pierwszym polskim chirurgiem, który w 1987 r. podjął się próby przeszczepu wątroby u osoby dorosłej, był prof. Stanisław Zieliński z Kliniki AM w Szczecinie. W 1995 r. w warszawskiej Klinice AM pod kierunkiem prof. Andrzeja Karwowskiego wykonana została w pełni udana operacja. Do tej pory w Polsce przeprowadzono ok. 150 przeszczepów. Trzustka Pierwszy przeszczep trzustki na świecie został przeprowadzony przez Lillehei’a i Kelly’ego w 1966 r. w USA w Minneapolis. Pierwszy udany przeszczep trzustki w Polsce wykonał profesor Jacek Szmidt wraz z zespołem 4 lutego 1988 r. w Klinice Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej AM w Warszawie. W Polsce najstarsza przeszczepiona trzustka działa już ponad 16 lat. Najczęstszym wskazaniem do transplantacji trzustki jest cukrzyca typu 1 powikłana schyłkową niewydolnością nerek na tle nefropatii cukrzycowej. Najlepsze wyniki przeszczepiania otrzymuje się w przypadku, gdy dokona się go jednocześnie z transplantacją nerki. Wykaz miejsc na Śląsku, w których można bezpłatnie pobrać tzw. oświadczenia woli - dokument informujący o woli przekazania w krytycznym momencie swoich organów do transplantacji: KATOWICE - Urząd Miasta: ul. 3. Maja 7, tablica ogłoszeń na III piętrze, KATOWICE - Polskie Radio Katowice, ul. Ligonia 29, KATOWICE - Panewniki - parafia przy klasztorze o. franciszkanów, ul. Panewnicka 76, sklepik obok furty klasztornej, KATOWICE - Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, ul. Raciborska 15 (wejście od ul. Raciborskiej), BYTOM - Biuro Organizacji Pozarządowych, ul.Rynek 26/5, IV piętro, MYSŁOWICE - Urząd Miasta, ul. Powstańców 1, (nowa część) tablica ogłoszeń między pok.309-310 na II piętrze, ŻORY - Żorskie Centrum Organizacji Pozarządowych, os. Sikorskiego 52 (sekretariat), PSZCZYNA - Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa / oddział terenowy w Pszczynie, ul. Biskupa Bednorza 10-12, TYCHY – Urząd Miasta , al. Niepodległości 49 (Informacja Biura Obsługi Klienta), ZABRZE - Miejskie Biblioteki Publiczne, adresy znajdziesz na: http://www.biblioteka.zabrze.pl/mbp/con … ory/15/33/ ZAWIERCIE - Gabinet Fryzjerski - Izdebscy, ul. Wierzbowa 16 a. Regulacje prawne: * Ustawa z 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów, * Ustawa z 26 października 1995 r. o pobieraniu komórek, tkanek i narządów, * Rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 30 grudnia 1996 r. (Dz. U. z 1997 r. nr 6, poz. 37) w sprawie sposobu i trybu uzyskiwania informacji od prokuratora lub stanowiska sądu rodzinnego o niewyrażeniu sprzeciwu na pobranie ze zwłok komórek, tkanek i narządów. Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Choć z najnowszych badań CBOS wynika, że Polacy powszechnie uznają, iż idea transplantacji narządów jest słuszna, a przeciwnicy przeszczepiania stanowią zaledwie 4 proc. ogółu, to jednak na co dzień łatwiej nam zachowywać się tak, jakby to nas w ogóle nie dotyczyło. Może historia Władysława Dańca i Elżbiety Maksymowicz przekona choć część z państwa, że warto nosić przy sobie tzw. oświadczenie woli? Może warto zabrać je ze sobą, wybierając się na wakacje? Przerażające? Nie. Mądre…
