| Wędrówka osiemnasta, Pierwszy kąsek dla matusi przewybornej wart gębusi |
| czwartek, 10 czerwiec 2010 06:58 | |||
|
-Proszę do mnie – siwy mężczyzna w eleganckim ubraniu woła do naszej grupy. Chwilę potem dowiadujemy się, że to właściciel i twórca jedynego w Polsce radzionkowskiego Muzeum Chleba. Dzięki Mankiewiczowi Radzionków zasłynął nie tylko w Polsce, bo o chlebowym fenomenie wiedzą także poza jej granicami. Zwiedzanie muzeum jest prawdziwą frajdą, szczególnie gdy przewodnikiem jest sam właściciel. Stanowczy i szalenie rozgadany, z ogromną wiedzą i wciąż nie gasnącym zapałem, zgromadził tysiące pamiątek związanych nie tylko z produkcją chleba, ale i ze szkolnym życiem. Buszuje na giełdach, w internecie, a z każdego wyjazdu przywozi kolejny eksponat do i tak bogatej kolekcji. Po projekcji filmu zagonił nas do mycia rąk. No bo jak robić chleb? Brudnymi? Posłusznie ustawiamy się w ogonku, a potem słuchamy. O słomiankach do wypieku, o przyrządach niezbędnych w kuchni i piekarni, o historii samego Mankiewicza, który przypomina o szacunku do chleba, o patefonie Edisona ( rarytas z 1902 r. i to na chodzie!). – Gośćmi szczególnie ważnymi dla muzeum są i będą dzieci. Bo od szacunku dla kromki naszej strawy powszedniej już tylko krok do szacunku dla najbliższych. Intencją naszą jest także uświadomienie wszystkim, że spośród najprzedniejszych wypieków nasz polski chleb nie ma sobie równego – mówi Mankiewicz. Nie obeszło się oczywiście bez pieczenia chleba. Dostaliśmy kąsek ciasta i stanęli przed blachami. Instrukcja tylko z pozoru była prosta: zrobić chlebowy warkocz. Byli tacy, co złapali w lot, ale niektórym rozgryzienie splotu zajęło trochę czasu. Kiedy już na blachach pyszniły się nasze produkty, zgarnięto je na specjalne łopaty i zaniesiono do pieca. A my? Z Mankiewiczem do kolejnych zgadywanek. Bo zwiedzanie muzeum to nieustający egzamin. Starsi wędrówkowicze mieli dużo satysfakcji, bo w quizach wypadli nieźle, młodsi – niewątpliwie okazję by się czegoś nowego nauczyć. Zasieliśmy też w starych szkolnych ławkach w klasie muzealnej. Jest tam wystawa sprzętów i pomocy szkolnych, można pisać zwykłą stalówką i atramentem, ale także rysikiem po tabliczce. A na zakończenie radość z wypieków. Do dzisiaj mój chlebowy warkocz pięknie pachnie w kuchennej szafce. Małgorzata Lichecka
|
















