| Mąż do wynajęcia |
| wtorek, 09 marzec 2010 12:22 | |||
Mój mąż leży na wersalce i czyta. Nie jest jakimś lumpem, draniem, głupkiem bez podstawówki czy pijakiem, co to na kanapie notorycznie odchorowuje kaca. Nie. Mój mąż to intelektualista. Magister, który niemal całe swoje życie spędza na siedzeniu na wersalce i czytaniu. Niemal całe, bo pewną jego część zajmuje marudzenie i ubolewanie nad złym losem, który dał mu nie takie życie, nie takie mieszkanie, nie takie miasto, nie takich przyjaciół, nie takie ubranie. Trudno się nie zgodzić z moim mężem. Mieszkanie jest ciasne i źle nasłonecznione. Na ścianach jest grzyb, od zawsze cieknie kran, a ubikacja się zatyka. W zasadzie wszystko, co jest w mieszkaniu nadaje się do wymiany. Ale wymienić nie ma kto.Dlaczego nie ja? Mamy przecież równouprawnienie Owszem, nasuwa się takie pytanie. Również mnie samej. Bo jakże to. Przecież chciałyśmy tej wolności-sprawiedliwości. Paliłyśmy staniki. Walczyłyśmy. To teraz se radźmy. I radzimy se. Ja sobie radzę w ten sposób, że wstaję dość wcześnie, gdy mój mąż-intelektualista śpi jeszcze, robię śniadanie, myję się w wodzie, która przez całą noc naleciała z cieknącego kranu do miski, ubieram się, budzę dzieci, ubieram je, zaprowadzam do przedszkola i do szkoły, biegnę do pracy. Pracuję. Nie obijam się. Nie mam takiej natury. Czas ucieka, więc bez pustych przebiegów, nie ma co zwlekać, nie ma się co obijać, odkładać na jutro. Bo jutro przecież może ci się dziecko rozchorować, więc musisz mieć wszystko na tip-top i galancie. Po pracy lecę na zakupy, żeby mąż-intelektualista nie musiał się fatygować, bo to kolejna fala narzekań, że trzeba iść, wyjść, przynieść. No to sama sobie to noszę, dźwigam i targam. Teraz po dzieci do przedszkola i do szkoły. I z tymi dziećmi i zakupami na czwarte piętro. Teraz obiad, lekcje, szybkie pranie. Mąż czyta, kran cieknie, okno się nie domyka, wykładzina odkleja się od podłogi, zamek w drzwiach się rozwalił. Nie szkodzi, tu i tak nie ma co ukraść. Zaczyna się wytwarzać sytuacja, gdy gotuję, prowadzę samochód i firmę, niańczę dzieci, wymieniam koła i uszczelki, naprawiam krany, zarabiam pieniądze, płacę za kino, kleję odlepiające się podeszwy, łatam spodnie, ceruję skarpety, tapetuję ściany i przekopuję ogródek. Mężczyzna siedzi. Siedzi i śmierdzi. Zaczyna przeszkadzać. Bo po co nam w końcu taki mężczyzna? Zagoniłyśmy go przecież w kąt, ręką sam kiwnąć już nie potrafi. Jakiegoś bezwładu dostał. Leży tylko, jakby był świeżo po wylewie. Już nawet kąpać mu się nie chce. To po co taki mężczyzna? Ponieważ same sobie zgotowałyśmy ten los, same szukamy rozwiązania. Szukamy i znajdujemy. Mąż do wynajęcia Mąż na godziny to alternatywa dla drugiej połowy, męża ślubnego, ukochanego dziubusia z wersalki. Rozwiązanie dla kobiet, które nie chcą mieć jęczka w domu, który i tak nic zrobić nie chce, nie umie, nie potrafi, czy jest ponad tak przyziemne sprawy. Mąż do wynajęcia do skarb prawdziwy: wyniesie śmieci, wymieni uszczelkę, umyje okno, wkręci żarówkę, powiesi zasłony, wyjdzie na spacer z psem, przyprowadzi dziecko ze szkoły, wbije gwoździa w ścianę, wytrzepie dywan, ułoży panele, wytapetuje, przewiezie co trzeba samochodem, podłączy sprzęt rtv i agd. Taki gość od wszystkiego. Przydatny i nie pałęta się po domu przez cały dzień. Plus takiego układu najpierw dostrzegły nasze koleżanki z Zachodu. Pomysł jest tak dobry, a prawdziwi mężowie tak leniwi, że przyjął się u nas. Męża można już wynająć sobie w Łodzi. Nie tylko naprawia, reperuje i sprząta, ale też może towarzyszyć na bankiecie czy w szkole rodzenia. W zależności od potrzeb zakres jego obowiązków stale się poszerza. Za godzinę efektywnej pracy mężowi do wynajęcia trzeba zapłacić 48 zł. Może w tym czasie robić kilka rzeczy, np. naprawić kran i umyć okno. Można też płacić za każą usługę osobno. I tak, np. naprawa gniazdka to 20 zł, odbiór dziecka ze szkoły - 15 zł, wymiana kranu - 30 zł. I bez gadania! Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Mój mąż leży na wersalce i czyta. Nie jest jakimś lumpem, draniem, głupkiem bez podstawówki czy pijakiem, co to na kanapie notorycznie odchorowuje kaca. Nie. Mój mąż to intelektualista. Magister, który niemal całe swoje życie spędza na siedzeniu na wersalce i czytaniu. Niemal całe, bo pewną jego część zajmuje marudzenie i ubolewanie nad złym losem, który dał mu nie takie życie, nie takie mieszkanie, nie takie miasto, nie takich przyjaciół, nie takie ubranie. Trudno się nie zgodzić z moim mężem. Mieszkanie jest ciasne i źle nasłonecznione. Na ścianach jest grzyb, od zawsze cieknie kran, a ubikacja się zatyka. W zasadzie wszystko, co jest w mieszkaniu nadaje się do wymiany. Ale wymienić nie ma kto.