Waszym zdaniem

Jak spędzisz walentynki?

Reklama

 

zamów reklame

Reklama

Bądź na bieżąco

forum
newsletter
kup e-nowiny

Szybki kontakt

Biuro redakcji:
ul.Zwycięstwa 3
44-100 Gliwice
tel.: 32/231 47 60
fax.: 32/230 71 22
kasia@nowiny.gliwice.pl

Biuro reklamy
i ogłoszeń:

tel.: 32/231 44 13
fax.: 32/230 71 22
reklama@nowiny.gliwice.pl

czytaj więcej

Partnerzy

Wędrówka dwudziesta, Sensacje Świerklańca
poniedziałek, 02 sierpień 2010 08:07
Stoimy po szyję w zaroślach. Zaglądają w twarz, smagają po rękach, karku i nogach. Upał i komary. Nie zniechęcamy się, brniemy z uporem wąską dróżką. W oddali słychać szum szosy. Mijamy resztki fosy ( bajora zarośnięte niemiłosiernie), nagle gwałtownie skręcamy i wchodzimy na polankę wielkości dziecięcego kocyka. Dwa kamienne klocki to wszystko co zostało ze starego świerklanieckiego pałacu Donnersmarków.

Włości niemieckiego rodu Henckel von Donnersmark, przemysłowców, właścicieli ogromnych połaci Śląska, bogaczy, ludzi z wizją, nie bojących się wyzwań dziś skurczyły się i zmarniały. Wędrówkowicze odkryli jednak w świerklanieckich i nakielskich dobrach nie tylko gliwickie ślady, byli świadkami niecodziennej podróży w czasie. Za sprawą starych fotografii i opowieści Mariana Jabłońskiego o historii starego i nowego pałacu w Świerklańcu spacerowaliśmy po jego wnętrzach i ogrodach wspólnie z Gwidonem Hencklem von Donnersmark i jego uwielbianą żoną Blanką.
Dwudziestą drugą Wędrówkę z Nowinami w niedzielne przedpołudnie 11 lipca rozpoczęliśmy od zamku Donnesmarcków w Nakle Śląskim, gdzie mieści się galeria sztuki nieprofesjonalnej Stanisława Gerarda Trefonia. Tam wytropiliśmy obrazy dwojga gliwiczan: Janiny Motyki, nieżyjącej już malarki i Stanisława Narwusza, znakomitego akwarelisty. Odsapnęliśmy nieco od upału w chłodnych wnętrzach, lecz ciekawość zawiodła nas do pałacowego parku. Proszę mi wierzyć, nieciekawy od frontu zamek zyskuje, gdy przejdzie się na jego tyłu: ściany skąpane w zielonym bluszczu a całość przetykana klinkierową cegłą. W nakielskich dobrach czekała nas pierwsza z kilku niespodzianek: śniadanie na trawie, może nie jak z obrazów Renoira, ale równie ekscytujące. Z wielkiego worka Jabłoński wyczarował kapelusze dla panów i pań. Dobra ochrona przed słońcem i gustowny drobiazg, w którym poczuliśmy się jak z XIX wiecznych sztychów ukazujących życie śląskich magnatów. Zaś z wielkiego wiadra ogórków małosolnych każdy mógł wziąć po jednym, cieszyły się taką popularnością, że w chwilę ich nie było.
- Podejdźmy do starego zamku – powiedział tajemniczo Jabłoński a my posłusznie gęsiego weszliśmy na ledwie widoczną z głównej drogi ścieżynę. – Gdzie on nas prowadzi, mruczałam pod nosem, walcząc z pokrzywami, i komarami. Co może być ciekawego w takich chaszczach? - marudziłam. - Jesteśmy przy bramie wjazdowej do starego pałacu – Jabłoński stanął na kamiennym bloku. – Niemożliwe!- przebiegło przez grupę. Tak, tak, tyle bowiem zostało ze starego świerkalnieckiego zamku, oczka w głowie rodzinny Donnersmarków. Oglądając kolejne fotografie słyszeliśmy turkot kół, gwar rozmów, szczekanie psów. Wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. I jeszcze gliwicki akcent: to w Świerklańcu urodziła się matka Theodora Kalide, Charlotta a przy bramie wjazdowej stały rzeźby "Lwów Czuwających" jego autorstwa. - Taki sam lew Czuwający stoi do dziś przed Muzeum w Gliwicach. Tamte zaginęły bez wieści – Jabłoński snuje przypuszczenia, że wywieziono je około 1960 – 63 roku podczas akcji burzenia ruin zamku i pałacu.
185 hektarów. Taką powierzchnię ma park przy małym Wersalu rezydencji Donnersmarków. A pałac Kawalerów jest jedyny ocalały w nim budynkiem. Gustownym i dyskretnym, bo skrytym na obrzeżach. Schody prowadzą na piętro, a tam rozlokowały się pokoje hotelowe. Cztery piękne rzeźby przedstawiające figurki dzieci to dzieło "naszego" Theodora Kalide. Początkowo stały w starym zamku, potem przeniesiono je do nowego pałacu, a kiedy Rosjanie „porządkowali” teren powędrowały przed świerklaniecki dom kultury. - Oczywiście od razu jedna zniknęła, ale odnaleziono ją , dzięki internetowej aukcji, w Krakowie – mówi Jabłoński. Na frontonie budynku plakieta z napisem Memento vivere, „Pamiętaj o życiu”. Takiej też maksymie hołdowała świerklaniecka gałąź rodu. Po smakowitym żurku spacer nad staw: przy iglicy kolejna pogawędka zilustrowana mnóstwem zdjęć tzw. Małego Wersalu, potem chwila odpoczynku nad zalewem przy wiejącej akurat w naszą stronę bryzie. Czekała nas jeszcze chłodna niespodzianka od organizatora – lody. A na zakończenie wędrówki, krótka wizyta w kościółku z mauzoleum, przerobionym z kaplicy protestanckiej Donnersmarcków.
Tekst: Małgorzata Lichecka
Zdjęcia: Marian Jabłoński