| O niepoważnym strażniku, Golemie, knedlíkach i pogodzie |
| sobota, 28 sierpień 2010 00:00 | |||
O wrażeniach z wycieczki do Pragi pisze Beata Surma, żona naszego fotoreportera:To były dwa wyrwane z kontekstu codzienności dni, nie do końca realny wakacyjny epizod. Gdybyśmy z czystego rozsądku nie zamknęli listy obecności uczestników spokojnie zjawiłoby się nas tam trzydziestu. Pojechało jedenastu. Kilku może wróciło. Pozostali myślami nadal błądzą po mokrych, kamiennych uliczkach. W głowach wiruje nam piwo z małego XV-wiecznego piwowaru U Medvídků i wszystkie zabytkowe kamienice, kościoły i pałace. Spacerujemy po Hradčanach i próbujemy wyprowadzić z równowagi stojących nieruchomo strażników. Uroczysta zmiana warty wywołuje u turystów szczery śmiech, ponieważ strażnicy szeroko się uśmiechają, by za chwilę przez godzinę poważnie prezentować się w swojej budce. Z zachwytem patrzymy na Křižíkovą fontánę, która w ten sobotni późny wieczór stanowi spektakularną scenografię baletu Dziadka do orzechów Piotra Czajkowskiego. Tutaj nawet fotoreporter woli oglądać niż fotografować. Stoimy na Staroměstskim náměstí pod Orlojem, XV-wiecznym zegarem astronomicznym, którego twórcę mistrza Hanuša władze oślepiły, by w żadnym innym mieście nie skonstruował podobnego dzieła. Jeździmy metrem i tramwajami. Wędrujemy na Petřín (kopiec 327m w centrum Pragi), gdzie Czesi chodzą na randki, a turyści na wieżę widokową Petřínską rozhlednę. Przechodzimy przez Karlův most i spoglądamy na zamyślone i smutne twarze malarzy, grajków, portrecistów, iluzjonistów i ich dzieła; na rzeźby i posągi postawione na całej długości mostu. Robimy zakupy w centrum kultury, rozrywek i handlu – na Václavskim náměstí. Płyniemy parowcem wzdłuż Vltavy, pod mostami i blisko kryjówki Vodníka, który tam zwabia młode dziewczęta... Zwiedzamy Vyšehrad – jego mury, miejsca widokowe, parki i cmentarz przy bazylice św. Piotra i Pawła, na którym leżą zasłużone dla narodu osobistości, artyści, muzycy, pisarze. Ich nagrobki to dzieła sztuki. Siedzimy w piwiarniach na Žižkovie i rozsmakowujemy się w narodowej kuchni, chłoniemy czeską pogodę ducha. Miałam być przewodnikiem tej wyprawy, kroczyć ze wzniesioną złożoną kolorową parasolką. Opowiadać historię, legendy, przedstawiać zabytki i prowadzić bezbłędnie do celu, ale nie przygotowałam żadnego planu wycieczki, nigdy nie miałam orientacji w terenie i zdolności oratorskich. Przepadłam w antykwariacie – kocham literaturę czeską. Grube ciężkie chmury zaciągnęły się nad miastem, dla nas na zawsze, tworząc tajemniczy klimat. Zastanawiające, że zgiełk i pośpiech tabunów turystów przeróżnej maści nie jest w stanie przemóc rozkołysanej, magicznej i leniwej atmosfery tego miasta. Po praskich uliczkach snują się wszelakiego rodzaju upiory, zjawy i duchy, a najpotężniejszym z nich jest Golem. Nie wracajmy jeszcze… Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















O wrażeniach z wycieczki do Pragi pisze Beata Surma, żona naszego fotoreportera: