| Wędrówka Dziesiąta, Uskrzydleni |
| środa, 02 grudzień 2009 12:03 | |||
|
By zgłębić jego tajniki pojechaliśmy do Pyrzowic, na lotnisko, które od stycznia 2009 roku nazywa się Katowice Airport. Dziesiąta, więc jubileuszowa Wędrówka, nie doszłaby do skutku gdyby nie uprzejmość dyrekcji lotniska. A trzeba wiedzieć, że wycieczki to rzadkość: ledwie cztery w roku. Naszym przewodnikiem był Piotr Adamczyk, pracownik Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, właściciela portu. Przyglądając się, z tarasu widokowego, ruchowi samolotów słuchaliśmy krótkiej historii portu. Powstało w miejscu dawnego, zbudowanego jeszcze przez Niemców w czasie II wojny światowej tzw. lotniska zapasowego. Wybrano podmokły, bagnisty teren rozciągający się między Pyrzowicami a Mierzęcicami. Gdy wysiedlono ludzi, zaczęto go drenować, wodę zaś odprowadzając do stawu, pełniącego rolę oczyszczalni. Niemcy mieli w planach utworzenie bazy dla samolotów eksperymentalnych, stąd na planie trójkąta, wybudowano trzy drogi startowe po 50 m szerokości każda. Zaplecze stanowiły hangary oraz skład bomb, piloci kwaterowali w drewnianych domkach rozebranych w początkach lat 80. . W listopadzie 1941 roku, po śmierci generała Ernsta Udeta, asa lotniska Luftwaffe lotnisko nazwano Udetfeld. Wędrówkowicze zwiedzali je niemal w przededniu sześćdziesiątej ósmej rocznicy śmierci generała. Status lotniska doświadczalnego dla niemieckich sił powietrznych Przyrzowice zawdzięczały niemieckiemu konstruktorowi H. G. Moellerowi, pracującemu dla zawierciańskich zakładów zbrojeniowych. Lotnisko wyposażono w urządzenia obsługujące myśliwce z napędem rakietowym Meserschmitt Me 163, była też szkoła pilotażu. W styczniu 1945 roku Niemcy bez walki opuścili je, zostawiają jednak niespodziankę: zaminowali teren. Detonując ładunki zniszczyli pas startowy. Po Niemcach przyszli Rosjanie: zlikwidowali dwie drogi startowe, zasypali leje po bombach – z ziemi są niewidoczne, ale z powietrza poznamy je po innym kolorze roślinności. W latach 1949 – 51 stacjonowało tu wojsko polskie, a konkretnie 39 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego. Marian Jabłoński, współorganizator Wędrówek, z sentymentem oglądał stare śmiecie: w latach 80 służył w tym pułku jako mechanik i dochrapał się stopnia starszego szeregowego. W latach 90. lotnisko częściowo przekazano w cywilne ręce, ale dopiero w 2000 roku jest w pełni pod takim zarządem. Najwyżej położony i trzeci pod względem ruchliwości port lotniczy w Polsce, ma w swym zasięgu 11 mln mieszkańców. Z dwóch terminali pasażerskich o łącznej powierzchni 21,3 tysiąca metrów rocznie korzysta 3,6 mln pasażerów ( w godzinę to 1170 osób). Drugi terminal oddano do użytku dwa lata temu, w 2007 roku, w planach - budowa trzeciego. Katowice Airport dysponuje systemem wspomagania lądowania przy ograniczonej widoczności, najnowocześniejszym w Polsce ( kosztowało 3 mln zł).W 2003 i 2004 udało się przyciągnąć tzw. tanie linie lotnicze, najwięcej samolotów z Katowic odprawiają węgierskie linie Wizz Air. Na płycie lotniska było od nich amarantowo . Po odprawie na bramce mogliśmy przejść do części zazwyczaj dostępnej tylko dla obsługi lotniska. Na wieżę nie udało się dostać, ale dowiedzieliśmy się , że to teren Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Najwięcej emocji dostarczyła wizyta w remizie straży lotniskowo – gaśniczej. Robert Rutczyk i jego koledzy zaprezentowali sprzęt gaśniczy starej i nowej generacji. Używa się go podczas awarii i katastrof. Wozy o nazwach „Baracuda” ( starszy typ) i Rossnebaum ( najnowszy) oglądaliśmy z bliska ( w garażu) i z daleka – podczas parominutowej prezentacji. Lotnisko kupiło nowy sprzęt ( dwa wozy) za 5 mln zł. Wydają się pokraczne i niezwrotne, ale myli się ten, kto sądzi tylko po wyglądzie. Czerwono – stalowe smoczyska rozpędzają się do steki w 20 sekund a ważą 20 ton. Elektronika w sterowaniu, dwójka ludzi w kabinie. Silnik o mocy 700 kM. Zajrzeliśmy także do służb utrzymania lotniska, obejrzeli z bardzo bliska start i lądowanie samolotów , po płycie poruszaliśmy się autobusem lotniskowym a drogę do i z Pyrzowic pokonaliśmy dzięki uprzejmości PKS-u. Jubileuszowym akcentem było także ciasto i kawa, które zjedliśmy w restauracji Zeppelin. Małgorzata Lichecka
|
















