| Wędrówka dwunasta, Z wykopem w kanale |
| poniedziałek, 25 styczeń 2010 00:00 | |||
|
Spoglądam na biurko. Mała żółta kartka przywodzi na myśl sobotni wieczór i noc. Pijąc gorącą kawę (obowiązkowo z mlekiem) z dumą patrzę na mój certyfikat uczestnictwa w spotkaniu z duchem kopalni Skarbnikiem. A w uszach jeszcze brzmi opowieść naszego przewodnika po skansenie „Królowa Luiza”. A to było tak... 23 stycznia 2010. Sobota, około 15.00. Wywracam szafę w poszukiwaniu bardzo ciepłych ciuchów. Wciąż nie wiem jak się ubrać, żeby nie zmarznąć. Szczególnie w ręce. Do plecaka wkładam dwie pary rękawiczek. Może wystarczy? 23 stycznia 2010. Sobota 16.15 Marian Jabłoński w swoim żywiole. Pochodnie, foldery i pocztówki rozdane. Siła ludzi – siedemdziesiąt osób czeka na sygnał do wymarszu. Słuchać tupanie, para bucha z ust Kapuza nie pomaga a i w nogi coraz zimniej. Jeszcze tylko krótka lekcja historii... Naprawdę krótka, bo wyrywamy się na to nocne zwiedzanie. Dwunasta Wędrówka z Nowinami prowadziła kanałem sztolniowym do zabrzańskiej kopalni Luiza. Rozwój przemysłu na Górnym Śląsku na przełomie XVIII i XIX wieku był bardzo intensywny. Zaskoczył przemysłowców, bo do transportu węgla brakowało utwardzonych dróg, zaś o kolei można było wówczas pomarzyć. Wydawało się więc, że najtańszy i najbardziej efektywny będzie spław wodą. Wykorzystanie tego rodzaju drogi mogło być praktyczne też z tego względu, że wiele kopalń zmagało się z odwadnianiem. Dlatego do pierwszej pruskiej państwowej kopalni Królowa Luiza w Zabrzu, uruchomionej w 1791 roku sprowadzono jedną z pierwszych na kontynencie europejskim maszyn parowych. Jednak i jej wydajność nie była taka, jakiej oczekiwano. W tej sytuacji Friedriech Wilhelm von Reden, ówczesny szef Wyższego Urzędu Górniczego, wymyślił rzecz szaloną: budowę sztolni odwadniającej . Bał się jednak gigantycznych kosztów, poddał więc myśl żeby poprowadzić go aż z Chorzowa. Służyłby wielu kopalniom, ale też byłby drogą transportową. Każda miała dokładać się do jego budowy. Kiedy w 1799 roku rozpoczynano budowę kanału sztolniowego, nikt nie przypuszczał na jakie trudności napotka. A to silnie zawodnione warstwy, a to tzw. soczewy kurzawkowe, a to zapożarone pokłady węgla. W latach 1856 – 58 w okolicach Świętochłowic wybudowano nawet specjalne obejście głównego korytarza. Kanał prowadził także do Gliwic, do królewskiej odlweni przy dzisiejszej ulicy Robotniczej. Dość powiedzieć, że pomysł Redena nie udał się, wydano mnóstwo pieniędzy, a efekt był znikomy. Drogę wodną w szybkim czasie wyparły koleje. 23 stycznia 2010. Sobota, godz. 17.00. Ruszyliśmy właśnie z końca kanału. Najpierw prostą drogą, wzdłuż Robotniczej, potem kawałek asfaltem – ul Przewozową. Tutaj zapaliliśmy pochodnie. Każdy otrzymał instrukcje: nie zbliżać ich do sąsiada, uważać na krzaki ( żeby nie podpalić). Szliśmy gęsiego, zatrzymując się w miejscach gdzie przyświecając sobie pochodniami wypatrywaliśmy śladu kanału. Nasz pochód wyglądał jak pogański korowód, albo jak średniowieczna wyprawa ( gdyby nie te nowoczesne kurtki i sportowe gadżety!). Śnieg skrzypiał, mróz coraz większy, już jest około – 15 stopni C. 23 stycznia 2010. Sobota, godz. 17.30. Co to? Jakiś ogień... Nie, wielkie ognisko i jacyś ludzie. Kobiety w frywolnych strojach, mężczyzna, ich ”opiekun”. Podchodzimy bliżej zadowoleni, że przez chwilę ogrzejmy się w cieple ogniska ( moje biedne ręce już całkiem skostniały, a telefon komórkowy wykazuje oznaki zlodowacenia). Jesteśmy w okolicy mostów łukowych w Sośnicy. Marian Jabłoński gdzieś na chwilę zniknął. O! Zmienił image. Na głowie kapelusz a la H. Ch. Andersen ( współczesna wersja). – Cisza, cisza – zawołał – Teraz będzie bajka. I wysłuchaliśmy nowej wersji „Dziewczynki z zapałkami”. Nocne bajanie przygotowała Bożena Nitka ze swoim Zespołem Fotografii Teatralnej „Bonitka” www.garnek.pl 23 stycznia 2010. Sobota, godz. 18.00 Podjechały dwa autobusy PKS. Zawiozą nas do kopalni Luiza. Parę minut w cieple. 23 stycznia 2010 . Sobota , godz. 18.15 Tłoczymy się w pomieszczeniu przewodników. Skansen Górniczy Królowa Luiza. Stara kopalnia, stare sztolnie i duchy .... Szukam odpowiedniego kasku. Zagapiłam się i zostały tylko białe. Okazuje się, że w takie nosił dozoru i sztygarzy. Poczułam się ja górnicza szycha. 23 stycznia 2010. Sobota, godz. 19.00 Druga godzina zwiedzania i druga godzina one man show. Tomasz Budziński (nasz przewodnik) jest tak zakręcony na punkcie kopalni, że zamiast patrzeć na przodki, wykopy i zawały gapiliśmy się na niego. Czasu było mało, więc starał się sprzedać nam maksimum informacji, stąd z prędkością karabinu maszynowego wypluwał je z siebie. Nie szczędząc wiców i górniczych anegdot. Drugą grupę prowadził Paweł Kaczmarek. 23 stycznia 2010. Sobota, godz.20.30 Jeszcze w kopalni. Na dole. Pakujemy się do kolejki. Będzie rundka po chodnikach. Ciasno. Przywaliłam kaskiem w dach. Wylądował na kolanach. Kolejka ruszyła i aniśmy się spostrzegli już było po rundce. Teraz szybciutko na żurek do restauracji „Guibald”. Był pyszny. Małgorzata Lichecka
|
















