| W krainie deszczowców |
| poniedziałek, 30 sierpień 2010 00:00 | |||
Dziś Hiszpania. Ale nie modne „Kanary”, oblegana Ibiza czy popularna Costa Brava. Zapraszam na północ, gdzie trochę chłodniej i bliżej chmur. Do Asturii, w góry Kantabryjskie. Wody też tu nie zabraknie, bo niedaleko Zatoka Biskajska.Bierces. Tak nazywa się zabita dechami wieś gdzieś wysoko w górach. Kiedy się do niej jedzie, ciśnienie zatyka uszy. Jak w samolocie. Ale ten widok z okna! Bezcenny. I często chodzi się z głową w chmurach. Wakacje dobre jednak dla tych, którzy nie cierpią na reumatyzm, bo okropnie tu wilgotno. Pranie schnie czasem kilka dni. Ale za to trawa jaka zielona! Wakacje w Asturii w wielkim skrócie: pięć rzeczy charakterystycznych dla regionu. Warto zakosztować, jeśli się tam wybierzecie. CIDRA, czyli słodkie wino z jabłek. Takie miejscowe „patykiem pisane”. Samo wino jednak nie jest specjalną atrakcją. Raczej sposób jego nalewania. Barman unosi butelkę najwyżej, jak potrafi, a szklankę trzyma nisko. Tak wlewany płyn ma i odpowiednią piankę, i smak. To nic, że przy okazji podłoga zachlapana. Hiszpanie tym akurat najmniej się przejmują (mimo że na stołach leżą popielniczki, miejscowi rzucają niedopałki na podłogę – zapewniają pracę innym). DREWNIAKI podobne jak w Holandii, ale nie tak kolorowe. Z charakterystycznymi trzema obcasami, które ułatwiają asturyjskiemu chłopu wchodzenie pod stromą górę, gdzie wypasa krowy. Mieszkańcy wsi nadal ich używają, a turyści kupują jako pamiątki z podróży. KROWIE DZWONKI, których dźwięk słuchać nocą. Delikatny, przyjemny dla ucha, dochodzący z górskich pastwisk. Krowy nie widać, ale ją słychać. Nie ma szans, by się zgubiła. ORIO, czyli śmieszne małe domki na czterech betonowych nóżkach. Stoją praktycznie w każdym gospodarstwie. Wchodzi się do nich po drabinie. To taka rodzima spiżarnia. Myszy nie mają do niej dostępu. KRZYŻ ZWYCIĘSTWA, herb Asturii. Złoty, wysadzany kamieniami, przechowywany w katedrze w Oviedo, stolicy regionu. W VIII wieku wzniesiono go wysoko nad wojskiem podczas bitwy z muzułmanami. I wreszcie MATKA BOŻA Z COVADONGI, czyli miejscowa Czarna Madonna, której wizerunek można oglądać w przepięknej skalnej grocie. Są jeszcze cafe con leche y Baileys (przepyszna kawa z likierem), asturyjska tortilla – po prostu „biedazapiekanka” (tanie danie, które jedli chłopi, gdy brakowało pieniędzy, podobnie jak Ślązacy wodzionkę) i wiele, wiele innych. Jest i telewizja Asturia, która promuje region, a nie wstyd, jak nasze regionalne. I wszędzie drewniane trepy, breloczki z krzyżem, krowie dzwonki różnej wielkości, małe domki orio do postawienia na półce. A na kubkach, talerzykach, pojemnikach na masło – mapa Asturii. To się nazywa patriotyzm. I to jest właśnie wakacyjna promocja. Marysia Sławańska Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Dziś Hiszpania. Ale nie modne „Kanary”, oblegana Ibiza czy popularna Costa Brava. Zapraszam na północ, gdzie trochę chłodniej i bliżej chmur. Do Asturii, w góry Kantabryjskie. Wody też tu nie zabraknie, bo niedaleko Zatoka Biskajska.