| Drogi uczeń |
| piątek, 27 sierpień 2010 12:45 | |||
Kończące się wakacje dla dzieci oznaczają jedynie pożegnanie z wolnością i powrót do szkolnej ławki. Dla ich rodziców olbrzymie wydatki, które rzadko kończą się na wyasygnowaniu tysiąca zł. Na same tylko podręczniki dla jednego dziecka wydamy w tym roku ok. 400 zł. A 2010 r. będzie wyjątkowo drogi, bo z ustawy o systemie oświaty po cichu zniknął przepis gwarantujący, że rodzice nie będą musieli co roku kupować nowych podręczników. Dzięki nowelizacji, wydawcy zarobią w tym roku najwięcej od 10 lat. A rodzice najwięcej zapłacą.
Zapłacą, bo nie będą mogli zaoszczędzić tak, jak choćby w ub. roku, kiedy wystarczyło kupić komplet używanych książek. Wtedy można było zejść z wydatku rzędu 300 zł, do 170 zł. Wcześniej zasady były jasne: szkoły mogły stosować jedynie trzy podręczniki do jednego przedmiotu. Musiały ich używać minimum trzy lata, tak by młodsi uczniowie mogli je odkupywać od starszych. Ale ten system miał jedną wadę: ograniczał liczbę sprzedanych książek i nie dawał zarobić wydawcom. Więc już nie obowiązuje. Po wprowadzeniu nowych przepisów wartość sprzedanych podręczników od razu wzrosła: z 640 mln zł w 2007 r. do 775 mln zł w 2009. W tym roku, także dzięki reformie programowej, będzie najwyższa od 10 lat. Szacuje się, że wydawcy zarobią ponad 800 mln zł. Niezależnie od tego, co wymyśli ustawodawca i jak z możliwości, które istnieją skorzysta dana szkoła, rodzice na szkolną wyprawkę kasę wydać muszą. A podręczniki to zaledwie początek tych wydatków. Jak co roku, tak i tym razem, najtańsze są podręczniki do klas pierwszych szkół podstawowych – szczęściarze mogą zmieścić się nawet w niecałych 200 zł. Najdroższe, tradycyjnie, te do liceów, gdzie poniżej 400 zł kompletu książek raczej nie kupimy. Ceny zestawu zwykle nie obejmują podręcznika i ćwiczeń do języka obcego, za który zapłacimy od 50 do 150 zł, a także książki do religii – wydatek rzędu ok. 30 zł. Nic dziwnego, że najbardziej zorganizowani kupujący to właśnie uczniowie liceów, którzy potrafią w różny sposób wybrnąć z faktu, iż właśnie oni za książki muszą zapłacić najwięcej. Rzadko kiedy kupują cały komplet nowych podręczników. Jak sobie radzą? Albo z jednego egzemplarza korzysta więcej osób, albo po prostu stają się częstymi klientami punktu ksero. I w ten sposób choć trochę odciążają domowy budżet. Podręczniki to jednak mniej więcej jedynie połowa wydatków szkolnych. Drugie tyle zostawimy w hipermarkecie czy też sklepie papierniczym na zeszyty, piórnik, plecak i inne przybory szkolne. W tym przypadku jednak nasze wydatki zależą od zasobności naszego portfela. Bo przecież możemy wybrać plecak za 30 zł, ale możemy też za 300 zł. Podobnie podejść można do zakupu piórnika i innych gadżetów. Widełki cenowe są naprawdę bardzo szerokie. Przykładowo – za zeszyt 60-cio kartkowy w twardej oprawie z podobizną znanych z kreskówek czy filmów postaci rodzice zapłacą nawet i 6 zł, za podobny, ale z neutralną okładką – zaledwie 1 zł. Trudno znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, by ulżyć choć nieco rodzicielskim portfelom. Pomocny, ale jedynie dla tych o najniższych dochodach, może być rządowy program pomocy uczniom „Wyprawka szkolna”. Więcej o nim na www.men.gov.pl Barbara Rozkrut Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Kończące się wakacje dla dzieci oznaczają jedynie pożegnanie z wolnością i powrót do szkolnej ławki. Dla ich rodziców olbrzymie wydatki, które rzadko kończą się na wyasygnowaniu tysiąca zł. Na same tylko podręczniki dla jednego dziecka wydamy w tym roku ok. 400 zł. A 2010 r. będzie wyjątkowo drogi, bo z ustawy o systemie oświaty po cichu zniknął przepis gwarantujący, że rodzice nie będą musieli co roku kupować nowych podręczników. Dzięki nowelizacji, wydawcy zarobią w tym roku najwięcej od 10 lat. A rodzice najwięcej zapłacą.
