| CZŁOWIEK Z PASJĄ: Tomek Kraj |
| niedziela, 29 sierpień 2010 00:00 | |||
Dla przyjaciół Kraju. Ma 23 lata, jest synem byłego wojskowego, dowódcą Grupy Rozpoznawczo-Uderzeniowej, człowiekiem z pasją i pasją żyjącym. Razem z grupą podobnych sobie zapaleńców rekonstruuje stacjonujący w Gliwicach oddział specjalny żandarmerii wojskowej.Było ich trzech: Kikut, Paciu i Lolek. To oni założyli GRU. Lolek pociągnął później za sobą przyjaciela Tomka. Znali się z harcerstwa. Kraju po 11 latach w ZHP poczuł, że czegoś mu brakuje. Świetną alternatywą dla harcerstwa okazała się właśnie GRU. Obecnie jest jej dowódcą. – Próbujemy odwzorować jeden z oddziałów wojskowych. Wybraliśmy żandarmerię. Ćwiczymy ich taktykę, staramy się wyglądać tak jak oni – Kraju pokazuje logo, jakie naszywają na stroje. Przypomina to noszone przez żandarmów. Rekonstrukcja się udaje – na gliwickim pikniku militarnym w ubiegłym roku ludzie nie odróżniali członków grupy od prawdziwych żołnierzy. – Pokazujemy, jak działa prawdziwy oddział. Zwykły człowiek nie ma szans, by zobaczyć na przykład treningi żandarmów. My mu tę szansę dajemy. Do nas może przyjść i potrenować, na własnej skórze poczuć, jak to jest – opowiada Tomek. Grupa działa dwustronnie. Nie tylko trenuje. Wykorzystuje też taktykę, jakiej uczy się podczas ćwiczeń, w wojnach na plastikowe kulki, którą nazywa się strzelaniną. Zabawa bolesna, ale o wiele lepsza niż wojny wirtualne w grach komputerowych. Prawdziwa adrenalina i zmęczenie, ale przede wszystkim zdobywanie kondycji. Strzelanina, czyli ASG to także niezła lekcja historii. Scenariusze bitw są historyczne, czasem rekonstrukcyjne, wtedy trzeba się odpowiednio ustylizować. A jak już dostaniesz kulkę, idziesz na 3 minuty do umieralni, potem wracasz do gry. Dla Tomka i jego grupy najważniejsze są treningi. Kiedyś przyszedł do nich prawdziwy żandarm, zdradził pewne techniki, obalił mity. Grupa ćwiczy wejścia do budynków, zjazdy na linie, opanowuje do perfekcji sztukę kamuflażu. W odpowiednich strojach przyozdobionych gałęziami ukrywa się w trawach i krzakach. Zadanie polega na tym, aby będący akurat w pobliżu obiekt (np. rowerzysta) nie zauważył. – W ciągu dwóch lat tylko jeden raz ktoś nas odkrył – opowiada Kraju. – Grzybiarz wdepnął na jednego z naszych – dodaje ze śmiechem. Podobno do ćwiczeń najlepsze są Pyskowice – jest tam wystarczająco trawy i pagórków. Obecnie GRU liczy około 10 stałych członków. Ale już dziś Tomek planuje wrześniowy szturm na szkoły: – Będziemy robić nabór w szkołach wojskowych. W tym roku zapowiada się ciekawie, bo ze sprzętem militarnym, który zaprezentujemy uczniom podczas przerw. Średnia wieku w grupie to 18, 19 lat. Ale zdarzają się i starsi. Tomek opowiada o pewnym 43-latku, mężu i ojcu dwójki dzieci, wojskowym, któremu po przejściu na emeryturę czegoś zabrakło. GRU działa przy grupie militarnej Śląsk. Dzięki temu może korzystać na przykład z profesjonalnych samochodów. Jedyny minus tej pasji to drogi sprzęt. Ale, jak się okazuje, dla prawdziwych pasjonatów przeszkód nie ma. Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Dla przyjaciół Kraju. Ma 23 lata, jest synem byłego wojskowego, dowódcą Grupy Rozpoznawczo-Uderzeniowej, człowiekiem z pasją i pasją żyjącym. Razem z grupą podobnych sobie zapaleńców rekonstruuje stacjonujący w Gliwicach oddział specjalny żandarmerii wojskowej.